Utylitaryzm - brudnopis

Brudnopis utylitarystyczny (część) Patryka Kaczmarka. 2005-2012, aktualizacja: 5.11.2012. Kontakt: kaczmarek@utylitaryzm.pl.

Podstawowe pytanie etyki (etyki normatywnej, teorii działania, teorii racjonalnego działania) - "co powinniśmy robić"?

Oczywiście pytanie to sformułować można na wiele innych sposobów, a także np. położyć nacisk na siebie (np. "co powinienem czynić?") lub też na ogół (np. "jakie działania są najlepsze?"). Temat-rzeka. ~~Podobnie jak tematem-rzeką jest kwestia tego w jaki sposób i jak dalece należy analizować tę kwestię. Interesujące jest też to, w jaki sposób zastosowanie zasady użyteczności, może nam pomóc w odpowiedzi na to pytanie (tzn. na pytanie, które pytanie jest tutaj najlepsze).

Oto kilka różnych sformułowań tej samej dyrektywy działania (dyrektyw tych jest rzecz jasna o wiele więcej - przytaczam tu tylko niektóre). Dyrektywy te uważam za prawdziwe.
- Celem wszelkiego działania jest dobro
- Należy robić wszystko, aby było jak najwięcej dobra
- Powinno się optymalizować wszystko
- Winno się czynić możliwie najlepszym wszystko

Te dyrektywy (także te o podobnej/tej-samej treści, których tutaj nie wymieniłem) będę dalej nazywał zasadami użyteczności.

Tego typu dyrektywy wyrażają to samo. Banał na który pewnie zgodziłby się każdy normalny człowiek. Oczywiście np. niektórzy filozofowie analityczni mogliby się nie zgodzić z tym (i, być może, mieliby rację - o tym może później). Temat wyboru optymalnego (najlepszego) sformułowania zasady użyteczności rozwiniemy w dalszej części dokumentu.

Zasada użyteczności jest uniwersalna i decyduje nawet o tym, jakie jej sformułowanie jest najlepsze (optymalne).

"Celem wszelkiego działania jest dobro", a "celem wszelkiego działania powinno być dobro" - na upartego widać różnicę. Co to dokładnie znaczy?

Na przestrzeni wieków sformułowano wiele najróżniejszych systemów aksjonormatywnych. Są wśród nich takie, o których nikt nigdy nie słyszał. Takie, które nie zostały nigdy wysłowione. Takie, które nie zostały dostatecznie dobrze pojęte. Takie, które są sprzeczne. Być może stworzono i taki system, który jest prawdziwy. Prawdziwy system etyczny mógł znać jakiś człowiek 10 006 lat temu.

Co właściwie znaczy, że systemy aksjonormatywne "istnieją"?

[...] W związku z tym, co napisałem wyżej, wydawać się może, że osoba racjonalna powinna uznać, że nie istnieje jakiś jeden, wyróżniony system normatywny. Jest to jednak błąd, co spróbuję poprzeć odpowiednią argumentacją.

[...] Czy my w takim razie jesteśmy realistami czy antyrealistami etycznymi? Wiele zależy od terminologii (tj. od tego jak dokładnie rozumiemy realizm, a jak antyrealizm). Gdyby ktoś zadał pytanie: "czy jeśli realizm (meta)etyczny to teza, że to a to, to czy jesteśmy realistami (meta)etycznymi?" to było łatwiej nam odpowiedzieć. A tak nie będziemy roztrząsać, czym właściwie miałoby być bycie realistą/antyrealistą (meta)etycznym, bo szkoda na to zasobów. Po prostu nie jest to optymalne (hipoteza). Głównie dlatego, że za podstawową zasadę uznajemy, że ~~należy działać. Może wrócimy do tego później.

Niezależnie od tego, czy jakiekolwiek zasady moralne mogą zostać uzasadnione, czy też nie (a także m.in. niezależnie od tego, czy jakikolwiek byt może zostać prawomocnie uznany za wartość nieinstrumentalną [summum bonum, cel sam w sobie, cel autoteliczny, ...]), musimy działać. Zatem potrzebujemy teorii działania. I to jest argument za tym, że potrzebujemy teorii etycznej i ~~musimy ustalić właściwą teorię.

Możemy oczywiście rozmaicie rozumieć to, że "musimy działać", ale [...] Wniosek jest taki, że musimy mieć jakiś cel działania [...] Wnioskowanie to ma następującą postać [...]

Mógłby ktoś stwierdzić, że celem np. projektowania silnika jest jego sprawność. Ściśle rzecz biorąc nie jest to prawda [...] Chodzi bowiem o przyjemność czy też o pozytywne odczucia. Podobnie jak w prowadzeniu działalności gospodarczej, ściśle rzecz biorąc nie chodzi o zysk, a w rozwoju gospodarki nie chodzi o wzrost PKB. To są rzeczy, które najprawdopodobniej są mocno skorelowane z wartością nieinstrumentalną (u nas: odczucia, tj. pozytywne i negatywne odczucia, tj. przyjemność i przykrość), ale nie są nią samą (tj. nie są celem działania, choć na poziomie procedury decyzyjnej, tj. z "drugiego poziomu" mogą zostać uznane za cel).

Ważne - należy sprawdzić, czy istotnie np. sprawność silnika czy wzrost PKB jest mocno skorelowany w pozytywnymi odczuciami. Zawsze bowiem istnieje możliwość, że jesteśmy niewolnikami czasów, w których żyjemy, że przyzwyczajenie i chęć utrzymania status quo mogą mieć zły wpływ na nasze intuicje.

Konwencja: będziemy mówić o pozytywnych odczuciach. Czy ta konwencja jest najlepsza? Nie wyliczymy tego, bo nie znamy szczegółów teorii, ale tak założymy (czy tak jest - trudno orzec póki nie mamy określonej teorii).

Z pozytywnymi i negatywnymi odczuciami zaraz problem - co z ludźmi, którzy dążą do przykrości (negatywnych odczuć) czy do jakichś konkretnych przykrości lub którzy zupełnie abstrahują od celu pozytywne/negatywne-odczucia lub którzy w ogóle do niczego nie dążą (czy to możliwe?)? Czy te pojęcia nie są przypadkiem nazwą dla dowolnego preferowanego/niepreferowanego przez jednostkę czegoś? W takim razie o tym, co jest celem decyduje jednostka czy nie? ~~To jest chyba jakaś forma konsensu między podmiotami (pomijając trudności typu byty nieludzkie, poprzedników i następców ewolucyjnych)? Na czym ten domniemany konsensus ma polegać?

~~Czy preferencje i (błędne?) mniemania podmiotów należy traktować jako fakt zastany na podobieństwo tego, że słońce świeci (niezależnie, czy to dobre czy nie) i w tym obrębie wyznaczyć kompromis? ~~Zasada użyteczności tu nie pomoże - chyba, że "dobro" będziemy rozumieć jak wyraz pojemnikowy bez prawie żadnej treści, ale wtedy też nam to nie pomoże.

O racjonalności [...] Niektórzy twierdzą, że o racjonalności może być mowa tylko w odniesieniu do środków, a nie celów [...]. Musimy jednak i tak wybrać cel z uwagi na to, że ~~musimy działać.

Sidgwick twierdził, że "o obiektywnym istnieniu wartości możemy mówić tylko w sensie możliwości zastosowania jednego probierza wartości ważnego dla wszystkich istot". Co ja sądzę o tej tezie? Musiałbym poznać szczegóły. Na pierwszy rzut oka brzmi rozsądnie i jest zgodna z zasadą ~~~trzeba działać.

Nawet gdybyśmy byli np. metaetycznymi emotywistami, to i tak musimy działać na co dzień i musimy wybrać jakąś wartość za cenną samą w sobie. Czy tak naprawdę istnieje alternatywa dla takiego postępowania?

Możemy mówić zarówno o teorii działania, jak i o etyce (lub nawet o czymś jeszcze innym - teoria wyboru, teoria wszystkiego, ...). Nie ma to realnego znaczenia, a tylko terminologiczne (oczywiście możemy też powiedzieć, że ma to znaczenie realne w szerokim sensie). Wszystko jedno. Tak naprawdę chodzi jedynie o to jakie konsekwencje dla świata będzie miało to, o czym piszemy.

Dotychczas nie osiągnięto porozumienia w kwestiach etyki i moralności, ale nie można z tego wnioskować o tym, że takie porozumienie jest nieosiągalne.

Po czym byśmy poznali, że osiągnięto porozumienie? Czy osiągnięto porozumienie w sprawie prawdziwości mechaniki klasycznej, ogólnej teorii względności, istnienia neutrin, zasady Macha, tego, że homoseksualizm jest/nie-jest chorobą? Na czym to porozumienie dokładnie polega i kiedy by nim przestało być? Można wymyślić sytuację, w której nie będziemy pewni, czy porozumienie jest czy go nie ma. Czy istnieje kryterium?
Kwestię tę powinniśmy oczywiście rozstrzygnąć stosując zasadę użyteczności i pamiętając o jej ewentualnych ograniczeniach.

1. Czym dokładnie są te byty, które nazywamy pozytywnymi odczuciami? Musimy wiedzieć o czym w ogóle mowa, abyśmy mogli je zlokalizować czy też porównać między sobą.
2. ~~Skąd się dokładnie biorą te wartości? Inaczej drugie: dlaczego tym, co dobre są akurat pozytywne odczucia, a nie co innego? Czyli drugie pytanie to pytanie o uzasadnienie.

Co do pierwszego pytania: pozytywne odczucia (przypominamy że to z grubsza to samo co przyjemność u wielu etyków) to nie stan rzeczy na świecie (we wszechświecie), a stan (odczucie - jak sama nazwa wskazuje) podmiotu. Odczucie czy uświadomione odczucie (czy jest sens rozgraniczać? czy pozytywne odczucie bez świadomości to w ogóle pozytywne odczucie w naszym sensie?)?
Gdyby się uprzeć, to stan podmiotu też jest stanem rzeczy na świecie (we wszechświecie), ale w tym podziale nie mamy oczywiście tego na myśli.

Jeśli są wątpliwości co do natury pozytywnych i negatywnych odczuć, to my tu spróbujemy wyjaśnić je na tyle, na ile można i wtedy można będzie porównać nasze rozumienie z rozumieniem innych (choć tamte są często albo i zawsze niedookreślone, więc może być problem).
Czym są pozytywne i negatywne odczucia? Scharakteryzuj je możliwie najlepiej. Więcej zasobów zużyj na tę kwestię.

Dlaczego właściwie nie mogłoby być szkół (w rozumieniu dzisiejszych szkół - np. liceów o określonym profilu) dla przyszłych prostytutek? Na ile ich istnienie byłoby czymś dobrym? W jaki sposób wziąć się za rozwiązanie tego problemu (ustalenie na ile dobre/złe jest istnienie tego a tego) w kontekście mojej teorii?

Czy pewne fakty z dziedziny psychologii lub z otoczenia (np. poniższe) mają wpływ na określenie tego, co jest wartością autoteliczną?
A może mają wpływ na strategię, którą powinniśmy obrać w grze z otoczeniem?
Jaką mamy pewność, że rozróżnienie ja-otoczenie jest poprawne?
Myślę, że powinniśmy po prostu maksymalizować w otoczeniu pozytywne odczucia (załóżmy dla uproszczenia, że to ilość jakiejś tam substancji chemicznej - nazwijmy ją sobie PF). Weźmy pod uwagę fakty dotyczące nas i otoczenia (np. typu "80% ludzi w sytuacji takiej a takiej zapomina o dotychczasowym głównym zmartwieniu w obliczu nowego takiego a takiego zmartwienia") i próbujmy je "wykorzystać" na naszą korzyść (tj. do zwiększenia ilości pozytywnych odczuć w świecie) jeśli to możliwe (np. jeśli możemy zmienić nasze podejście do niektórych naszych postaw).

- "człowiek przejęty jednym zmartwieniem, łatwiej zapomina o drugim"
- przyzwyczajenie do sytuacji
- człowiek cierpi mniej, gdy nie porównuje się do innych
- ~~to, że jest się zadowolonym (to banalne biorąc pod uwagę, że "bycie zadowolonym" to "doświadczanie dość dużej ilości pozytywnych odczuć"? a jeśli weźmiemy pod uwagę zastane znaczenie "bycia zadowolonym"?); liczy się tylko bycie zadowolonym niezależnie od tego co się posiada (rozważ dwie wersje: posiadanie czegoś "materialnego" [np. pieniądze] i czegoś "niematerialnego" [np. ilość lasów na naszej planecie])
...

~~Pisząc o maksymalizowaniu pozytywnych odczuć, mam na myśli maksymalizowanie ilości PF w świecie. Zamiast o pozytywnych odczuciach, możemy mówić m.in. o (niektórych poniższych określeń rzeczywiście używa się w literaturze przedmiotu i w języku potocznym):
- szczęściu
- przyjemności
- racjonalności
- eudajmonii
- dobrostanie
- dobrobycie
- flourishingu
- pomyślności
- satysfakcji
- sukcesie
- sprawiedliwości
- cnocie
- efektywności
- właściwości
- korzyści
...
Związki między tymi wyrażeniami - zagadnienie do analizy. Analizujemy znaczenie zastane, regulujemy je, czy też zmieniamy całkowicie podług naszego celu (który docelowo miałby być określony przez zasadę użyteczności, pamiętając o ograniczeniach)?

Mówię też zwykle o czynie słusznym, ale moglibyśmy mówić też m.in. o czynie:
- racjonalnym
- pożytecznym
- powinnym
- dobrym
- sprawiedliwym
- właściwym
- czasami w ogóle nie używa się słowa "czyn" (np. "powinieneś to a to")
...
Jaki są związki między tymi wyrażeniami? Jakie być powinny?

Bywa, że "chowamy się za słowami" operując raz tym, a raz innym słowem oznaczającym z grubsza to samo. Problem, że te znaczenia są niesprecyzowane. Sprawia to jednak wrażenie, że wiemy, o czym piszemy. Rozwiń, bo zbyt mętnie to napisałeś.

O optymalnym wyborze (o czym należy mówić, czy wybrać tylko jedno wyrażenie, czy używać ich zamiennie w różnych kontekstach, czy w różnych językach będzie to "to samo" rozwiązanie itd.) decyduje oczywiście zasada użyteczności. Możliwa jest sytuacja kontrintuicyjna w rodzaju: w takich a takich okolicznościach powinniśmy mówić o słuszności, a w innych o, dajmy na to, bumborotyczności.

Czym w rzeczywistości jest PF, tj. czym dokładnie są pozytywne odczucia? Czy możemy uzyskać taką informację? Czy da się uprawomocnić ją? Czy mamy przybliżenie? Czy bez tej informacji możliwy jest postęp?

Czy tu i teraz (współcześnie, obecnie) będąc zwolennikiem określonej teorii utylitarystycznej (przyjmijmy, że np. tej, którą tu nakreśliłem) skazani jesteśmy w obliczu braku pewnych informacji na szacowanie wyników? Napisz o tym coś więcej, bo wątków tu mnóstwo.

Można w ogóle wyeliminować z naszej koncepcji wyraz "dobro" (podobnie jak np. "etyka") i, jeśli komuś to przeszkadza, mówić o, dajmy na to, właściwym celu działania lub wprost o pozytywnych odczuciach. Jeśli ktoś podnosi zarzut, że utożsamiając dobro z ilością wartości w świecie, która została "spowodowana" przed dany czyn, zawłaszczamy słowa, to oczywiście możemy tego nie robić (choć nie jestem pewien, czy to byłoby słuszne). Ważne jest tylko, abyśmy wiedzieli co konkretnie mamy czynić i o czym mówić - jak to nazwiemy to inna i zdecydowanie mniej istotna sprawa. Co powinniśmy zrobić? O tym decyduje jak zawsze zasada użyteczności, ale ~~chyba wybrać można dowolny schemat pojęciowy i nie będzie to miało wpływu na samą treść i strukturę teorii.

Moglibyśmy wybrać dowolne, ale ustalone znaczenie "etyki", "czynu etycznego" i tym podobnych wyrażeń, i wtedy moglibyśmy zgodnie z prawdą powiedzieć, że coś jest czy nie jest etyczne, ale chodzi o to, aby ta konwencja (ten wybór) był możliwie zbliżony do optymalnego (lub optymalny tout court). Czyli odwołujemy się do zasady naczelnej.

Na boku: po co w tym dokumencie operuję synonimami? To czynność nazbyt chyba oddalona od najlepszości.

~~Czy "czyn słuszny" (i podobne wyrażenia typu "działanie sprawiedliwe", "racjonalna decyzja" itp.) ma jakieś "magiczne" ("prawdziwe", "religijne") odniesienie? Nie wydaje mi się. Optymalne odniesienie wyznacza zasada użyteczności. Optymalnym odniesieniem np. "czynu słusznego" ("Maćku, napełnienie przez Ciebie butli wodą było czynem słusznym") może być jednak np. odniesienie "deontologiczne" ("kantowskie"; znaczące np. coś w rodzaju "czyn dokonany z prawej intencji"). Ma to związek z zagadnieniem "czy użytecznym jest twierdzenie, że utylitaryzm jest prawdziwy?". Oczywiście zakładamy tu (możliwe, że zbyt naiwnie), że w ogóle byłoby jakieś jedno odniesienie tego typu wyrażeń.

Być może w praktyce (na poziomie procedury decyzyjnej) okaże się, że nie mamy wystarczających zasobów, aby zajmować się wszystkimi problemami i zgodnie z naszymi możliwościami, aby działać efektywnie, powinniśmy zajmować się tylko kilkoma z nich (być może właśnie tymi, które w mniejszym lub większym stopniu pokrywają się z tymi, które potoczna intuicja uważa za etyczne). Jednak dyskusyjna jest teza, że w ogóle powinniśmy stosować jakieś zasady drugiego rzędu.

Przy okazji: jaki jest stosunek wyrażeń "procedura decyzyjna" i "zasada drugiego rzędu" i...? Póki co może być tak, że używam ich zbyt swobodnie. Przy okazji: za często używam zwrotów typu "możliwe, że...", "może" itp. Może należałoby pisać wyraźnie o możliwości logicznej, ontologicznej i innej? Na ile słusznie jest pisać tak, a nie inaczej? Na ile słusznie napisany został do tej pory ten dokument?

Być może jednak w zastosowaniu teorii (na poziomie praktyki, po zastosowaniu procedury decyzyjnej) będziemy brali pod uwagę tylko preferencje czy pożądania bytów doznających nawet jeśli w rachunku utylitarystycznym liczą się też te niedoznające (nie ma tu sprzeczności).

"One of these concerns the debate between the actualists and the probabilists. The actualists hold that consequentialism is concerned with actual outcomes, whatever they happen to be. The probabilists, on the other hand, hold that consequentialism is concerned with the possible outcomes in some proportion to the chance that they will occur"
Czy musimy koniecznie wybrać aktualizm bądź posybilizm? Czy i jakie są inne możliwości? Decyduje jak zawsze zasada użyteczności. Czy o tym, jakie są możliwości decyduje też zasada użyteczności, czy też empiria, czy też połączenie jednego z drugim, czy też jeszcze coś innego?

"Lotto-farciarz" (szczęściarz, szczęściarz decyzyjny, szczęściarz etyczny) - ktoś, kto postępuje nieracjonalnie (niesłusznie, niewłaściwie, ...) w momencie podejmowania decyzji, ale akurat trafia w te konsekwencje, które są najlepsze (tj. jego czyn powoduje dobre konsekwencje ex post, choć jego dokonanie było niesłuszne ex ante).

Najlepiej byłoby wybrać spośród nich (aktualizm/posybilizm/inna-propozycja) to, co "powoduje" największą ilość pozytywnych odczuć. To banalna konstatacja jeśli chcemy stosować zasadę użyteczności do każdego problemu decyzyjnego (poza ewentualnie tymi, których rozstrzygnięcia są warunkiem wstępnym posłużenia się samą zasadą użyteczności).

"Zgadzam się, że nie powinienem uczynić tego a tego, ale nie uznaję tego za ważne dla mojej decyzji", a związek z tym, do czego "popycha" nas natura (tj. to do czego mamy naturalne skłonności, a np. wiemy, że nie jest to dla nas dobre).

"Nie ma sensu się o to kłócić w ten sposób" (tak można powiedzieć w każdej sytuacji, w której ktoś nie stosuje zasady użyteczności). Stosujemy zasadę użyteczności i wyniki do których przez to dochodzimy, są argumentem rozstrzygającym. Inaczej i chyba lepiej rzecz ujmując: moje czy kogokolwiek innego zdanie na dowolny temat (dotyczące problemu decyzyjnego) nie ma znaczenia (o ile nie ma wpływu na same wyniki wyliczeń). Liczy się sucha arytmetyka, fakty, wyliczenia.
Tak naprawdę dopiero gdy będziemy dysponowali tymi liczbami, faktami, wyliczeniami, ..., przekonamy się, czy (przykład) narkoman na głodzie rzeczywiście powinien zostać odcięty od substancji od których jest uzależniony. Póki co to tylko hipoteza.

Obłuda (hipokryzja, nieszczerość) bywa słuszna w wymiarze etycznym, w którym sytuuje się utylitaryzm (sądy o słuszności plus sądy o dobru). Krócej: bycie hipokrytą bywa czymś dobrym.
Oczywiście nie oznacza to, że jest tak zawsze. Bycie hipokrytą na pierwszy rzut oka (zdroworozsądkowo) jest na ogół czymś złym, choć oczywiście należy to sprawdzić na poważnie, posługując się zasadą użyteczności, bo intuicja może zawodzić. Wszystko jest uzależnione od zasady użyteczności.
Utylitaryzm jest w tym miejscu bardzo łatwym obiektem krytyki (niesłusznej [na boku: czy wyraz "niesłuszna" w wyrażeniu "niesłuszna krytyka" ma to samo znaczenie, co w naszej teorii?]), ponieważ to, co powszechnie uważa się za największe okrucieństwa (wojna, morderstwa, gwałty, tortury, pedofilia, ...) może być, w myśl zasady użyteczności, czymś dobrym. Podobnie jak może się okazać, że dobrze jest, aby za wynik działania 2+2 uznać np. 6.
Jest to populistyczny argument przeciw utylitaryzmowi (czy nawet szerzej - przeciw wszelkiemu konsekwencjalizmowi).

Co działo się przed Wielkim Wybuchem? Czy to pytanie ma sens biorąc pod uwagę, że czasoprzestrzeń dopiero wraz z Wielkim Wybuchem zaczęła istnieć (załóżmy, że tak istotnie było)? Na ile istotna jest odpowiedź na to pytanie w kontekście naszej teorii?

Mam nadzieję, że pisanie tego dokumentu jest czynem optymalnym lub zbliżonym do optymalnego.

Nie o wszystkim mogę w tym dokumencie pisać, gdyż mógłbym wiele stracić w innych niż stworzenie-jak-najbardziej-adekwatnej-teorii-etycznej grach.

Uważam, że wiele sytuacji, które intuicyjnie są uważane za dobry stan rzeczy, nie okażą się takimi po zastosowaniu zasady użyteczności.

Trzeba wniknąć głęboko w siebie - ukrywanie prawdziwych powodów dla których coś robimy jest niekorzystne, a może i niesłuszne. Ale czy należy ujawniać wszystko? Może to dobra taktyka na jedną grę oderwaną od innych, ale (odwołując się do mojego własnego przykładu) ta koncepcja etyczna powstaje przecież w określonych warunkach (nie w społecznej próżni), więc gra polegająca na stworzeniu adekwatnej koncepcji etycznej, jest tylko jedną z wielu gier.
O wszystkim decyduje zasada użyteczności. Co jednak wiemy poza tym?

"Możemy uczynić świat lepszym". Na myśl zaraz nasuwają się antyutopie, ale podejdźmy do sprawy racjonalnie!

"(międzynarodowa) konfederacja utylitarystyczna"? Czy warto, aby istniał tego typu ruch? W jaki w ogóle sposób należy działać na rzecz zwiększenia ilości pozytywnych odczuć? Co należy robić, aby działać optymalnie?

Jeżeli ktoś na poważnie myśli o jakimś utylitarystycznym ruchu społecznym lub czymś w tym guście, to należy pamiętać, że musi tam być otoczka emocjonalna - raczej nie może to być "klub suchych intelektualistów".

Można mówić nie tylko o normach moralnych/etycznych (te dwie normy można dość wyraźnie rozróżnić: moralna - według tego co uważa społeczeństwo [można rozróżniać dalej na różne społeczeństwa, klasy, grupy społeczne, ...], etyczna - według adekwatnej [dobrej?] teorii działania [etyki]), prawnych, obyczajowych, logicznych (tu zazwyczaj nazywa się to nieco inaczej), ale także o czymś tak "zwyczajnym" jak na przykład normy rachunkowości. ~~Tu też mamy normatywność.

~~Marksowi przypisuje się pogląd, że życie w kapitalizmie kręci się niemał wyłącznie wokół pracy. Z moich obserwacji wynika, że wśród osób mi znanych we współczesnej Polsce, dokładnie tak właśnie jest. Ten stan rzeczy nie jest chyba dobry. Swoją drogą w czasach polskiego realnego socjalizmu też tak chyba było (może nawet było gorzej). To nadmierne skupienie całych społeczeństw wokół pracy, jest interesującym i wielowątkowym tematem. [...]

~~Foucault miał rację, gdy pisał, że siły społeczne decydują co, kto i kiedy może powiedzieć/napisać. Mogę odwołać się do nawet do osobistych doświadczeń związanych z tym dokumentem, ze swoją pozycją społeczną, z tym kim jestem itd., aby to potwierdzić. Foucault nie grzeszył oczywiście ścisłością i jego interpretacja jest trudna.

Spośród alternatywy utylitaryzm maksymalizujący, a utylitaryzm niemaksymalizujący (np. skalarny lub jakaś wersja satisficingowego), powinniśmy wybrać ten, który maksymalizuje użyteczność. Możliwe, że jednak mimo tego co pisaliśmy gdzie indziej w tym dokumencie, powinniśmy wybrać utylitaryzm maksymalizujący z uwagi na to, że wybranie jakiegoś utylitaryzmu niemaksymalizującego, mogłoby spowodować, że ludzie nie staraliby się aż tak mocno, aby ich czyny mogły zostać nazwane "słuszymi". To jednak tylko hipoteza - sprawa wymaga dalszego przemyślenia.

Teoria dobra jest pierwotna wobec teorii słuszności (John Rawls myli się w swojej Teorii Sprawiedliwości). Nie jest bowiem tak, że działania słuszne "wyznaczają" to, co dobre (jest, jak sądzimy, na odwrót). Czy zasada użyteczności może tutaj wskazać słuszne (racjonalne czy prawdziwe? - dwuznaczność) rozwiązanie tej kwestii? A może jej rozwiązanie jest warunkiem zastosowania zasady użyteczności? Więcej o tym.

Nasza teoria jest pierwotna wobec jakiejkolwiek innej (jest, w pewnym sensie, teorią wszystkiego). Można mówić o tym, co jest (i co, jak się wydaje, zasada użyteczności musi przynajmniej częściowo brać pod uwagę; inaczej to samo: musi brać pod uwagę co jest "na wejściu" i co jest niezależne od niej) i o tym jak być powinno (o tym decyduje zasada - powinno być to, co "powoduje" najwięcej pozytywnych odczuć).
Należy też rozróżnić "to, co jest" od "uznania, że to a to jest".

To, co dobre wyznaczone jest tylko przez fakty (naturalne). Nienaturalistyczne (w tym nadnaturalistyczne) koncepcje dobra są fałszywe albo bezsensowne.

Istnieje naszym zdaniem taka reguła podejmowania decyzji, która jest najlepsza (tj. optymalna, najbardziej sprawiedliwa, ..., czy też najbardziej racjonalna).

W konsekwencjalizmie nie ma postaci tragicznych (tj. każdy problem ma rozwiązanie).

Nie może dłużej być tak, że nie mamy jasno sprecyzowanych kryteriów podejmowania decyzji. Decyzje nie mogą być podejmowane w tak przypadkowy i narażony na nieracjonalne procesy sposób.

Ważne jest, aby uniezależnić proces decyzyjny od opinii konkretnych ludzi, a oprzeć go na faktach.

Celem wszelkiego działania, a więc także i celem nauki, celem sztuki, celem decyzji podejmowanych w życiu codziennym, powinno być (co do zasady) dobro, a nie prawda. To, co dobre jest tym samym co to, co użyteczne. To zaś co użyteczne jest tym samym co to, co jest pozytywnym odczuciem (można też mówić np. o przyjemności).

~~Zwrot "co do zasady" oznacza, że celem ostatecznym wszelkich naszych działań są pozytywne konsekwencje (tj. jak najwięcej pozytywnych odczuć, czy też, posługując się inną terminologią, jak najwięcej przyjemności), choć jest prawdopodobne, że jednocześnie działania nasze mają na celu np. mówienie prawdy (bo właśnie np. mówienie prawdy powoduje najwięcej pozytywnych doznań w danej sytuacji).

Czy obecnie celem jakiegoś działania (np. nauki) jest prawda czy też coś innego? To już pytanie empiryczne. "Co jest celem", a "co powinno być celem".

Twierdzimy, że działanie powinno być nakierowane na realizacje jak największej ilości dobra (tj. pozytywnych odczuć), a jednocześnie napisaliśmy, że celem tej pracy jest dojście do prawdy, a nie użyteczność. A przecież tekst tej pracy to efekt działania. Dlaczego wobec tego ma tu chodzić do prawdę, a nie o dobro? Zakładamy bowiem (co należy uzasadnić), że warunkiem zrealizowania się dobra (w przynajmniej niektórych przypadkach) jest wiedza na temat tego, na czym stoimy, a najlepszym środkiem do uzyskania tej wiedzy jest wzgląd na prawdę. Więcej zasobów i cierpliwości przeznacz na tę kwestię.

"Czy można jasno i wyraźnie dostrzegać i znać pewne rzeczy bez ścisłego ich wyrażania?"

Skoro celem wszelkiego działania powinno być dobro, to może wobec tego prawdę powinniśmy rozumieć nieklasycznie, np. utożsamić ją z użytecznością czy też zrobić jeszcze coś innego? A może zostawić klasyczne pojęcie prawdy (które i tak jest chyba wymagane przez naszą zasadę użyteczności)?

Słowo "niejasność" jest niejasne.

Gra w ultimatum. Mój komentarz do niej i do nieporozumienień wokół jej interpretacji.

Opozycja jest-powinien, a fakt, że ~~musimy działać i fakt, że sądy przeprowadzają rozumowania.

Musimy działać słuszniej niż dotychczas. Musimy lepiej podejmować decyzje. Musimy podejmować decyzje w oparciu o najlepsze zasady i w jeden sposób. Musimy mieć etykę normatywną czy też teorię działania.

Jest w sporej części mitem (a może raczej: przykładem myślenia życzeniowego), że ból psychiczny jest czymś bardziej nieprzyjemnym niż ból fizyczny. W mit ten wierzą ludzie z uwagi na pewne psychologiczne prawidłowości ich dotyczące.

~~Współcześnie trudno jest cokolwiek uważnie przeczytać. Nadmiar alternatywnych opcji do wyboru, nadmiar informacji, źle ją przyswajamy, wielkie i "beztreściowe" książki.

Argument za istnieniem bytu nadnaturalnego (boga), który można sobie rozważyć: skoro możliwa jest Egzystencja - dlaczego nie Transcendencja?
~~I jedna, i druga jest (byłaby) zagadkowa lub nawet transcendowała by zagadkowość. Zagadka to coś, co ma rozwiązanie. A czy Egzystencja ma rozwiązanie? Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Dużo już napisano o tym, czy można z sensem odpowiedzieć na to pytanie.

Bywa, że czytanie zachęca do robienia rzeczy, o których czytamy. Jak często tak bywa i na ile dobry byłby ten argument, gdybyśmy chcieli nim wesprzeć cenzurę?

~~"Konsumowanie" jest zbyt przyjemne - stąd trudno, aby jakiś umysł osiągnął współcześnie coś wielkiego. Jednakże nadal jest to możliwe.

Dokładne przedstawienie cudzego stanowiska jest często czymś zbytecznym i/lub na tyle trudnym, że staje się niewspółmierne do uzyskanych efektów. Zgłębianie np. tego, jakie poglądy na teorię dobra miał John Stuart Mill, to przykład marnotrawstwa zasobów na zagadnienia drugorzędne.
Szkoda zasobów nie tylko na przedstawianie cudzego stanowiska (raczej nie jest tak, że przedstawianie jakiegokolwiek stanowiska jest niesłuszne), ale także na wiele innych działań. Jest ich od groma. Od przypominania sobie, czym była kreska Sheffera do zastanawiania się na co jeszcze szkoda zasobów :-).

Jeśli deontologię zdefiniujemy tak a tak, to konsekwencjalizm/teleologia także jest deontologiczny. Jednak teorie deontologiczne i teorie konsekwencjalistyczne trudno w ogóle sobie przeciwstawiać. Te dwie grupy teorii mówią bowiem zupełnie o czymś innym (różne typy sądów etycznych). Globalny konsekwencjalizm, uogólniona zasada użyteczności i inne tego typu doktryny w pewien sposób mogą pogodzić te dwa wymiary etyki (o czym pisze np. Toby Ord).

Podział na teorie deontologiczne i konsekwencjalistyczne jest zresztą tylko jedną z propozycji. Dość popularną, ale są też inne.

~~Nie ma chyba sensu stosować zasady użyteczności (która jest tak uniwersalna, że czasem trudno zauważyć, że ma zastosowanie - stąd m.in. nawet tzw. globalni konsekwencjaliści nie piszą raczej o jej użyciu do np. typowych zagadnień filozoficznych) do optymalnego wyznaczenia podziału teorii etycznych, skoro ona "zakłada", że tylko jedna grupa teorii (a nawet jedna konkretna teoria) jest poprawna? Sprawdźmy to jednak...

Jedna z charakterystyk teorii deontologicznych: "istnieją czyny, których nigdy nie można usprawiedliwić, po prostu ze względu na ich rodzaj".
No ale jest tak, że zgodnie z utylitaryzmem nie można usprawiedliwić czynów tego rodzaju, że są rozbieżne z zasadą użyteczności (tj. nie promują/maksymalizują/... pozytywnych odczuć). Chyba, że dodamy, że oprócz tego i oprócz wszystkich równoznacznych, ale niewielki to ma sens.
W każdym razie utylitaryzm mógłby wtedy podpadać pod charakterystykę teorii deontologicznej.

"An action is sometimes not permissible even when it produces more good than all the available alternatives. In other words, the right action might not always be the one that produces as much good as possible.". Tego typu charakterystyka jest chyba lepsza. Można też charakteryzować "z drugiej strony" - np. teorie konsekwencjalistyczne to takie, w których jest dozwolone popełnienie czynu złego/niesłusznego (gdy przez "zły"/"niesłuszny" rozumiemy oczywiście to, co teorie deontologiczne).

Teoretycznie jakiś konkretny wariant teorii konsekwencjalistycznej/teleologicznej i teorii deontologicznej mógłby nas prowadzić do uznania, że słuszne są dokładnie te same czyny. Moglibyśmy zbadać warunki, które musiałyby zostać spełnione, aby to się wydarzyło. Dobre na ćwiczenia, ale nam szkoda zasobów (zresztą teraz to i tak byłoby niewykonalne).

Pamiętajmy, że podział na teorie (jakikolwiek by on był) jest umowny i że wiele teorii: cnót, umowy społecznej itd. może nam w związku z tym zniknąć z pola widzenia.

Jeden z problemów z intencją polega na tym, że jeśli intencja to chęć uczynienia czegoś dobrym, to nie wiadomo o jakie dobro chodzi. O dobro w rozumieniu mojej teorii? O dobro w rozumieniu konkretnego człowieka? O dobro innej teorii? No a dochodzi jeszcze do tego kwestia tego, że wiele teorii dobra poszczególnych teorii etycznych/działania jest nie(d)o(o)kreślonych i nawet gdyby za każdym razem było jasne o jakim dobru tutaj mowa (podczas tego działania z "dobrej"/godziwej intencji), to sama nieokreśloność sprawiałaby, że moglibyśmy nie wiedzieć o co chodzi.
A może dobra wola czy prawa intencja może być nakierowana na coś pozytywnego, ale to coś nie musi być określone? Mogłoby to być nieco zagadkowe, ale czy aby analogicznych rzeczy nie ma w języku? Moja koncepcja wyrazów-pojemników (czy też bliźniacza i wcześniejsza od mojej koncepcja Bernarda Williamsa pojęć gęstych i rozrzedzonych).

Zauważmy, że nawet jeśli uznamy, że intencje same w sobie są nieistotne, to zawsze są obecne (przynajmniej w działaniach umyślnych - w innych działaniach [o ile je wtedy można tak nazwać] i w innych ewaluantach [o ile użyta terminologia pozwala na istnienie innych ewaluantów niż działania] nie). Wydaje się więc, że lepiej będzie czynić słusznie z pobudek prawych niż czynić słusznie z nieprawych. To banał, ale musimy to (jak wszystko inne) uzasadnić. To akurat moglibyśmy jakoś tam sprawdzić empirycznie (a przynajmniej odwołać się do doświadczenia).

Czy utylitaryzm reguł nie jest deontologiczny, skoro deontologia pozwala na działania, które nie maksymalizują dobra (problem z teoriami satisficingowymi)? Jeśli się "redukuje" do utylitaryzmu czynów, to nie. [...] Mało istotne.

Skoro ustaliliśmy już co jest dobrem (co powinno być celem naszego działania, ...), to pora zapytać jak w takim razie powinniśmy ten stan osiągnąć?
Z perspektywy indywidualnego świadomego podmiotu moralnego: czy powinniśmy żyć w ukryciu? Dążyć do ataraksji rozumianej jako pełne panowanie rozumu nad emocjami? Co z akrasia, tj. słabością woli? A może jak starożytni sceptycy powinniśmy powstrzymać się od sądzenia w niektórych lub wszystkich sprawach? Można stosować do tego przynajmniej niektóre ustalenia naukowe, np. teorię perspektywy i inne tego typu.
Z perspektywy...

~~Zasada użyteczności nie może dokładnie wskazać, co powinniśmy przyjąć za dobre. Podstawmy do schematu:
"Powinniśmy przyjąć za słuszne to, co spowoduje największą ilość dobra (pozytywnych odczuć)."
Niewiele się tu dowiemy, choć formalnie jest to poprawne. Przy okazji: mówiąc teraz o "poprawności" mamy na myśli tak naprawdę słuszne/dobre/racjonalne?

~~Zasadnie jest przyjąć (choć wymaga to uzasadnienia), że najpierw musimy dojść do prawdy na temat celu/dobra, więc odpadają raczej różne tricki w rodzaju "przyjmijmy to a to, choć nie jest to prawdą".

~~Być może zasadne jest, abyśmy budowali ciągi użytecznościowe typu:
...
nauka filozofii jest słuszna
najlepiej uczyć się filozofii czytając książki autora tego a tego i wykonując jakąś tam czynność z tym związaną ORAZ zastanawiając się 2 godziny dziennie (to ustalamy na podstawie doświadczenia w sposób taki jak to rozumiemy teraz, nie wnikając, czy poprzedni sąd, tj. nauka filozofii jest słuszna, też jest przynajmniej w jakimś sensie empiryczny)
zatem czytanie książki autora tego a tego i wykonanie jakiejś tam czynności z tym związanej jest słuszne
zatem zastanawianie się 2 godziny dziennie ... jest słuszne
...
...
(w nawiązaniu do czytania książki autora tego a tego) wypożyczenie z biblioteki w celu tym a tym jest słuszne
...
...
aż dojdziemy do "atomów działania" lub do czegoś, co uznajemy potocznie za podstawowe działania? Czyli z jednej strony ustalamy, czy dany cel/działanie powoduje zwiększenie ilości pozytywnych odczuć, a z drugiej jakie środki należy dobrać do realizacji danego celu. w przypadku każdego działania ma to strukturę piramidy?

"Pozytywne odczucia są dobrem" jest zdaniem prawdziwym czy też przyjęcie pozytywnych odczuć za dobro jest słuszne? Dwa różne pytania. Co mamy na myśli? [...]

Istnienie czegoś możemy uznać za dobre czy nie? Czy stosując zasadę użyteczności wykraczamy poza działania i ewaluantami jest samo istnienie czegoś? Język tutaj myli - da się wyjaśnić.

~~W etyce nie chodzi o zdawanie relacji z tego jak ktoś posługuje się słowami "dobry" czy "słuszny". (To ma pewien wpływ na niektóre rozwiązania, ale jest on bardziej zniuansowany? chodzi o to, że nasze znaczenie tych słów rozwiązuje w pewien sposób problem tego, że następcy ewolucyjni też będą mieli wartość nieinstrumentalną oraz to, że zwierzęta, niemowlęta, zarodki, poważnie chorzy się liczą?)

Czym jest etyka tak w ogóle, a czym według nas? Czy się różnią te rozumienia (pisząc o "etyce tak w ogóle" mam na myśli znaczenie potoczne słowa "etyka" [ewentualnie: znaczenie "etyki" w dyskursie specjalistów]; nie ma jakiejś platońskiej etyki jako takiej)? To samo z moralnością i ewentualnym rozróżnieniem etyka/moralność. Decyduje u nas oczywiście zasada użyteczności.

"Act consequentialism differs from act utilitarianism in that it is not committed to any particular theory of value, whereas act utilitarianism is: specifically, to welfarism - the view that welfare is the only intrinsic good and that ill-fare is the only intrinsic evil."
"And act utilitarianism differs from hedonistic act utilitarianism in that it is not committed to any particular theory of welfare, whereas hedonistic act utilitarianism is: specifically, to hedonism - the view that pleasure is the only thing that enhances a person’s welfare and that pain is the only thing that diminishes a person’s welfare."
"What distinguishes utilitarianism from other forms of consequentialism is that the evaluation of outcomes is individualistic and impartial." (jedna z propozycji, ale są inne)

W jakich przypadkach bycie czymś równa się byciu uznanym przez ludzi za takiego? Np. "niedorajda", "dobro"? Inaczej: kiedy weryfikatorem tego, że jest tak a tak jesteśmy my, a kiedy obiektywna rzeczywistość?

~~W literaturze często piszę się o wyrazie "dobry" w kontekście tego, czy jest on przymiotnikiem atrybutywnym/niepredykatywnym/jeszcze-innym albo rozróżnia się pytania "co to jest dobro?" od "co jest dobre/dobrem?", "co ma cechę dobra?", "jakie cechy występują z cechą dobra?", .... [...] "Moore nigdy nie zadawał sobie pytania, czym jest dobro [...] Dobro pojmowane jako pewien autonomiczny i całkowicie niezależny od rzeczywistości materialnej byt po prostu nie istnieje. Istnieją tylko rzeczy dobre." Co jest dobre? NIE: czym jest dobro? Możemy oczywiście przyjąć taką a taką konwencję, ale czy ma ona sens? Czy "różnica polega tylko na określeniach słownych"? Czy dzielenie włosa na czworo jest czymś (przynajmniej w tym przypadku) niesłusznym?

Ktoś mógłby zwrócić nam uwagę, że coś tam sobie nazwaliśmy, ale czy to w ogóle jest?

Moglibyśmy zapytać: w jaki sposób na podstawie założeń o celu nieinstrumentalnym/autotelicznym/..., uzasadnić cele instrumentalne? Może to, ściśle rzecz biorąc, niemożliwe?
Oczywiście pytanie o uzasadnienie celu nieinstrumentalnego/autotelicznego/... jest jeszcze trudniejsze.

Co konkretnie zakłada zasada użyteczności (m.in. jaka ontologia, czy zasada uniformity of nature, czas [przeszłość, teraźniejszość, przyszłość?]?) i jak to sprawdzić?

~~Naukowość etyki/teorii-działania w kontekście naukowości logiki. Podobieństwa są tu, a jednak logika uważana jest za naukową, a etyka/teoria-działania nie. Nie bardzo wiadomo dlaczego. I tu, i tu mamy normatywność?

Użyteczność doświadczana to (pozytywne i negatywne) odczucia, jakich doświadcza podmiot moralny. Istotna jest długość trwania (pleonazm?) odczucia i jego intensywność. Długość trwania i intensywność są ~~obiektywne, ale samo odczucie jest subiektywne? ~~W jakim sensie długość trwania może być obiektywna? Chodzi nam o to, że z perspektywy podmiotu A jego odczucie trwa x sekund, a z perspektywy podmiotu B jego odczucie (czyli podmiotu B) trwa y sekund i to jest ~~obiektywne i dopiero to można porównać? Pamiętajmy, że relatywistyczna koncepcja czasu w tej chwili króluje, ale fizyka nadal się rozwija.

Mamy zatem poziom obiektywny użyteczności doświadczanej, ale swoje odczucia może też oceniać jednostka subiektywnie (oceniać intensywność i czas trwania). Czy obiektywnie można się dowiedzieć, jak bardzo intensywne było odczucie? [...] Sporo problemów.

Czy można mówić o idealnym podmiocie doświadczającym? Kto w ogóle jest podmiotem moralnym (ludzie, niektóre/wszystkie zwierzęta, nasi następcy ewolucyjni, nasi poprzednicy ewolucyjni?)?
! Te wszystkie zagadnienia rozwiązuje zasada użyteczności. (Pamiętaj o ewentualnych ograniczeniach.)

~~Czy pisząc o użyteczności doświadczanej mam na mysli w tym dokumencie to samo co gdy piszę o użyteczności? Tak.
! ~~Musisz jednak napisać na czym dokładnie polega użyteczność.

Należy pamiętać o tym, że mamy za dużo pojęć w dyskursie etycznym. Tak naprawdę można zrezygnować z pojęcia użyteczności na rzecz pojęcia (pozytywnych i negatywnych) odczuć lub na rzecz pojęcia dobra. Możliwe są rózne wyjścia - decyduje zasada użyteczności (pamiętajmy o jej ograniczeniach). Powinniśmy uprościć dyskurs i dokładnie wyjasnić relacje między tymi pojęciami (aby było jasne, że nie jest możliwe, aby np. jakieś postepowanie było np. zarazem słuszne i niesprawiedliwe - chyba, że używamy któregoś z tych pojęć np. w znaczeniu potocznym).
Panuje tu zamęt, ale da się go rozwiązać. W skrócie: stosujmy zasadę użyteczności.

~~Można tez mówić o użyteczności chwilowej (tj. o części użyteczności doświadczanej) - tu też pewnie mamy dwa poziomy (tj. poziom obiektywny i poziom subiektywny).

Pojęcie użyteczności zapamiętanej - poziom subiektywny.

Na ile następujące fakty mają znaczenie dla rachunku użyteczności?
- "poważne zdarzenia mają mały wpływ na poczucie zadowolenia z życia"
- (ten przykład z ksążki Tyszki) ~~"brązowi medaliści są zwykle bardziej zadowoleni niż srebrni" - czy żal może tutaj spowodować, że lepiej byłoby (więcej pozytywnych odczuć wtedy będzie) być trzecim na podium niż drugim? Czy wtedy suma użyteczności będzie większa? Jeśli nie - wszystko jest tu chyba zgodne z intuicją (choć interesujące jest w jaki sposób jest to zgodne z intuicją). Jeśli zaś tak to [potrzeba analizy]. Pamiętaj o tym, że w takim przypadku (prawie) zawsze ktoś jest drugi i trzeci, więc możliwe jest, że lepiej być trzecim niż drugim, ale wyłącznie ze swojej perspektywy, a nie z perspektywy ogólnej (a ta interesuje przecież utylitarystów najbardziej). Możliwe, że bezpośrednio po zawodach te odczucia są bardziej pozytywne w przypadku trzeciego miejsca, ale biorąc pod uwagę całość sytuacji, lepiej jest zająć miejsce drugie (czyli biorąc pod uwagę dalsze konsekwencje).

~~Sumujmy i porównujmy subiektywne odczucia i wyjdzie wynik.

Uśrednianie najbardziej intensywnego i końcowego doznania (Peak-End Evaluation) - może być niezłą heurystyką dla ludzi. Jasne, że czasem jej wynik mocno odbiega od tego jak było, ale tak jest z wieloma heurystykami.
!~~Czy to ma jednak znaczenie jeśli liczą się dla nas subiektywne odczucia brane z obiektywnego punktu widzenia?

Załóżmy, że Kajetan stoi przed alternatywą: spać dalej lub wstać i iść do szkoły. Załóżmy, że optymalnym wyborem jest spanie dalej. Co powiemy o procedurze decyzyjnej, która polega na tym, że "śpij dalej"? Dobra na ten konkretny token, ale w ogóle nie jest to uniwersalna procedura decyzyjna. Bardzo możliwe bowiem zresztą, że nie będzie jednej uniwersalnej procedury decyzyjnej. Zanalizuj tu. (Przykład z Orda)

"A decision procedure, on the other hand, is a practically applicable method for deciding what to do. A decision procedure may take the form of a precise sequence of steps or it may take the form of an intuitive process that is difficult to articulate."
Trudności byłyby z tym inticyjnym procesem. Ciekawy, czy bezpośrednie zastosowanie zasady użyteczności "powiedziałoby" nam, że procedura decyzyjna może przybrać te dwie (i tylko te dwie?) formy.

"If we are always weighing up faults and virtues, calculating whether or not we should pursue a relationship, then it is unlikely that we shall ever fall deeply in love and experience all the happiness that this brings. A somewhat different case is the so-called ‘tyranny of choice’. When going to the supermarket, we are frequently confronted with a multitude of choices for every trivial option. Which type of toothpaste should I buy? Much better in such a situation would be to satisfice: to accept the first choice which is sufficiently good and then move on."
Nawet jeśli wydaje się to intuicyjnie poprawne, to nadal są trudności z uzasadnieniem tej akceptacji pierwszego satysfakcjonującego wyboru. A może żadnych uzasadnień nie potrzebujemy i tak naprawdę sprawy mają się tu tak ~~jak w problemach sceptycznych (można ją rozwiązać analogicznie?)?

Zastanawianie się nad lokatami czy kontami oszczędnościowymi, gdy ma się np. 1000 złotych na koncie. Nie wydaje się prima facie zasadne. A od kiedy opłacałoby się to robić? Oczywiście tego typu problem należałoby sprecyzować. Na takim poziomie ogólności jego rozpatrywanie albo w ogóle nie ma sensu albo rozpatrujemy inny problem (czy też grupę problemów), który może być sprzeczny z intencjami tych, którzy o jego rozwiązanie nas poprosili. Typowe zdarzenie w analitycznym sposobie filozofowania.

~~[...] Znajomy nie powie mu, że to drugorzędne! Stąd ten brak treści i małoważność w niektórych dyskursach.

Fart moralny czy też kwestia moralnego szczęścia. Przykład z dwoma kierowcami czy też z nazistowskimi strażnikami w Auschwitz. "Pech może uczynić cię kimś złym"?. Z punktu widzenia wymiaru słuszności - nieporozumienie. Nieporozumienie jesli tutaj bycie kimś złym, to m.in. obarczenie odpowiedzialnością moralną. Utylitaryzm odseparowuje od siebie wymiar słuszności i wymiar kary/zasługi.
Niezależnie jednak od tego, ciekawe jest pytanie: ~~co możemy za to, że mamy takie dyspozycje do działania, a nie inne (rozwiń)? Czy odpowiedź na to pytanie jest istotna dla naszej teorii?

Czy słuszniej postępują kobiety czy mężczyźni? Osoby niskie czy wysokie? Bogate czy biedne? Atrakcyjne czy nieatrakcyjne? Można zadać inne tego typu pytania. Dość interesujące.

~~Zasada szufladkowa Dirichleta, a fakt, że w procesie indukcji stwierdzenie, że zachodzi kolejny wypadek na pewno zwiększa prawdopodobieństwo hipotezy (jeśli to nie nieskończoność?).

Czym się różni stwierdzenie faktu od stwierdzenia wartości? I tu, i tu mamy nieprzezwyciężalne problemy? Jaki wobec tego wniosek się nasuwa?

Byt i świadomość wzajemnie się kształtują.

Co mamy do powiedzenia na temat walut elektronicznych typu Bitcoin?

Współcześnie nikogo nie dziwi, że ludzie nie znają prawa. Czy to nie dziwaczne?
Czy jest tak, że ludzie generalnie nie znają prawa, ale wymaganie od nich jego znajomości i tak jest optymalne?

Kwestia "luk w ciągłości państwa" (np. w Polsce – PKWN, dekrety? zanalizuj dalszą przeszłość). Może nie być ciągłości nawet na gruncie przyjętych zasad (prawa? innych?), co ma daleko sięgające implikacje. Nawet gdyby "logika państwa" była niesprzeczna, byłaby ona i tak nieprawdziwa czy też niewłaściwa, a więc nie mogłoby być kryterium, które by rozstrzygało, czy państwo powinno istnieć. Moim zdaniem takim kryterium jest tylko zasada użyteczności. Tylko ona może dać państwu legitymizację.

Coś tam było przepchnięte przez parlament, nikt tego nawet nie zna - śmiechu warte. Na podstawie tego skazuje się ludzi na długoletnie wyroki i na śmierć? Straszne i niepoważne - natychmiast trzeba coś z tym zrobić.

Myślę, że można to przedstawić tak, że utylitaryzm jest alternatywą dla kapitalizmu i socjalizmu. Mówi się czasem o tzw. trzeciej drodze. Oto i ona :->.

To nie jest tak, że my uderzamy w państwo i w zastany porządek dla samego uderzania - chodzi o użyteczność istnienia państwa i jego instytucji w obecnym kształcie. Dopóki nie przeprowadzimy rachunku utylitarystycznego, nie można oczywiście wykluczyć, że państwo (rozumiane tak a tak) nie powinno w ogóle istnieć, ale prawdopodobne są też inne hipotezy.
! Decyduje (jak o wszystkim) wyłącznie rachunek użyteczności.

Asekuranctwo w tej pracy jest póki co konieczne. Jestem ostrożny w formułowaniu jakichkolwiek pozytywnych sądów. Nasza teoria jest na razie za słaba. Potrzeba rozwoju.

Współcześnie nie docenia się wysiłków władz publicznych (państwa) i pozytywnych efektów, do których prowadzą ich działania. Być może ma to swoje uzasadnienie - na przykład może jest tak, że współczesne władze publiczne (państwo) są generalnie czymś złym. Wtedy działa efekt aureoli. Trudno chwalić Hitlera za jakąś jego zaletę.

Bycie politykiem to trudna rzecz - wielu z nich haruje bardzo ciężko (choć są uważani za darmozjadów - taka moda; pytanie czy ta ciężka praca jest cokolwiek warta, bo przecież nie chodzi w pracy o to, aby pracować ciężko, a o to, aby pracować efektywnie), są w ciągłym stresie, często nie cieszą się zaufaniem (choć niektórzy na nie zasługują).

Rola pracy zarobkowej jest przeceniana w wielu współczesnych państwach. Życie wielu osób "kręci się" wokół pracy zarobkowej - ten stan rzeczy nie jest chyba dobry. Podobnie sprawa ma się ze zinstytucjonalizowaną edukacją.

Ile osób wie o tym, że bycie pełnoletnim i ukończenie 18 lat to dwie bardzo podobne, ale różne sprawy?

~~Dlaczego przestępstwa np. urzędnicze są oceniane mniej surowo, choć więcej się tam kradnie niż w przypadku rabunków? Moja hipoteza: nie ma tam przemocy, a do ludzi bardziej dociera "zło" czysto fizyczne niż naganne, ale często niejasne operacje księgowe i tym podobne.

Odwołam się do rozróżnienia czterech rodzajów sądów etycznych, które przeprowadził Tatarkiewicz. Utylitaryzm, a przynajmniej ten wariant utylitaryzmu, który ja uznaję za prawdziwy, za istotne uważa tylko sądy o słuszności i sądy o dobru. Mówiąc o istotności, mam na myśli istotność w sensie realizacji celu naszej teorii. Sądy o słuszności i o dobru są ważne z punktu widzenia celu, jaki powinien nam przyświecać (dążenie do jak największej ilości pozytywnych odczuć). Nam chodzi o optymalną strategię w grze, a nie o to, aby zachowywać się moralnie ("moralnie" w sensie posiadania dobrych intencji). To ważne. Moglibyśmy co prawda zmienić schemat pojęciowy i zrównać to, co moralne z tym, co słuszne, ale jest kwestią dyskusyjną, czy powinniśmy to zrobić. To kwestia wyboru optymalnego schematu pojęciowego, a o tym, który schemat pojęciowy jest optymalny, decyduje oczywiście zasada użyteczności. To po prostu kolejny problem etyczny czy też decyzyjny. Różny od np. problemu aborcji, ~~ale rozwiązywany powinien być w ten sam sposób.

Jeszcze inna propozycja to propozycja Tadeusza Kotarbińskiego. Uważał on, że można mówić o najbardziej racjonalnych programach postępowania z punktu widzenia satysfakcji (hedonistyka, eudajmonologia, felicytologia), sprawności (prakseologia, ogólna teoria czynu, metodologia ogólna, ogólna technologia działania) i godności (deontologia moralna, teoria obowiązku moralnego). Odnieś się do tej propozycji i napisz co o niej sądzisz.

~~Przynajmniej dwie koncepcje etyki/moralności w (przynajmniej) dwóch punktach spornych. Punkty sporne to:
1. Czy zbiór czynów ocenianych z punktu widzenia etyki jest jakimś podzbiorem czynów w ogóle (plus pamiętaj o wątku z ewaluantami)?
2. Czy można mówić o "czynie moralnym" i o "czynie słusznym" czy też jest to tym samym (lub jest jeszcze inaczej)? [który jest najważniejszym typem; napisz tu o koncepcji Orda, a także o podstawianiu tych pytań do schematów zasady użyteczności]

[...] Tę różnicę można oddać na różne sposoby. Broad twierdził na przykład, że "od motywów czynu zależy jego dobroć, lecz nie jego słuszność" i dodawał do tego, że według niego "dobroć czynu jest funkcją jego motywów i jego słuszności". Mill twierdził z kolei, że "motyw nie ma nic wspólnego z moralnością czynu, choć ma wielki wpływ na ocenianie sprawcy".

Istnieje wiele schematów pojęciowych, które potęgują niejasność zagadnienia. Należy uzasadnić jakiś konkretny schemat zasadą użyteczności. Żeby jednak to zrobić, musimy umieć ją stosować.

Moim zdaniem celem etyki (czy jakkolwiek w końcu nazwiemy tę dziedzinę) jest, aby działać możliwie najbardziej słusznie. Dlatego właśnie podejście utylitarystyczne do etyki (słuszność+dobro; zasługa+moralność się nie liczy albo liczy się o tyle, o ile ma wpływ na słuszność+dobro) jest tym najważniejszym, bo na jego podstawie będą podejmowane decyzje (a nie na podstawie podejścia "moralnościowego" [w sensie np. sądów Tatarkiewicza]).

Można sobie pomyśleć tak. Zdanie "ten a ten twój czyn był zły" w sensie "moralnościowym" znaczy coś w rodzaju "popełniając ten a ten twój czyn, działałeś ze złej woli lub miałeś złe intencje". To zdanie ("ten a ten twój czyn był zły") byłoby zatem prawdziwe wtw ten a ten twój czyn był podjęty ze złej woli (czy też: wtw ten a ten twój czyn był popełniony z niegodziwej [złej - jednak wyrażenie "zła intencja" wprowadza chyba dodatkowe zamieszanie] intencji]). I wszystko jest wtedy w porządku, ale należy pamiętać, że wyrażenia "czyn zły", "zły", "słuszny", "dobry" i inne są (przynajmniej) dwuznaczne. Przynajmniej dwa punkty widzenia: sądy o moralności i sądy o słuszności.

Być może powinniśmy uznać, że teoria racjonalnego/efektywnego/optymalnego działania jest nadrzędna wobec etyki. Nie upieram się przy słowie "etyka" – tak naprawdę nie liczy się szyld, a to czym się zajmujemy (co nam powie o tym zasada użyteczności?). Jeżeli ktoś chce uprawiać tę "prawdziwą" etykę, to niech to robi, choć nie jest to chyba rozwiązanie optymalne. Sprawa samej terminologii jest mało istotna – typowy spór o kwestie drugorzędne. Istnieją co prawda lepsze i gorsze terminologie (o tym które są jakie decyduje zasada użyteczności), ale [rozwiń może]

Załóżmy, że czynem słusznym nazwaliśmy czyn, który powoduje największą możliwą ilość pozytywnych odczuć, jaką można osiągnąć w danych warunkach (abstrahujemy od tego, czy taki wybór znaczenia "słuszny" byłby optymalny - pewnie nie byłby z uwagi na kwestie satisficingowe). Czy warto byłoby wtedy używać wyrażenia "czyn sprawiedliwy" albo "czyn godny" albo "czyn racjonalny" albo ...? Nasza teoria takich pojęć chyba nie potrzebuje. Problem jest szerszy. Tak naprawdę to zwykłe zagadnienie decyzyjne (jak każde inne zagadnienie).
Każde zagadnienie jest jednocześnie zagadnieniem decyzyjnym? (Poza ewentualnie kilkoma zagadnieniami, których rozwiązanie jest konieczne, aby w ogóle posłużyć się zasadą użyteczności? Które to dokładnie zagadnienia?)

Użyteczność decyzyjna - jak ludzie rzeczywiście podejmują decyzje (poziom opisowy, nie normatywny).
Nie docenia się stanów emocjonalnego pobudzenia podczas podejmowania decyzji - np. wpływu popędu seksualnego czy głodu.

Jak porównywać pozytywne odczucia intra- i interpodmiotowo? M.in. typy założeń pomiarowo-porównawczych i skala.
Pozytywne odczucia u jednostki - czy sprowadzalne do siebie? Synchronicznie, diachronicznie? U grup jednostek? Między gatunkami? Jeśli są odrębne jakościowo (a może być tak, że tego nie wiedzieć będziemy nigdy) - w jaki sposób je sprowadzić do wspólnego mianownika? ~~Bo nawet jak nie można, to trzeba (podobny typ argumentu co przy braku obiektywnych wartości i konieczności działania?)?

"Rozumne postępowanie zakłada trafne rozpoznanie rzeczywistości" - ale czy działanie nie jest pierwotne wobec poznania? A może te dwa obszary wzajemnie się warunkują? Aby rozwiązać to zagadnienie, należałoby ustalić dokładnie znaczenia słów.

Czy te dwa pytania można utożsamić? "Co uzasadnia samą zasadę użyteczności?", "Jak ustalimy, czy słusznie jest przyjąć zasadę użyteczności?" ~~Czy Moore zastosowałby tu argument podobny do argumentu otwartego pytania?

Czy nasza zasada użyteczności różni się od zasady globalnego konsekwencjalizmu czy też od tzw. zasady world utilitarianismu, a także od innych tego typu zasad? Jakie jest DOKŁADNE sformułowanie naszej zasady?

Struktura prawa naukowego, a dokładna treść naszej zasady użyteczności.

Naszą zasadę użyteczności stosować można do każdego ewaluanta? To chyba oczywiste, że tak, skoro ewaluant to z definicji coś, co podlega ocenie. Pytanie inne to: czy istnieją inne poza działaniami ewaluanty? A może powinniśmy szerzej myśleć o działaniu? Dokładne warunki stosowalności naszej zasady.

Ktoś mógłby nas zapytać: "jakie jest najlepsze rozwiązanie tego a tego problemu?". Wadą teorii, którą tu przedstawiamy (i wadą większości teorii utylitarystycznych, w tym [chyba] wszystkich, które aspirują do miana prawdziwych) jest to, że tak naprawdę możemy tylko odpowiedzieć: "należy robić to, co najlepsze" (oczywiście możemy użyć innych sformułowań - w tym tych, które wydają się mówić coś bardziej konkretnego).

~~Można oczywiście szacować konkretne rozwiązanie tego a tego problemu, ale uzasadnić żadnego rozwiązania w sposób naukowy (lub też w inny racjonalny sposób) niepodobna. Trzeba cały czas drążyć temat, rozjaśniać teorię i robić małe tiptopki naprzód.

Zagadnienia etyczne/decyzyjne są najważniejsze. Nie tylko są to najważniejsze zagadnienia filozoficzne, ale są to też najważniejsze zagadnienia tout court. Złośliwie można powiedzieć, że to dlatego, że innych rodzajów zagadnień niż etyczne/decyzyjne nie ma :-).

Powinniśmy być uważni. Porównaj: "uznanie za prawdę", a "bycie prawdziwym". Ale też: "uznanie za ładne", a "bycie ładnym". Albo: "uznane za czerwone przez 7 000 000 000 ludzi żyjących obecnie na świecie spośród 7 000 000 000 żyjących na świecie w ogóle w tej chwili", a "bycie czerwonym". Albo też "uznane za zielone przez 7 000 000 000 ludzi żyjących obecnie na świecie spośród 7 000 000 000 żyjących na świecie w ogóle w tej chwili i wszystkich innych, gdyby mieli możliwość uznania tego za jakieś", a "bycie zielonym" (w tym przykładach i tak skupiamy się tylko na istotach ludzkich).

Zasada użyteczności jawi się wobec tego jako zasada zasad i musimy iść tą drogą.

Niektórzy oddają głos w wyborach prezydenckich/parlamentarnych/samorządowych/... tylko dlatego, że chcą udać się do lokalu i "poczuć atmosferę wyborów". ~~Należy o tym pamiętać, mówiąc, że głosowanie w wyborach w dużych krajach europejskich, jest prawie zawsze nieracjonalne. Wybory po prostu nie są jakąś osobną grą, która jest odseparowana od innych gier. (Plus inne powody dla braku odseparowania). Wobec tego może się okazać (po uwzględnieniu tych innych niż same wybory gier), że głosowanie jest racjonalne. Por. kwestia chodzących do kościołów starszych ludzi w Polsce.

Nieracjonalność uczestnictwa w wyborach w takich a takich sytuacjach jest pewną hipotezą. Co przemawia na jej rzecz, a co przeciw niej?

~~Coś jest takie a takie. Ale my możemy tylko PRZYJĄĆ (czy też "uznać"), że coś jest takie w takie. Każde PRZYJĘCIE to DZIAŁANIE, a każdym DZIAŁANIEM rządzi ZASADA UŻYTECZNOŚCI. Badamy zatem tylko PRZYJĘCIE tego a tego, a nie BYCIE takim a takim? Co w takim wypadku z samym byciem takim a takim jakiejś rzeczy/zdarzenia/...? Można to zagadnienie (jak KAŻDE poza ewentualnie tymi, które trzeba założyć, aby zasadą użyteczności w ogóle się posłużyć) rozwiązać używając zasady użyteczności - to rzecz oczywista, ale chcielibyśmy się dowiedzieć jaki jest rezultat zastosowania tej zasady, czyli jakie jest konkretne rozwiązanie tego zagadnienia.

Czy warunkiem wstępnym zastosowania zasady użyteczności jest jej niesprzeczność czy też niesprzeczność dopiero uzasadniamy zasadą użyteczności? Można powiedzieć tak: o najlepszym rozwiązaniu tego zagadnienia decyduje zasada użyteczności. Ale konkretnie to JAK jest (jak tu rzeczy się mają)? W jaki sposób to policzyć/oszacować? Podobne trudności można mnożyć?

Na ile istotna w zastosowaniach zasady użyteczności jest empiria (dane doświadczenia; to, co dane)? Przy okazji: czy w ogóle coś może być dane i na czym to polega? Jakie miejsce doświadczenie (dane doświadczenia, empiria) zajmuje w naszej teorii? Uwyraźnić jego status.

Czy sama zasada użyteczności powie nam, że powinniśmy być naturalistami etycznymi? W jaki sposób? A może to jedna z tych rzeczy, które trzeba założyć, aby w ogóle zastosować zasadę użyteczności? Co trzeba założyć, aby posłużyć się zasadą użyteczności? ~~Co o tym decyduje, skoro zasada użyteczności nie może?

Zasadę użyteczności moglibyśmy nazwać zasadą racjonalności. Co ciekawe: wiele wskazuje, że o tym jak powinna się ona nazywać, decyduje ona sama.

~~Problem naturalizmu etycznego i w ogóle większość problemów filozoficznych - próby rozwiązania tych problemów w stylu: rekapitulujemy poglądy obecne w literaturze przedmiotu, analizujemy je, ... - mam wątpliwości, czy jest to postępowanie najlepsze czy nawet satysfakcjonujące. Co zatem proponuję? [napisz to, co już ustaliłeś]

Realizm versus antyrealizm. O co chodzi w tym sporze? Jedna z propozycji: czy istnieją prawa moralne? Co to znaczy "prawo moralne"? Co to znaczy "istnieć"? Czy ten spór jest sensowny? Jeśli tak - jakie jest rozwiązanie? Decyduje zasada użyteczności czy też jest to element, który zasada użyteczności zakłada "na wejściu"?

Można wprowadzić wszędzie opozycję kognitywizm-nonkognitywizm, ale ~~przyjęła się ona tylko na terenie etyki, a i tu często utożsamia się realizm z kognitywizmem twierdząc, że istnienie praw moralnych i poznawalność praw moralnych są czymś bardzo zbliżonym albo wręcz tym samym.

My w tych i podobnych sporach mamy swoje typy, ale wolimy nie obstawiać – pozostawmy sprawę faktom, tj. rezultatom konkretnych zastosowań zasady użyteczności. Chodzi jednak o to, aby ta zasada w ogóle mogła wystartować. Inaczej pozostaje nam tylko szacowanie, które może sprowadzić nas na manowce. Zatem cały czas róbmy krok naprzód, napierajmy i przyciskajmy, aby teoria etyczna się rozwijała.

Ord: "A final objection to global consequentialism concerns the possibility of conflict between the various ascriptions of rightness. For example, Hooker suggests that there might be such a conflict between the decision procedure that it is right for an agent to follow and the acts that it is right for her to perform. In particular, he suggests that following the right decision procedure will sometimes involve the agent performing an act that is wrong. This does not appear to be a logical inconsistency, but it certainly hints at a most unintuitive aspect of global consequentialism."
Hooker: "Suppose, on the whole and in the long run, the best decision procedure for you to accept is one that leads you to do act x now. But suppose also that in fact the act with the best consequences in this situation is not x but y. So global consequentialism tells you to use the best possible decision procedure but also not to do the act picked out by this decision procedure. That seems paradoxical."
Być może można tu pokazać parę rzeczy (tj. pchnąć do przodu całą teorię). Np. wywieść to, że chodzi o spójną konfigurację focal pointów z faktu, że zastosowanie "sprzecznych" rozstrzygnięć, zmniejszyłoby wartość autoteliczną. W każdym razie nie jest to zarzut bardzo poważny.

"There is another concern with global consequentialism, which has not been discussed in the literature. Consider the following application of global consequentialism: the right person for Julian to kill is the person whose being killed by Julian leads to the best outcome. Let us suppose that of all the people Julian can kill, the best outcome will be achieved if he kills Helen. We then say that the right person for Julian to kill is Helen. This is a correct application of the global consequentialist criterion, and shows that its use of ‘best’ to derive ‘right’ can lead to apparently troubling claims. However, it has not been claimed that it is right for Julian to kill Helen, merely that the right person for Julian to kill is Helen. To get that further claim, it would be necessary to show that it is right for Julian to kill someone."
Proste do rozwiązania.

Skoro bowiem w sytuacji, która wydawałaby nam się pozbawiona pułapek, nie zorientowalibyśmy się, że z CZASEM nie możemy postępować tak, jak podpowiada nam zdrowy rozsądek i intuicja, a musimy brać pod uwagę pewne ustalenia naukowe np. szczególnej teorii względności, to w takim razie mamy podstawy przypuszczać, że mogliśmy narobić więcej tego typu błędów, które mogły zostać przez nas niezauważone (być może niezauważone do teraz). Tak może być w naszym ludzim poglądzie na temat tego, co moralne, a co niemoralne.

Używajmy tylko słowa "dobry" i słowa "słuszny" - reszta zbędna - propozycja - na ile racjonalna/słuszna/.../zgodna-z-zasadą-użyteczności?

Sandel: "Odrzucając Rawlsa zasadę prymatu słuszności nad dobrem głosi, że nie można rozważań na temat sprawiedliwości oderwać od koncepcji dobra. Rawls złagodził swoje stanowisko uznając, że jest ono zrelatywizowane do kultury zachodniej demokracji. Wycofując się z wcześniejszej zasady prymatu słuszności nad dobrem, Rawls głosi, że zasady sprawiedliwości ucieleśniają jedynie cząstkowy konsens, do jakiego mogą dojść zwolennicy różnych koncepcji dobra czy dobrego życia."
Czy konsens nie mógłby być LEPSZY? ~~A nawet jeśli mógłby - czy z jakichś powodów nie powinniśmy oprzeć się na decyzji ludzi?

"To, co słuszne czy sprawiedliwe, może być uznane jako to, co zostałoby uznane w sytuacji pierwotnej"
Chyba moglibyśmy pytać, czy nie dałoby się tego a tego zrobić lepiej. Tak więc to teoria dobra jest raczej pierwotna wobec teorii słuszności. Mogę się jednak mylić, więc dokładnie przemyśl, gdyż kilka problemów by to rozwiązało.

Teoria słuszności: "jak indywidualne lub instytucjonalne podmioty powinny reagować na właściwości wartościowe?".
Tak rozumiana teoria słuszności jest właśnie taką logiką racjonalności czy też racjonalnych decyzji.

"Jeżeli nie zna się przyczyny jakiegoś zjawiska, zwykle przyjmuje się za pewnik, że nie dość dokładnie się jej szukało, a nie, że ona nie istnieje."
Tak ma się sprawa również np. z zasadą sprzeczności. A dlaczego nie jest tak z jakąś tezą etyczną typu "każdy problem ma rozwiązanie"?

"Pleasures are all qualitatively the same. Considered only in themselves (apart from their causes and effects) they differ only in intensity and duration. Of course, there are many different sources of pleasure."

Można podać przykład problemu, co do którego panuje spór wśród samych konsekwencjalistów (lub samych utylitarystów lub samych globalnych utylitarystów lub ...) i pokazać jaką wagę ma doprecyzowanie konsekwencjalistycznych intuicji. Dlatego stwierdzenia "jestem konsekwencjalistą"/"jestem utylitarystą" to za mało, aby określić czyjeś poglądy etyczne.

"Dalsze skutki [działań - PK] tak często się wyrównują, że przy rachunku dóbr mogą nie być uwzględnione".
Da się tę tezę uzasadnić?

Kotarbiński i jego etyka niezależna - za dużo tej koncepcji w polskim dyskursie etycznym.

~~Wiele umysłów ma tendencję do "przyklejania" się do jakiejś historycznej idei filozoficznej i formułowania swoich nowych idei w jej kontekście. Twierdzi się często, że filozofia jest mocno związana ze swoją historią, ale myślę, że jest to pogląd błędny i sytuacja filozofii nie różni się aż tak bardzo od sytuacji np. fizyki. Ludzie w ogóle mają tendencję do szukania na siłę starego kontekstu do nowych idei - nie tylko w filozofii. Przykład: koncepcja GTD (Getting Things Done), a zasady produktywności, do których dochodzi się samodzielnie.

~~Historia to w ogóle gigantyczne uproszczenie. Każda historia - także historia filozofii. Jeśli ktoś myśli, że przed Talesem z Miletu nikt nie wpadł na coś, co śmiało można by nazwać zasadą użyteczności, to się okrutnie myli. Historycy filozofii przyciśnięci do muru, stwierdziliby pewnie, że nie tak sprawy się mają, ponieważ historia filozofii zajmuje się tym, co w ogóle można badać (zatem pismo, a także wzmianki o czyichś poglądach w późniejszych pismach), ale myślę, że należy częściej explicite podkreślać, że historia to siłą rzeczy uproszczenie. Choćby z uwagi na to, że pewnych faktów, które miały miejsce, nie bada. To truizm, ale wart wypowiedzenia.

"Wyjaśnienie genezy moralności w kategoriach ewolucyjnych"

Czy powinniśmy zabronić scen z przemocą w filmach?

~~Czy to prawda, że jeżeli posiadanie przez (potencjalnego) igreka własności iks jest warunkiem koniecznym bycia igrekiem, to istnienie tej własności iks w (potencjalnym) igreku, zwiększa prawdopodobieństwo, że (potencjalny) igrek jest igrekiem?

Krótko pisząc: w życiu nie chodzi o to, aby nabywać wiedzę; o to, aby być inteligentnym; o to, aby mieć dużo pieniędzy. Chodzi o to, aby było jak najwięcej pozytywnych odczuć. Mitem jest że człowiek lepszy czy wartościowy to ten, który jest bardziej inteligentny (mit często wyrażany implicite; pytanie, Patryku, czy coś może być "implicite wyrażane"? nie mam zasobów na cyzelowanie wypowiedzi).

Dążenie np. do przeczytania jak największej liczby książek, jest nieracjonalne. Zwłaszcza, że we współczesnym świecie (przynajmniej jeśli chodzi o klasę średnią i wyżej) czyta się często, bo jest to dobrze odbierane. Podobnie rzecz ma się np. ze studiowaniem, używaniem niektórych zwrotów, ubieraniem się w takie a takie rzeczy, oglądaniem takich a takich filmów itd. Ogólnie to temat dla socjologów.

~~Pogarda dla ludzi wykonujących np. zawód fryzjera jest uwarunkowana kulturowa i, co do zasady, nieuzasadniona. "Co do zasady" oznacza tu, że sam fakt bycia fryzjerem nie sprawia, że ktoś jest godzien pogardy, ale np. może być tak, że wśród fryzjerów jest znacznie więcej osób godnych pogardy niż w ogólnej populacji. Wtedy np. widząc fryzjera, mamy znacznie większą szansę na to, że osoba wykonująca ten zawód jest godna pogardy niż gdybyśmy widzieli informatyka, inżyniera czy wywiadowcę. Jednak pogarda ta nie wynika z samego faktu bycia fryzjerem.

Błędna jest teza, która uchodzi za zdroworozsądkową, tj. że "nic jest najprostsze". Ma to daleko idące implikacje dla ontologii.

Bergson: "pytanie "dlaczego istnieje raczej coś niż nic?" zakłada, że rzeczywistość wypełnia jakaś próżnia. To założenie jest czystą iluzją". Podobnie jak założenie, że "byt" jest czymś "tajemniczym"?

"Pytanie o istnienie świata zewnętrznego jest bez sensu, bo nie ma żadnych kryteriów rozstrzygnięcia."
Czy zasada użyteczności może nam tu pomóc? Czy też może jest tak, że także np. pytanie o istnienie wartości autotelicznej czy pytanie o istnienie uprawomocnionego systemu aksjonormatywnego (i wiele innych pytań) jest bez sensu, bo nie ma żadnych kryteriów rozstrzygnięcia? ~~Tego typu pytania być może nadają się na definiens "filozofii". ~~Wtedy jednak filozofia nie rodziłaby nauk.

~~Błędne jest wnioskowanie typu "powinniśmy się zająć etyką, gdyż etyka jest najważniejsza". Sprecyzuj jednak o co dokładnie Ci tu chodzi, gdyż możesz zostać opacznie zrozumiany.

Przykładowa rozmowa, Kobieta i Mężczyzna:
K: Kochanie, kup mi Pepsi, gdy będziesz w sklepie.
M: Okej.
[...]
K: Miałeś mi kupić Pepsi, to jest Coca-Cola.
M: No tak. A czy to taka duża różnica?

W komunikacji oscylujemy między prawdą, a dobrem. Tj. między adekwatnym przedstawieniem jak rzeczy się mają, a realizacją celów. Myślę, że w komunikacji chodzi o dogadanie się (słowa to narzędzia, chodzi o dobre zrozumienie się), tj. o realizację dobrych stanów rzeczy czy też o słuszne postępowanie, a nie o prawdę. Tak jest ze wszystkim. Nie znaczy to jednak, że prawda jest nieistotna - być może jest na pierwszym miejscu wśród warunków, które muszą zostać spełnione, aby komunikacja była dobra (może też chodzić o jakąś przybliżoną prawdę). Poza tym może jest tak, że czasem trzeba założyć prawdę, aby dowiedzieć się, co jest dobre/słuszne (patrz: inne wątki w tym dokumencie).

Dobro dominuje nad prawdą w komunikacji (inaczej i jeszcze luźniej: w komunikacji chodzi o to, aby się dogadać, a nie o to, aby przedstawić jak rzeczy się mają). Gdy ktoś nas się pyta, czy szklanka, którą tylko my widzimy, jest do połowy pełna, to mówimy, że tak, choć w rzeczywistości jest to tylko przybliżenie. To jest postępowanie LEPSZE niż próby wysłowienia przez nas tego, jak rzeczy się mają.

Czy jednak należy podkreślać to, że powinniśmy się przede wszystkich dogadać (czyli kłaść nacisk na słuszność/dobro), a nie mówić prawdę? Mówienie o tym, że tak właśnie powinno być, może mniejszyć w społeczeństwie wartość prawdy, a to najprawdopodobniej nie jest słuszne. Oczywiście mówimy tu "najprawdopodobniej", ponieważ opieramy się na intuicji, a docelowo powinniśmy to uzasadnić stosując zasadę użyteczności i odwołując się do ~~twardych faktów, wyliczeń czy też uprawomocnionych oszacowań.

Nie da się z kilku powodów odpowiedzieć zgodnie z prawdą np. na pytanie "która jest godzina?" (w sensie "jaki mamy czas?").

~~Problem np. z interpretacją poglądów Arystypa. "Arystyp sam nie wiedział o co mu chodzi" - to moja teza. Z kilku powodów. Poza tym pamiętajmy, że ktoś, kto w 1942 roku wygłosił w Polsce zdanie "Piłsudski był osobą uczciwą" mógł mieć na myśli co innego niż głoszący to samo zdanie w roku 2010 (a mogła to być nawet ta sama osoba). Zagadnienia filozofii języka.

Niektóre osoby domagają się absolutnej przejrzystości i szczerości, ale gdyby na jaw wyszło chociaż z 20% prawd, o których poszczególni-ludzie/społeczeństwo-jako-całość aktualnie nie wie, mogłoby to doprowadzić do końca świata, jaki znamy. Tym ludziom może brakować wyobraźni. Tak czy siak, o wszystkim decyduje zasada użyteczności.

Jeden z błędów potocznego myślenia moralnego polega na tym, że gdy zdarzy się coś złego, to poszukujemy kogoś odpowiedzialnego, kogo możemy obarczyć winą (a także mutatis mutandis nagrodą).

~~Skoro trudno ustalić, co jest dobre nieinstrumentalnie, to może wart jest rozważenia pogląd Kanta, że prawdziwym dobrem jest dobra intencja? Może to coś nieokreślonego, co ujmujemy i rozumiemy w jakimś akcie intuicji? Skoro ludzie nie bardzo wiedzą co tak naprawdę jest dobre, to może traktowanie samej pozytywnej intencji jako czegoś dobrego, nie jest takie głupie? Nawet jeśli dobra intencja nie jest dobrem nieinstrumentalnym, to przecież (zdroworozsądkowo) wydaje się, że lepszy będzie świat w którym jest dużo osób o dobrych intencjach niż ten, w którym jest ich mało. Więcej i jaśniej o tym.

Można argumentować, że lepszy jest świat, w którym 1 podmiot moralny przeżył swoje życie na poziomie +100 000 000 hedonów, a 9 pozostałych podmiotów moralnych na poziomie -1 000 000 hedonów (razem: +91 000 000 hedonów), niż świat w którym 10 podmiotów przeżyło swoje życie na poziomie +9 000 000 hedonów (razem +90 000 000 hedonów). Nie wiadomo jednak, czy hedonistyczny potwór mógłby żyć na tym poziomie, skoro może istnieć górne (dolne również) ograniczenie poziomu odczuć, jakiego organizm może doznawać. Ponadto wchodzi tu w grę wątek eksperymentów myślowych, które są kontrzdroworozsądkowe. To temat na dłuższą wypowiedź.

Nikt (poza może "prawdziwymi sceptykami", których argumenty zdecydowanie należy wziąć pod uwagę) nie będzie argumentował, że każdy może mieć własny pogląd dotyczący tego, który z wyścigowych samochodów zjawił się pierwszy na mecie lub też że każdy może mieć własny pogląd dotyczący tego, ile waży pięć marchewek. Jednakże wielu argumentuje, że każdy może mieć własny pogląd co do tego, które działania są słuszne, a które nie. Jest to, jak sądzę, sytuacja tymczasowa. Wkrótce zasady etyczne/decyzyjne będą równie jasne (a przynajmniej na tyle jasne, aby zostały uznane za ~~obiektywne) jak te fizyczne/chemiczne/....

~~Ludzkość marnotrawi zasoby na wiele rzeczy. Gdyby chociaż część z nich spożytkować na etykę (teorię działania), to moglibyśmy żyć w lepszym świecie. Szczególnie boli marnotrawienie energii przez osoby o podobnej konstrukcji psychicznej jak utylitaryści/ludzie-zajmujący-się-teorią-wyboru-społecznego/... na zagadnienia typu "jak być prawdziwym minimalistą?", "jak być prawdziwie produktywnym?", "która przeglądarka internetowa jest najlepsza?", "który system operacyjny jest optymalny?". "czy lepiej głosować na partię x, czy na y?". Oczywiście nie twierdzę, że te problemy są nieistotne. Twierdzę, że istnieje wiele problemów ważniejszych.

~~Tzw. strajk włoski możliwy jest właśnie we współczesnym systemie (nie będącym systemem optymalnym; będącym systemem nadmiernie skomplikowanym) - wydaje mi się, że byłby bez sensu w innych, lepszych warunkach społecznych.

Społeczeństwo wysoko ceni ludzi, którzy dobrze się prezentują; takich, którzy sprawiają wrażenie osób przedstawiających mądre stanowisko; takich, którzy mają opinię na każdy temat. Społeczeństwo mniej ceni ludzi mających (lub będących blisko) realnego uzasadnienia (dobrego uzasadnienia, uprawomocnienia) i takich, którzy przedstawiają prawdziwe (adekwatne) sądy na jakiś temat. Dlaczego tak jest? [...]

Jaki jest stosunek mojej koncepcji (czy też uprawomocnionego systemu aksjonormatywnego, czyli Etyki) do teorii ewolucji i samej ewolucji?

Pamiętajmy, że osoba mówiąca np. "należy zlikwidować Trybunał Stanu w Polsce", niekoniecznie musi uważać Trybunał Stanu za coś złego. ~~Istnienie Trybunału Stanu może być bowiem (według tej osoby, ale także obiektywnie) drugim najlepszym wyborem spośród 32 możliwych. Może więc ona sądzić, że należy go zlikwidować, aby umożliwić zaistnienie najlepszego z możliwych stanów rzeczy.

Zasada użyteczności (zasada działania, etyczna zasada pierwszego rzędu), a procedura decyzyjna (sposób postępowania, decyzyjna zasada drugiego rzędu). Jaką terminologię powinniśmy zastosować, gdy piszemy o nich? Decyduje zasada użyteczności (a bardzo możliwe, że zasada użyteczności każe nam podjąć decyzję w oparciu o procedurę decyzyjną).

~~ ~~~~~~~p - czas na liczenie "~" - zastosuj w jakiś sposób do problemu wyboru najlepszej procedury decyzyjnej.

Co myślisz o takim (swoim) rozumowaniu: "szukanie innej procedury decyzyjnej niż naiwnej jest bez sensu, bo nie potrafimy jej uprawomocnić, a wysiłki włożone w próby uprawomocnienia, lepiej spożytkować na to, aby zbliżyć się do zastosowania procedury naiwnej"?

! Załóżmy, że nie da się uprawomocnić żadnej procedury decyzyjnej (zasady drugiego rzędu). Jak silne jest to "nie da się"? Nie możemy tego zrobić aktualnie, czy z konieczności, czy jeszcze inaczej? Odnieś to pytanie do wielu innych zagadnień rozważanych w tym dokumencie.

"I want to act rightly and I look to consequentialism to find out what the right act is. However, consequentialism merely tells me that the right act is that one which makes the outcome best. This may be true, but I can’t see which act that is (nazywanie, a nie wskazywanie? wątek z deskrypcjami?). How then should I decide what to do? In other words, what is the right decision procedure? Consequentialism tells me that the right decision procedure to follow is the one that makes the outcome best. Once again, this may be true, but it doesn’t tell me just which one that is. In which way should I decide which decision procedure it is best to follow? Global consequentialism tells me that I should decide this via the best available ‘meta decision procedure’ (ale pamiętajmy o wątku z tym, że mogą istnieć warunki wstępne posłużenia się zasadą użyteczności). This may be true, but I do not know which meta decision procedure this is." - czy tu można zastosować zasadę Dirichleta?

"When such a compromise between decision making and action is required, there is a question as to how one is to determine how much effort to spend on the decision making and what form it will take. This meta–decision making has its own costs and the same problem occurs at this higher level."

[...]
"1. The costs of obtaining as much information as possible about the likely consequences of all of the available act alternatives would often exceed the benefits of doing so.
2. There is often insufficient information available to agents, such that even if it weren’t costly to obtain as much information as possible about the likely consequences of all of the available act alternatives, it would still be better to follow some simple tried and tested rules.
3. Collectively, the expectation effects of everyone following some simple tried and tested rules is better than the expectation effects of everyone following DP1, for if everyone were to follow DP1, people would worry that they can’t trust other — that they can’t, for instance, trust people to keep their promises."

Jakie dokładnie zasoby rozważamy? Czas, pieniądze, energię, motywację, ...? To są chyba zasoby "drugiego rzędu", ponieważ chyba jest tak, że ostatecznie zasoby sprowadza się do wspólnego mianownika, którym są (pozytywne i negatywne) odczucia. I to jest właśnie zasób pierwszego rzędu.

Czy te czyny, które nazywamy np. "słusznymi" są obowiązkowe czy tylko dozwolone? Moim zdaniem pojęcia obowiązku i dozwolenia są niepotrzebne.

Jakie są przyjemności i przykrości, tj. w naszej nomenklaturze: pozytywne i negatywne odczucia?
Hartley wyróżnił przyjemności: wyobraźni, ambicji, miłości, miłości własnej, sympatii, uczuć religijnych i zmysłu moralnego.
Propozycja Benthama zaś to podział przyjemności (i mutatis mutandis przykrości) na przyjemności dotyczące zmysłów, bogactwa, zręczności, przyjaźni, dobrego imienia, władzy, pobożności, życzliwości i nieżyczliwości, pamięci, wyobraźni, oczekiwania, przyjemności pochodzące ze skojarzonych wyobrażeń i pochodzące z ulgi.
[...]

Ludzie unikają mówienia o największej możliwej dla nich przykrości wyobraźni. Prawie na pewno boją się, że wypowiedzenie tej przykrości zwiększy szansę na jej pojawienie się lub boją się, że osoba pytająca będzie znała ich "słabe punkty" i je wykorzysta w przyszłości. Poza tym samo mówienie o tym sprawia im przykrość (przynajmniej prawie wszystkim).

Można też mówić o, z jednej strony, upojeniu, a z drugiej strony o ukojeniu, czyli z jednej strony o szale radości, a z drugiej o szale błogości. Na rozróżnienie to powoływał się np. Tatarkiewicz i moim zdaniem jest ono użyteczne.

Wszystkie znane mi tego typu klasyfikacje mają braki. Nasuwa się pytanie - czy w ogóle powinniśmy taką klasyfikację utworzyć? W jakim celu? Jak się mają te klasyfikacje do tego, że zasada użyteczności decyduje jaka powinna być ta klasyfikacja (pomijając ewentualne warunki wstępne)?

~~Problem polegający na tym, że pisanie tego dokumentu w sposób całkowicie szczery i zgodny z prawdą, może być nieracjonalnym posunięciem w innych, różnych od pisania tego dokumentu, grach. Przepis na sukces - pisanie najprawdziwszej prawdy :). No a przecież pisanie jest działaniem, więc należy raczej zwracać uwagę na słuszność tego, co się pisze, a nie na prawdę (w sensie: jeżeli napisanie czegoś wywoła pozytywne skutki, czyli dużo pozytywnych odczuć, to należy to robić; tym bardziej, im więcej tych pozytywnych skutków wywoła). Pamiętajmy jednak, że pisanie prawdy może być w niektórych sytuacjach warunkiem koniecznym tego, aby pisanie wywoływało pozytywne skutki. Kiedy tak jest? Czy zawsze, często, czasami? Jak konkretnie często?

Montaigne pisał, że przyjemność nie ma dla niego smaku, jeśli nikt o niej nie wie. Z pewnością można być szczęśliwszym (tj. doznawać więcej pozytywnych odczuć, tj. przyjemności) jeśli o naszym stanie wiedzą inni. Jednak gdyby ktoś wierzył, że wiedza innych o naszych odczuciach jest warunkiem koniecznym bycia w szczęśliwym stanie, to głosiłby tezę fałszywą.

Johnson pisał, że szczęście nie znaczy nic, jeśli inni o nim nie wiedzą, a znaczy bardzo mało, jeśli go nie zazdroszczą. Tu nasuwa się podobny komentarz.

Zazdrość może prowadzić do zwiększonej motywacji, aby osiągnąć jakiś cel, który w przyszłości sprawi, że dana osoba zazna dużo pozytywnych odczuć (na tym według niektórych polega np. siła napędowa kapitalizmu).

Huxley pisał, że szczęśliwi nie mają literatury.

La Rochefaucauld pisał, że są ludzie, którzy nigdy nie byliby zakochani, gdyby nie słyszeli o miłości. To trafna uwaga - wiele naszych potrzeb, pożądań, postaw czy pragnień to efekt działania czynników zewnętrznych. Właściwie to stwierdzenie jest truizmem, ale ludzie nie doceniają czynników zewnętrznych (np. mody, gustów innych, mediów, pewnego kodu kulturowego), więc wspominam o tym. Oczywiście liczy się tylko ilość PF - to, że doznajemy pozytywnych odczuć, które wynikają z czynników zewnętrznych, wcale nie umniejsza ich roli (przynajmniej co do zasady; nie znaczy to np. że niemożliwym jest, aby zwiększona podatność jakiegoś podmiotu moralnego na czynniki zewnętrzne nie mogła powodować zmniejszenia ilości pozytywnych odczuć, które są przez niego odczuwane).

Przy okazji: piszę tu częściej o "ilości pozytywnych odczuć", a nie o "liczbie pozytywnych odczuć". Mógłby ktoś zatem argumentować, że pozytywne odczucia są niepoliczalne ;-).

! Prawdziwie filozoficzne zagadnienia to te wielkie fundamentalne zagadki typu "czy na tym świecie jest ktoś oprócz mnie i właściwie dlaczego miałbym być tego tak pewny, skoro w nieistnieniu nikogo poza mną nie byłoby nic bardziej tajemniczego niż w tym, że świat w ogóle istnieje?". Czy nasza zasada może pomóc w rozwiązaniu tego typu problemów lub też może czy jej zastosowanie może rozwiązać te zagadnienia bez odwoływania się do innych zasad?

Co to znaczy, że świat "istnieje" po naszej śmierci? W jakim sensie "istnieje"? Dalej: czy to, że Ciebie teraz widzę i że widzę ekran nie jest jednym wielkim wyobrażeniem? Co to miałoby dokładnie znaczyć? Co oznaczałoby tu "wyobrażenie"? Analogie do odparcia sceptycyzmu przez Putnama. Rozwiń (z naciskiem na język?).

~~Ludzie w maksymalizowaniu swoich pozytywnych odczuć (i w minimalizowaniu negatywnych odczuć), preferują czas teraźniejszy. Pewnie nie jest to wybór optymalny, choć warto zauważyć, że nie mamy pewności, że nie umrzemy za 5 minut, więc może to nie takie nieracjonalne. Ważne jest w jakim stopniu preferujemy czas teraźniejszy.

Ludzie często zaniżają wartość własnego czasu (albo w ogóle nie dostrzegają tej wartości). Dostrzeżenie, że czas to zasób, wymaga moim zdaniem pewnego namysłu nad procesem decyzyjnym. Wiele osób zaprzątniętych jest tzw. bieżączką i nie mogą one dostrzec tego faktu. ~~Podobnie ma się sprawa z innymi zasobami (poza pieniędzmi, które jawią się ludziom jako coś bardziej konkretnego i mierzalnego).

Szczęście wzrasta wolniej niż dobra, które są jego źródłem (i takoż mutatis mutandis z przykrością?)?

! "Mutatis mutandis", "itd.", "itp.", "optymalny", "najlepszy", ... - te wyrażenia są użyteczne, ale łatwo skryć za nimi np. swoją niewiedzę lub też niejasność zagadnienia.

! ~~Lepiej jest coś posiadać i to stracić czy nie mieć tego nigdy? Skoro rozwiązanie jest uzależnione od odczuć podmiotów moralnych (od ilości PF), to analizujemy dwie kontrfaktyczne sytuacje i pytamy gdzie jest więcej pozytywnej wartości (lub też stosujemy inne metody). Potoczne doświadczenie uczy nas, że często wolelibyśmy nie mieć czegoś nigdy niż mieć to i stracić. Patrząc jednak na sprawę z innej perspektywy, w pierwszym przypadku choć przez jakiś okres to coś mieliśmy, a w drugim przypadku nie mieliśmy tego nigdy, więc powinniśmy być zadowoleni z takiego obrotu sprawy, który spowoduje, że to coś będziemy mieć choćby przed pewien okres. To popularny wątek np. w literaturze. ~~Podobnie rzecz ma się z naszym życiem w przypadku lęku przed śmiercią. Czy rozwiązaniem jest zmiana swojej własnej postawy? Na ile możemy manipulować naszym stosunkiem do zdarzeń, które nas dotykają? Czy istnieje tu jakaś strategia optymalna? Buddyzm, zen, stoicyzm, epikureizm, sceptycyzm etyczny, współczesne ruchy antykonsumpcjonistyczne, ...

Czy po zaspokojeniu jednych pragnień zaraz pojawiają się następne? Jak dokładnie to przebiega? Czy należy coś z tym robić czy nie?
Ewentualne propozycje:
- spełnianie jak największej liczby pragnień, aby w końcu jednak się "uspokoić" (być może jest tak, że pragnień ma się bardzo dużo, ale w końcu następne się nie pojawiają lub pojawiają się, ale nie są tak samo kuszące)
- wyrobienie w sobie postawy neutralności wobec zdarzeń, które nas dotykają na co dzień
W jaki sposób ustalić optymalną postawę? Czy można ją uprawomocnić? Czy powinien mieć taką samą?

Wybory większości ludzi charakteryzuje awersja do ryzyka.

! "Za kryterium racjonalności nie możemy uznać po prostu jakości skutków działań" - zgadzam się, ale należy wytłumaczyć: dlaczego właściwie tak jest? Przykład z kulami. ~~Pamiętać też trzeba, że jakość skutków działań może być kryterium racjonalności jako zasada drugiego rzędu, w sytuacji, gdy np. zasada pierwszego rzędu będzie niemożliwa do zastosowania w czystej postaci.

Nie konfiguracja bytów w świecie, a stany podmiotów moralnych są rezerwuarem wartości autotelicznej.

~~"Czy postępowanie dobre moralnie przynosi człowiekowi korzyść?" Zależy to od tego, jak rozumiemy "korzyść", a także o które "dobro" pytamy. Ważny jest tu również wątek uściślenia tego, czym jest "egoizm", "altruizm", ....

"Czy dobro moralne jest zamierzonym skutkiem czynu powinnego moralnie czy czymś innym?" Czymś innym. Wynika to z zasad naszej teorii, choć zamierzone skutki mogą być czymś istotnym z perspektywy procedury decyzyjnej.

Czy zło umożliwia istnienie dobra? Co to dokładnie miałoby znaczyć? Czy doznawanie ~~cierpienia jest potrzebne do osiągnięcia ~~szczęścia? Na czym to miałoby polegać?
"Nie może zaznać szczęścia, kto nie zazna przeciwności” - trudno byłoby to sprawdzić, bo chyba nie ma takiego podmiotu moralnego, który by nie zaznał przeciwności.

Dlaczego moją główną tezą w tym dokumencie jest "zasada użyteczności (czyli konkretnie to a to) jest prawdziwa", a nie "zasada użyteczności (czyli konkretnie to a to) jest słuszna/użyteczna/dobra". Przecież moją tezą jest także, że "działanie należy oceniać z punktu widzenia słuszności/użyteczności/dobra-do-którego-prowadzi, a nie z punktu widzenia prawdziwości", a niewątpliwie przyjęcie lub nieprzyjęcie zasady użyteczności to działania.

Tak więc dlaczego? ~~Ponieważ przynajmniej w niektórych przypadkach dojście do prawdy jest warunkiem tego, aby móc w ogóle wiedzieć co jest dobre/użyteczne. Sprawa jest jednak skomplikowana i wymaga namysłu. To pogląd na teraz.

Prymat dobra nad prawdą wyraźnie widoczny jest np. w komunikacji smsowej.

[...] Możemy tu mówić o zarządzaniu przyjemnością i przykrością ([pozytywnymi i negatywnymi] odczuciami).

Co współczesny utylitarysta powie o tym, jak powinien wyglądać ład ekonomiczny na świecie?

~~Istnienie tylu zawodów regulowanych to jedna ze składowych tego, co nazywam instytucjonalizacją. Napisz coś więcej o tej instytucjonalizacji.

Co racjonalnie można powiedzieć o tym, co czeka nas po śmierci? Jak radzić sobie z tym, że umrzemy? Czy lepiej umrzeć "przygotowanym"?
Co racjonalnie można powiedzieć o tzw. sensie cierpienia?

"Szczęście (pozytywne odczucia, przyjemność) - zmienna zależna, czynniki powodujące szczęście (pozytywne odczucia, przyjemność) - zmienne względnie niezależne."
~~""IQ" (zmienna niezależna) jest zmienną istotną dla zmiennej "osiągnięcia szkolne" (zmienna zależna)" - analogia do naszej teorii dobra.

"Ból jest przyczyną cierpienia, nie zaś ciepieniem, jest bowiem wrażeniem, a nie uczuciem" - czy nie jest to bardziej różnica słowna niż realna?

Próba stworzenia odpowiedniego schematu pojęciowego:
1. Co powoduje negatywne odczucia? (może spróbuj z perspektywy: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość?)
- głód
- niezaspokojone pragnienie
- chłód
- ból
- wspomnienia
- lęk przed przyszłymi zdarzeniami
...
2. Co powoduje pozytywne odczucia?
...
3. Co powoduje odczucia (co jest źródłem odczuć)?
- jedzenie
- picie
- zapach
- dźwięk
...
4. Typy podmiotów moralnych.
- średnia podatność na pozytywne odczucia i negatywne odczucia
- wysoka podatność na pozytywne odczucia i negatywne odczucia
- niska podatność na pozytywne odczucia i negatywne odczucia
- średnia podatność na pozytywne odczucia i wysoka podatność na negatywne odczucia
...

Pozytywne odczucia, a np. stan choroby u podmiotu – jak taka sytuacja ma się do naszych ustaleń aksjologicznych?

Intensywność (pozytywnych i negatywnych) odczuć zależy od rzeczy, które je wywołują i od podmiotu moralnego. Jak ma się sprawa w odniesieniu do poszczególnych podmiotów moralnych? Jak sprawa się ma w odniesieniu do "statystycznego podmiotu moralnego"? Jak sytuacja się ma, a jak mieć się powinna?

~~W teorii dobra, którą uważam za adekwatną, liczy się subiektywność (tj. doznawane pozytywne i negatywne odczucia), a nie obiektywność (konfiguracja bytów we wszechświecie). Należy jednak być ostrożnym - np. może być tak, że obecnie mile widziana jest konfiguracja bytów taka a taka z uwagi na to, że w przyszłości sprawi ona, że będzie więcej pozytywnych odczuć.

Jakie jest zastane znaczenie słowa "przyjemność"? Według np. słownika języka polskiego PWN:
"przyjemność
1. «miłe wrażenie wywołane dodatnimi bodźcami, uczucie zadowolenia»
2. «to, co wywołuje uczucie zadowolenia, sprawia miłe wrażenie, dostarcza przyjemnych doznań»"

~~"Szczęście jest uzasadnionym zadowoleniem"? Nie.

Kolejna hipoteza to cytat, nie pamiętam autora, znaleziony w jednej z książek Tatarkiewicza. "Szczęście to coś godnego pożądania, na ogół przyjemne". Co o tym sądzisz?

~~Zadowolenie nazywane jest w ekonomii użytecznością. Jest to jednak pojęcie niejasne i/lub wieloznaczne. Dlaczego ekonomii (normatywnej) nie dyskwalifikuje się za używanie niejasnych pojęć? Niektórzy zgłaszają wątpliwości co do statusu rozważań z ekonomii normatywnej, ale i tak uważa się ją za coś innego jakościowo niż etykę normatywną. Czy to przez to, że systemów etyki normatywnej jest mnóstwo, a systemów ekonomii normatywnej nieco mniej (i zgadzają się ze sobą częściej systemy ekonomiczne niż etyczne?)?

"Do szczęścia potrzeba jednemu mniej, a drugiemu więcej" - pewnie prawda.

Czy świadomość szczęścia jest potrzebna do szczęścia? Raczej tak (czy szczęściem [czy też przyjemnością, pozytywnymi odczuciami, ...] można w ogóle nazwać coś, co nie jest uświadomione?). Czy przekonanie o szczęściu wystarczy do szczęścia? Pamiętajmy, że podmioty moralne czasem okłamują same siebie, gdy chodzi o intensywność odczuć, których doznają - jaki wpływ na ten fakt na naszą teorię dobra?

Czy małe dziecko liczy się w utylitarystycznych kalkulacjach, skoro nie ma (samo)świadomości? Odwołaj się do własnego doświadczenia (czy też jego braku)

~~Czy pozytywne i negatywne odczucia "były" już w chwili Wielkiego Wybuchu? Tzn. pośrednio poprzez to, co wydarzyło się później? Początkowy stan zawierał w sobie zalążek wszystkich innych? Jak by to dokładnie wyglądało? Analogia do "jak to jest być nietoperzem"?

! Czy w czasach, gdy na naszym świecie nie było jeszcze bytów doznających, dobre było to, co prowadziło do zwiększenia szansy na pojawienie się bytów doznających? A może było tak tylko wtedy, gdy prawdą jest, że liczą się konwekwencje faktyczne, a nie konsekwencje oczekiwane (tj. najlepszy zakład)?

Jaki jest sens powiedzenia, że jest słuszne (tj. że dobry jest stan rzeczy) że gwiazda 56554534535643 porusza się w kierunku 56754747? Wydaje mi się zresztą, że pełne wypowiedzenie tej sytuacji nie byłoby tak proste - byłoby ono, o ile w ogóle byłoby możliwe, przerażająco skomplikowane i nudne dla nas.

Czy odczuwanie ciągu przyjemności nudzi po pewnym czasie i staje się czymś przykrym lub czymś obojętnym? Co to miałoby znaczyć? Jeśli byłaby to prawda, to wskazuje ona na dwuznaczność naszego schematu pojęciowego, która potem może zaciemnić obraz tego, jak rzeczy się mają. Myślę jednak, że w tym przypadku łatwo jest wybrać nam "właściwe" znaczenie.

Ogólnie przyjęta jest konwencja, że szczęście to długotrwały zbiór przyjemności lub zbiór tego, w czym przyjemność przeważa.

! Wyraźnie odróżnij wszystkie człony w sytuacji typu: kobieta poperfumowana – zapach perfum, który czuję – pozytywne odczucie – inne. Będzie to istotne w budowaniu dokładnej teorii dobra.
Także: nazywanie - wskazywanie - deskrypcja - dobro - przyjemność - pozytywne odczucia - stężenie substancji tej a tej - akt pragnienia
Rozróżnienie na to, co wywołuje pozytywne odczucia i same pozytywne odczucia.

Coś jest dobre dlatego, że istnieją byty doznające (tj. podmioty moralne). To, co dobre jest dobrem dla kogoś. Nie ma żadnego innego dobra poza użytecznością (czyli poza dobrem dla kogoś). Gdyby na świecie nie było bytów doznających, nie byłoby niczego dobrego?
"Czy cokolwiek może być naprawdę dobre, jeśli nie powoduje żadnej zmiany - bezpośredniej lub pośredniej, rzeczywistej lub potencjalnej - w świadomości jakiejkolwiek istoty?" Raczej nie, nie może.

To, co dobre (pozytywne odczucia) jest czymś innym niż to, co ludzie preferują czy też czego pożądają (choć możliwa jest koincydencja), ponieważ ludzie mogą się mylić co do tego, co jest dla nich najlepsze (a także co do tego, co w ogóle jest dla nich dobre i złe). Pytanie jednak czy możemy wiedzieć co jest dla nich najlepsze.
! Wydaje mi się, że preferencje ludzi to dość dobre kryterium tego, co dla nich dobre, ale nie jest ono adekwatne.

Możemy utożsamić to, co dobre np. z tym, co jest idealną preferencją, idealnym pożądaniem czy też arete, ale to utożsamienie jest bezwartościowe poznawczo (choć być może jest dobrym środkiem dydaktycznym dla osób, które mają problemy z wyobrażeniem sobie czym mogłoby być dobro).

Nie zgadzamy się z następującym poglądem Narvesona (można uzasadnić). Chyba, że będzie tak w ramach procedury decyzyjnej – tego nie możemy wykluczyć. Narveson: "utylitaryzm nie jest zainteresowany tym, aby z Sokratesa uczynić głupca, ale również nie jest zainteresowany tym, aby z głupca uczynić Sokratesa” oraz "celem utylitarystycznego działania jest umożliwienie najpełniejszej realizacji celów, interesujących obydwu, czyli ostatecznym kryterium tego, co jest dobre dla jednostki jest jej własny pogląd”.

"The ideal or perfectionist thesis that what is good is not only or primarily pleasure or desire-satisfaction, but certain states whose value is independent of people's attitudes to them." - skomplikowane, ale można wyjaśnić jaki jest mój stosunek do tej tezy. ~~W sumie można być takim miękkim perfekcjonistą w obrębie hedonizmu? To chyba nawet właściwe. Ale sama oryginalna teza raczej fałszywa.

Czy gdybyśmy stworzyli z materii tak skomplikowany byt jak człowiek, to mógłby on doznawać pozytywnych i negatywnych odczuć? Z ogólnofilozoficznego punktu widzenia ciekawe są implikacje obu możliwych odpowiedzi.

Czy zaznawać pozytywnych i negatywnych odczuć mogą tylko byty samoświadome czy też także świadome? Pytanie jest trudne, bo niejasne jest rozgraniczenie nieświadomość-świadomość-samoświadomość.

! Mierzenie preferencji podmiotów moralnych pieniędzmi, które są one w stanie wyłożyć za taki a taki zakład jest obarczone wadą. Polega ona na tym że podmioty moralne nie wiedzą co jest dla nich dobre, a co złe - tzn. że ich opinia nie jest gwarancją tego, że jest tak, jak ta opinia głosi. Jednak preferencje są dość dobrym (choć nieadekwanym) probierzem tego, co dobre i złe dla jednostki, więc być może będzie trzeba zastosować te metodę w praktyce (jako np. zasadę drugiego rzędu, którą nalezy wdrożyć w przypadku, gdy zastosowanie czystej zasady pierwszego rzędu będzie niemożliwe; oczywiście problem z uprawomocnieniem będzie - analogia do problemu indukcji).

"Dowód" Milla głosił już Eudoksos z Knidos, a także Arystyppos.

Czy definicje pozytywnych i negatywnych odczuć mają być sprawozdawcze, projektujące czy regulujące? Regulujące. Dlaczego? [tu wyjaśnij ładnie]

Wiele metaetycznych zagadnień, np. spór realizmu z antyrealizmem etycznym, jest mało istotna ze względu na to, że i tak ~~trzeba działać.

! Ktoś mógłby nas spytać: "dlaczego nasze działania mają być nakierowane na pozytywne odczucia, skoro te pozytywne odczucia to nic innego jak tylko twór przyrody zachęcający nas np. do prokreacji?”. A na czym miałaby polegać etyka czy też teoria racjonalnego działania, w której chodzi o coś innego? Przyjmijmy, że w odpowiedzi na tego typu krytykę, zrezygnowalibyśmy z hedonizmu etycznego. Musimy jakoś działać, więc uznalibyśmy, że racjonalnie jest działać według innej zasady. Wtedy jednak można postawić ten sam zarzut i tak w nieskończoność. ~~Ten argument jest niefalsyfikowalny? Inna sprawa, że na pierwszy rzut oka falsyfikowalność nie jest kryterium racjonalności w metodzie nauk empirycznych.

Niektóre argumenty przeciw hedonizmowi (i co za tym idzie: przeciw przynajmniej niektórym utylitaryzmom):
- argument Nozicka ("argument z filmu Matrix")
- tzw. paradoks hedonizmu
- potwór hedoniczny

1 listopada 2011 - sporo osób chciało widowiska "katastrofa samolotu" - dlaczego?

Czy etyka czy też teoria racjonalnego działania ma sens jeśli prawdziwy jest determiznizm (rozumiany tak a tak)?

! Moim celem jest stworzenie etyki uniwersalnej, czyli m.in. takiej, która wykracza poza przeszłe, teraźniejsze i przyszłe problemy decyzyjne gatunku ludzkiego i wszystkich gatunków obecnych w tej chwili na świecie. Oczywiście z uwzględnieniem wszystkich ograniczeń poznawczych (bardzo możliwe, że okaże się, że etyka uniwersalna jest po prostu niemożliwa i jest fikcją - w każdym razie taki właśnie jest cel). ~~Intencja jest taka, żeby nawet okres od Wielkiego Wybuchu do "końca świata" był tylko pewnym wycinkiem tej etyki. Samo jednak wysłowienie tego zamierzenia jest trudne i być może skazane na niepowodzenie. Możliwości naszego języka i ich wpływ na teorię racjonalnego działania czy też etykę.

! ~~Pojęcie uniwersalizowalności jest niepotrzebne w moim systemie. W dyskursie konsekwencjalistycznym, próbuje się je na siłę uczynić istotnym. Trudno oprzeć się wrażeniu, że chce się tutaj zachować "poważną ideę poważnych filozofów" nawet jeśli nie jest nam ona do niczego potrzebna. Filozofia i jej działy są zbyt uległe wobec swej historii.

! Ludzie czasami są wtłaczani na siłę w pewne konwencje. Np. moja partnerka może mieć dzisiaj urodziny, a ja po raz pierwszy odkąd się znamy, zrobiłem jej śniadanie do łóżka. Ktoś, kto został poinformowany o tym zdarzeniu, najpewniej pomyślałby, że to właśnie z powodu jej urodzin zrobiłem jej śniadanie, a w rzeczywistości mogła to być przecież przypadkowa zbieżność. Tego typu zbieżności prowadzą często do czegoś poważnego. Ludzie często zamiast mówić post factum, że "to zbieżność, to przypadek", wolą być częścią konwencji.

O wyrażeniach naładowanych (thick terms).

! Zasada racji dostatecznej - zawodzi, gdy mowa o rzeczach "ostatecznych"/"końcowych"? Czy jej zastosowanie nie jest wtedy przykładem myślenia życzeniowego? Czy jej zastosowanie w takich przypadkach nie jest podobne np. do twierdzenia, że świat musiał mieć początek? "Błąd kategorialny"?

Prawo - jak każdy ma być równy wobec niego, skoro wielu ludzi nie ma pieniędzy np. na opłaty sądowe? Dlaczego ktoś ~~zaprojektował taki system? Czy istnieją lepsze rozwiązania?

"The doctrine of natural law is clearly an analogue of objectivism in ethics." (Mackie, Ethics. Inventing right and wrong). Odnieś się.

Utylitaryzm, a prawda. Ktoś mógłby głosić prawdziwą etykę (tj. utylitaryzm) i przez to mogłoby być nieciekawie, więc niezgodnie z utylitaryzmem. Być może nie należy głosić, że utylitaryzm jest prawdziwy. Liczy się dobro, nie prawda (co do zasady; nie musi to znaczyć, że prawda nie jest wartością na którą powinny być nakierowane nasze działania np. na poziomie procedury decyzyjnej lub jakoś inaczej).

~~Niewykorzystane możliwości w moim życiu mnie przerażają. I nie chodzi tu nawet o przeszłość, a o to, że teraz tu jestem i mam tyle opcji do wyboru, tyle interesujących rzeczy, tyle perspektyw przed sobą. Co wybrać, na jakiej podstawie?

Statolatria - analiza.

~~Księgowi, inni spece od rzeczy zbędnych. To mała część całego systemu bicia piany.

Czy tworzenie prawa, którego stosowanie ma polegać na tym, że "na każdego znajdzie się paragraf" i które jest niejasne, zbyt rozbudowane, nikt go nie zna i które jest obarczone innymi wadami, nie woła o pomstę do nieba? Natychmiast trzeba to zmienić. To idiotyczne, że w ogóle istnieje jakaś dwuznaczność, gdy stosujemy prawo do prostych sytuacji typu mandat drogowy. Tu nie powinno być miejsca na jakąkolwiek analizę. Rozwiń.
W dodatku niektórzy twierdzą, że ten system powinien taki właśnie być. Często mówi się, że prawo jest zbyt skomplikowane i nalezy je uprościć, ale to często gadanina podobna do tej o tym, że należy nakarmić głodne dzieci w Afryce.

~~Czy ta praca analityczna odnośnie do każdego stanowiska filozoficznego jest dobrym pomysłem? Chyba nie z uwagi na to, że moglibyśmy "zbankrutować informacyjnie". I z uwagi na inne sprawy.

~~Informacja we współczesnym świecie przesunęła się na pierwsze miejsce. Na niemal każdy temat można znaleźć w tej chwili w Internecie i poza nim za dużo informacji. Przeładowanie informacją. Ogólne informacje na dany temat, a wartościowe informacje na dany temat.

"Ja wiem najlepiej" - należy wytępić tego typu postawę.

Ludzie generalnie boją się przyznawać do niewiedzy. To niedobrze.

Życie/egzystencja jest fenomenem. Tu i teraz jestem. TO odczucie. Podobne odczucie ma się, gdy się trochę człowiek pozastanawia nad pytaniem "dlaczego istnieje raczej coś niż nic?".
Bach i nagle nie żyję przez wieczność. To (z mojej perspektywy żyjącego i czującego to życie człowieka) dziwne uczucie, tzn. ta antycypacja tego.
Ktoś bliski nagle umiera. Ot tak. Jest to fascynujące metafizycznie.
Po co mam się starać cokolwiek wartościowego napisać, skoro umrę? Jaką wartość będzie miało to, co napiszę w perspektywie wieczności? Czy warto poświęcać na to zasoby w obliczu tego faktu?
Metafizyczna trwoga przed śmiercią. TO doświadczenie typowo ludzkie.

! Intuicje, takie jak te analitycznych etyków i utylitarystów mylą. To, co oni uważają za adekwatne może okazać się (i myślę, że okazuje się częściej niż możemy przypuszczać) zupełnie bezpodstawne. Co dopiero mówić o innych etykach. ~~Fakty etyczne, uprawomocnione oszacowania, wyliczenia - tak; opinie ludzkie, odczucia - nie (chyba, że mają wpływ na te pierwsze).

! Nie wiemy jak dokładnie ma wyglądać porządek moralny i jak podejmować racjonalne decyzje za każdym razem - wiemy jednak to, to, to i to. Trzeba wykorzystać choćby i tę skromną wiedzę (już teraz?).

Czy nie dziwi was, że przestępczość nie maleje? Tzn. nie mam na myśli tego, że gdzieś tam przestępczość zmniejszy się np. o 70%. Chodzi mi o to, że nikt współcześnie nawet nie twierdzi, że "gdy dojdę do władzy, przestępczość zniknie albo będzie czymś pomijalnie małym". Ludzie dali sobie wmówić, że przestępstwa będą dokonywane zawsze i są czymś normalnym?

! Pewien typ argumentu za istnieniem boga (mój): jeżeli istnieje świat, to możliwe jest wszystko (w szczególności, że bóg istnieje). Czym bowiem niewyjaśnialność istnienia boga ma się różnić od niewyjaśnialności istnienia świata? Z drugiej strony - czy język nam tutaj nie przeszkadza w zrozumieniu pewnych spraw?

Napisz coś więcej o instytucjonalizacji (lepsze inne słowo?).

! Transhumanizm, starzenie się, nieśmiertelność, niezniszczalność, dziwna niewiara w możliwość dokonania tego, związek z racjonalną teorią działania.

Tyle tysięcy lat istniejemy, a ludzcy decydenci przez ten ogrom czasu, nie potrafili doprowadzić do sytuacji, w której człowiek, który sie narodził, nie jest skazany na przymus pracy. Z drugiej strony można argumentować, że dla wielu istnień ludzkich przymus pracy to wybawienie - bez tego przymusu ludzie ci mieliby być może gorsze życie niż gdy przymus jest obecny.

Ludzie często uznają, że jeśli ktoś pracuje krótko, a ktoś inny długo, to ten pierwszy jest leniem. Dlaczego to nieracjonalne na pierwszy rzut oka podejście ludzi jest dość powszechne? Być może heurystyka "im dłużej pracuje, tym lepiej pracuje" często się sprawdza w praktyce (a jeszcze częściej sprawdzała się ona w przeszłości).

Nie o to chodzi we wnioskowaniach potocznych, aby były niezawodne.

! Niektóre "odkrycia" opiniotwórzych mediów, przypomninają "odkrycie", że wiele osób zjada swoje wydzieliny z nosa.

~~Skoro wiele osób, które odkryły coś zaskakującego w przeszłości, zostało uznanych za wariatów (choć byli nie-wariatami), to w takim razie ilu było ludzi uznanych za wariatów, którzy byli tak naprawdę nie-wariatami, a którzy pracowali nad czymś zaskakującym, ale nie udało mi się osiągnąć niczego spektakularnego co by zyskało akceptację opinii społecznej?

! Czasami można się zastanawiać dlaczego ludzie zachowują się tak a tak, a wyjaśnieniem jest to, że w wielu sytuacjach ludzie po prostu odgrywają swoje role społeczne, nie wnikając za bardzo w to co i po co robią.

~~Ludzie często traktują pieniędze jako uniwersalną wartości wszystkiego. Podobnie mają oni też tendencję do traktowania wykształcenia jako uniwersalny miernik wiedzy, mądrości lub inteligencji.

Starzy ludzie częściej śmierdzą niż młodzi.

Ciekawa sprawa z felietonem jako gatunkiem literackim. Moim zdaniem i wbrew temu co można w różnych miejscach często przeczytać, jest to gatunek prosty w uprawianiu (choć oczywiście można to robić lepiej lub gorzej), ponieważ można stosować niejasne pojęcia, aluzje i pisać nieprawdę, a w razie zarzutów, że felieton jest zły czy kłamliwy, można powiedzieć, że taka już jest natura felietonu, że pozwala się tu na swobodne podejście do sprawy i że nie jest on przecież zdaniem relacji z tego jak rzeczy się mają. Ktoś mógłby odpowiedziec na to, że czym innym jest swobodne podejście, a czym innym pisanie nieprawdy, ale w rzeczywistości różnica jest na tyle płynna, że w praktyce nie da się tych dwóch spraw oddzielić.

~~Czy "pozytywne odczucia" jest ogólną nazwą wszystkich pozytywnych odczuć czy konstytutywnym składnikiem wszystkich pozytywnych odczuć (pytał o to, o ile pamiętam, Czeżowski, choć pytał o "przyjemność", a nie o "pozytywne odczucia") czy też jest jeszcze czymś innym? A może jest kilka znaczeń? Myślę, że tak jak "kot" oznaczać może zarówno każdego konkretnego kota, jak i istotę kota (a jest jeszcze m.in. supozycja gatunkowa), tak i "pozytywne odczucia" może oznaczać konkretne pozytywne doznania, jak i to, co wspólne wszystkim pozytywnym doznaniom.

! Co jest wspólne wszystkim pozytywnym odczuciom (doznaniom)? Odpowiedź na to pytanie to budowa teorii dobra, która jest niezbędna, aby móc zastosować utylitaryzm w praktyce. Musimy bowiem wiedzieć co dokładnie mamy maksymalizować (możliwy jest też scenariusz, że według zasady użyteczności nie musimy DOKŁADNIE wiedzieć co mamy promować/maksymalizować).

Ile maksymalnie pozytywnej i negatywnej wartości można odczuwać? Jakie są limity (o ile są) dla różnych podmiotów moralnych (czyli dla tych, którzy liczą się w rachunku decyzyjnym)? Bacz na to, aby w tym wątku nie utożsamić dwóch podobnych, ale różnych rzeczy. Czy można się dowiedzieć jakie są limity? Czy możemy mieć co do tego pewność? Czy w ogóle co do czegokolwiek możemy mieć pewność? Czy wiemy czym dokładnie jest pewność? Czy wiemy na pewno czym jest pewność?

! W utylitaryzmie chodzi o to, aby pozytywnych odczuć było jak najwięcej. To jednak nie jest tak prosta teza, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Pierwszy lepszy problem: czym miałyby być pozytywne odczucia u naszych następców ewolucyjnych? Czy to, jak używamy orzeczników etycznych, nie zakłada pewnego ugruntowania w aktualnie istniejących bytach? Jakiego dokładnie rodzaju to ugruntowanie i jaki ma zasięg? Skąd np. mielibyśmy wiedzieć czym będą pozytywne odczucia u naszych następców ewolucyjnych? Tę jakość być może moglibyśmy przyjąć do wiadomości (ale na jakiej podstawie?), ale jak mielibyśmy jej doświadczyć? „Jak to jest być nietoperzem”?

! Podmioty moralne mogą się mylić co do tego, co jest dla nich dobre. Z wielu powodów. To, co jest dobre zależy ~~od tego, co dzieje się w ich organizmach, ale co do zasady nie zależy od ich opinii.

Czy dobro autoteliczne to dokładnie to samo co dobro nieinstrumentalne i co dobro samo w sobie i co dobro wewnętrzne i co ...?

~~Konsekwencjalizm według mojego pomysłu (może nietrafionego; brak zasobów na sprawdzenie tego) mógłby być tezą, że działanie samo w sobie nigdy nie jest dobre autotelicznie, ani złe autotelicznie. O tym jak powinniśmy scharakteryzować konsekwencjalizm (konsekwencjalistyczne teorie) i czy w ogóle powinniśmy to robić, decyduje zasada użyteczności. Uwaga na język, który może nas tu mylić.

Mamy do wyboru różne konwencje. O tym, która jest najlepsza, decyduje zasada użyteczności (tak a tak rozumiana). Możemy mówić po prostu o odczuciach, możemy mówić o pozytywnych i negatywnych odczuciach, możemy mówić o pozytywnych, neutralnych i negatywnych odczuciach, możemy mówić np. o skrajnie pozytywnych odczuciach, umiarkowanie pozytywnych odczuciach, neutralnych, negatywnych, możemy mówić ..., może być ten podział ułożony na podstawie teorii scalarnych czy też satisficingowych, .... ~~Dla teorii liczy się tylko intensywność odczuć, tj. liczby.

Czy można się mylić co do tego jak coś smakuje? A co jeśli np. ktoś twierdzi, że A smakuje bardziej niż B, B bardziej niż C, a C bardziej niż A?

Jak nasza teza dotycząca tego, czym jest dobro (pozytywne odczucia) ma się do tzw. przyczynowych teorii odniesienia? Nijak, bo nie interesuje nas znaczenie zastane, a przez "dobro" rozumiemy to, na co należy nakierować działanie. To, co mamy na myśli nazywamy jednak "dobrem", a nie "gtyftrem", więc jakieś znaczenie ma?

! "Jeśli najpierw ciężko na coś zapracujesz, a potem się tym cieszysz, to poziom przyjemności odpowiednich doświadczeń może być zupełnie inny, niż wtedy, gdy najpierw się czymś cieszysz, a potem musisz ciężko pracować, by za to zapłacić" (Brandt). Co ten fakt oznacza? Dekryptywnie, a normatywnie?

Jak to, że pozytywne odczucia są dobrem ma się do tego, że podmioty doznające mogą rozmaicie radzić sobie z tymi właśnie odczuciami (dochodzącymi do nich)? To ważna sprawa, bo każdy może wypracować tutaj swoją własną strategię. Wpływ jednostki na odczuwanie przyjemności i przykrości. Może ideałem byłoby czerpanie przyjemności w jak największych ilościach ze wszystkiego, z czego się da i brak reakcji na wszelkie doznawane przykrości? Na ile można zbliżyć się do tego ideału?

~~Czy jeśli dla jednego podmiotu doznającego słuszne jest znalezienie partera, to i dla każdego innego podmiotu też? To zależy od tego, czy będzie różna ilość pozytywnych odczuć czy nie. Więc zadajmy pytanie nieco inne: czy ostatecznie rzecz biorąc wszyscy powinniśmy mieć te same cele (i jakaś część powinna się „wytrenować” w odpowiednim manipulowaniu swoimi pożądaniami (a raczej „temu, co przynosi odczucia”) w imię przyszłych, większych pozytywnych odczuć; tj. powinna od teraz działać tak, aby dążyć do „zgrania się” z tym, co optymalne)?

Stoicy, epikurejczycy, cynicy, buddyzm, zabiegi stosowane przez miliony ludzi każdego dnia - która strategia jest najlepsza?

Kwestia skłonnościowa, a teoria dobra ("to jest dobre, ale "natura" ciągnie mnie do tego").

Pozytywne/negatywne doznania, a zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.

Cynicy/stoicy i nieracjonalny lęk przed podjęciem ryzyka.

To samo doświadczenie może wywołać różne stopnie odczuwania dobra u różnych podmiotów (zakładając, że jest sens mówienia o tym samym doświadczeniu) - to już teza psychologii doznań. BTW: zanalizuj w tego typu zdaniach "może". Chodzi o "może" logiczne, fizyczne, inne? Bo jeśli o logiczne, to większość takich zdań to banalne konstatacje.

W razie kłopotów z dokładnym określeniem tego, co jest dobre (tj. pozytywnych odczuć), zawsze można zacieśnić spektrum możliwości, a także przedstawić swoje tezy dotyczącego dobra na tle tez innych (cyników, cyrenaików, współczesnych aksjologów, innych).

~~Według naszej teorii mają być te stany rzeczy, które są w INTERESIE ludzi? "Uświadomienie ludziom jaśniej, co jest ich interesem"? Ludzie nie wiedzą dużo w błahych sprawach - tu jest inaczej?

Z ciekawości: co dokładnie o tym, co dobre i słuszne powie mi moja własna (Patryka Kaczmarka) introspekcja czy opinia? Jak te ustalenia będą się miały do tego, że za dobre uznaliśmy pozytywne odczucia? Zanalizuj konkretne czyny i to, jakie są Twoje odczucia dotyczące tego, co powinniśmy uznać za dobre.

Frege: "bycie prawdziwym jest czymś innym niż bycie uważanym za prawdziwe [...]. Nie ma żadnej sprzeczności w tym, że coś, co wszyscy uważają za fałszywe [...] jest prawdziwe. Bycie prawdziwym jest niezależne od uznawania za prawdziwe przez kogokolwiek."
Odnieś do dobra.

! ~~Trzeba znajdować pozytywne rozwiązania. Wszyscy, którzy w etyce proponują tylko krytykę, powinni wskazać doktrynę, które według nich jest prawdziwa?

Dobra lista jako baza pomysłów do dokładniejszych rozważań nad tym, co jest dobre aka czym są pozytywne odczucia:
"A. Objective Theories
1. Mental State Theories
a) Hedonism
(1) Quantitative Hedonism
(2) Qualitative Hedonism
b) Non-Hedonistic Mental State Theories
2. Non-Mental State Objective Theories
B. Subjective Theories
1. Preference Theories (Desire Satisfaction Theories)
a) Actual Preference Theories
(1) Unrestricted Actual Preference Theories
(2) Restricted Actual Preference Theories
(a) By Content
(i) To Mental States
(ii) To States of the Self
(b) By Role or Function
(i) To Intrinsic Desires/Preferences
b) Ideal Preference Theories"
! Jesteśmy chyba A1a1, ale to nie takie proste.

"Desire Satisfaction Theory: Desire Satisfaction Theories (DSTs) hold that all and only those things that satisfy intrinsic desires are intrinsically good for an individual. (A person who desires something (object, state of affairs, sensation, etc.) for itself and not just for something it can bring about, has an intrinsic desire for it.) Desires differ in intensity and a state of affairs is better if it satisfies more intense desires than if it merely satisfies less intense ones. But even if all desires were equally intense, DSTs do not hold that we should bring about the state in which the maximum number of desires are satisfied. This would be like thinking that because it is good to cure cancers, the best state of affairs is the one in which the maximum number of cancers are cured. We could do this by creating easily cured cancers (certain forms of skin cancer) in lots of people and curing these (even if we didn't cure any people who had contracted cancer without our intervention). Similarly, the DST does not hold that the best state of affairs is the one in which the maximum number of desires is satisfied, for we could do this by instilling in people easily satisfied desires. Rather, the DST holds that what is intrinsically good is what satisfies desires that already exist."

! ~~Jestem raczej hedonistą, nie preferencjonistą. Możliwe, że prawdziwa teoria dobra (przy okazji: chodzi przecież o najlepszą jako wybór teorię dobra, bo to też problem decyzyjny - wytłumaczenie tego galimatiasu znajduje się w innych częściach tego dokumentu) to taki właśnie jak wyżej preferencjonizm plus "spójność brana z zewnątrz". Wtedy można uszczęśliwić kogoś, choć on mógł sobie zupełnie nie zdawać sprawy z tego, że może być aż tak szczęsliwy i mógł też nie wiedzieć jak tego dokonać. Mógłby nawet nie chcieć tego stanu rzeczy.
~~Tak może wyglądać sprawa z punktu widzenia pierwszego rzędu, z drugiego zaś być może lepiej uznać, że ludzie na tyle dobrze wiedzą co uczyni ich szczęśliwymi (choć mogą się co do tego mylić; w sensie np. zamiast wyboru 10/10, mogą osiągać 9/10), że nie powinniśmy dalej ingerować w proces spełniania preferencji. Wtedy na poziomie decyzyjnym (drugiego rzędu) stosowalibyśmy preferencjonizm.

"Objective Theories of Well-Being: These theories tell us what states of affairs constitute an agent's well-being. Hedonism and Mill's Eudaimonism are substantive theories.

Subjective Theories of Well-Being: These theories to not give a list of what an individual's good consists in. Rather, they indicate a procedure for determining what state, actions, etc. enhance an individual's well-being and the procedure makes essential reference to the individual's conative states (states such as desiring, valuing, wanting and so forth)."

! "Not all satisfaction of desires is intrinsically valuable. The Sadistic Voyeurs. Not all satisfaction of desires bears on an agent's well-being. Some desires are for states of affairs that cannot plausibly be seen as related to an agent's well-being. A fleeting desire for so stranger's well-being; a desire that the human race not be wiped out by aliens 3,000 years from now. These considerations lead many to adopt a "restricted" version of DST. Niezłe: The satisfaction of desires based on false beliefs seem (in general) not to enhance a person's well-being. John wants a "buff bod" because he thinks that Jen, whom he fancies, likes men with such bodies. But he is wrong. Jen likes the nerdy, intellectual type. It seems that getting a "buff bod" doesn't enhance John's well-being because he wants it only to help him get Jen and it doesn't do this."

"An agent morally ought to do an act if and only if that act maximizes desire satisfaction or preference fulfillment, regardless of whether the act causes sensations of pleasure." Raczej na odwrót.

"Coś może być wyjątkiem dopiero wtedy, gdy reguła zostanie już ustanowiona"

"Decyzje w warunkach niewiedzy - gdy nie znamy ani wielkości możliwych skutków, ani ich prawdopodobieństw."

Ludzie na ogół nie biorą pod uwagę, ani nie poszukują statystycznych danych na temat zagrożeń, ale raczej korzystają z opinii panujących w danej sprawie. (z książki Tyszki)

"Criticisms of Hedonism:

1. Not all pleasures are qualitatively the same. Even considering pleasure only as a sensation, it seems phenomenologically false that all pleasures are qualitatively similar. The pleasure of watching your child take her first step or hearing her say, “I love you, Daddy”, is, I think, qualitatively different from the pleasure of eating a hot fudge sundae with peppermint ice cream which, in turn, is qualitatively different from the pleasure of defeating your nemesis at racquetball.

2. Pleasure is not the only thing that is intrinsically good. (Some things other than pleasure are intrinsically good.). For example: Nozick’s Pleasure Machine.

3. Not all pleasures are intrinsically good: the pleasure that the rapist gets from rape or the sadist gets from torture of an innocent and nonconsenting victim is not, the critic charges, good.

Reply: The hedonist responds that it is not good all things considered because it is not good that people derive pleasures from these activities. Hence, because these pleasures lead to greater pain, they are on balance bad. But this is because of their extrinsic properties. Considering only their intrinsic properties — considering them only as sensations of pleasure — they are good. This is to say, they are intrinsically good.

Response: If the pleasure of the rapist in raping or the sadist in torturing were even only intrinsically good, it would tend to make his action less seriously wrong — it would count against the pain and suffering of his victim. But this is not so. For example: The Case of the Sadistic Voyeurs."

"1. Eudaimonism is not committed to the view that all pleasures are qualitatively the same nor that all experiences that are a part of human happiness are qualitatively the same.

2. Eudaimonism is not committed to the view that the sensation of pleasure is the only thing that is intrinsically good. It will, therefore, escape the objection based on Nozick’s Pleasure Machine. It is, of course, committed to the view that happiness is the only thing that is intrinsically good. If individualism is correct (if overall value is a function of the value for individuals), this may be quite plausible depending on what all is included in the notion of happiness. Mill has a rich conception of happiness. Such experiences as accomplishing a goal or seeing your child develop as a person can be, for Mill, intrinsically valuable, and not merely valuable in producing some separate experience, happiness. Such things can be a part of happiness.

3. It is not immediately clear that eudaimonism avoids the problem of counting all pleasures as intrinsically good. Mill, after all, seems to hold that happiness includes the concept of pleasure (among other things). Other eudaimonists could, however, hold that happiness includes only certain sorts of pleasures—excluding, for example, sadistic pleasures. Even Mill can say the following: the pleasure of the sadist is good only insofar as it is considered merely as the sensation of pleasure; if we consider the activity itself in all its aspects, we are free to evaluate it as intrinsically bad (and not just instrumentally bad)."

Jakie implikacje dla naszej teorii miałby np. fakt, że może istnieć uniwersalna siła w naturze, która resetuje pamięć u każdego 3-letniego człowieka (co np. kończy amnezję dziecięcą)? W momencie gdy zaznał wiele przykrości (negatywnych odczuć), w momencie, gdy zaznał wiele przyjemności (pozytywnych odczuć).
Podobne przykłady można zanalizować również.

W związku z tym, że nie wiemy, czy np. pies jest podmiotem moralnym i na ile nim jest, raczej należy potępić robienie mu krzywdy. Tym bardziej, im większa to krzywda (odwołujemy się tutaj do naszego doświadczenia - im bardziej my przez coś cierpimy, tym najprawdopodobniej bardziej cierpi też pies).

"Jeżeli jestem stoikiem, to dobra, których nie mogę posiąść przestają być dla mnie dobrami, a stąd już bardzo blisko pokusa żeby zaprzeczyć, że są one dobrami w ogóle."

Nawet Arystyp nie był skrajnym "hedonistą", gdyż uważał, że przyjemności powinny być okiełznane przez rozum.
Nazwę "hedonizm" na określenie tego typu koncepcji, jaką głosimy, należy więc być może odczarować albo użyć innej. O tym jak powinniśmy zadziałać powie nam oczywiście zasada.

! Komentarz co do tego: "czy nie byłbym skłonny wydatkować żadnej energii po to, by zapewnić sobie ważne miejsce w historii ludzkości - mimo, że za życia nie przysporzyłoby mi to przyjemności?" w kontekście: jak jest, a jak być powinno.

W etyce liczą się konsekwencje, a nie np. intencje (chyba, że wpływają na konsekwencje).

Hipoteza: ludzie samooszukują się jeśli chodzi o ilość pozytywnych i negatywnych odczuć, jakich doznają. Jak bardzo i w jaki sposób? Co w związku z tym? Jak to ma się do tego, że musimy (?) dysponować konkretnymi i najlepiej prawdziwymi liczbami, gdy będziemy przeprowadzać rachunek użyteczności lub coś podobnego do rachunku użyteczności?

! ~~Skoro liczą się tak naprawdę pozytywne odczucia, to chemia staje się drugorzędna (nie liczy się konfiguracja bytów w umysłach [zakładając, że wszystkie byty odczuwające mają umysł i że wartość może być tylko w bytach odczuwających]), a pierwszorzędna jest siła subiektywnych odczuć (choć nie wiem, czy zmierzyć ich nie da się wyłącznie obiektywnie, tj. "badając chemię" właśnie). Nie jest jednak wykluczone, że ta sama chemia działa na każdego w ten sposób, że odczuwa to samo. Tak czy siak dobrze byłoby poznać chemię, aby wiedzieć jak można sprawić, aby byty odczuwające przerzuciły się na inne rzeczy (zmieniły pożądania/preferencje), aby mogły doznać więcej pozytywnych wartości (o ile byłoby to w ogóle słuszne). Liczyć dobro powinniśmy jednak w sposób obiektywny, a nie pytając byty odczuwające (aby nie było nadużyć - zresztą nie wiem czy przez pytanie bytów, moglibyśmy wartość autoteliczną sprowadzić do jednego mianownika - już w przypadku posłużenia się metodą "badamy chemię" jest to dość dyskusyjne). Chyba, że w ramach poziomu drugiego (praktyki, procedury decyzyjnej) z uwagi na obiektywne ograniczenia (wtedy jednak staniemy przed problemem jak to uzasadnić).

"Przyjemność czerpana ze spędzenia w zimie miesiąca urlopu na Florydzie jest większą wartością samą w sobie niż wiedza, którą zyskuje się czytając fragment biografii Lincolna, dotyczący 22. roku jego życia - skąd to wiemy? Załóżmy, że próbujemy podać ścisłą liczbę godzin owego urlopu, która jest równa co do wartości takiej wiedzy. A czy potrafimy wskazać ściśle wielkość szansy miesięcznego urlopu na Florydzie, która byłaby dokładnie równa co do wartości fragmentowi wiedzy o Lincolnie?" (czy tu aby nie ma odpowiedzi na pytanie czy przyjemność jest dyskretna?) - książka Brandta

! ~~Komentarz dotyczący np. tego: maksymalne cierpienie przez 5 minut + maksymalne zadowolenie przez 5 minut = stan neutralności przez 10 minut. Czy np. 5 hedonów u A i u B to dokładnie to samo - może skoro w ogóle wprowadzamy jakieś hedony to tak (zanalizuj to koniecznie bo może nowe wątki). Znowu dwa sosy: deskryptywny i normatywny.
Czy postępowanie zgodnie z naszą teorią jest korzystne z punktu widzenia egoizmu? (dylemat więźnia, iterowany, inne)

O upodobaniach adaptacyjnych.

"Jeżeli prawa są po prostu wytworami społecznymi to czy Żydzi w narodowosocjalistycznych Niemczech rzeczywiście mieli prawo do życia"? Trochę populistyczne, ale poprawne pytanie. Podobnie sprawa się ma z argumentami przeciw utylitaryzmowi.

Mówi się, że "zwycięzców się nie sądzi". Uważam jednak, że powinno się ich sądzić z racjonalności - pamiętając przy tym, że racjonalność decyzji przed jej podjęciem (ex ante) i po jej podjęciu (ex post) to dwie rózne sprawy (pamiętaj o: najlepszy zakład, a jakość skutków).

Zauwazmy, że z pojęciem celu nie ma takiego problemu jak np. z pojęciem przyczyny (czy też z celem zamiast pojęcia celu i z przyczyną zamiast pojęcia przyczyny).

Co możemy powiedzieć o istnieniu boga, przyczynowości, wróżki, szklanki i neutrina? Czy różnią się te sposoby istnienia?

Wiele kontrowersji wokół "altruizmu" i "egoizmu" ma swe źródło w bardzo rozmaitym, często nieprecyzyjnym, użyciu tych wyrażeń. Dotyczy wielu innych słów i problemów.

"Czy życie egoistyczne z uwagi na fakt, że społeczna kooperacja umożliwia wszystkim życie lepsze, niż życie kogokolwiek, kto próbowałby prowadzić je wyłącznie własnym sumptem, jest naprawdę egoistyczne?"

Skoro twierdzimy, że powinniśmy uznać naszą teorię za prawdziwą, ponieważ jest to korzystne, to powstaje pytanie: czy to znaczy, że jest to implikacja egoizmu? TEGO właściwego egoizmu egoizmu czy oświeconego egoizmu? Napisz o tym więcej.

Problem podmiotowości etycznej zwierząt.

"Podejście pragmatyczne skłania do wykorzystywania ssaków wyższych, takich jak małpy oraz naczelne, bowiem pod kątem fizjologicznym są bliskie ludziom, a właśnie wykorzystywania tych zwierząt budzi największy sprzeciw"

Teoria perspektywy, księgowanie umysłowe.
"zasada rozdzielania zysków - odczuwamy większą satysfakcję z kilku mniejszych zysków niż z jednego większego, będącego sumą owych mniejszych zysków
zasada łączenia strat - odczuwamy mniejszy brak satysfakcji z jednej zsumowanej większej straty niż z kilku mniejszych strat
zasada łączenia mniejszej straty z większym zyskiem - odczuwamy większą satysfakcję z jednego zsumowanego zysku powstałego w wyniku połączenia większego zysku i mniejszej straty niż z oddzielnego większego zysku i mniejszej straty
zasada rozdzielania mniejszego zysku od większej straty - odczuwamy mniejszy brak satysfakcji z poniesienia większej straty i mniejszego zysku niż z jednej zsumowanej straty, będącej różnicą między większą stratą i mniejszym zyskiem"

Różne zwierzęta (inne gatunki), a różne zwierzęta w obrębie tego samego gatunku. Niekoniecznie wszystkie zwierzeta w obrębie jednego gatunku muszą być podmiotami moralnymi. Nie wszyscy ludzie muszą być podmiotami moralnymi.

~~ Porównywanie użyteczności - jest możliwe. Wyobraźmy sobie bezludną wyspę, dwóch ludzi i jedno dobro, którego nie można podzielić. Pragną go obie osoby - jedna jednak umrze z jego braku, a druga skaleczy się lekko w palec. Harsanyi chce nam powiedzieć, że nie można rozstrzygnąć, komu to dobro powinno przypaść. Ten typ argumentu.

To, jak rzeczywiste obliczenia przeprowadzone na bazie prawdziwej teorii etycznej będą się miały do naszych mniemań na te tematy teraz, to ciekawa kwestia. Możemy generalnie mieć rację, a możemy też się okrutnie mylić.

"Redystrybucja może powiększyć globalną użyteczność nawet wtedy, gdy prowadzi do zmniejszenia efektywności. W związku ze spadkiem użyteczności marginalnej w miarę bogacenia się, utylitarne zyski z redystrybucji dla osób znajdujących się na dole drabiny społecznej są większe niż straty tych, którzy znajdują się na jej szczycie - nawet jeśli redystrybucja doprowadzi do spadku efektywności."

~~ Zdaniem Czeżowskiego zdanie "moim celem jest przyjemność/pozytywne-odczucia" jest analogiczne do zdania "to a to przed moimi oczami jest czerwone". Pogląd Czeżowskiego, a 2 osoby na świecie - sprawdźmy. Co tu jest OK, a co nie?

Krótko pisząc i inaczej jeszcze: "wartościowość posiada swoje ugruntowanie w podmiocie".

! Jakiego rodzaju bytem (ontologicznie) są pozytywne odczucia aka przyjemność? W kontekście realizmu naiwnego/krytycznego/... Jakie to ma znaczenie?

"An x is right iff there is no alternative x which leads to a better outcome than it does.

Given that there is a unique right x (as we have been assuming for the sake of brevity), we can phrase this succinctly as:
The right x is the x which would lead to the best outcome.

For example: The right climate is the climate which would lead to the best outcome.

The right x for y to z is the x whose being z-ed by y would lead to the best outcome.
We shall understand the x’s to be limited to those x’s that y can z. These shall make up the alternative set of x’s. Thus the right climate for Oxford to have is that particular climate which can be had by Oxford and whose being had by Oxford would lead to a better outcome than that of any other climate that Oxford can have. If Oxford can’t have a tropical climate, then this prevents a tropical climate being the right climate for Oxford to have and prevents other climates for Oxford being judged against a tropical climate. Similarly, if there is no time at which I can become invisible, then there is no right time for me to become invisible. It is right for y to z an x iff there is some x whose being z-ed by y is better than y not z-ing any x at all. For example, it is right for Julian to kill a person iff there is some person whose being killed by Julian is better than Julian not killing any person at all.

In addition, the best climate for Oxford to have may be a tropical climate, but it is not clear that Oxford can have a tropical climate: it would be physically possible, but is this the appropriate kind of possibility?"

Te wszystkie cegiełki, z których składa się utylitaryzm, muszą być rzecz jasna uzasadnione przez odwołanie się do zasady użyteczności. A także wszystko inne w naszej koncepcji, np. "przypiszmy użyteczności alternatywom".

"The right act for an agent to perform now is the act whose being performed now by that agent would lead to the best outcome."
"The right disposition for everyone to possess at all times is the disposition whose being possessed at all times by everyone would lead to the best outcome."
"The right climate for Oxford to have is the climate of whose being had by Oxford would lead to the best outcome."
"The right eye-colour for Carol to admire is the eye-colour whose being admired by Carol would lead to the best outcome."
"The right way of deciding what to do is the way of deciding what to do that would lead to the best outcome."
"The right decision procedure is the decision procedure that would lead to the best outcome."
"The right decision procedure for an agent to accept is the decision procedure whose being accepted by that agent would lead to the best outcome."

Metagalaktyka - istnieją zdarzenia nieobserwowalne dla nas, a także istnieją takie zdarzenia, o których nigdy się nie dowiemy (światło nigdy do nas nie dotrze).

Jaki sens ma powiedzenie, że etyka obowiązywała 2 sekundy po Big Bangu? W jaki sposób zasada użyteczności nam powie o tym, że istotnie tak było (czy na pewno właśnie ona będzie odpowiadać?)?

! Jeśli zasada drugiego rzędu ma w ogóle sens (jej istnienie), to wydaje mi się, że nie ma jakiejś jednej zasady drugiego rzędu (procedury decyzyjnej), którą można uprawomocnić. Zasad drugiego rzędu byłoby wtedy wiele.

~~Współcześnie niektóre osoby mające na względzie pomoc intelektualną innym (uczynienie ich mądrzejszymi, w ramach np. dobrej rady) polecają "więcej czytać". To oznaka "zinstytucjonalizowania". Trzeba więcej myśleć - nie czytać. Prostuj błędy innych. Z czego one tak właściwie wynikają? Czy na pewno są błędami?

Czy ten cały dokument nie jest czasem narażony na zarzut efektu Elizy?

"The final issue for the normative global consequentialists is that of possibility. If we accept that ‘ought’ implies ‘can’, then there must be some sense in which the obligations of global consequentialism can be met. Since Pettit and Smith do not explicitly account for such possibility in their formula, it may well produce obligations that are impossible to fulfil, such as the right act being to fly away, when the agent cannot fly. The obvious way to remedy this is by imposing some appropriate form of possibility upon the focal point. For example, Parfit talks of the best possible motives and climates, and specifies this as causal possibility. Pettit and Smith could follow suit by inserting the world ‘possible’ after the word ‘best’, as in: ‘the right x is the best possible x’. A full account would then require an analysis of the appropriate type of possibility, and this would presumably involve the owner of the obligation (if any). However, since there is significant debate about the nature of such possibility, let us just say that we can use whichever type of possibility it is that ends up being involved in ‘ought’ implies ‘can’."

To, czy mamy mówić o rzeczach niemożliwych jest także kwestią wyboru optymalnego schematu pojęciowego, tj. kwestią terminologiczną, a nie faktualną (oczywiście wiemy, że kwestia terminologiczna to też kwestia faktualna, ale tylko jeśli używamy wyrażenia "kwestia faktualna" w szerszym sensie, np. zakładając coś w stylu "wszystko jest faktem").

"It is also worth noting that the global consequentialist criterion of betterness involves a counterfactual and thus requires some explanation of the type of possibility involved. This can be more liberal than the type of possibility involved in ‘ought’ implies ‘can’, since we may want to compare two things even if no-one can bring them about. This could even go beyond physical possibility. This problem was also noticed by Norcross in the context of comparisons between acts made at different points in time. His conclusion was to abandon all comparison between acts that are not from the same alternative set."

Inaczej: wybieramy to, co najlepiej realizuje nasz cel (czyli posiadanie teorii najlepiej nadającej się do tego, aby stosując ją, uzyskać jak największą ilość dobra, tj. pozytywnych odczuć w walce czy też grze z naturą).

~~ Gdy rozwiązanie danego problemu nie zależy od faktów, liczy się tylko słuszność tego rozwiązania (czyli stosujemy tylko zasadę użyteczności, bez odwoływania się do faktów)?

"Right or best? A key detail in any global consequentialist theory is whether it assesses its focal points in normative terms (right, wrong, should, ought...), or in merely evaluative terms (good, bad, better, best...). Pettit and Smith make all of their global consequentialist claims in terms of rightness: ‘the right act’, ‘the right motive-set’ and ‘the right set of rules’. In contrast, Parfit’s assessment of non-act focal points are all couched in evaluative terms: ‘the best possible climate’ and ‘the best possible motives’. He reserves the normative terms for acts: ‘what each of us ought to do’. Though it is less clear, Kagan seems to follow Parfit, mentioning ‘the best rules’ and ‘the best motives’, but ‘the right thing to do’. Finally, Railton abandons all claims of rightness and goodness in his global consequentialist theory."

"It is not clear how important this distinction is. Parfit has since explained that his restriction of normative terms to acts is not meant to be substantive. He calls an act ‘right’ and a motive ‘best’ merely because he thinks that talk of the ‘right motive’ is less natural than the ‘best motive’. His choice thus reflects perceived irregularities in the English language rather than perceived irregularities in the structure of ethics. It is not clear whether Kagan shares such a view, or whether he holds that refusing to apply normative terms to non-acts reflects an important philosophical distinction."

"In summary, I find that there is an open question as to whether we can normatively assess things other than acts. If we can’t, then semi-normative global consequentialism provides a satisfactory answer to the questions of decision making and motivation, and normative global consequentialism is impossible. If we can, then we should use a version of normative global consequentialism."

"This belief that acts are the exclusive (or at least primary) bearers of rightness, or obligatoriness, is widespread. Many philosophers believe that it doesn’t make sense to talk of the right motives to have, or the right decision procedure to follow. Instead they would see it as some kind of category mistake."
Nie sądzę, aby mieli rację, że to pomyłka kategorialna.

"Acts Rules Motives Everything else
Semi-normative global consequentialism Rightness Betterness Betterness Betterness
Normative global consequentialism Rightness Rightness Rightness Rightness
Scalar global consequentialism Betterness Betterness Betterness Betterness (Frances Howard-Snyder and Alastair Norcross)"

O rozwiązaniu decyduje oczywiście to, co zawsze i przy założeniach takich, jak zawsze (zasada użyteczności plus fakt, że aby się nią posłużyć, być może musimy założyć pewne rzeczy, które uzasadniane nie są przez zasadę użyteczności "pierwszego stopnia", a inaczej).

"Global consequentialism claims that you should be blamed if and only if blaming you will produce the best consequences, and that you should feel guilty if and only if this will produce the best consequences. Suppose that for some reason the best consequences would result from blaming you for following the prescribed decision procedure (and thus doing x). But surely it is paradoxical for a moral theory to call for you to be blamed although you followed the moral decision procedure mandated by the theory. (istnieje taka możliwość na podobnej zasadzie jak może się okazać, że uznanie, że 2+3=7 jest czymś dobrym - po prostu byłoby to sprzeczne z intuicjami ludzi - więcej w wątku użyteczność-a-prawda) Thus, while common sense would suggest that a person should be blamed if and only if they have done something (subjectively) wrong, global consequentialism assesses blame just like any other focal point and looks only at the outcome of blaming someone. Similarly, common sense would suggest that a person should feel guilty if (and only if) they have done something wrong, but global consequentialism looks only at the outcome of feeling guilty. To some extent this objection is not specific to global consequentialism. Similar remarks have long been made about act-consequentialism requiring us to blame people whenever that will improve the outcome. However, act-consequentialism assesses only acts of blaming. Global consequentialism can go one step further and assess someone’s holding an attitude of blame towards someone else (robienie opozycji trochę na siłę). This objection is thus similar to the old objection, but slightly more serious. Global consequentialism will not say that you should blame a person or feel guilty. When blaming someone would produce a good outcome, global consequentialism would still say that it is better to blame them than to not blame them, but its claims would be merely evaluative rather than normative and consequently less troubling." Sprawy, w gruncie rzeczy (gdy się zrozumie na czym polega nasza teoria i teorie podobne), oczywiste.

! Ord ładnie sprowadził wiele wątków do jednego w koncepcji global consequentialism, a ja to chciałbym rozszerzyć, a poza tym popychnąć do przodu aksjologię, uzasadnienie i stosowalność w praktyce.

"An act maximizes the good if and only if there is no alternative act available to the agent that would produce more good than it would. Note, then, that more than one act alternative can maximize the good."

"Compare the above definition to this one: An act maximize the good if and only if it produces at least as much good as any available alternative act would."

"How does this differ from the above? Imagine that there are three acts available to an agent: a1, a2, and a3. And let’s suppose that these acts will produce the following three outcomes: o1, o2, and o3, respectively. Further suppose that although both o2 and o3 are better than o1, o2 and o3 are incomparable, meaning that it is not the case that they are equally good nor is it the case that one is better than the other. On the former definition, it follows that a2 and a3 both maximize the good, but, on the latter definition, it follows that none of the available act alternatives maximizes the good. Thus if we want TAC to yield determinate moral verdicts, we should prefer the former definition of ‘maximizes the good’."

Sporo ludzi za oznakę czystego dobra uznałoby sytuację, w której kot bierze w usta maleństwa (małe kotki) i ogląda się na ulicy w lewo i w prawo. Dlaczego tak jest? Czy to ze względu na uruchomienie emocji (być może aktywne byłyby wtedy "najstarsze ewolucyjnie" części mózgu).

Co byłoby, gdyby okazało się, że przykrość (negatywne odczucia) mogą być bardziej intensywne niż przyjemność (pozytywne odczucia)? Jak by się to miało do terminologii, którą powinniśmy stosować?

Tversky, Kahneman zajmowali się tym jak ludzie na co dzień dokonują oceniania prawdopodobieństwa, a nie tym jak powinni oceniać prawdopodobieństwa. Taka oczywista uwaga.

Kahneman i Tversky - moja krytyka niektórych ich badań (w szczególności niektórych konkluzji).

"Kotwicy ulega się nawet, gdy jest wyznaczona losowo i ludzie o tym wiedzą"
W Stanach Zjednoczonych "oskarżyciel nie ma żadnych ograniczeń dotyczących wysokości żądanej kary" (sędziowie ulegają kotwicy)
(książka Tyszki)
Kotwica - warto ją zawyżać, gdyż sprawdzenie wszystkiego trwa długo.

Czy np. efekt kwaśnych winogron, tj. dopasowywanie pragnień do przekonań ma wpływ na naszą teorię? Myślę, że miałby, gdybyśmy opowiadali się za utylitaryzmem preferencjonistycznym.
Optymistyczna reinterpretacja doświadczenia: "gdy nasze doświadczenie jest niezgodne z oczekiwaniem, mamy skłonność zmieniać jakąś cechę doświadczenia albo ważność tej cechy w taki sposób, aby uzyskać większą zgodność doświadczenia z oczekiwaniem".

Tendencja ludzi do ignorowania kosztów utraconych możliwości (pieniądze, czas).

O grze dylemat podróżnika.

"Posiadanie zbyt szerokiego zbioru alternatyw wyboru może skutkować mniejszą satysfakcją z wyboru."

"Nawet kiedy zmiana decyzji byłaby korzystna, duże koszty transakcji mogą ją czynić nieopłacalną."

Efekt posiadania: "za dobra, które są już w naszym posiadaniu żądamy więcej niż skłonni jesteśmy za nie oferować, kiedy dopiero myślimy o ich nabyciu".
Efekt posiadania może hamować wymianę na rynku.
Często stosowana zasada "satysfakcja albo zwrot pieniędzy" związana jest z efektem posiadania.

O ograniczeniach eksperymentów myślowych.

Rozumowanie prawomocne w których wnioski wynikają z przesłanek, a ponadto przesłanki są prawdziwe - to rozumowania konkluzywne.

"Nie może ujść naszej uwadze, że obaj dyskutanci muszą używać słowa "zły" w tym samym znaczeniu, o ile ma to być prawdziwy spór - inaczej oboje mogą mieć rację." - oczywiście uwaga ta dotyczy także innych sporów.

O dylemacie zwrotnicy i dylemacie wiaduktu (i różnych ich wariantach). Często sądzi się, że ktoś deklarujący się jako utylitarysta wybierze to a to, a nie jest to moim zdaniem takie pewne.

" [...] Choć w drugim przypadku większe jest żniwo śmierci, to jednak wielu ludzi uważa, że gorzej jest przyczynić się do czyjejś śmierci, niż pozwolić na nią przez bierność" (btw: "wielu" czyli ilu? celowe pisanie tak, aby nie narazić się na zarzuty :>). To moim zdaniem może mieć związek z pomieszaniem wymiaru moralnego etyki z wymiarem słuszności w etyce.

Zaniechanie też jest formą działania. Pamiętajmy o tym.

Geneza czy źródła moralności oraz etyki. Jak powstała moralność? Jak powstała etyka (w naszym rozumieniu [wymiar słuszności/dobra], w nie-naszym [wymiar np. moralności czy zasługi w sensie Tatarkiewicza])? Dlaczego powstała moralność? Dlaczego powstała etyka? Od kiedy można mówić o moralności i etyce?

"Ta druga osoba może to zrobić tobie" – jeden z powodów dla których powstała moralność, a później etyka (jedna z propozycji)?

Z jakiego powodu powstała etyka (jedna z propozycji) - niepewność i chęć dojścia do tego, jak rzeczy się mają (cecha wspólna wszystkich działów/dyscyplin filozofii?).

Jak tego typu kwestię niewątpliwie faktyczną (dotyczącą faktów) połączyć z tym, że najlepszym wyjaśnieniem jest tu zasada użyteczności (tu ewidentnie dominuje komponenta empiryczna, a nie jak w aktualizm-vs-posybilizm komponenta konwencjonalna?)?

Cytaty sugerujące, że niektóre przekonania moralne są silnie zakorzenione w nas.
"Muzyka jest przeszkodą w dążeniu do cnoty, łatwo skłaniając młodych do niewstrzemięźliwości i rozpusty" (Sekstus Empiryk, Adv. mathem.)
Sekstus Empiryk: "Jest więc widoczne, że mówienie nieprawdy i kłamstwo różnią się pod wielu względami, skoro pierwsze z nich bierze się z pięknej intencji, a kłamie się z niegodziwej".

Dlaczego przed chrześcijaństwem już np. Platon czy inni mają te "intuicyjne" wątki w rodzaju "życie zmysłowe be"? Z czego to wynika? Może to kolejny błąd myślenia moralnego (ale chyba tym razem wspólny dla myślenia potocznego, krytycznego i może jeszcze jakiegoś [zależy jakie w ogóle byśmy wyróżnili]). A może to rzeczywiście jest złe?

PKB jako wskaźnik rozwoju jest obarczony wadami. Czy są to wady na tyle poważne, aby przestać go używać? Jakie mamy alternatywy i czy w ogóle jakaś alternatywa jest potrzebna? Ideałem byłyby (pozytywne i negatywne) odczucia (czyli satysfakcja czy też przykrość/przyjemność czy też ...), ale one obecnie są obarczone innymi wadami. Co powinniśmy stosować na teraz?

Na razie społeczeństwa "bawią się" w jakieś prawo czy religie (niektórzy nieźle sobie nawet radzą) podczas podejmowania decyzji, ale miejmy nadzieję, że proces podejmowanie decyzji będzie zmierzał ku ideałowi racjonalności za jaki (na obecnym etapie mojego rozwoju intelektualnego) uważam pewną formę utylitaryzmu.

Doświadczenie uczy nas, że często nie podtrzymujemy tego, co wydawało nam się oczywiste. Z drugiej jednak strony jakieś poglądy trzeba mieć (tzn. pojedyncze osoby nie muszą mieć poglądów, ale życie to zbyt poważna sprawa, aby pozwolić sobie na dowolność w wybraniu teorii racjonalnego działania).

Czy z punktu widzenia naszej teorii, zawalenie się wieżowca w Poznaniu jest warte gola w Gran Derbi?

Zasada sprawiedliwości Kazimierza Ajdukiewicza rozumiana jako przyznawanie każdemu tego, co mu się należy, wedle zasady nie dającej się wydedukować z jego nazwy indywidualnej, jest dość popularna w polskim dyskursie etycznym. Co o niej więcej powiemy?

"Termin "fizyczny" nie odnosi się tylko do tego, co można opisać za pomocą pojęć współczesnej fizyki, oczekujemy bowiem dalszych postępów." Czyli ważna jest tutaj intencja. A co z terminami takimi jak "przyjemność" czy "szczęście" albo "bóg"?

Putnam: "Rutherford błędnie opisał atom jako analogię układu słonecznego, ale mimo to opisywał atom właśnie, a nie coś innego." Czy aby tak jest? Ze wszystkim? Jakie implikacje ma to?

Moja koncepcja słowa-pojemnika? Uwaga: Bernard Williams, jak się dowiedziałem, wpadł wcześniej na to - pojęcie gęste i rozrzedzone.

Czym jest choroba? Kryterium odróżniania ludzi chorych od zdrowych. "Podstaw" do zasady użyteczności.

"Teoria umowy społecznej zgadza się więc z utylitaryzmem co do tego, że fundamentalne zasady sprawiedliwości całkiem stosownie zależą od naturalnych faktów dotyczących ludzi w społeczeństwie.". ~~Jeśli sprawiedliwość jest tym samym, co "nasza" słuszność (a myślę, że tak jest, choć wyjaśnij dlaczego tak jest), to zgadzam się.

Odnieś się, mam prima facie wątpliwości: "Wielcy utylitaryści, którzy byli jej (zasady użyteczności) orędownikami, z pewnością nie mieliby wątpliwości, że zostałaby wybrana w okolicznościach, które określiłem jako sytuację pierwotną.".

W jakiej mierze rzeczywiste, potoczne myślenie moralne jest zgodne z utylitaryzmem?
"Rozwiązania utylitarne w dylematach moralnych wiążą się ze słabszym napięciem emocjonalnym."

Czy to prawda? A może: czy to dobre? "Dopóki nie potrafimy podać wyraźnej definicji tego, o czym mówimy, dopóty nie wiemy, o czym mówimy"?

Nie możemy twierdzić, że coś nie istnieje, bo mamy problemy ze sprecyzowaniem znaczenia tego czegoś? Podobnie z obliczaniem pozytywnych odczuć i z innymi?
! Zasadnicza (nie)rozstrzygalność, a praktyczna (nie)rozstrzygalność.

Utylitaryzm jest prawdziwy, ale jego kryterium czynu słusznego (zasada użyteczności) jest OBECNIE niestosowalne, a np. liberalizm jest fałszywy, ale jego kryterium jest względnie stosowalne.

! Cały czas myślę tylko jak naszą teorię zastosować do świata rzeczywistego. Trudności bardzo dużo, ale da się, próbujmy, róbmy kolejne kroki. Trzeba zwalczać myślenie typu "eee, zostawmy to, tego nie da się obliczyć".

Myli nas język. W etyce jest pełno wieloznaczności. Weźmy tak podstawową sprawę jak słowa "moralny" i "etyczny", "słusznie" i "dobrze". Na czym polega ta wieloznaczność?

Użyteczność decyduje o tym, czy w nauce powinno chodzić o użyteczność (analogicznie np. do tego, czy mamy głosić, że utylitaryzm jest prawdziwy).

"Ten kawałek mięsa waży 1 kilogram" - ściśle rzecz biorąc prawie nigdy mięso, które kupujemy w sklepie nie waży dokładnie tyle, ile sobie życzyliśmy, ale nikt rozsądny nie będzie z tego powodu darł szat (o ile różnica nie jest zbyt duża). To świadczy o tym, że ludzie w realnych sytuacjach mają na względzie użyteczność, a nie (tylko) prawdę?

Ankieta zakłada, że ankietowany będzie mówił prawdę. Poza wszystkimi znanymi trudnościami, istnieje taka, że niektórzy nie powiedzą prawdy ze względu na to, że w ich opinii jest duża szansa, że działanie to byłoby niesłuszne. Podobnie w rozmowie (nawet z bliskimi osobami). Ktoś może sobie postanowić, że chodzi o Prawdę, ale wiele wskazuje na to, że chodzi o Dobro (być może [ale niekoniecznie] Dobro mające związek z Prawdą).

Oczywiście mogłem kłamać twierdząc na początku pracy, że chodzi nam o ustalenie prawdy, a grać tu na słuszność. Zanalizuj. Dużo można o tym.

! ~~Naszą tezą w tej pracy jest: prawdziwe jest, że (zasada użyteczności). A czy tezą prawdziwą jest: słuszne jest, że (zasada użyteczności)? Można też pytać, czy jest tezą słuszną, że zasada użyteczności jest prawdziwa (ale tu chyba konieczne jest doprecyzowanie w rodzaju, że chodzi o jej przyjęcie za prawdziwą) albo czy jest tezą słuszną, że zasada racjonalności jest słuszna (tu także doprecyzować). Tu może można coś zanalizować i popchnąć do przodu.

Problemem jest to, że w każdej książce może chodzić o słuszność, nie o prawdę (w tej też). W jaki sposób można się dowiedzieć jak jest w istocie?

Zasadę użyteczności możemy nazwać zasadą racjonalności.

"Jest jakaś idea prawdy w realizmie wewnętrznym, rozumiana jako trafność, która jest czym innym, niż prawda opisu korespondującego z faktami noumenalnymi w realizmie metafizycznym."

Williams: "utylitarystyczna wiedza może być tylko udostępniona odpowiedzialnej, intelektualnej elicie, ale nie powinna być rozpowszechniona wśród szerokich mas społecznych"

Perspektywa utylitarystyczna może być z powodzeniem uznana za tzw. trzecią drogę o której często się mówi. Czyli jako poważna alternatywa dla kapitalizmu i socjalizmu. Pod warunkiem oczywiście, że tak a tak rozumiany kapitalizm lub tak a tak rozumiany socjalizm nie jest zgodny z zasadą użyteczności (tj. o ile nie jest to wybór optymalny lub w jakiś sposób zbliżony do optymalnego).

Można rzec: chcieliście wielkich rzeczy w polityce - macie! :>

"Przekonanie to jedna rzecz, a próby perswazji - inna. Można być przekonanym o prawdziwości tezy egoizmu, lecz odmawiać publicznego głoszenia tego poglądu ze względów moralnych, gdyż czyniąc to, zmniejszałoby się - zgodnie z powyższym argumentem - własną pomyślność."
Tak naprawdę cały ten "paradoks" to banalna i zdroworozsądkowa konstatacja, że "wszyscy mogą kłamać"? Autor tego dokumentu, czyli Patryk Kaczmarek, również może kłamać.

"Tylko osoba zdumiewająco nieświadoma naszej historii, potrafiłaby wierzyć, że konkurencja idei mogłaby zakończyć się triumfem prawdy. Zainteresowanie prawdą nie jest potrzebne do przeżycia lub reprodukcji. Ludzki umysł nie służy prawdzie, lecz ewolucyjnemu sukcesowi."

W związku z tym co napisaliśmy w tym dokumencie, widzimy, że należy z ostrożnością podchodzić do uzasadnień odwołujących się do potocznych intuicji czy też zdrowego rozsądku (czy to to samo?). Nawet gdyby ludzie zgodziliby się na jeden system etyczny, to nadal, choć w mniejszym stopniu, będą spory co do kwalifikacji danych czynów. Zauważmy, że to z powodu tego, że teoria byłaby niejasna (lub też po prostu niedokończona). W sytuacjach potocznych i np. w nauce jest lepiej (wytłumacz dlaczego tak jest?). Podnosi się argument, że sądy etyczne podobne są do sądów o smaku.

O uzasadnieniu w ogóle, o uzasadnieniu w etyce, o uzasadnieniu w innych dziedzinach (nauka, sytuacje codzienne), argumenty sceptyków, uzasadnianie poprzez odwoływanie się do intuicji zachodzi w wielu dziedzinach (por. przykłady Gettiera) - czy w etyce również jest na nie miejsce?
Uzasadniać możemy przez odwołanie się do intuicji czy zdrowego rozsądku, a także przez odwołanie się do naszej zasady użyteczności. Jakie są inne możliwości i która z nich jest właściwa?

"Nieistnienie jakichkolwiek intersubiektywnych obserwacji, które mogłyby potwierdzać lub obalać twierdzenia etyki"?

Dlaczego racjonalność i metoda naukowa nie są tak pewne jak uważają niektórzy niefilozofujący naukowcy, czy też półinteligenci (termin opisowy)?

Chcielibyśmy uprawomocnić etykę bardziej niż np. fizykę. Tak naprawdę fundamenty na których stoją nauki przyrodnicze nie są wcale tak silne i niewzruszone jak niektórym, zwłaszcza tym mniej obeznanym z filozofią nauki i metodologią nauk, się wydaje.

Czy aby uzyskać pewność co do np. naszej teorii (o ile taka pewność możliwa jest gdziekolwiek) musielibyśmy mieć idealne teorie naukowe (fizyki, ...)?

Czy wydając sąd o istnieniu świata zewnętrznego, odwołujemy się do zdrowego rozsądku? Na podobnej zasadzie moglibyśmy przecież stwierdzić istnienie bezwzględnie ważnych wartości? Może nie ma lepszego rozwiązania niż to?

Czy zdrowy rozsądek (intuicja) jest instancją kontrolną w rozumowaniach etycznych?

Czy prawa logiki lub prawa etyki wymagają uzasadnienia? Co różni prawa logiki od praw etyki?

System aksjomatyczny etyki i logiki to to samo i obie te działalności są normatywne. Taki KRZ uważany jest za pewny. Odnieś się do tego.

~~Kapitalizm jako najlepszy system (ekonomiczny, społeczno-ekonomiczny) z uwagi na to, że teoretycznie post factum można lepiej rozdzielić zasoby, ale przedtem nie ma na to szans?

"Wymieniaj jak najwięcej zalet produktu, bez względu na ich ważność" - strategia marketingowa. Trzeba sobie uświadomić, że to manipulacja.

detoksykacja - ciekawy przykład do rozważań z perspektywy utylitarysty

Prostytucja zorganizowana tak jak teraz, istnienie tylu dłużników i długów, istnieje zorganizowanej przestępczości (mafii) - to rzeczy, z którymi moim zdaniem można się uporać. Większości polityków nie chodzi jednak o realne pozbycie się tego. W warstwie werbalnej wszyscy mówią, że walczą z tym, ale prawdziwa, świadoma i zaplanowana walka mogłaby na nich ściągnąć bardzo poważne problemy. Znacznie poważniejsze niż np. kilka lat w więzieniu. Zauważmy, że niemal każdy człowiek przyzna, że nie powinno być mafii, ale jest to pewna konwencja, gdyż nikt na serio nie domaga się od polityków tego, aby się tym zajęli i wykluczyli to w 100% (poza przypadkami, gdzie mafia ma zbyt duży wpływ na społeczeństwo). Państwo i ludzie boją się mafii, a to przecież ona powinna bać się nas. Należy po prostu działać możliwie racjonalnie (np. tworzyć reguły gry, w których bycie częścią zorganizowanej czy jakiejkolwiek przestępczości się zwyczajnie nie opłaca).

Nasze wymagania dotyczące zasady: najlepiej, aby można ją było przekształcić na pytanie, które można dać (wraz z danymi) na wejściu do algorytmu? Ustalić należy tzw. atomy focalpointowe?

Współczesne życie społeczne (przynajmniej to w Polsce) jest zdominowane przez gospodarkę, a ściślej przez to kto, gdzie i za ile pracuje oraz kto, gdzie i za ile zatrudnia kogoś (a także kto, kiedy i ile bierze z budżetu państwa).

"Focal points (acts, motives etc.) are each assessed in the context of a given role, and this is achieved via propositions that combine the two. For example we assess a given set of motives in the role of being had by Jane during May, using the proposition that Jane has the motive-set during May."

Twierdzenie naczelne decyduje o absolutnie wszystkim poza tym, co jest konieczne, aby twierdzenie naczelne w ogóle zastosować (strzelamy, że może być to na przykład prawdziwość czy sensowność wyrażeń, ale sprawę należy zbadać dogłębnie).

Nasze twierdzenie naczelne ma zastosowanie do absolutnie wszystkich ~~ewaluantów (także np. tego jaką teorię prawdy powinniśmy uznać za prawdziwą?; porównaj: "bycie prawdziwym", a "uznane za prawdziwe"). Twierdzenie naczelne decyduje też oczywiście o tym, czy w ogóle jakiekolwiek koncepcje są nam potrzebne, które pojęcia wybieramy, jakich wyrażeń używamy, aby wyrazić to, co chcemy itd.

Widzimy więc, że z uwagi na to, że zasada użyteczności jest absolutnie pierwszorzędna, rządzi też poniekąd innymi wymiarami etyki (ponadto odpowiada także na pytania w rodzaju: "którą teorię etyki normatywnej powinniśmy wybrać?", "czy powinniśmy wybrać teorię prawdziwą?" - to wszystko do schematu zasady użyteczności dawaj!).

~~Te klasyczne zasady użyteczności (w odróżnieniu od uogólnionych) to na przykład (przykłady zaczerpnięte z literatury przedmiotu lub lekko zmienione przeze mnie lub w całości moje):

"The right act is the one that maximizes (or, at least, promotes) intrinsic goods."

"Act always do as to bring about the best available state of affairs."

"It is always morally permissible to bring about the best available state of affairs."

"The view that agents ought to minimize evil and maximize the good."

"The action will be right in virtue of its causal properties, of maximally conducing to good states of affairs."

"Whether an act is morally right depends only on consequences."
"Morality is all about producing the right kinds of overall consequences."

"One ought always to choose an action whose overall consequences are at least as good as the overall consequences of any of the alternative actions."

"An action is morally permissible iff produces at least as much good as all the available alternatives."

"An action is morally permissible iff no alternative action produces more good."

"An action is morally required if it produces more good than any available alternative."
"An action is morally impermissible if it is not permissible."

"An act is morally permissible if and only if it maximizes hedonic utility, and if an act is morally permissible, then what makes it so is ultimately the fact that it maximizes hedonic utility.
The hedonic utility of an act equals the total amount of hedons it produces minus the total amount of dolors it produces, where a hedon is the standard unit of measurement of pleasure and a dolor is the standard unit of measurement of pain.
An act maximizes hedonic utility if and only if there is no alternative act available to the agent that would produce more hedonic utility than it would. Note, then, that more than one act can maximize hedonic utility. ~~States of affairs are ranked by the total utility they contain, and this is indeed a function of how many people there are, and how happy they are."

"of all the things a person might do at any given moment, the morally right action is the one with the best overall consequences (if there is no one best action because several actions are tied for best consequences, then of course any of those several actions would be right)"

"jeśli uczynienie A ma maksymalną całkowitą użyteczność oczekiwaną wśród wszystkich innych [rzeczy], które X może uczynić, to obiektywnym obowiązkiem X-a jest uczynienie A"

"an act is morally right iff that act maximizes the good"

Wtedy odwołując się do Feldmana, moglibyśmy powiedzieć, że świat możliwy w jest najlepszy dla x w czasie t wtedy i tylko wtedy gdy w jest dostępny dla x w czasie t i nie ma lepszego świata, który jest dostępny dla x w czasie t. A w tym kontekście możemy też powiedzieć, że "As of t, s morally ought to see to the occurrence of p iff p is true in all the ‘bests’ for s at t, and p is within s’s power at t".

"‘At every moment of moral choice, there are many possible worlds accessible to the moral agent. Consider some infant at the very moment when she begins to exist. There are various possible ways in which she might live out her life. For each of these total histories, there is a possible world — the world that would exist if she were to live out her life in that way. Call these worlds the “original stock” for the person. As time goes by, the person filters out world after world. By acting in this way rather than that, she bypasses, or rules out, many possible worlds. Once bypassed, a given world is never again accessible to a person. If we select a person, s, and a time, t, at which s exists, there will be a not-yet-ruled-out subset of s’s original stock. Each member of this subset is a possible world that is, in an important sense, still possible for s. I say that each such world is “accessible” to s at t.’."

"Biographical Utilitarianism: Any individual ought to live in such a way that the total amount of utility in the history of the world is brought as close as possible to the maximum. (He then applied this principle to focal points such as acts, motives, decision procedures and character traits.)"

"the objective goodness of x being in role R = the goodness of the outcome that would occur were x in role R"
"x is better than y in role R iff the goodness of x being in role R is greater than the goodness of y being in role R"
"x is better than y in role R to the degree to which the goodness of x being in role R is greater than the goodness of y being in role R"

"x is the best f in role R iff for each other f, x is better than it in role R
(The ‘f’ in the above principle stands for any particular focal point (such as acts or institutions), whereas the ‘x’ is a member of this category (such as sitting down or the House of Lords). For example, one might use the criterion to ask whether the House of Lords is the best institution for legislative review in England.)"

~~"x is the right f in role R iff x can be in role R; for each other f that can be in role R, x is better than it in R; and it isn’t better to have nothing in role R." Alternatywnie: "s ought that x be in role R iff x can be in role R; for each other f that can be in role R, x is better than it in R; and it isn’t better to have nothing in role R."

"x is the right y to be in role r
doesn’t imply that
It is right for x to be in role r
The connection between them is that:
It is right for x to be in role r iff x is the right y to be in role r and it isn’t better to have no y in r than to have x in r"

"The best causally possible set of characters for the members of a group might involve different characters for different people. In this case, why bother asking which single character would be best for all to have? The most prominent objection to applying consequentialism to everything is that judgments about one focal point can sometimes come into conflict with judgments about another." Łatwo o rozwiązanie, gdyż bierzemy najlepszą spójną konfigurację. Zresztą np. przy zasadzie world utilitarianism nie jest to problemem.

"1. Determine the relevant alternatives. (There is a problem here as to how the agent is supposed to determine whether to look for more alternatives or stop with the ones she got. I will return to this issue. This problem is a serious one. No plausible suggestion on how this problem should be solved has, to my knowledge, been presented.).
2. Determine the possible outcomes of the different alternatives.
3. Assign utilities to the different possible outcomes.
4. Assign probabilities to the possible outcomes of each alternative.
5. Calculate the expected utility of the different alternatives by summing up the products of utility and probability of every relevant alternative.
6. Perform the action associated with the greatest product of probability and utility."

"i) A qualitative statement of all costs and all benefits of a particular course of action (and perhaps its alternatives, including the alternative of doing nothing) is set out.
ii) These costs and benefits are then rendered in quantitative terms.
iii) These quantities are then converted into a single currency (usually money) and summed.
iv) A decision is made on the basis of which alternative provides the greatest net benefit in terms of the designated currency."

... - trzy momenty czasu wcześniej (...) - dwa momenty czasu wcześniej (...) - jeden moment czasu wcześniej (możliwy świat 455645645) - teraz (możliwy świat 455645646) - jeden moment czasu później (możliwy świat 455645647-1, możliwy świat 455645647-2, ..., możliwy świat 455645647-182; 182 możliwe logicznie, 116 możliwych fizycznie, 112 możliwych dla nas gdybyśmy potrafili wszystko i byli idealni, 43 możliwe dla nas na obecny stan wiedzy [pytanie co to miałoby znaczyć będzie raczej należeć do tych trudniejszych :>]; im więcej pozytywnych odczuć w tym świecie, tym jest on lepszy) - dwa momenty czasu później - trzy momenty czasu później - ...
(Możliwy świat [stan świata, stan rzeczy] składa się ze zdarzeń [redukcjonizm, procesy, rzeczy, kategorie ontologiczne])

(1) z czasem nie jest tak łatwo według naszych najlepszych obecnych teorii (kto powiedział jednak, że są prawdziwe? [jeśli nie są, to te prawdziwe są pewnie jeszcze bardziej skomplikowane)
(2) jest to tak koszmarnie trudne, że aż strach
(3) skąd wiedza na temat czegokolwiek? bierzemy najlepsze rozwiązania. ale które są najlepsze (jak to uprawomocnimy?) na dziś zapomnij o wiedzy o tym (może i nigdy jej nie będzie nawet jeśli będziemy baaaaaardzo rozwinięci)
(Uprawomocnienie to problem pierwszorzędny, aby móc zastosować naszą teorię! Dotyczy i procedury decyzyjnej, i wyboru najlepszego dla nas telefonu, i focal pointów i wszystkiego... analogia do problemu indukcji)

Celem jest doprowadzenie do tylu pozytywnych odczuć do ilu tylko się da.
Alternatywy należy jakoś "zatomizować". Zachowanie bierności też jest jakąś alternatywą (i odwlekanie podjęcia decyzji, i ...), choć na poziomie zatomizowanym coś tam nieintuicyjnego będzie mu odpowiadać. Na poziomie makro (intuicyjnym), a mikro jest inaczej.
Alternatywą z punktu widzenia najbardziej globalnego są możliwe światy (albo stany rzeczy - kwestia terminologii), ale w praktyce (obecnie) musimy punktu widzenia podmiotu (podmiotów) podejść do tego z bardziej potocznego punktu widzenia. jednak na początek idźmy na całość i zróbmy to możliwie najlepiej bez oglądania się na nasze aktualne możliwości.

"W sytuacji całkowitego braku pewności i paniki jedyną racjonalnością jest prawdopodobnie działanie." Czy da się tę tezę uzasadnić?

Preferencje indywidualne: osobiste, rozszerzone, globalne, etyczne. Kardynalna osobnicza/rozszerzona/... funkcja użyteczności. (Lissowski)

"Teoria użyteczności - nauka o przypisywaniu liczb do wyników w taki sposób, by liczby te odzwierciedlały preferencje graczy." A jak to ma się do naszych ustaleń?

Przypisanie rang wszystkim pozycjom ze względu na użyteczność.

Podczas dokonywania wyboru mogą wystąpić okoliczności, które nie poddają się oddziaływaniom ze strony decydenta (posunięcia natury lub innych decydentów). Kwestia strategii (patrz przykład o odpowiedzi na bombę atomową z perspektywy utylitarysty - oczywiście ten intuicyjny argument nie jest taki pewny, bo jest możliwe, że z perspektywy utylitaryzmu lepiej byłoby nie żyć dla niektórych lub dla wszystkich - jak jest okaże się dopiero jak policzymy co trzeba), czyli sytuacje teoriogrowe.
Pozycje (tj. działania) to tutaj możliwe do zrealizowania stanu rzeczy/zdarzenia. Jest ich cholernie dużo dlatego w idealnym przypadku musielibyśmy dysponować ogromną informacją. Może kiedyś będziemy. Póki co jednak wybieramy optymalne, ale jednocześnie możliwe do zastosowania rozwiązanie. Jak je uprawomocnić? Żebyśmy wiedzieli, że ~~optymalne rozwiązanie w sensie "realnym" jest optymalnym rozwiązaniem w sensie "realnym"? BTW: nie lekceważmy tych idealnych rozwiązań - one mogą stać się realne. Może nawet lepiej, że będziemy idealistami w kwestii idealnych rozwiązań ;). Rangować powinniśmy z pozycji rozkładu pozytywnych odczuć dla wszystkich, ale w ramach rozwiązania procedurodecyzyjnego może być tak, że optymalnie jest w błahych przypadkach rangować ze swojej perspektywy. To jednak wszystko pewne przypuszczenia, a należy to uzasadnić.

Wystąpienie tych okoliczności może być pewne (wiemy, że będzie to a to), niepewne (nie są znane prawdopodobieństwa), ryzyka (są znane prawdopodobieństwa okoliczności); można też podejmować działania w warunkach niewiedzy; wiedza decydenta, a obiektywny stan rzeczy; sposoby działania to zmienne sterowalne; zjawiska, które nie poddają się oddziaływaniu ze strony decydenta (zmienne niesterowalne); istotne zmienne niesterowalne

"Decydent musi wiedzieć jakie działania są mu dostępne, po drugie znać wszystkie możliwe stany rzeczy, które determinują skutki jego działania, a ponadto mieć pewność, że dokładnie jeden z nich zajdzie, ponadto jest świadomy wszelkich konsekwencji jakie niesie ze sobą każda decyzja, w każdym z możliwych stanów rzeczy i potrafi je poprawnie sformułować"?

"(1) Nie zawsze uświadamiamy sobie wszystkie możliwe opcje działania (2) wątpliwym jest, czy w ogóle istnieje możliwość podania przeliczalnego zbioru stanów rzeczy, które mają wpływ na ewentualne rezultaty decyzji, a co za tym idzie, także nie wszystkie konsekwencje jesteśmy w stanie przewidzieć."
I jeszcze kwestia realizacji tego rozwiązania. Możemy wiedzieć co jest optymalne, ale tego nie zrobić.
Kryterium wyboru jest oczywiście zwykła maksymalizacja.

"Istnieje 2n sytuacji, gdy istnieje n elementarnych przedmiotów (bez własności)."

"1. Całkowity jest taki stan rzeczy, który zawiera przynajmniej po jednym sądzie z każdej pary molekularnej.
2. Spójny jest taki stan rzeczy, który nie zawiera sprzeczności i z którego nie wynika sprzeczność (tj. koniunkcja obu sądów, tworzących parę molekularną).
3. Każdy całkowity i spójny opis stanu rzeczy przedstawia jakiś możliwy stan uniwersum, jeden zaś z takich opisów przedstawia rzeczywisty stan uniwersum: jest nim ten opis, którego wszystkie składowe zdania molekularne są prawdziwe."

"Posłużymy się tylko dwoma predykatami jednomiejscowymi, F i G, oraz dwiema nazwami a i b, każda z nich oznacza pewne indywiduum, o którym są orzekane F i G. Dla tego bardzo prostego uniwersum rozważań, możliwych jest tylko 16 stanów.
1. Fa i Fb i Ga i Gb
2. ~Fa i Fb i Ga i Gb
...
Każdy z powyższych całkowitych i spójnych opisów przedstawia pewien możliwy stan uniwersum, jeden zaś z nich przedstawia stan rzeczywisty."

"Formalnie: Model podejmowania decyzji w warunkach niepewności to uporządkowana czwórka A, S, O, u, gdzie (można w zależności od potrzeb zwężyć lub rozszerzyć):
A={a1, a2, ..., a[m]} - zbiór możliwych działań, gdzie dla każdych i, j należących [1,m]:
a[i]: S -> O, przy czym i!=j -> a[i]!=a[j]
S = {s1, s2, ..., s[n]} - zbiór stanów świata,
O = {o1, o2, ..., o[p]}- zbiór możliwych konsekwencji działań,
u: O -> R - funkcja użyteczności, gdzie R to pewien wybrany podzbiór zbioru liczb rzeczywistych"

Gdy mówię o działaniach, mam na myśli tzw. działania-egzemplarze, a nie działania-typy. Działaniem-egzemplarzem jest np. to, że wtedy a wtedy decyduję się umyć ręce. Działaniem-typem zaś jest np. mycie rąk przez Patryka Kaczmarka (bez relatywizacji do konkretnego miejsca i czasu).
Ważne jest zbudowanie ontologii zdarzeń i działań (działanie potraktujmy w tym kontekście jako możliwość zrealizowania zdarzenia), aby móc zastosować zasadę użyteczności? Załóżmy, że 12 maja 1983 myję ręce. To jednak za mało. Mogę je myć dokładnie, mogę je myć mydłem w płynie lub kostką mydła itd. (idea znaleziona u Orda)

X może podjąć czyn z jakiejś listy. Czy powinniśmy dysponować kryterium odróżniania czynów niemożliwych logicznie, fizycznie itd. Czy to oznacza, że teoria konsekwencjalistyczna zakłada, że znamy prawa fizyki (te "ostateczne") i inne? Dana konsekwencja następuje po innej - zatem teoria zakłada pojęcie czasu. Co jeszcze? Można krytykę naszej koncepcji oprzeć na tych właśnie pojęciach.

! "These assignments of probabilities must satisfy the fundamental axioms of the probability calculus"
Czyli istnieje przynajmniej coś, co chyba jest jasne w problemie uprawomocnienia prawdopodobieństw.

"Do the probability-assignments have to be justified in some substantial sense?"
Dwa pytania:
1. Dlaczego to konkretne przypisanie jest prawdziwe?
2. Dlaczego to a to przypisanie powinniśmy wybrać, a nie inne?

Jakie prawdopodobieństwo przypisać dalszym konsekwencjom i, co chyba nawet ważniejsze, jak prawomocnie uzasadnić takie, a nie inne przypisanie?

Czy bycie podmiotem etycznym (moralnym, działania, decyzyjnym) jest warunkiem koniecznym odpowiedzialności moralnej? Chodzi nam oczywiście o odpowiedzialność moralną, biorąc pod uwagę to, co mówi o niej myśl utylitarystyczna (a ściśle nasza prototeoria). ~~Nieintuicyjne powiązanie odpowiedzialności (pochwały, winy, ...) ze słusznością.

Dlaczego uważam, że pomimo tylu wysiłków filozofów, mam szansę na rozstrzygnięcie zagadnienia, które jest osią tego dokumentu?

Dopóki nie mamy określonego systemu etyki, nie jesteśmy w komfortowej sytuacji. Życie jednak na co dzień wymusza od nas podejmowanie decyzji i ważną funkcję pełnią tu m.in. mechanizmy wpływu społecznego, mechanizmy psychologiczne (są w większym stopniu czymś "danym" niż mechanizmy wpływu społecznego), partie polityczne, narzucanie tematyki dyskursu i schematu pojęciowego, rzeczywistość medialna, moda. Należy dokonywać ich krytyki (nie krytykanctwa).

James: żywa hipoteza versus martwa

Zasoby - pieniądze, energia, czas, uwaga, jakie inne?

"Realizm moralny - czyny są dobre lub złe w sensie moralnym bez względu na to, czy je za takie uznajemy"
"Realizm estetyczny - piękno jest rzeczywistą cechą działa sztuki, którą powinien odkryć uważny odbiorca"
"Realizm ontologiczny - przedmioty fizyczne istnieją niezależnie od naszego umysłu"
"Idealizm - przedmioty są ze zwej istoty niematerialne, nie istniałby, gdyby nie było umysłu bądź ducha"
"Realizm epistemologiczny - rzeczy są prawdziwe lub fałszywe niezależnie od tego, czy wiemy, że są one prawdziwe bądź je za prawdę uważamy"
"Realizm metafizyczny - rzeczywistość istnieje jako taka niezależnie od podmiotu który jej doświadcza"
"Relatywizm epistemologiczny - rozstrzygnięcia, iż coś jest prawdą lub fałszem, zawsze uzaleznione są od czyjejś perspektywy historycznej, społecznej czy indywidualnej"
"Subiektywizm etyczny - sądy dotyczące dobra i zła sa jedynie wyrazem subiektywnej aprobaty bądź dezaprobaty"
"Realizm filozoficzny - istnieją pewne fakty dotyczące świata zewnętrznego, które mają miejsce bez względu na to, czy je odkryjemy czy nie"

"Harvey wynalazł/odkrył układ krwionośny" - realizm skupia się głównie na odkrywaniu.

Subiektywny, obiektywny, a intersubiektywny.

~~Takie a takie hasło do jakichś zasobów (np. konto e-mail) jest optymalne - i czy w związku z tym znamy to hasło? Zagadka taka.

O zjawisku bamboccioni (mit, że "trzeba coś robić", gdy przez "coś" rozumie się wyłącznie pracę zawodową lub szkołę/studia).

Korzystanie z literatury jest przereklamowane, ocena wartości książki po jej objętości jest dość częsta (a może jednak jest racjonalna? oczywiste, że nie jest ta ocena racjonalna a każdym przypadku, ale może chociaż w odpowiednio dużej większości? nie wymagajmy tego, aby spełniać tak wyśrubowane kryteria), użytecznośc ich czytania jest często przeceniana (szczególnie w kręgach klasy średniej i wyżej; klasa niska, jak mi się wydaje, nie docenia wartości książek).

Po co komu znajomość, dajmy na to, dzieł Szekspira? Pomijając wąskie grono ludzi, nie warto ich czytać. Argumenty za ich czytaniem nie są trafne, choć z uwagi na to, że większość ludzi jest bezrefleksyjna i przywiązana do tradycji, postawa ta utrzymuje się. Szkoła ją pielęgnuje. Oczywiście dużo osób niby zgadza się, że to strata czasu, ale nic się nie zmienia, więc po pewnym czasie te osoby uznają, że chyba jednak ma to jakiś (często nieznany dla nich) sens. Jest też tak, że wiele osób racjonalizuje.

We współczesnej Polsce (i nie tylko) mamy pewną "cenzurę" na treści obyczajowe. Nie ujrzymy na przykład w TV filmu obyczajowego przeplatanego scenami pornograficznymi. Jest to odzwierciedlenie tego, co społeczeństwo uważa za właściwie? Czy fakt, że tak jest jest właściwy?
BTW: zmiana tego byłaby straszna dla niektórych ludzi z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (wszędzie seks i pornografia).

Czy nie jesteśmy (nie będziemy?) zbyt uzależnieni od ~~algorytmów szukających w wyszukiwarkach?

"Społeczność składająca się z nieutylitarystów, którzy wierzą w samoistną wagę obietnic i praw, będzie skuteczniej maksymalizować użyteczność niż wspólnota utylitarystów czynów i utylitarystów zasad, którzy traktują obietnice i prawa jako narzędzia służące maksymalizacji użyteczności."
Czy tak by było?

Wiele osób chce decydować np. w sprawach publicznych, ale nie jest do tego przygotowana. Ludzie chcą mieć własne zdanie na temat wielu zagadnień, ale nie mają środków, motywacji czy czasu (ogólnie: zasobów), aby poznać prawdę.

! Wielu filozofów wpadło w pewien rytuał pracy, w której nie chodzi już o dojście do prawdy, a po prostu o samą działalność (pracowanie na wyższą pozycję społeczną, "robienie doktoratu", popisywanie się erudycją i wyszukanym słownictwem itp.).

"Wielkość" dawnych filozofów, historycyzm, "św. Tomasz był wielkim filozofem".

Nie możemy dać narzucić sobie pewnych rozstrzygnięć w sprawach moralnych – nie dla wielu poglądów przyjętych przez ogół, przez grupy społeczne, głoszonych przez elity, media, utrzymujących się dzięki m.in. bezrefleksyjności i tradycji.

Argument, że badacze się na coś godzą i dlatego tak jest, jest śmieszny. Czasami czytam tego rodzaju argument np. w dyskursie publicystycznym i wtedy nie reaguję, bo bym wyszedł na dziwaka, ale jeśli my rozmawiamy tu na poważnie to muszę stanowczo protestować przeciw temu argumentowi.

Trudno wydawać codziennie gazetę, program w TV, serwis informacyjny i tak dalej, i pisać "nic się nie zmieniło"; codzienność wymusza analizy na siłę, wygłaszanie tezy tylko prawdopodobnej jako oczywistej itd. To z kolei zwrotnie wpływa na rzeczywistość.

Przeładowanie informacją to niedoceniany wątek o wielkim znaczeniu.

Być może niektórzy ludzie na świecie są (utajonymi) konsekwencjalistami. Mam nawet pewne swoje typy. Inna sprawa, że konsekwencjalista być może "z definicji" jest utajony (jeśli bycie utajonym to część strategii konsekwencjalistycznej).

Czy dojście do prawdziwej (adekwatnej, słusznej, słusznej w naszym sensie) teorii etycznej jest nieuchronne? Czy utylitaryzm, który opisuję jest nieuchronny? Jeśli jest on adekwatny, to przecież jest cały czas (i był, i pewnie będzie).

Możliwe, że konsensus w sprawie ostatecznej teorii etycznej nie sprawi, że świat będzie lepszy niż teraz (może być gorszy). Jednak to mało prawdopodobne. Na jakiej podstawie opierasz to przypuszczenie, że to mało prawdopodobne, tzn. skąd to wiesz?

Co z prawem pozytywnym (stanowionym) w przyszłości?

Które prawo jest optymalne i czy w ogóle samo prawo jest optymalne (jego istnienie)? Może prawo minimalistyczne jest optymalne?

Razi deklarowana ważność i powaga prawa w połączeniu z amatorszczyzną jego treści, wykonania i czuwania nad jego przestrzeganiem.

Nie należy prawa traktować tak poważnie jak np. w niektórych (większości?) sytuacji we współczesnej Polsce. Czy jednak powinno się o tym w ogóle pisać (czy to zgodne z zasadą użyteczności?)? Jak nie popaść z jednej strony w legalizm, a z drugiej w odrzucenie prawa?

W jakiej sytuacji prawa powinniśmy przestrzegać w 100%?

"Prawo stanowione przez państwo jest jedynym realnym źródłem sprawiedliwości" - prawo, jak i religia nie mogą nam wskazać, co powinniśmy robić. Chyba, że byłyby wcieleniem w życie postanowień konkretnej etyki utylitarystycznej. Systemy decyzyjne oparte na prawie, religii, zwyczaju czy czymkolwiek innym, mogą być całkiem słuszne. Probierzem jest konkretna teoria utylitarystyczna.

Czy zawsze należy przestrzegać prawa?
Kiedy należy przestrzegać prawa, a kiedy nie?
Co to jest prawo (stanowione)?
Co to jest prawo naturalne (prawo natury) i czy ono w ogóle istnieje? Wiele koncepcji.
Co sądzę o nazwaniu prawem naturalnym (prawem natury) mojej teorii?
Czy należy przestrzegać prawa pozytywnego (stanowionego) niezależnie od jego treści?
Czy należy przestrzegać prawa pozytywnego we współczesnej Polsce?
Czy można uzasadnić obowiązywanie prawa bez odwoływania się do podstawowych wartości?
"Czy można uznać za prawo zasady zapisane przez ustawodawcę w postaci aktów prawnych wydanych przez właściwe gremium, we właściwy sposób i we właściwym czasie, ale nierespektujące fundamentalnych ludzkich wartości (ustawodawstwo Trzeciej Rzeszy)?"

Rozwiązaniem jest stosowanie zasady użyteczności, ale co ona konkretnie ma do powiedzenia na temat tych pytań? Napisz o swoich przypuszczeniach (czy można domniemywać, że utylitarysta z przekonania będzie lepiej szacował pozytywne odczucia niż nie-utylitarysta?).

Czy zbyt duża waga przywiązywana do prawa stanowionego to oznaka chęci podtrzymania status quo?
"Normy prawne ochraniają istniejący w życiu społeczeństw porządek, dlatego najpilniej powinny być strzeżone przez tych, którzy sprawują władzę"

Jak daleko są utylitaryści od status quo? Jak daleko są utylitaryści czynu? Jak daleko są zwolennicy mojej koncepcji etyki?

O tym, czym jest prawo w społeczeństwie. O tym, czym jest moralność w społeczeństwie. O tym, czym jest etyka w społeczeństwie. O tym, czym jest zgoda (konsens) w nauce.

Czy rzeczywiście mogłaby zaistnieć zgoda co do rozstrzygnięć w etyce (teorii działania)? Dlaczego np. w fizyce jest to w zasadzie możliwe? Nasuwa się teza, że fizyka jest inna i łatwiej tu o zgodę. Czy tak jest w istocie, a jeśli tak - na czym dokładnie polega ta różnica?

Poddaje się w wątpliwość, czy Bentham był utylitarystą.

Co możemy powiedzieć o treści zdania "o czym nie można mówić, o tym należy milczeć"? (dograj cytat) A o "istnieje coś niewyrażalnego"?

Wizja "boga jako trybunału": najlepszym filozofem jest ten, którego rozstrzygnięcia okażą się najbardziej zgodne z rzeczywistością. A może najlepszym filozofem jest ten, którego rozstrzygnięcia okażą się najbardziej słuszne? Rozstrzyganie zagadnień filozoficznych to bowiem rozwiązywanie problemów decyzyjnych.

Jak w tej chwili ludzie podejmują decyzje? Jak wygląda proces decyzyjny?

Weźmy np. polską Ekstraklasę w piłce nożnej. Który zespół określilibyśmy jako "najlepszy" i od czego zależy, jak będziemy tego słowa używać? Jakie ono ma znaczenie w kontekście typu "najlepszy obecnie zespół naszej Ekstraklasy to Igloopol Dębica". Czy to ten, który obecnie zajmuje pierwsze miejsce w tabeli? Czy aktualny Mistrz Polski? Który zespół to konkretnie i dlaczego akurat ten, a nie inny (na jakiej podstawie twierdzimy, że najlepszy jest Igloopol Dębica, a nie Polonia Świdnica?)? Czy relacja "bycia lepszym od" jest przechodnia w sportach zespołowych? A w indywidualnych? Te pytania to tylko wierzchołek góry lodowej. To ciekawe rozważania, którą mogą spopularyzować metodę analityczną, dbałość o jasność wypowiedzi i filozofię.

Czy zapłaciłbyś skróceniem życia o jeden rok za grę polegająca na tym, że teraz dowiesz się z pewnością kiedy dokładnie umrzesz? (~~widać tu, że Pewności nie da się zapewnić w eksperymentach myślowych). Czy można racjonalnie odpowiedzieć na to pytanie, tzn. czy dla każdego z nas istnieje najlepsza decyzja dotycząca tego, czy zagrać w tę grę?

Aborcja - argument typu "skoro nie ma pewności, że to nie jest człowiek, to nie należy dokonywać aborcji" - jego słabości.
Nie ma zgody nawet co do tego, czy „aborcja” może być umyślna lub naturalna czy też tylko umyślna. Plus „błąd narzuconej definicji”.
Kwestią kluczową nie jest rozstrzygnięcie, czy zarodek (zapłodnione jajo) jest człowiekiem, jak uważa wiele osób (jest to dla nich istotne, ponieważ za pewnik biorą fałszywe co do zasady przekonanie, że "człowieka nie wolno pozbawić życia" [nawet pomijając samoobronę, wojnę itd.]), a jest nią oczywiście rachunek przeprowadzony na podstawie naszej zasady użyteczności. ~~Być może nawet zgodnie z moją własną opcją, którą popieram, samo pisanie o tym, że ta zasada fałszywa nie jest prawdziwa/dobra ("człowieka nie wolno pozbawić życia"), nie jest czynem słusznym (może prowadzić do powszechnego zmniejszenia wartości życia).

Uwielbienie dla samców alfa u kobiet i jego wpływ (uwielbienia) na wzrost przemocy?
Filmy ukazujące przemoc, pornografia, pornografia dziecięca, pornografia zwierzęca itp. - czy i jaki mają wpływ na wzrost przemocy?

Uwyraźnić prawdę na temat legitymizacji państwa (uzasadnienia jego istnienia) i tym samym przymusić do lepszego uzasadnienia. Pewnie będzie nam ono na rękę, gdyż lepsze może być tylko w zgodzie z naszą koncepcją (lub blisko niej).
Prawomocna legitymizacja państwa możliwa tylko zgodnie z naszą teorią, tj. zgodnie z zasadą użyteczności.
Państwo - czym jest? O "błędzie anarchizmu". Niemniej jednak nie znaczy to koniecznie, że anarchizm jest doktryną ~~nieadekwatną - możemy to sprawdzić. Anarchizm (pomimo swojego zróżnicowania na różne małe anarchizmy) uwyraźnia pewne prawdy na temat istoty państwa.

Hipoteza: twórcy oprogramowania i gier popełniają cały czas ten sam błąd, napychając aplikacje opcjami i myśląc, że "jak jest wybór – to chyba dobrze". A człowiek nie ma zasobów (czasu, energii, chęci) na używanie tego. Rozsądny decydent ogranicza pole manewru ludziom w większości sytuacji.

Przestępstwa z banalnych powodów, np. "nigdy nie byłem na komendzie".

Czy w myśl naszej teorii "warto wszystkiego spróbować" (co dokładnie znaczy?)?

! Kara w więzieniu, nauka w szkole, .... Zafiksowanie się na czymś, co uważa się powszechnie za oczywiste, ale metoda racjonalna może wykazać, że tak nie jest. Niezdolność wielu członków społeczeństwa do wyjścia poza schemat (może i dobrze, bo być może społeczeństwu jako całości byłoby trudno funkcjonować, gdyby jego członkami byli sami real mavericks). Potrzebne jest nam myślenie krytyczne (jak dużo go powinno być i gdzie ulokowane – do dyskusji). Wyobrażamy sobie artykuł np. w Wyborczej, że należy zastanowić się nad tym, czy nauka powinna odbywać się w szkołach? Nie. Nieuwzględnienie tego typu pytań sprawia, że jest to niepoważny i powierzchowny dyskurs. Podobnie jak niepoważnym i powierzchownym dyskursem jest taki, w którym nawet nie próbuje się odwoływać do jakichś naczelnych zasad działania, w którym nie ma uzasadnienia poglądów (~~choćby prób i błędnych). Po części jest to być może skutkiem tego, że gazeta ma się sprzedać, a takie rozważania są dla normalsa nudne no i sami redaktorzy tak nie rozumują. Jednak czy jest tak do końca? Wyjaśnij. Z drugiej strony możesz wspomnieć o tym, że istnieje idiotyczna moda na odmawianie poważności tabloidom/bulwarówkom (w Polsce np. Faktowi).

Dzięki Faktowi, Super Ekspressowi, Wykopowi, stronom pornograficznym, quasi-pornograficznym społecznościówkom, możemy oglądać prawdziwe społeczeństwo w akcji.

Krytyka liberalizmu z punktu widzenia utylitaryzmu (czyli krytyka po prostu). Krytyka innych doktryn, idei etc.
wolność pozytywna, negatywna, formalna, substancjalna.
Kwestia obecnych tytułów do własności (plus samo pojęcie własności zanalizuj) - co nam brakuje, aby móc rozwiązać tego typu skomplikowany problem? To ostatnie pytanie można odnieść do wielu innych spraw. ~~Dla utylitarysty nie jest to problemem, ponieważ (co do zasady) nie liczy się własność, a użyteczność.
Zwrot "co do zasady".

"Badania wykazują, iż głównym czynnikiem odstraszającym jest obawa przed złapaniem, nie zaś kara, która po tym następuje"

Can terrorism ever be morally justified? Tak (chyba, że przyjmiemy takie znaczenie "możliwości", że gdy w ~~realnym świecie nie ma ani jednego przypadku, gdy dany akt czy serię aktów można usprawiedliwić, to znaczy, że "nie można"). W jakich okolicznościach? ~~W takich, w których zyski przeważają nad stratami (pamiętajmy o tym, że to raczej niemaksymalizująca wersja utylitaryzmu jest prawdziwa, więc porządne sformułowanie tego, co chcę wyrazić jest trudne)

Zajebiaszczo, ale decydują liczby, a nie jakiś Kaczmarek, jakiś Mill czy jakiś Moore.

Czy życie w którym jest więcej dobrej wartości niż złej jest zawsze warte przeżycia? Wydaje się, że tak (problemy mogą byś ze skalą czy założeniami porównawczymi).

Jakoby wspólne przeżywanie tej gigantycznej przykrości zmieniało straszność (może jednak tak jest?), w każdym razie jest to na tyle silne, że ludzie boją się piekła.
Epikur: "gdyby nas nie dręczył strach przed zjawiskami niebieskimi i obawa, że śmierć w jakiś sposób stale nam zagraża, a także i to, że nie znamy granic bólu i pożądań, zbyteczne by było studium filozofii"
"Leczenie cierpienia uprawiane przez mędrców starożytnych miało charakter objawowy."

Dość łatwo stworzyć eksperyment myślowy, który sprawi, że utylitaryzm będzie się kłócił ze zdrowym rozsądkiem, ale wiedząc o ograniczeniach eksperymentów myślowych i wiedząc czym jest konkretna teoria utylitarystyczna, nic z tego nie wynika.

Arystyp byłby utylitarystą, ale pytanie etyczne było "greckie", nie "współczesne". Tj. pytano o to, jakimi cnotami powinien odznaczać się człowiek, a nie o to, jakie działania są słuszne. ~~Czy jest sens mówić o tym, że w jakimś tam możliwym świecie Arystyp byłby utylitarystą?

Jak ma się nasza teoria do prawa stanowionego (pozytywnego)? Jak postępować w świecie, w którym obowiązuje (jest) prawo stanowione (pozytywne) mając na uwadze, że to nasza teoria jest prawdziwa? Czy to, że istnieje prawo pozytywne coś zmienia w porównaniu z sytuacją, gdy ono by nie istniało (gdy nasza teoria jest prawdziwa)?

Czy wynik eksperymentu myślowego może być argumentem czy też uzasadnieniem dla danej tezy? Pod jakimi warunkami?

"Negatywne świadectwo empiryczne można zawsze obrócić, zamiast przeciw hipotezie, przeciw warunkowi ceteris paribus"

Le Roy: prawa nauki są definicjami pojęć w nich występujących. Toteż pod naciskiem doświadczenia, zamiast odwoływać prawa jako fałszywe w swe treści, dokonuje się ad hoc manipulacji na definicjach pojęć (a lepsze manipulacje to te zgodne z zasadą użyteczności?). Na przykład rzekome prawo głoszące, że fosfor topi się w temperaturze 44 stopni Celsjusza, jest w gruncie rzeczy definicją fosforu. Gdyby odkryto próbkę substancji pod każdym względem przypominającej fosfor i różniącej się od niego wyłącznie punktem topnienia, nadano by jej inną nazwę, a prawo pozostałoby bez zmiany.

"Klasyczna koncepcja prawdy ma charakter nieoperacyjny, gdyż nie mamy możliwości porównania treści sądu z obiektywną rzeczywistością. Stąd powstała potrzeba określenia operacyjnych, efektywnych kryteriów prawdy. Kryterium nie ustala, na czym polega prawdziwość, lecz w jaki sposób może ona być ustalona."
Jak jest z dobrem (użytecznością)?

Poincare: "wielkie teorie są jedynie wygodnymi instrumentami porządkowania doświadczenia. Nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, lecz użyteczne" (raczej: powinny być użyteczne).

Poznanie nie służy dążeniu do prawdy, lecz praktycznemu działaniu.
Vaihinger: "wszystkie pojęcia, kategorie, zasady, hipotezy nauki i filozofii niejednokrotnie sprzeczne są fikcjami stosowanymi tylko ze względu na użyteczność" (wielkość nieskończenie mała, homo oeconomicus, najwięcej w filozofii).

Celem nauki jest realizacja jak największej ilości dobra – prawda jest pochodna (choć dyskusyjne jest, czy powinno się ten sąd głosić).
Feyerabend: "Celem nauki staje się to, co jest celem ludzkiego działania w ogóle, mianowicie szczęście. Z jednej strony, nauka może przynosić szczęście uczonym, dzięki satysfakcji, niekoniecznie intelektualnej, ale na przykład estetycznej lub czysto ludycznej, budowania oryginalnych, a niekoniecznie prawdziwych teorii. Z drugiej zaś w pełni uprawnionym jest wybór, na miejsce nauki, innej formy kultury, na przykład znachorstwa, astrologii lub magii, o ile ktoś w takim wyborze upatruje swoje szczęście"

"Teoria pragmatyczna: prawdziwe jest to, co jest dla nas użyteczne. Przekonanie jest prawdziwe, jeśli uznanie go jest dla podmiotu użyteczne. Przedstawiciele: Ch.S. Peirce, W. James, F. Schiller (Bradley go atakował), J. Dewey (instrumentalizm). Pragmatyzm jest odmianą epistemicznego czyli nieklasycznego rozumienia prawdy, gdzie prawda ma być bliska ludzkiemu doświadczeniu."

"Zasada Peirce’a: dwie idee, które mają takie same konsekwencje praktyczne, mają takie samo znaczenie, a idea bez konsekwencji praktycznych jest bezsensowna."

James:
„Posiadanie prawdziwych myśli każdorazowo znaczy posiadanie nieocenionych narzędzi działania”
„Posiadanie prawdy bynajmniej nie jest tu celem samym w sobie, lecz przeciwnie – jedynie przygotowawczym środkiem służącym uzyskaniu innych żywotnych zaspokojeń”
„Nigdy nie byliśmy w Japonii, niemniej przyjmujemy jej istnienie, ponieważ takie postępowanie nam się sprawdza – wszystko, co wiemy, sprzęga się z tym naszym przekonaniem, a nic z nim się nie kłóci”
„Prawdą w nauce jest to, co daje nam maksimum możliwej sumy zadowoleń, z zadowoleniem smaku włącznie, lecz najbardziej stanowczym z wymogów jest zawsze spójność zarówno z uprzednimi prawdami, jak z nowymi faktami”
„Prawda, mówiąc najkrócej, to jedynie pożytek wcielony w nasze myślenie, tak jak słuszność to jedynie pożytek wcielony w nasze postępowanie”
„Nasza powinność, by dążyć do prawdy, jest jedynie częścią naszej powinności, by czynić to, co popłaca”
„Prawda przez duże P i w liczbie pojedynczej wysuwa rzecz jasna abstrakcyjne roszczenie do tego, żeby być rozeznana; lecz konkretne prawdy, w liczbie mnogiej muszą być rozeznawane wtedy tylko, kiedy rozeznanie ich jest pożyteczne”
Oponentem pragmatyzmu jest racjonalizm (zdecydowanie skomentuj ten racjonalizm!). „Doświadczenie jest zmienne, zmienne jest nasze psychologiczne rozeznanie prawdy – na tyle racjonalizm się zgodzi; nigdy jednak nie przyzna, że zmienna jest sama rzeczywistość czy sama prawda”. James wyraźnie antycypował pewne, nomen omen, prawdy.

Zarzuty:
"Przekonania fałszywe mogą być użyteczne (zawyżona samoocena jest korzystna, teoria płaskości Ziemi była użyteczna)".
"Przekonania prawdziwe niekiedy przynoszą nieszczęście (lepiej nie wiedzieć, co inni o nas mówią)".
"Pragmatyczna teoria prawdy pozwala, aby sąd i jego negacja były zarazem prawdziwe, np. sąd „Jan jest lepszy w pracy od swoich kolegów”. Sąd ten jest pożyteczny dla Jana, ale dla jego kolegów pożytecznie jest wierzyć w jego negację."
~~"Konsekwencją pragmatyzmu jest relatywizm i subiektywizm. Neopragmatyści subiektywizm zamieniają na etnocentryzm."
"Poza tym, jak stwierdzić, czy dane przekonanie jest użyteczne" (można argumentować, że tu chociaż jest kryterium [aktualnie niestosowalne], a w przypadku klasycznej teorii prawdy, samo kryterium jest niejasne [że jest nieoperacyjne to przyjęty przez większość pogląd]).

Frege, Husserl: prawa logiki i matematyki jako aprioryczne nie mogą być ugruntowane psychologicznie, gdyż psychologia jest nauką empiryczną, a skoro tak, to i prawa nigdy nie mogą uzyskać uniwersalnej ważności, charakterystycznej dla twierdzeń logicznych czy matematycznych. A jak ma się sprawa z etyką? Jeżeli prawa logiki są empiryczne, mają moc opisową, a nie normatywną.

"Czy doświadczenie może rozstrzygnąć o "prawdziwej" logice, tj. dostarczyć motywacji dla jednego z alternatywnych systemów logicznych?"
Analogiczne pytanie możemy postawić w odniesieniu do etyki.

"Dwa rodzaje pseudoproblemów: takie, w których występują słowa pozbawione znaczenia empirycznego, i takie, których sformułowania łamią reguły gramatyki."

! Ogromne niebezpieczeństwo, że prawo będzie łamane, bo ktoś zaznał krzywdy w zupełnie innej dziedzinie (już tak jest, zawsze tak było). Teoria utylitarystyczna pozwoli sobie z tym radzić, bo ludzie ci będą wiedzieć czy ich krzywdy są w jakimś sensie mniejsze czy większe od ich zysku z łamania prawa (dograj, bo niejasne).

! TEN moment! Dlaczego cokolwiek istnieje?
TO odczucie, gdy ktoś robi dla Ciebie coś "dobrego".

Wielkie połacie wielkiej myśli ludzkiej są nieznane i nieodkryte. Czy ktoś by badał myśl jakiegoś młodego Albańczyka, który był wielkim matematykiem, a nagle zmarł na zawał serca?

~~Praca magisterska - plagiat - trzy słowa - zmiana tych trzech na synonimiczne nie sprzyja filozofii analitycznej - zastępuje się to to wyrażeniami podobnymi, a nie równoznacznymi i przez to mamy kłopoty.

"The diachronic interpersonal (moral) context: from the moral point of view, no one person’s welfare is any more or less important that another’s. So, the location of a benefit or harm within a population of persons has no moral significance." (plus rozdział u Lissowskiego)
Equal consideration: "in determining moral rightness, benefits to one person matter just as much as similar benefits to any other person"
Equal consideration: "all who count count equally"

Intuicje stojące za tezą postulatu równości wydają się trafne, lecz jego sformułowanie jest niezadowalające. Postulat ten można sformułować lepiej. Sformułowanie także musi być zgodne z zasadą użyteczności.

~~Zasada użyteczności ma decydować o tym, czy coś jest ~~słuszne czy nie, ale pewne znaczenie musi mieć już to coś (~~musi być jakoś określona relacja referencji), abyśmy oceniali to, co rzeczywiście chcemy oceniać.

Zasada 80/20, a zdobywanie pozytywnych odczuć. To już bardziej poradnik "jak to zrobić, aby być szczęsliwym?".

"Naznaczenie słowem" jako technika manipulacyjna.

"Ramsey sformułował zestaw wymagań, jakie muszą spełniać przekonania jednostki, aby dało się je interpretować w kategoriach prawdopodobieństwa" (na podstawie WYBORÓW, nie OPINII! - z tym zresztą zgadza się cały "nurt").
"Savage dokonał syntezy myśli Ramseya, myśli Finettiego i modelu oczekiwanej użyteczności Neumanna i Morgensterna. Razem był to model wyboru maksymalizujący subiektywnie oczekiwaną użyteczność."

"Wypadki samochodowe nie działają na wyobraźnię, ponieważ ofiary rozłożone są w czasie."
"Zyski odroczone w czasie też odczuwamy słabiej niż te bezpośrednie."

Zwykle procedury aktuarialne są bardziej trafne niż kliniczne.

reguła/twierdzenie Bayesa - w jaki sposób należy zmieniać ocenę prawdopodobieństwa pod wpływem nowych informacji

"kiedy w grę wchodzą pieniądze, korzysta się często z najlepszej metody podejmowania decyzji, ale kiedy chodzi tylko o ludzkie życie, nadal polegamy na intuicji, umiejętności dość zdyskredytowanej"

O teorii wyboru społecznego.
O teorii wyboru publicznego.

Szczęściarz/pechowiec - zależnie od przyjętego znaczenia, można powiedzieć, że nie ma kogoś takiego, albo też scharakteryzować jako "osobę, która coś wygrała/przegrała na zasadzie przypadku".

Gdy byłem mały i chciałem dostać zwolnienie, byłem pewny, że (mimo braku jakiejkolwiek choroby) gdy pójdę do lekarza, to on mi je da. Łatwo było założyć, że gdy nie zobaczy niczego niepokojącego, założy raczej, że "tylko niczego nie widać", a nie, że pacjent symuluje. Ta sama zasada obowiązuje w wielu innych aspektach życia.
Dlaczego i co z tego wynika?

- Korekta rabatów, no wiesz
(tu często drugi człowiek udaje, że wie o co chodzi)
Dlaczego i co z tego wynika?

własny interes (egoizm)
"Czy postępowanie moralne oznacza zawsze działanie we własnym, podyktowanym rozwagą interesie?"
Bentham: "moralność jest niczym innym jak regulacją egoizmu"

zdrowy rozsądek
zmysł moralny
uprawnienia przyrodzone
umowa społeczna
speciesizm ludzki (a także rasizm, seksism)
punkt siodłowy
równowaga Nasha (i inne równowagi)
twierdzenie Arrowa
optimum Pareta
reguła/twierdzenie Bayesa

"Antyrealizm Dummetta nie wyklucza także, iż inne zdania nieweryfikowalne w sensie Koła Wiedeńskiego (na przykład etyki, teologii) mogą mieć swoiste warunki słusznej stwierdzalności."

Być może słuszne jest mówienie, że seks z prezerwatywą jest tak samo przyjemny jak bez nawet jeśli to nieprawda.

Możliwość realna (fizyczna, psychologiczna, socjologiczna), a czysto logiczna. Możliwość logiczna (niesprzeczność), a wyobrażalność.

Czy oznaką „instytucjonalizmu” jest faworyzowanie konsensu naukowego w stosunku do prawdy?

~~Ten przykład można podać, gdyż jest barwny. Otóż gdy będziemy już mieli teorię, będziemy wiedzieć kto jest dla Ciebie, drogi czytelniku, optymalnym partnerem/partnerką.

Status przedstawionej tu teorii jest taki jak choćby status teorii ekonomii (normatywnej) - jeśli jedna jest nienaukowa, to i druga.

Rozgraniczenie nauka-filozofia, nauka-metafizyka, nauka-nienauka, inne – czy możliwe i potrzebne?

Nauki normatywne?

~~Każda sytuacja ma rozwiązanie, ponieważ zawsze możemy stanąć przed wyborem jakichś dwóch rzeczy i skoro musimy działać, to i mamy rozwiązanie.

"Nie ma możliwego świata, w którym woda nie jest H2O." Nie ma możliwego świata, w którym to, co dobre nie jest pozytywnymi odczuciami?

"Czy istnieją: jednorożce, anioły, neutrina, klasy, punkty, mile, sądy, atrybuty, liczby, relacje, funkcje?"
Status ontyczny wartości. Inne niż etyczne wartości. Czy istnieją preferencje (rzeczywiste, wyidealizowane)? Podobne: czy istnieją przekonania?

Można postawić zarzut, że ta etyka zamiast być uniwersalna, jest antropocentryczna, ponieważ mamy znaleźć wartość samą w sobie i poszukujemy jej w obrębie swoim (plus ewentualnie w innych znanych nam bytach mających zdolność doświadczania pozytywnych/negatywnych odczuć). A co np. z niepoznanymi istnościami i z naszymi następcami ewolucyjnymi? Czy można postawić zarzut "prezentyzmu"?

Przyjęta przeze mnie zasada: "rób to, co zwiększa ilość szczęścia, a redukuje cierpienie" nie jest zależna od czasu i miejsca?

! Solipsyzm - ten sam argument co przy Transcendencji i Egzystencji

"Transcendental Argument. A type of argument, deriving from Kant, which seeks to establish the necessary conditions of the possibility of something’s being the case. For example, we have to believe that we are free when we perform an action; thus belief in freedom is a necessary condition of the possibility of action." Co możemy uzasadnić tego typu argumentem i na ile jest on poprawny?

"W myśl powszechnie akceptowanych standardów metalogicznych przesłankami i konkluzjami inferencji logicznych są wyłącznie zdania w sensie logicznym. Normy nie są zdaniami w sensie logicznym. Normy nie mogą występować jako przesłanki i konkluzje w inferencjach logicznych. Akceptacja tego, że normy nie są zdaniami w sensie logicznym jest równoznaczna z przyjęciem nonkognitywistycznej koncepcji norm."?

"One is the distinction between things valued for their own sakes and things valued for the sake of something else - between ends and means, or final and instrumental goods. The other is the distinction between things which have their value in themselves and things which derive their value from some other source: intrinsically good things versus extrinsically good things - when these two distinctions are kept separate, it becomes clear that consequentialism should be defined in terms of final goods, not intrinsic goods. For if we were to define consequentialism in terms of intrinsic goods, we would exclude from the consequentialist's consideration a whole class of goods, namely, extrinsic goods. Yet the consequentialist is always concerned with whether or not something is good. The source of that goodness - whether it derives from its own intrinsic nature or some other source - is irrelevant. On the other hand, if we define consequentialism in terms of final goods, we do not exclude any class of goods from consideration. Instrumental goods will be accounted for to the full extent of their value, for instrumental goods are valuable only in so far as they are means to some final good. Thus, when defined as the view that takes the right act to be the one that maximizes final goods, consequentialism is able to take full account of all types of good."?

"Cognitivism. Moral judgments express beliefs, and so have a descriptive or "cognitive" content. They are therefore capable of being true or false."
"Non-cognitivism. Moral judgments do not express beliefs, and so have no descriptive or "cognitive" content. They are therefore not capable of being true or false. Most non-cognitivists hold that moral judgments express desires, or some other subjective attitude or feeling. But this need not be the case. She may hold that certain attitudes, e.g. respect for persons, are objective in some sense e.g. that every rational being would have them even if they are not capable of being true or false."

"Sceptycyzm moralny (etyczny) - nie istnieją autentyczne dobra moralne."
"Sceptycyzm moralny (etyczny) - nie istnieją wartości i nic nie jest dobre ani złe z natury."
Jeśli byśmy rozróżnili moralność od etyki, to można rozdzielić tezę sceptycyzmu moralnego od tezy sceptycyzmu etycznego.

"Twierdzenia etyczne oddziałują na słuchaczy, czego naturalista nie zauważa."

"Error theory. (a) Any cognitivist view that claims that moral judgments are false (e.g. Mackie: Because every moral judgment implies something false, viz. that there are moral facts, and there are no moral facts, every moral judgment is false). Call this a first order error theory; or perhaps (b) Any view which claims that the folk theory of our moral judgments is not true (i.e. it is our ordinary reflective judgments about the nature of our moral judgments and their relationships to the world, though not the moral judgments themselves, which are false). Call this a second-order error theory. Note that a second order error theory is compatible with a first order success theory, and vice-versa."

"Success theory. Any cognitivist view that claims that either (a) at least one moral judgment is true (first order) and/or (b) at least one proposition from our folk theory about our moral judgments is true (second order)."

"Expressivism. A non-cognitivist view which holds that moral judgments are expressions of the psychological states of the judger (e.g. attitudes, or committments to principles or norms)."

"Emotivism. A kind of expressivism. Moral judgments express feelings of approval or disapproval towards actions etc., and encourage the same in others (e.g. the sentence "Murder is wrong", when meaningful, expresses the disapproval of murder, of the person uttering it, and encourages the same in hearers)."

"Prescriptivism. A non-cognitivist view that claims that moral judgments express universal prescriptions (they tell us to do something in such and such circumstances and are directed toward everyone at every time, e.g. "Murder is wrong" expresses the prescription "No murder, anywhere by anyone at any time")."

"Moral Realism. A metaphysical position that claims there are real moral properties or facts. What this amounts to is contentious, since what saying that a property is a real property amounts to is contentious (quasi-realists, for instance, deny that ordinary moral thought is committed to anything metaphysical in endorsing statements such as Murder is really, objectively, and in fact wrong). Typically, however, moral realists hold a cognitivist, non-constructivist, objectivist success theory. (Some count cognitivist subjectivism and intersubjectivism as realistic theories)."

"Projectivism. Non-realist view. Moral judgments project our reactions to certain natural properties of actions and characters onto those actions and characters themselves."

"Relativism. In ethics, there are two main type of relativism. Descriptive ethical relativism simply claims as a matter of fact that different people have different moral beliefs, but it takes no stand on whether those beliefs are valid or not. Normative ethical relativism claims that each culture's (or group's) beliefs are right within that culture, and that it is impossible to validly judge another culture's values from the outside."

"Relatywizm kulturowy - nie ma ponadkulturowych kryteriów racjonalności.
Relatywizm prawdziwy - istnieją wzajemnie niezgodne opinie etyczne, które są równie prawdziwe (nie głosi ono, że żadna opinia etyczna nie jest prawdziwa dla wszystkich; stwierdza jedynie, że niektóre opinie etyczne nie są bardziej prawdziwe niż pewne inne, niezgodne z nimi opinie).
Relatywizm radykalny - istnieją wzajemnie niezgodne opinie etyczne oraz nie ma w etyce jedynej racjonalnej metody (jeśli nie ma wcale - co z tym sądem?).
Relatywizm umiarkowany - istnieje taka metoda, mimo to w pewnych przypadkach wzajemnie niezgodne opinie etyczne są równie prawdziwe."
Żadne prawo nie obowiązywało zawsze, a zatem relatywizm, ale to zdanie nie jest prawdą relatywną?

"Absolutism. The belief that there is one and only one truth; those who espouse absolutism usually also believe that they know what this absolute truth is. In ethics, absolutism is usually contrasted to relativism."

"Subjectivism. An extreme version of relativism, which maintains that each person's beliefs are relative to that person alone and cannot be judged from the outside by any other person."

"Subjectivism. Any theory that claims that moral judgments are either about (cognitivist) or express (noncognitivist) subjective conditions or states. (e.g. "Murder is wrong" is a judgement about the strong disapproval for murder felt by the person making the judgment, or an expression of that attitude)."

"Objectivism. (a) Typically, a cognitivist view that claims that moral judgments are not about, or do not depend on, subjective states, but are about and do depend on objective states of the world external to judgers (e.g. "Murder is wrong" asserts that there is a property, wrongness, which murder has, and which exists even if no judgment about it does. An objectivist believes that such claims are sometimes true.) (b) Some non-cognitivists might also count as objectivist, in a non-standard sense, if they claimed that moral judgments are not expressions of subjective states (such as tastes or personal preferences), but are expressions of objective states (such as an attitude possessed by all rational beings), of the judger. (c) Some call views which claim that rational convergence on moral judgments is in principle possible (i.e. lack of convergence can be traced to defects in judgment or hidden variation in inputs)."

"Internalism. (i) Moral judgments necessarily entail that the person who makes them has a motive to act accordingly. (E.g. Anyone who sincerely judges that "Lying is wrong" necessarily will have a motive to avoid lying.) (ii) Moral facts necessarily entail that the person(s) they concern has a motive to act accordingly."

"Externalism. (i) Moral judgments do not necessarily give the person who makes them a motive to act accordingly. (ii) Moral facts do not necessarily entail that the person(s) they concern has a motive to act accordingly."

Motywem jest to, że to racjonalne. To samo z siebie sprawie, że zrobienie tego jest korzystne. Może być jednak tak, że ktoś z rozmysłem nie robi tego, co racjonalne/korzystne/słuszne (wszystkie te słowa odnoszą się do tego samego). ~~ Np. dlatego, że ma złe nawyki i trudno mu je zmienić (choć może wiedzieć, że racjonalnie jest zrobić to, czego zrobienie sprawia, że musi zmienić nawyk).

"że zrobienie tego jest korzystne" - korzystne w ogóle czy korzystne dla tej konkretnej osoby? Jakie są relacje między jednym, a drugim? Można też wymieniac inne znaczenia "korzystne" - dla ludzi, dla ludzi aktualnie żyjących, dla podmiotów moralnych aktualnie żyjących. Trudno mówić o Korzystności, skoro nic nie wiemy np. o naszych następcach ewolucyjnych.

"The question of which are the ideal motives or character traits is an empirical one, dependent entirely on whichever motives or traits will produce the most good."
motywacja/"poziom woli"/... są takie a takie (jest to fakt zastany), a teoria mówi nam jaka motywacja/"poziom woli"/... byłyby najlepsze - weź to pod uwagę. spostrzeżenie to jest zresztą bardziej uniwersalne

Jeżeli podstawiamy "motywację" to zasady, to musi być ona określona dokładnie (tj. odniesienie "motywacji"). Ta zasada dotyczy wszystkiego? ~~O odniesieniu również może decydować zasada użyteczności (choć może być ona warunkiem wstępnym, aby w ogóle posłużyć się zasadą użyteczności).

To, że wiemy jak coś zrobić nie musi znaczyć, że to zrobimy. (A Sokratesa intelektualizm etyczny.)
Intelektualizm etyczny Sokratesa: "skoro człowiek wie co jest słuszne i dobre, oczywistą jest rzeczą, że będzie postępował zgodnie z tą wiedzą". ~~Na pewno mu się to opłaca.

"Compatibilism: the belief that both determinism and freedom of the will are true."
"Tak, jak Spinoza, Hume i wielu innych uważam, że czyn jest wolny w takim stopniu, w jakim motywy lub pobudki działającego są ogniwem łańcucha przyczynowego tego czynu."
"Byłoby rzeczą nierozsądną sądzić, ze problem determinizmu nie istnieje, ponieważ są trudności ze sprecyzowaniem znaczenia tego wyrażenia."
"Jeśli determinizm w odniesieniu do postępowania człowieka jest prawdziwy, to jak należy budować etykę normatywną? Czy determinizm w odniesieniu do postępowania człowieka jest teorią prawdziwą?"

Pozytywne/negatywne odczucia, a spory epistemologiczne. Problemy etyczne, a ogólniejsze problemy filozoficzne (i np. naukowe). Podobnie z innymi zagadnieniami. Ująć strukturę.
"Skąd mam wiedzieć, że oprócz moich istnieją jeszcze świadome doświadczenia innych, a jeżeli tak to jakie?"

Moore: “pain a much greater evil than pleasure was a good”

"Most hedonists had held that a pleasure of a given intensity was exactly as good as a pain of the same intensity was evil." Wiele zależy od przyjętych założeń dot. skali, jednostek itd.

"Sidgwick had claimed that there would be no value in a world without consciousness and, more specifically, pleasure, and had concluded that therefore pleasure is the only good."

! Mamy do czynienia z przyczyną wzbudzającą pozytywne odczucia, a także z okolicznościami mającymi wpływ na uczuciowość (fizjologię moralną). Stopień uczuciowej wrażliwości. (z Benthama?)
Wartość nieinstrumentalna, a fakt, że niektóre rzeczy są "dane" z zewnątrz.
Np. moglibyśmy uznać za niesłuszne zabijanie zwierząt, ale człowiek MUSI jeść. Co teraz? Oczywiście może przejść na wegetarianizm, ale to kwestia doboru przykładu. Podobnie: jedno zwierzę zjada drugie.
Także: konflikt między rozumem, a pożądaniem.

„Przyjemność towarzyszy pożądanemu celowi, ale nie może być sama celem.”?

"Istota - o ile w ogóle taka istnieje - pozbawiona samoświadomości mogłaby cierpieć, nie wiedząc, że to właśnie ona cierpi."

Możliwość "przebudzenia" bytu świadomego (do stanu samoświadomego) w trakcie odczuwania wielkiej przykrości (np. bólu) lub przyjemności.

ludzi uszczęśliwi tylko spełnienie ich preferencji rzeczywistych, uzależnienie od specjalistów, którzy ustalą co jest racjonalne
"przypuśćmy, że chcę nauczyć się fizyki kwantowej. jeśli jednak jestem osobą w pełni poinformowaną to znam już fizykę kwantową"

Czy np. w koncepcji Rawlsa mówienie o idealnym obserwatorze nie sprowadza się po prostu do powiedzenia, że powinniśmy czynić to, co najlepsze? I wtedy wraca teoria dobra jako pierwotna?
"osoba w najwyższym stopniu rozsądna i bezstronna"
"idealnie rozsądny, bezstronny i przychylny ludziom sędzia"
"osoba racjonalna, tzn. wykorzystująca w optymalny sposób wszelkie dostępne informacje (a może: co wybraliby jednomyślnie wszyscy tacy ludzie?)"
"Spectator with full knowledge and no bias."
"Someone who knows everything and is equally sympathetic with everyone."
"An impartially sympathetic being who knows everyone's desires."
"All informed, rational people whose impartiality is ensured because they do not know their place in society."
"Każdy kto posiada pełną informację, ma żywą wyobraźnię, jest bezstronny, trzeźwy umysłowo i pod każdym względem normalny."

"Jest to problemem tylko dla utylitarystów hedonistycznych i utylitarystów preferencji. to oni każą nam dostać się do wnętrza cudzej głowy. Z pewnością nie robią tego utylitaryści dobrobytu, kiedy abstrahują od rzeczywistych preferencji ludzi" Odnieś się.

Negative utilitarianism: "an act is morally wrong if and only if its consequences contain more pain (or other disvalues) than an alternative, regardless of positive values." Odnieś się.

"Direct consequentialism: the moral qualities of something depend only on the consequences of that very thing."
"Direct consequentialism (about acts): whether an act is morally right depends ony on the consequences of that act itself."
"about virtues: the moral qualities of a character trait (such as whether or not it is a moral virtue) depend on the consequences of that trait."
Bezpośredni konsekwencjalizm dotyczący wszystkiego jest globalnym bezpośrednim konsekwencjalizmem.

Racjonalność formalna, rzeczowa.

Racjonalność rzeczowa versus racjonalność metodologiczna:
"To, że kiedyś lekarze stosowali jakąś metodę leczenia, która dzisiaj jest odrzucona, nie znaczy, że postępowali wtedy nieracjonalnie", "Miarą racjonalności jest korzystanie z aktualnie posiadanej wiedzy naukowej, a nie osiągana skuteczność działania" (tutaj brak mojej zgody - Patryk)?

Czy zgodnie z zasadą użyteczności, musimy twierdzić, że konsekwencje są takie jak w rzeczywistości?

czy powinno być się solipsystą jeśli jest się najstarszym człowiekiem na świecie; więcej; recenzent

Nie można po prostu zakładać, że równość musi być wbudowana w każdą teorię sprawiedliwości; Nozick, zgadzam się.

Zasada malejącej użyteczności krańcowej jest na ogół prawdziwa (prawo statystyczne?) - jeśli jednak np. kogoś celem jest kupno samochodu, to pewna jednostka użyteczności więcej może być warta wiele i wtedy ta zasada może nie obowiązywać.

Zasadę, że "wszyscy powinni liczyć się za jednego, nikt za więcej niż jednego" trzeba oczywiście również uzasadnić (zgodnie z (meta?)zasadą użyteczności i pamiętając o ograniczeniach). Czy da się to zrobić? Czy zasada użyteczności nie zakłada rozstrzygnięcia tego zagadnienia zanim się nią ktoś posłuży?

~~Tak więc uściślijmy - uważamy, że podstawową zasadą etyczną jest zasada globalnego konsekwencjalizmu. Właściwie nie ma znaczenia, czy przyjmiemy zwykłą zasadę użyteczności, czy też zasadę globalnego konsekwencjalizmu, bo to zalezy wyłącznie od tego jak szeroko rozumiemy "czyn"?. Zasadzie globalnego konsekwencjalizmu, moglibyśmy przeciwstawić zasadę lokalnego konsekwencjalizmu, czyli dotyczącego na przykład samych czynów (sensu stricto).

A gdybyśmy jednak chcieli ograniczyć się tylko do czynów? Nie jest to rozwiązanie słuszne, gdyż...

"Compared to act-consequentialism it offers a number of advantages: it is more expressive, it is a simpler theory."

"Act-consequentialist criterion of rightness for acts
an act is right iff it would lead to a better outcome than would any available alternative act.
Rule-consequentialist criterion of the best set of rules
r is the best set of rules iff the widespread adoption of r would lead to a better outcome than would the widespread adoption of any available alternative set of rules.
Rule-consequentialist criterion of rightness for acts
an act is right iff it complies with the best set of rules."

"‘The intuitive notion of rightness, as applied to acts, is thus just the idea of the act that it is right for someone to perform – as opposed, say, to the act that it is right for someone to forget. In the latter case the evaluand is forgettings, not acts.’
However, I don’t think that Pettit and Smith’s alternative can really capture all the same assessments. For example, the best ‘forgetting’ may be of a certain dream, or visual experience and not of an act at all. There would thus be no way to capture the idea of the best act to forget."

"Consequentialism, I argue, can only cover things that belong to a combination of things that agents can bring about.

Straightforward theory of the right: a Y is right if and only if it maximizes the good.

The second version is:

Collective theory of the right: a Y is right if and only if it would maximize the good if the overwhelming majority of agents chose this Y.

And the third version is:

Indirect theory of the right: a Z is right if and only if it stands in relation i to a Y that maximizes the good.

For example, the version of consequentialism that adopts the straightforward theory of the right and claims that a Y is an act is:

Act consequentialism: an act is right if and only if it maximizes X.

The version of consequentialism that adopts the indirect theory of the right and claims that a Y is a motive, that a Z is an act and that relation i is one of ‘resulting from’ is":

Motive consequentialism: an act is right if and only if it results from a motive that maximizes X. (~~może jako zasada drugiego rzędu?)

"And the version of consequentialism that adopts a combination of the indirect and the collective theories of the right and claims that a Y is a set of rules, that a Z is an act and that relation i is one of ‘resulting from the internalization of’ is:"

"Rule consequentialism: an act is right if and only if it results from the internalization of a set of rules that would maximize X if the overwhelming majority of agents internalized this set of rules."

"Parfit and Pettit and Smith’s versions of consequentialism must adopt either the straightforward, the indirect, or the collective theory of the right, and must claim either that X is everything, that Y is everything, or that Z is everything. Parfit does not make it clear which theory of the right his version of consequentialism adopts, and whether his version of consequentialism claims that X is everything, that Y is everything, or that Z is everything. But Pettit and Smith do.

Their version of consequentialism thus claims that Y is everything. We can therefore formulate Pettit and Smith’s version of consequentialism as:

Global consequentialism: everything that maximizes X is right.

Semi-global consequentialism: everything that maximizes X and that agents can bring about is right.

After claiming that one of the things that consequentialism covers is the climate, Parfit goes on to claim that ‘the best possible climate is the one that would make outcomes best.’. Parfit therefore may have meant to defend semi-global consequentialism, rather than global consequentialism. However, this version consequentialism is false as well. We can see this by considering one of Parfit’s own examples: the case of Clare.

Clare has what Parfit describes as one of ‘the best possible sets of motives’, that is, a set of motives that maximizes the good. One of these motives is a strong love for her child. She finds herself in the following situation: Clare could either give her child some benefit, or give much greater benefits to some unfortunate stranger. Because she loves her child, she benefits him rather than the stranger. Loving her child and benefiting the stranger are both things that Clare can do. But she can benefit the stranger only if she does not love her child, and she can love her child only if she does not benefit the stranger.

What does semi-global consequentialism tell Clare to do? Since Clare can love her child, and since it will maximize the good if she does this, semi-global consequentialism claims:

It is right for Clare to love her child.

Since Clare can benefit the stranger, and since it will maximize the good if she does this, semi-global consequentialism also claims:

It is right for Clare to benefit the stranger.

Together, these claims imply:

It is right for Clare to both love her child and benefit the stranger.

And if semi-global consequentialism uses the term ‘right’ the way act, motive and rule consequentialism use this term, this claim implies:

Clare ought to both love her child and benefit the stranger.

But Clare cannot both love her child and benefit the stranger. So if semi-global consequentialism claims that Clare ought to do this, and if ‘ought’ implies ‘can’, then semi-global consequentialism is false.

Clare cannot both love her child and benefit the stranger, and this is what semi-global consequentialism tells her to do."

‘Deserves blame’ implies ‘could have’?: if an agent deserves blame for failing to do something, this agent could have done this thing. Do rozwiązania oczywiście.

However, though it seems true that ‘deserves blame’ implies ‘could have’, it is surely also true that ‘ought’ implies ‘can’. Suppose that we claimed:
(11) Clare ought to bring it about that it is sunny.

If ‘deserves blame’ implied ‘could have’ but ‘ought’ did not imply ‘can’, then as long as we did not blame Clare for failing to bring it about that it is sunny, claim (11) could be true. But that is clearly wrong. Claim (11) is false, whether we blame Clare for failing to do what it tells her to do or not.

It therefore seems that, like Pettit and Smith, Parfit will have to modify his view. He could, for example, modify it to:

Semi-global combination consequentialism: a thing is right if and only if it belongs to a combination of things that maximizes X and that agents can bring about.
Since, on consequentialism, there is no normatively significant difference between bringing something about and performing the acts that bring this thing about, semiglobal combination consequentialism can be reformulated as:

Combined act consequentialism: an act is right if and only if it belongs to a combination of acts that maximizes X and that agents can perform.

We may think that combined act consequentialism is equivalent to standard act consequentialism. But it is not. To see why not, return to the example of Clare. Suppose that Clare can choose between the following acts:"

"The dotted arrow at the bottom represents the direction of time, the dotted lines represent particular moments in time, and the closed arrows point to the different acts that Clare can perform at particular moments in time. Which acts she can perform at a particular moment in time depends on which acts she has performed at earlier moments in time.

Suppose that act 1 and act 3 are acts that strengthen Clare’s motive of love for her child, that act 2 and act 6 are acts that weaken her motive of love for her child, that act 7 is the act of benefiting her child, and that act 14 is the act of benefiting the stranger. Whatever Clare does, she cannot perform both act 7 and act 14. Suppose that it is now time 1, and suppose that Clare wants to know which act it is right for her to perform at time 4: is this act 7, the act of benefiting her child, or act 14, the act of benefiting the stranger?

direction of time

act 1
act 7
act 3
act 4
act 5
act 6
act 2
act 12
act 11
act 10
act 9
act 8
act 14
act 13
time 1 time 2 time 3 time 4

Standard act consequentialism will answer Clare’s question by comparing how much good would be brought about by act 7 with how much good would be brought about by act 14, and by claiming that the act that would bring about most good is right. We have supposed that most good would be brought about by act 14, the act of benefiting the stranger. Therefore, standard act consequentialism will claim that the act that it is right for Clare to perform at time 4 is act 14, the act of benefiting the stranger.

Combined act consequentialism, by contrast, will answer Clare’s question by comparing how much good would be brought about by the combination of acts that Clare can perform that act 7 belongs to with how much good would be brought about by the combination of acts that Clare can perform that act 14 belongs to, and by claiming that the act that belongs to the combination of acts that brings about most good is right. Suppose that most good would be brought about by the combination of act 1, act 3 and act 7, since that combination includes the two acts that strengthen Clare’s love for her child. In that case, combined act consequentialism will claim that the act that it is right for Clare to perform at time 4 is act 7, the act of benefiting her child.

Standard act consequentialism thus only takes account of how much good would be brought about by act 7 and of how much good would be brought about by act 14. Combined act consequentialism, by contrast, not only takes account of how much good would be brought about by act 7 and of how much good would be brought about by act 14, but also of how much good would be brought about by the acts that Clare has to perform between time 1 and time 4 in order to be able to perform act 7 or act 14 at time 4 – that is, it also takes account of how much good would be brought about by act 1 and act 3, and of how much good would be brought about by act 2 and act 6."

(zobacz w artykule rysunek!)

"Consequentialism, I have argued, can only cover things that belong to a combination of things that agents can bring about. In other words, global consequentialists should be combined act consequentialists."

"However, by ‘possible’, Parfit may simply mean ‘physically possible’, rather than ‘possible for agents to bring about’."

"I assume here that the term ‘act’ is defined in a way that includes any way an agent can bring something about. Those who disagree with this definition can simply replace ‘acting’ with ‘bringing something about’ in what follows."

"Combined act consequentialism is similar to the biographical consequentialism defended by Roger Crisp."

"According to Crisp, agents ought to live in such a way that the total amount of value in the history of the world is brought as close as possible to the maximum."

~~ Lukrecjusz to samo co ja: nieistnienie po śmierci jest równie obojętne, jak nieistnienie przed przyjściem na świat. czy to nie jest aby przykład myślenia życzeniowego i szukania pocieszenia w obliczu śmierci?

! ~~ (dograć) koncept użyteczności oczekiwanej i jego (pozorna) falsyfikacja w sytuacjach typu: postępując zgodnie z teorią racjonalnego wyboru w obliczu końca świata powinniśmy wybrać coś, co sprawia, że nie jest pewne, że końca świata nie będzie, ale tak naprawdę ~~RACJONALNIE jest dokonać wyboru, który uniemożliwi taki stan rzeczy

~~ fakt, że forumowicze na forum o prawie nie mogą ustalić tak prostej rzeczy, jest nienormalny i źle świadczy o porządku prawnym

Kryterium oczekiwanej wartości (zasada maksymalizacji oczekiwane wartości), Bernoulli z obiektywnej miary na subiektywną, zamiast oczekiwanej wartości (expected value, ev), oczekiwana użyteczność (expected utility, eu).

"nie wsiadłem do dobrego pociągu"; pomyliłem je; słowo "dobry" dwuznaczne

najbardziej wysunięty na północ punkt Polski - do zasady użyteczności

tylko do najlepszego wyjaśnienia - cel - abdukcja, argument transcendentalny

nie jest prawdą, że etyka deontologiczna nie liczy się ze skutkami

etyka naturalistyczna - opozycja wobec tego, co metafizyczne, boskie, nadprzyrodzone, teologiczne - bóg, dusza, objawienie, Platońskie formy, metafizyczne "istoty", substancja, Jednia, monady, Duch, Wola, "wolność" (w rozumieniu Sartre'a)

może jednak używać słowa "zadowolenie" zamiast "pozytywnych odczuć"?

"ogólna zasada moralna pozbawiona wyjątków"

o partykularyzmie etycznym

internalizm, eksternalizm (etyczny) - mało istotne; Sokrates i jego intelektualizm etyczny; "albowiem robić źle to ostatecznie szkodzić samemu sobie, a tego nikt świadomie by nie uczynił"

"charakterystyka decyzji musi zakładać istnienie co najmniej dwuelementowego zbioru w stosunku do którego ów wybór się dokonuje"?

"bywa zresztą i odwrotnie. Działanie zaliczane przez decydenta do zbioru A okazuje się niewykonalne."

każdemu działaniu przyporządkowany jest zbiór możliwych skutków - relewantne, a takie o których wie decydent, a takie o których decydent sądzi, że są relewantne (trzy różne sprawy)

"skutkom przypisuje się liczby rzeczywiste, zwane użytecznościami"

które kryterium podejmowania decyzji jest optymalne?

jeżeli chcemy podjąć jak najlepszą decyzję, należy postąpić według następującego algorytmu...

"relatywiści etycznie nie muszą uważać, że wszystko jest relatywne, lecz jedynie, że relatywne są zasady i reguły moralne, zatem nie ma sprzeczności w twierdzeniu, że relatywizm sam w sobie jest absolutnie i powszechnie prawdziwy"

"ilekroć mówimy, że coś jest niesłuszne, wówczas nie tylko stwierdzamy pewien fakt, lecz także komunikujemy postawę dezaprobaty w stosunku do niego"

"wartości moralne byłyby wówczas równie rzeczywiste jak atomy lub ciastka i gdybyśmy mogli je poznać, byłyby równie niepodważalne i autorytatywne, jak podstawowe fakty z otaczającego nas świata materialnego"

jaki powinien być związek między legalnością, a moralnością?

doprawdy nic nie wydaje mi się mniej intuicyjne niż te postulaty, które zakłada twierdzenie Arrowa

"Nie możemy mówić o "błędzie" w jakimkolwiek obszarze zachowań lub procesów myślenia, dopóki nie posiadamy jasnej idei tego, co jest poprawne. Modele normatywne są zatem niezbędne do opisu, choć ich bezpośredni cel jest zasadniczo inny"

kryterium Laplace'a - wzbogacenie - poprawiające zarzut dopisania tego samego wyboru

równowaga refleksji
modyfikacja, a dopowiedzenie
obrócenie argumentu

odpłata, restytucja, zapobieżenie kolejnym, poprawa przestępcy, ochrona ogółu

jedna książka jest jak jeden kosmos informacyjny - a co dopiero reszta...

google - umowa jest tam fikcją. Nie tylko tam. Ile osób jest na tyle kompetentnych, aby zrozumieć regulamin?

mój "pogląd" w czasach, gdy byłem dzieckiem - dobremu nie może się nic stać

posybilizm (expected [ew. expectable] consequentialism], foreseen, foreseeable ("gdyby by? skupiony"), intended, likely consequences). Uwaga o objective-subjective.

"Objective Consequentialism: S’s performance of x is wrong if and only if there is some available alternative act that would produce more value."
"Subjective Consequentialism: S’s performance of x is wrong if and only if, given the evidence available to S, S ought to believe that x’s expectable value is lower than that of some available alternative."

"If objective consequentialism is true, then nearly 100% of the acts that people perform are morally wrong." Gdyby ktoś był złośliwy, mógłby zapytać: "skąd to wiesz"? :>

"Imagine that the fate of the world depends upon Howard-Snyder’s beating chess grandmaster Anatoly Karpov. Now here’s Howard-Snyder’s Argument, as interpreted by Moore:
1. If objective consequentialism is true, then she ought to beat Karpov.
2. But she cannot beat Karpov.
3. ‘Ought’ implies ‘can’. If an agent cannot do something, then it is not the case that she ought to do that something.
4. Therefore, objective consequentialism is false."
Kwestia ta jest związana z tym, jak należy patrzeć na naturalne ciągoty podmiotu moralnego w kontekście tego, że słuszne może być to, czemu natura się sprzeciwia.

"In defense of (2), she offers the following sub-argument:
I. An agent can do something only if whether she does that something is under her control such that, if she sets out to do that something, she will do that something and she will do so precisely because she set out to do that something.
II. Beating Karpov is not under her control. If she sets out to beat Karpov and happens to perform a sequence of moves that results in her beating Karpov, that would be a matter of extraordinary luck.
III. Therefore, she cannot beat Karpov."

"And, in defense of (1), Howard-Snyder gives the following sub-argument:
i. If objective consequentialism is true, then, of all those acts that she can perform, she ought to perform the one that would produce the best consequences.
ii. Beating Karpov is an act that she can perform. After all, there is a series of moves, each of which she can perform, that would result in her beating Karpov.
iii. Beating Karpov is, of all the acts that she can perform, the one that would produce the best consequences.
iv. Therefore, if objective consequentialism is true, then she ought to beat Karpov.
But, as Moore points out, (III) and (ii) contradict each other, and Howard-Snyder cannot have it both ways. She cannot say that she both can and cannot beat Karpov in the same sense."

"It seems important, then, to disambiguate two senses of ‘can’, for it seems that in one sense Howard-Snyder can beat Karpov and in another sense she cannot. Now Moore suggests that the sense in which she can beat Karpov is the sense in which it is physically possible for her to do so. He says, “Her beating Karpov is consistent with the physical laws of nature. Call this sense, ‘can1’”. But this seems to conflict with determinism. If determinism is true, then it may well be that her beating Karpov is inconsistent with the physical laws of nature. It is preferable, I think, to remain neutral as to whether the sense of ‘can’ under which she can beat Karpov is compatible with determinism. So let us say, then, that there is a sense of ‘can’ under which Howard-Snyder can beat Karpov, Tiger Woods can make a hole-in-one, and I can publish in the Philosophical Review even though, in none of these cases, is this something that is under the agent’s control in the sense explained in (I) above. Let’s call this sense, ‘can1’, and let’s call the sense of can given in (I) above, ‘can2’."

"It’s clear, then, that if the foregoing interpretation of Howard-Snyder is correct, then Howard-Snyder is illegitimately equivocating between these two senses of can.
a. If objective consequentialism is true, then (since Howard-Snyder can1 beat Karpov) she ought to beat him.
b. But Howard-Snyder cannot2 beat Karpov.
c. ‘Ought’ implies ‘can2’: if an agent cannot2 do something, then it’s not true that she ought to do it.
b. [sic] Therefore, it’s not true that Howard-Snyder ought to beat Karpov. [from (b) and (c)]
e. Therefore, objective consequentialism is false. [from (a) and (d)]"

"This argument doesn’t commit the fallacy of equivocation, so it is valid. But, as Moore argues, we should reject (c). If objective consequentialism is to be formulated in terms of can1, then so should the ought-implies-can principle. Arguably, ‘can1’, not ‘can2’, is the ‘can’ of ordinary language, and we should formulate the ought-implies-can principle in term of the ‘can’ of ordinary language, for the ought-implies-can principle is justified by appeal to ordinary language. We would not say that when Tiger Woods sinks a hole-in-one, he does something he cannot do. Yet sinking a hole-in-one is not something he can2 do."

"In conclusion, we should reject the notion that objective consequentialism conflicts with the ought-implies-can principle." Decyduje, jak wszędzie, zasada użyteczności.

~~zgadzanie się na dyktat większości - sympatia - uznanie za desperata - nie możemy tak robić - jest to odpowiedzalne za te korelacje

~~"Coś", "nic", "wszystko" – inna logika rządzi tymi wyrazami (patrz: Quine). Jakie jest tego uzasadnienie? Pytam w kontekście rodzajów uzasadnień w ogóle (i tego jak na tym tle prezentują się moje tezy).

"Feldman’s Account of Moral Obligation: [A person] s morally ought, as of a time, t, to see to the occurrence of a state of affairs, p, iff p occurs in some world accessible to s at t, and it is not the case that ~p occurs in any accessible world as [intrinsically] good as (or better than) that one."

"ACTUALISM: S morally ought to do x if and only if S can do x and what would happen if S did x is better than what would happen if S did not do x.
POSSIBILISM: S morally ought to do x if and only if S can do x and what could happen if S did x is better than what could happen if S did not do x."

"I have been invited to attend a wedding. The bride-to-be is a former girlfriend of mine; it was she who did the dumping. Everyone, including me in my better moments, recognizes that she was quite right to end our relationship; we were not well suited to one another, and the prospects were bleak. Her present situation is very different; she and her fiancée sparkle in one another’s company, spreading joy wherever they go. This irks me to no end, and I tend to behave badly whenever I see them together. I ought not to misbehave, of course, and I know this; I could easily do otherwise, but I do not. The wedding will be an opportunity for me to put this sort of boorishness behind me, to grow up and move one. The best thing for me to do would be to accept the invitation, show up on the day in question, and behave myself. The worst thing would be to show up and misbehave; better would be to decline and not show up at all.
Now suppose that what I would do if I were to accept this invitation is to show up and misbehave. I could accept, show up, and behave, but this is not what I would do if I were to accept the invitation. What should I do, then? Should I accept the invitation?
The possibilist says that I should accept, whereas the actualist says that I should decline."
Do zbadania, czy tak jest w istocie, gdy będą zasoby.

(Actual consequentialism) "whether an act is morally right depends only on the actual consequences"

(Expectable consequentialism) "the morally right action is the action whose reasonably expectable consequences are best" (jest też scalar version)

"Dual consequentialism: the word "right" is ambiguous. it has a moral sense and an objective sense. (i) the objectively right action is the action with the best consequences, and (ii) the morally right action is any action with the best reasonably expected consequences." Rozstrzyga zasada użyteczności.

"Proximate consequentialism: an act is morally right when it includes the most net good in its proximate consequences" (~~może istnieje możliwość jego uzasadnienia jako systemu oceny drugiego stopnia?)

Trudności posybilizmu (nie w przypadku każdego konkretnego posybilizmu): czym jest prawdopodobieństwo, intencja, przewidzenie czegoś?

! Mógłby ktoś zasadnie argumentować, że Generał Nil działał w sposób niesłuszny, ponieważ jego czyny, z uwagi na cierpienia jakich doznawał, nie zwiększały pozytywnych odczuć. Z drugiej zaś strony jego czyny uważa się za bohaterskie. Nie ma w tym nic dziwnego. Jego czyny były moralne w sensie o którym wspomnieliśmy (w sensie np. sądów moralnych Tatarkiewicza), ale niesłuszne (jeśli rzeczywiście negatywne doznania przeważały tu nad tymi pozytywnymi) i nie ma tutaj ani grama paradoksu jeśli ktoś z grubsza rozumie czym jest utylitaryzm oraz posiada minimum kultury logicznej.

Zarówno gdy uznamy za prawdziwy aktualizm, jak i posybilizm, możemy mieć trudności z ustaleniem słuszności danego czynu.

W przypadku aktualizmu wskazuje się często na dwa problemy. Pierwszy polega na tym, że musimy czekać na to aż konsekwencje naszego czynu zajdą, gdyż w aktualizmie liczą się konsekwencje faktyczne. Drugi zaś polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieli, czy dany czyn jest słuszny z uwagi na to, że każdy czyn ma nieskończone konsekwencje. Pamiętać o ex ante i ex post.

"Przypuśćmy, że pewien chirurg zastanawia się, czy dokonać operacji serca pewnego swojego pacjenta. Jego wiedza obejmuje fakt, że powodzenie takiej operacji zapewni pacjentowi pełne wyzdrowienie, bez operacji natomiast pacjent ten będzie trwale przykuty do łóżka; operacja jest jednak niebezpieczna: poziom śmiertelności wynosi 60%. Czy więc utylitarysta czynu twierdzi, że nasz chirurg ma (obiektywny) obowiązek przeprowadzić tę operację wtedy i tylko gdy uczynienie tego faktycznie przyniesie najlepszy rezultat (tj. wtedy i tylko, gdy pacjent faktycznie przeżyje)? Czy też twierdzi on, że (obiektywnym) obowiązkiem chirurga jest dokonanie operacji wtedy i tylko gdy jest to "najlepszy zakład", dający najwyższy iloczyn prawdopodobieństwa i wartości? Inaczej: wtedy i tylko gdy przeprowadzenie operacji ma maksymalną całkowitą użyteczność oczekiwaną?" (Brandt) Pamiętaj o ex ante i ex post.

Nasz wybór posybilizmu najlepiej ukazać na tle najbardziej intuicyjnie niekorzystnych dla posybilizmu sytuacji. Ta uwaga dotyczy zresztą wszystkiego.

Wielkim niebezpieczeństwem jest zło dokonywane w imię naszej teorii i jakichkolwiek teorii. Musimy być na to odporni. Rzeczywiście zdarza się, że warto trochę pocierpieć w imię przyszłego szczęścia (tj. pozytywnych odczuć), ale często próby budowania lepszego świata, kończą się tragicznie. Ogromne niebezpieczeństwo. Czy mamy zabezpieczenie?

"Maximizing Consequentialism: Maximizing consequentialism holds that an action is morally right if, and only if, there is no alternative action that produces better consequences. In the absence of a “tie” there will only be one right action; this action is morally required and other actions are morally forbidden."

"Nonmaximizing Consequentialism: Nonmaximizing consequentialism holds that while the rightness and wrongness is determined only by the value of the consequences (in Kagan’s parlance, the goodness of the consequences is the only factor in determining the rightness or wrongness of actions), an action may be right even if there is an alternative action that produces more value.". Pojawia się problem z doborem słów (np. pytanie "jakiego słowa powiniśmy użyć, aby mówić np. o drugim najlepszym czynie?"). Ponadto kwestia tego, czy te słowa mają być takie same w różnych językach i czy w ogóle powinniśmy tu używać jakichś słów (może np. przedstawić to tylko matematycznie). Decyduje zasada użyteczności.

"Satisficing Consequentialism: One prominent form of nonmaximizing consequentialism is satisficing consequentialism. This theory holds that an action is morally permissible if, and only if, it produces a satisfactory amount of value (if the goodness of the consequences are above some level the theory sets as satisfactory)."

Wersja skalarna najlepsza?

Weźmy zdanie: "Nie powinno tam być nikogo" - "powinno" jako synonim najprawdopodobniej ("najprawdopodobniej nie będzie tam nikogo") - wiele jest w etyce takich wieloznaczności, ale nas interesują konkretne sensy tych słów i tylko niektóre słowa. które? o tym decyduje zasada użyteczności.

~~Najlepiej byłoby, abyśmy za każdym razem mieli uszeregowane działania od najlepszego do najgorszego wraz z różnicami pomiędzy poszczególnymi działaniami (to da się zrobić zależnie od rodzaju skali). A jak nazwiemy poszczególne działania - decyduje o tym, jak zawsze przy problemach decyzyjnych, zasada użyteczności. Zauważmy, że wtedy na pytanie "czy postępowanie takie a takie w tej sytuacji jest słuszne?" jeśli "słuszne" jest rozumiane na sposób potoczny jest innym pytaniem niż pytanie, w którym "słuszne" rozumiane jest w myśl naszej definicji syntetycznej/regulującej.

~~Czy naszym celem powinno być skupienie się na tym, aby ~~aktualizowała się największa możliwa ilość cząstek (grup cząstek) odpowiedzialnych za pozytywne odczucia? No chyba na to wychodzi. Tzn. powinno to być naszym celem, chyba że byśmy uzasadnili/uprawdopodobnili (tu też stare problemy), że lepiej jest nie działać z taką intencją. Czy jednak wtedy można mówić o "celu"?

Który schemat pojęciowy jest najlepszy? Może być tak, że może optymalnie jest mówić o różnych rodzajach słuszności (ogólnej, egoistycznej, ...), ale wiele wskazuje na to, że schemat pojęciowy do naszej teorii jest jeden. Reszta to sprawa inna - kwestia optymalnego języka naturalnego.

~~Wersję niemaksymalistyczną wybieramy m.in. dlatego, że absurdem byłoby nazywanie prawie wszystkich naszych czynów niesłusznymi. Choć może ten fakt lepiej by na nas zadziałał, gdyż "równalibyśmy do najlepszych".

"Traditional utilitarianism is objectionable for, at least, the following three reasons: (i) it holds that we are required to sacrifice our own interests so as to promote the good of others whenever doing so will maximize utility [~~uwaga: może być jednak tak, że działanie z pobudek egoistycznych jest bardziej słuszne, ponieważ jest wtedy większa szansa na to, że tak działająca osoba zwiększy ogólną ilość pozytywnych odczuć w świecie; kwestia motywacji do działania], (ii) it holds that we have very little moral freedom and that we are always morally required to maximize utility [~~tu też być może pomieszanie z poplątaniem; prima facie to tak rzeczywiście może wyglądać], and (iii) it denies that there are supererogatory acts [~~ magia słów]."

"Norcross argues that scalar utilitarianism can avoid objections (i) and (ii) and capture the intuition behind objection (iii). Scalar utilitarianism is not too demanding, for it makes no demands at all. It never requires an agent to sacrifice her own interests for the sake of promoting the good of others. (I wonder why Norcross sees this as an improvement; it seems that whereas traditional utilitarianism was too demanding, scalar utilitarianism isn’t demanding enough, for, on scalar consequentialism, there’s no requirement to even take a minute to save some kid drowning in a shallow pond.) POPRAW ICH TU, BO WYGLĄDA TO NA SPORĄ POMYŁKĘ
Scalar utilitarianism avoids (ii), for, again, scalar utilitarianism makes no demands. Scalar utilitarianism cannot accommodate the idea that there are supererogatory acts - that is, acts that are morally superior to some permissible alternative, for scalar utilitarianism not only fails to issue any demands, but also fails to issue any permissions. There can be no going beyond duty, when there are no duties to go beyond. Nevertheless, Norcross argues that the intuition behind the idea of supererogation is the belief that some actions are morally better than what can be expected of a reasonably decent person in the circumstances, and scalar utilitarianism certainly leaves room for such a notion." WYJAŚNIJ JAK JEST WEDŁUG CIEBIE

"it seems to me that the most natural way to distinguish between a moral reason and a non-moral reason is in terms of whether that reason is capable of making an act morally required/supererogatory or not." Jak jest? Nie wydaje mi się, aby takie rozróżnienie było w ogóle do czegokolwiek potrzebne.

Czy opowiedzenie się za lub przeciw maksymalizującemu konsekwencjalizmowi (a także za lub przeciw konkretnej teorii niemaksymalistycznej) jest warunkiem wstępnym możliwości zastosowania zasady użyteczności czy też tę kwestię traktujemy jak normalny problem decyzyjny? Z innymi kwestiami podobny problem. Wyjaśnij i wskaż ograniczenia.

"Plain scalar consequentialism: of any two things a person might do at any given moment, one is better than another to the extent that the its overall consequences are better than the other's overall consequences."
"Satisficing. A term utilitarians borrowed from economics to indicate how much utility we should try to create. Whereas maximizing utilitarians claim that we should strive to maximize utility, satisficing utilitarians claim that we need only try to produce enough utility to satisfy everyone."

"Universalistic Consequentialism: Universalistic consequentialism holds that there is only one measure of the value of a state of affairs."
"Utilitarianism is a form of universalistic consequentialism because it holds that there is an overall good (which is the same for everyone) — it is the sum of all individual good."

"Nonuniversalistic Consequentialism: These theories hold that there are different measures of the good of a state of affairs for different individuals or groups. So, there is not, in general, a single answer to what state of affairs is best. There will usually be a “best for me” and a “best for you”. Popular forms of ethical egoism and group chauvinism are examples of nonuniversalistic consequentialism."

(Universal consequentialism) "moral rightness depends on the consequences for all people or sentient beings"
Teza uniwersalnego (powszechnego) konsekwencjalizmu jest niejasna, bo niejasny jest termin "ludzie" (i "czujące/odczuwające byty"), ale ~~zgadzamy się z nią.

Takie pytanie: czy jasność np. zasady użyteczności jest warunkiem koniecznym tego, abyśmy ją przyjęli? Wydaje się, że tak. Czy jest to jeden z warunków, które należy przyjąć, aby posłużyć się zasadą użyteczności? Jakie są inne? Wymień wszystkie albo chociaż najwięcej z nich. Czy musimy explicite wymieniać je wszystkie? Na wszystkie pytania odpowiedz, używając tylko uzasadnień prawomocnych (tj. poprawnych).

"Skąd jednak możemy wiedzieć, które żyjące organizmy są organizmami odczuwającymi? Skąd możemy wiedzieć, że takie nieżyjące rzeczy jak skały i rzeki nie odczuwają? Jeśli warunkiem posiadania wiedzy jest zerowe prawdopodobieństwo popełnienia błędu, to przypuszczalnie nie możemy tego wiedzieć."

Co jest kryterium bycia podmiotem moralnym? Możliwość odczuwania pozytywnych odczuć? Jeśli tak - czy wszystkie one są ~~jednakowe jakościowo (te pozytywne odczucia)?

"Jeżeli trudniej jest uzasadnić zabijanie ludzi niż zabijanie królików, jak sądzi nawet większość zwolenników ruchu wyzwolenia zwierząt, to dowodzi to, że moralny status ludzi nie opiera się jedynie na kryterium odczuwania." (a na świadomym odczuwaniu – panuje tu bałagan pojęciowy; ~~to jest średnie rozumowanie tak przy okazji)

"Bóle o tej samej intensywności i czasie trwania są równie złe, bez względu na to, czy są odczuwane przez ludzi czy zwierzęta." (czy przez cokolwiek)

Psa się czasem usypia (eutanazja) i nie budzi to takich obiekcji jak usypianie człowieka (nawet nie mówi się o "usypianiu"). Czy ten fakt coś oznacza?

~~"Lubię jeść grejpfruty", a podobne sądy w etyce? "Moralne/etyczne/racjonalne jest to, co lubi większość"?

~~Podstawmy to do schematu zasady użyteczności. Sposób postępowania zwany także procedurą decyzyjną (to drugie to pojęcie pochodzące od Tobiego Orda) jest bowiem tym słuszniejszy, im więcej pozytywnych odczuć sprawia jego zastosowanie. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak, że aby wybrać optymalny sposób postępowania, musielibyśmy w jakiś sposób się do tego zabrać, a więc w jakiś sposób postąpić (czyli zastosować jakąś procedurę decyzyjną). A więc mamy regres. Jesli zaś mielibyśmy posłużyć się naiwną kalkulacją, to fakt, że moglibyśmy to zrobić, najpewniej znaczyłby, że wymyślny sposób postępowania, tj. sposób inny niż naiwna kalkulacja, nie jest nam potrzebny.

~~Coraz bardziej skłaniam się ku tezie, że nie ma sensu szukać procedury decyzyjnej, ani też zasad drugiego rzędu. Optymalnie jest chyba wszystkie nasze (ograniczone przecież) zasoby przeznaczyć na rozwijanie metody "naiwnej kalkulacji".

Problem wyznaczenia podmiotów moralnych to problem ustalenia rezerwuarów pozytywnych odczuć. Jak to zrobimy, tj. jak uzasadnimy taki, a nie inny wybór podmiotów moralnych, skoro "jak to jest być nietoperzem"?

"Jeżeli kochanek oblicza każdy swój uścisk, dostrajając go do wymogów powszechnej szczęśliwości, to prawdopodobnie żadna ze stron nie zazna zbyt wiele przyjemności. Warunkiem jej sprawienia, a przeto i pomnożenia ogólnego szczęścia, jest spontaniczność uścisków i nie zakłóconych refleksją uczuć". Podobnie ma się sprawa z tzw. paradoksem hedonizmu.

Niepoprawne rozumowanie:
"If a normative theory cannot help us guide our actions in practical situations of choice, then the theory is false.
AU cannot help us guide our actions in practical situations of choice.
Zatem: AU is false."
Ale w jakiejś ~~logice dobra mogłoby być dobre. Dlaczego zatem przyjmujemy raczej tę logikę niż inną? Co TAK NAPRAWDĘ sprawia, że np. przesłankę rozumowania uważamy za nieprawdziwą?

"Given moral realism, the fact that AU cannot help us guide our actions in practical situations of choice does not give us reason to think that AU cannot be true. Given certain versions of moral constructivism, however, it does."

"A particular action is right if, and only if, there was nothing the agent could have done instead in the situation, such that had the agent done this, the universe (on the whole) would have been better."
"For reasons of simplicity I will use the phrase ‘an action is optimific’ as an abbreviation for the more cumbersome expression ‘there was nothing the agent could have done instead in the situation, such that had the agent done this, the universe (on the whole) would have been better’. Thus AU claims that an action is right if, and only if, it is optimific, and that it is its optimificness that makes it right. Moreover, every action that is not right is wrong. Notice that I will in the following use the term ‘action’ so as to denote a particular action that an agent can perform in a particular situation."

Mit ciężkiej i długiej pracy jako probierza dobrego pracownika. A chodzi jak zwykle o efektywność. "Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy."

"Because we are not omniscient and never know for certain the exact outcomes of the various actions we could perform, actual-outcome utilitarians will say that the reasonable way for us to proceed is by trying to maximize probable or expected happiness. Doing this may result in our doing the wrong thing, but it is safe to assume that if our actions maximize expected utility, then we will succeed in producing the most happiness over the long run. Expected-outcome utilitarians, on the other hand, say that maximizing expected utility is not only the reasonable way to proceed; it is also the standard of right and wrong."
Czyli tu byśmy mieli jakąś procedurę decyzyjną, ale nie byłaby ona w pełni określona, bo sugerowane podejście ma swoje własne problemy i możliwe, że jest ich bardzo dużo.

~~"Procedura decyzyjna" i "zasada drugiego rzędu" to oczywiście co innego. Piszemy czasem o nich wymiennie, bo nie zadbaliśmy o jasność wywodu.

"The problem with act utilitarianism is not that it doesn’t tell us what to do. It does give us a specific instruction, i.e. to maximise utility. It is just that it is extremely difficult to determine whether one’s proposed actions satisfies this criterion."

"Suppose that, against all odds, when I turn on the coffee-machine at work, someone has turned the 'on' button into a trigger for a nuclear bomb, which wipes out the city I live in. Suppose further that it would have been better had the bomb not detonated. What ought we to say about my pushing the 'on' button? Well, as the argument for the actualistic interpretation of AU goes, my action was wrong. Had I (and nobody else for that matter) not pressed the button the outcome would have been better (let us for the sake of the argument imagine that pushing and not-pushing are my only alternatives in the situation). According to the probabilistic interpretation of AU, however, my action was right (we can reasonably suppose). Which theory gives the most plausible answer here? I think that actualistic AU gives the right answer." Chodzi tylko o dopasowanie do celu. Jeśli przyjęcie aktualizmu zwiększa pozytywne odczucia w świecie, to przyjmujemy go. Jeśli to posybilizm lub coś innego (np. jakaś mieszanka?) to przyjmujemy ją. To, czy kryterium słuszności powinno być aktualistyczne, czy też posybilistyczne jest (jak mi się zdaje) innym zagadnieniem niż to, czy przy wyborze danego działania spośród wielu, powinniśmy kierować się maksymalizowaniem użyteczności oczekiwanej, czy też nie. To naprawdę ciekawe zagadnienie i mogę je dokładnie wyjaśnić.

~~Niejasność norm - "zabijać", "kraść", ...

zeszyt iv 511 notatniki - camus - zajmowanie się filozofią, a historykami filozofii

"An agent who is a pure “Do-gooder”, to use Derek Parfit’s phrase (an agent who is disposed always to do what she thinks maximises utility)."

~~Dlaczego utylitaryzm nie jest doktryną polityczną? Bo nie ma ma norm "drugiego stopnia", a norma "pierwszego stopnia" (tj. zasada użyteczności) jest zbyt trudna do zastosowania w praktyce (można szacować użyteczność, ale będzie to mniej dokładne niż np. ustalanie co przyczynia się do wzrostu wolności [spadku nie-wolności] w liberalizmie). Jednak myślę, że nawet szacując (ale koniecznie przykładając się do tego i mając jakieś zaplecze!), mogłaby na świecie istnieć organizacja (partia polityczna, siła społeczna, ...) kierująca się explicite zasadą użyteczności. Oczywiście kwestią otwartą pozostaje, czy głoszenie explicite utylitaryzmu jest zgodne z zasadą użyteczności.

Debata o posiadaniu broni. Współcześnie przeciwnicy maja przewagę, bo w mediach łatwo sprzedać historie o szaleńcach. Nie znaczy to jednak, że przeciwnicy posiadania broni mają rację (a także, że rację mają zwolennicy).

"The fact that an agent ‘probably maximises utility’ is not the same thing as an agent ‘maximise probable utility’. Phrases like ‘Likely to produce the best results’ are ambiguous. That an action is likely to produce the best results does not necessarily mean that the action maximises the greatest product of probability and utility. Suppose an agent has two possible actions from which to choose in a situation. The first action, A, has a .51 chance of maximising utility (things turn out good), but a .49 risk of minimising utility, i.e. leading to a moral disaster (things turn out bad). B has a .9 chance of realizing almost as much utility as A (things turn out good), and a .1 risk of producing only slightly less than that. Under one of the interpretations above we should go for A, because this is the action which has the greatest chance of being right, because performing B ensures that utility is not maximised. This is the sort of situation that the idea of maximising expected utility is thought to remedy, making us shun too risky alternatives."

"If determinism is true, an omniscient being would not have to use probability assignments. She would know the outcome of every action. And she will be able to perform only optimific actions if that is what makes her meet AU’s overall goal. She would not even need a “method of decision-making”. If determinism is false, however, even an omniscient being would have to assign probabilities to outcomes. Her omniscience would be limited. She would know the possible outcomes of every action and the probability it has of being realised. An omniscient being would know if determinism is true or false. Ordinary human agents, however, do not know this."
"One version of the Pure subjectivist approach is Bayesianism."

"There exists no conclusive argument to the effect that, by consistently trying to maximise expected happiness, we obtain good results."

biegunka informacyjna

"The relation between secondary rules, whether they are called, ‘rules of thumb’ (Smart), ‘prima facie principles’ (Hare), ‘subordinate principles’ (Mill) or ‘middle axioms’ (Sidgwick), or anything else, on the one hand and the rules of common sense on the other, is only contingent and coincidental. But utilitarians who emphasise the role of secondary rules tend to identify these rules with the rules of ‘common sense’."

"In order to be a good driver, it is essential in many decisions not to deliberate." Analiza tego faktu może doprowadzić do większej jasności zagadnienia procedury decyzyjnej, zasad drugiego rzędu itp.

"According to The Cambridge Dictionary of Philosophy, ‘ethical constructivism’ is “a form of anti-realism about ethics which holds that there are moral facts and truths, but insists that these facts and truths are in some way constituted by or dependant on our moral beliefs, reactions, or attitudes.” On this account norms, as well as values, are brought into the world by moral agents. There are no hard moral facts ‘out there’ in the world for us to find. It is we who, in one way or another, are the source of the validity of our moral judgements. However, there are many different versions of constructivism." ~~Nie odkrywana, a wynaleziona.

Czy Sokratesa słusznie skazano na śmierć?

Można argumentować tak: skoro etyka była nam potrzebna głównie po to, aby rozwiązywać problemy, to co nam po systemach etycznych, które żadnego konkretnego ich rozwiązania wskazać nie mogą? Czyli co nam po utylitaryzmie we współczesnej formie? Z drugiej jednak strony: utylitaryzm można przecież stosować do rozwiązywania problemów - możemy przecież np. szacować poziom pozytywnych odczuć i możemy to robić całkiem trafnie, choć może (póki co) nie w sposób perfekcyjny.

Czy to mógłby być dobry argument za tym, że powinniśmy oceniać system etyczny według jego słuszności, a nie prawdziwości? Wtedy moglibyśmy argumentować, że system etyczny musi mieć cechę możliwości rozwiązywania problemów jeśli ma być słuszny. Sprawa jest jednak skomplikowana.

"Satisficing act-consequentialism: according to this theory an action need not be optimific in order for it to be right. It suffices that the action is good enough." - scalar wersją lepszą. Jeżeli czyn miałby być "good enough", aby był warty dokonania, to byłoby dużo problemów z ustaleniem miejsca, w którym "good enough" się zaczyna, a poza tym byłoby dużo problemów terminologicznych.

Wersja scalar ma być uzasadniona zasadą użyteczności? Tj. trzeba pokazać, że jest to rozwiązanie najlepsze? A może należy to rozwiązanie założyć, gdy formułujemy zasadę użyteczności?

Co by się stało, gdybyśmy wybrali np. przeciętną pod względem słuszności wersję niemaksymalizującego (lub maksymalizującego) konsekwencjalizmu? Albo wersję znacznie powyżej przeciętnej, ale nie najlepszą? Albo najgorszą? Czy wtedy mogłoby być tak, że zasada użyteczności nie byłaby ~~tą ostateczną zasadą etyczną? Czy na to pytanie również można odpowiedzieć tylko posługując się zasadą użyteczności? Czy są tu jakieś regresy i paradoksy? Czy istnieje ktoś, kto ma cierpliwość, aby te wszystkie wątki rozplątać? :-> Niby w oddali widać ląd, ale droga jest kręta.

Czy wszystkie tezy metaetyczne powinniśmy analizować w kontekście zasady użyteczności, tj. traktować je jak np. wybór najlepszych lodów w sklepie (konkretne rozwiązanie problemu metaetycznego - konkretne lody jakiegoś producenta)? Czy też tezy te są czymś, co składa się już na zasadę użyteczności (tj. czy przynajmniej niektóre zagadnienia metaetyczne nie muszą być rozwiązane jeszcze zanim posłużymy się tą ostateczną zasadą użyteczności)?

Czy np. realizm etyczny ma być przede wszystkim prawdziwy czy też przede wszystkim dobry (użyteczny, "powodujący" więcej pozytywnych odczuć)?

Problem dotyczący wskazówek w jaki sposób mamy działać ("practical action-guidance", "decision procedure", ...) dotyczy wielu teorii etycznych - nie tylko konsekwencjalistycznych.

Kto u Rawlsa byłby "najsłabszymi"?

Dlaczego w etyce jest zgoda (mam na myśli taką zgodę, jaka panuje np. w fizyce na temat prawdziwości pierwszego prawa termodynamiki) uczonych np. co do rozróżnienia na cele i środki, a nie ma jej w innych kwestiach (większości?)? Co jest powodem? Da się to wyjaśnić i mam pewne hipotezy. Jednakże przeznaczenie moich zasobów na pociągnięcie do przodu tej kwestii nie wydaje mi się obecnie wyborem optymalnym lub chociaż zbliżonym do optymalnego :-). Bardziej jasna odpowiedź na to pytanie może jednak przyjść znienacka.

Najprostsze nawet twierdzenie wymaga dowodu (uzasadnienia, uprawomocnienia).

"Roughly speaking, the objectively right decision procedure to accept would be the one whose acceptance leads to the greatest actual good, while the subjectively right decision procedure to accept would be the one whose acceptance leads to the greatest subjective expected good. The subjective and objective senses of rightness as applied to decision procedures both have their place. When agents are considering which decision procedure to accept, they do not have all the relevant facts and thus cannot tell what the objectively right decision procedure would be. However, they do have access to their degrees of belief about these facts and so can choose to follow the subjectively right decision procedure. The subjective and objective senses of rightness thus have a similar roles regarding both choices of acts and choices of decision procedures." Wyjął mi to z ust - o tym właśnie napisałem niżej. Ale zwróć uwagę na szczegóły.

"On every occasion, agents should decide what to do by following certain tried and tested rules, such as “Don’t harm others,” “Don’t steal,” “Keep one’s promises,” “Tell the truth,” etc. Included amongst these rules would be a rule saying that, when it is quite clear that following one of these other rules would have disastrously bad consequences, you should violate the given rule. These are the rules whose general acceptance would produce the best consequences." Zwróć uwagę na szczegóły.

~~Możemy też stanąć przez wyborem: albo zasoby kierujemy na rozwijanie teorii w kontekście subiektywnej oczekiwanej użyteczności (trudne, ale zasadniczo osiągalne), albo skupiamy się na robieniu kolejnych kroków do rzeczywistego dobra (bardzo trudne, nie wiadomo, czy osiągalne). Skoro wybraliśmy 1., jak uzasadnimy ten wybór? przykład na to, że słuszność czy też dobro dominuje nad prawdą? :)

Definicje konsekwencjalizmu zasad (reguł), którego na pewno nie przyjmujemy (ewentualnie na poziomie procedury decyzyjnej rozwiązaniem optymalnym może być rozwiązanie czerpiące pomysły z konsekwencjalizmu reguł lub ono samo).

Konsekwencjalizm reguł to próba ucieczki od zarzutu niestosowalności? Być może, ale chyba okupiona nieprawdziwością.

"A major criticism is that rule-consequentialism must either collapse into act-consequentialism or be incoherent. The first part of the argument can take several forms, but the basic idea is that the best rule will be to always do whichever act it is that leads to the most good. Opponents of rule-consequentialism then argue that if it somehow avoids such a collapse, it will be at odds with the fundamental consequentialist intuition of promoting the best outcomes, since it sometimes tells us that we should perform acts which lead to less good than the alternatives. More sophisticated formulations of rule-consequentialism, such as Brad Hooker’s have therefore been introduced to attempt to address these (and other) criticisms: ‘An act is wrong if and only if it is prohibited by a code of rules the acceptance of which by the overwhelming majority of people in each new generation would have the greatest expected value.’."

"Rule consequentialism holds that the rightness of an act depends not on the goodness of its consequences, but on whether or not it is in accordance with a certain code of rules, which has been selected for its good consequences."

"Rule consequentialists also endorse DP2 as the correct decision procedure to follow. The act consequentialist differs from the rule consequentialist in thinking that every time an agent follows DP2 and yet fails to maximize the good, she acts wrongly (uwaga!). The rule consequentialist, by contrast, believes that it is often impermissible to break such rules even when doing so will maximize the good." UWAGA!

"“Don’t kill except when killing will maximize the good,” “Don’t steal except when stealing will maximize the good,” “Keep your promises except when breaking them will maximize the good,” etc."

"The answer is clearly Code 2. Thus, we see that, if formulated in terms of compliance, rule consequentialism is extensionally equivalent to act consequentialism. This would be bad news for rule consequentialism. If both theories yield all the same moral verdicts, why opt for the more complicated of the two? Rule consequentialism would have all of act consequentialism’s counterintuitive implications and be more complicated to boot."
Tak jak napisaliśmy, nawet teoria deontologiczna (przy pewnym, "ortodoksyjnym" rozumieniu teorii konsekwencjalistycznych, nawet konsekwencjalizm reguł byłby teorią deontologiczną) może prowadzić do tych samych czynów (choć nie wiem, czy np. w naszym możliwym świecie).

"Some argue that that RC is guilty of rule worship and that this makes RC incoherent. The question is: “If the goodness of consequences is ultimately what matters, then why should we follow the code even in those instances where we know that violating the code would produce more good?” So some argue that RC has an overarching commitment to maximize the good (RC’s ultimate goal is to maximize the good), but yet RC is also committed to the view that agents ought not to maximize the good when this involves violating the ideal code. Thus some claim that RC is incoherent in that it both embraces and eschews an overarching commitment to maximize the good."

"act is wrong if and only if it is forbidden by the code of rules whose internalization by the overwhelming majority of everyone everywhere in each new generation has maximum expected value in terms of well-being (with some priority for the worst off) OCZYWIŚCIE JEŚLI JUŻ TO BEZ TEGO PRIORYTETU - wytłumacz znów skąd to pomieszanie. In other words, we are morally required to act in accordance with the code of rules that has maximal total expected value; this is what’s called the ideal code." Tutaj mamy błąd, gdyż mieszamy ex post i ex ante. Wytłumacz to w sposób jasny. Rule-consequentialism to może być najlepsza procedura decyzyjna, ale raczej nie nie sama zasada. Ponadto: konsekwencjalizm zasad jako próba przezwyciężenia zarzutu o niepraktyczności? Odnieś się.

Mach twierdził, że nauka może być potraktowana jako problem minimalny, na który składa się najbardziej kompletne z możliwych przedstawianie faktów za cenę najmniejszego wysiłku umysłowego.

Zwrócenie uwagi na to, że rekonstrukcja klasycznego utylitaryzmu (plato.stanford.edu lub własna) zawsze będzie narażona na zarzut nieadekwatności (przypomnienie charakteru pracy, nie jest istotne, czy klasyczny utylitaryzm należy tak właśnie rozumieć). Jeżeli trafna jest interpretacja klasycznego utylitaryzmu jako koniunkcji następujących tez, to zgadzamy się z, a nie zgadzamy się z:

(do wyboru: consequentialism, actual consequentialism, direct consequentialism (about acts?), evaluative consequentialism, hedonism, maximizing consequentialism, aggregative consequentialism, total consequentialism, universal consequentialism, equal consideration, agent-neutrality (na przykładzie historyjki?).

"Evaluative consequentialism: moral rightness depends only on the value of the consequences."

"Aggregative consequentialism: which consequences are best is some function of the values of parts of those consequences." Pamiętaj o ex ante i ex post.

"Total consequentialism: moral rightness depends only on the total net good in the consequences."
Jest to teza prawdziwa. Dlaczego często nie jest za taką uznawana? (Lissowski; ...czy oni o tym nie wiedzieli? może wina leży w tym, że różnica jest abstrakcyjna, a przykłady konkretne i przekonujące?). Podział dobra jest zupełnie nieistotny. Chyba, że wpływa na ilość dobra. Liczy się tylko ilość dobra.

"Agent-neutrality: whether some consequences are better than others does not depend on whether the consequences are evaluated from the perspective of the agent."

"An Agent-Neutral Ranking of Outcomes: On TAC, every agent will rank the same set of outcomes identically. If one outcome is better than another, then it is simply better (that is, better tout court)—not merely better for the agent or better from the agent’s point of view."

"Life for Headaches: There is some finite number of headaches such that it is permissible to kill an innocent person to avoid them." Można sformułować to jeszcze ostrzej. Może być nawet skończona liczba czynów pisania o skończonej liczbie bólów głowy (~~zakładamy, że wszystko to jest negatywne, tak? tzn. jest to intuicyjne nawet dla nieintuicjonistycznego utylitarysty, ale formalnie wymaga uzasadnienia).

Przynajmniej w przestrzeni logicznej jest to możliwe (jak wszystko, co niesprzeczne), ale decydują obliczenia.

"Deontologists can reject LfH by appealing to agent-centered restrictions or side-constraints: they allow that there are some things we may not do, even for the sake of bringing about more good."

"Consequentialists cannot respond in this way. To avoid LfH, they must argue that a world that that contain a vast (but finite) number of headaches cannot be worse that a world that differs from it only in lacking the headaches and containing one more premature death."

~~Niekoniecznie tak musi być, choć jest to argument podobny do tego, jaki mielibyśmy, gdybyśmy mówili, że w rzucie orzeł/reszka jest przecież logicznie możliwe, że 96789769698686986865545645353 razy z rzędu wypadnie orzeł. (ten fragment dotyczy chyba czegoś innego, bo tu nie pasuje, ale zostawiam, bo argument dobry przy innych kwestiach)

"When we raise speed limits, our actions allow more people to die. But when we trade a human life for headaches, we kill someone. There’s a morally significant difference between killing and letting die."
"When we raise speed limits, it’s an unintended but foreseen consequence of our actions that people die. When we trade a human life for headaches, we intend to kill. An intended death is morally much worse than a merely foreseen but not intended death." Oczywiście patrzymy na to z naszych pozycji.
BTW: ciekawe rozróżnienie rodzajów konsekwencji tu. A jakie liczą się wnaszej teorii? Wiele wskazuje na to, że wszystkie, ale zanalizuj sprawę (zwłaszcza w kontekście więzi przyczynowo-skutkowych)

Doctrine of Double Effect - podobnie bezproblemowa jak problem brudnych rąk (pomijając oczywiście standardowe problemy utylitaryzmu. W ogóle to nudne dyskursy - ludzie, którzy się nim zajmują, powinni skupić się na czymś innym - np. na tym, czym my się zajmujemy :)).

"Then we might conclude that LfH is true, but that the number of headaches required is very very high – too high for us to be able to intuitively assess their badness."

"For all intuitively assessable cases, we ought never to trade a life for headache relief." ?

BTW: ~~Na tym przykładzie można wprowadzić dokładniejsze niż w języku potocznym stwierdzenia typu “zawsze”, “nigdy” itd. (w sensie: rozróżnienie np. „nigdy z konieczności”, a “nigdy faktycznie”, a “nigdy aktualnie (prezentystycznie)”.

"Utilitarianism sometimes recommends choices that benefit the majority at the expense of a minority, but it is wrong to generalize, as people sometimes do, and say that utilitarianism requires us to choose whatever benefits the majority."

"HAU says nothing about what sort of motive or intention we should have when we perform an act (ale wersja HGU już tak)."

"Sidgwick introduced the notions of objective and subjective rightness. He stated that an act is objectively right if it is right according to the criterion of rightness above, whilst an act is subjectively right if the agent who performs it believes it to be objectively right" Można sobie oczywiście wprowadzać, ale do tego, aby osiągnąć cel (jak najwięcej pozytywnych odczuć) potrzebujemy ~~jednego sformułowania (tzn. jedno jest ~~prawdziwe; sformułować można na różne sposoby). Z drugiej jednak strony np. ten drugi schemacik mógłby mieć zastosowanie praktyczne (drugiego stopnia - analogia do zasada słuszności vs. procedura decyzyjna).

"Because HAU requires that we always maximize hedonic utility, it will be a very demanding moral theory (w jednym zformułowaniu, które pewnie nie jest optymalne). It will require each of us to perform an altruistic self-sacrificing act whenever the self-sacrifice that we thereby make will be more than offset by altruistic benefits we thereby bestow on others." (Choć niekoniecznie (patrz gdzie indziej o tym słowie) z uwagi na to, że może być tak, że działający działa efektywniej, gdy działanie przynosi mu zyski.) Ponadto tu się zakłada wersję maksymalizującą, a nie satisfincingową, a wiele wskazuje na to, że powinniśmy przyjąć tą drugą (jest to wybór lepszy z uwagi na to, że przyczyni się zwiększenia ilości pozytywnych odczuć?)

"On HAU, there are no supererogatory acts (i.e. acts that go above and beyond what duty requires)."
"The answer depends on what the correct definition of ‘supererogatory act’ is. Some define supererogatory acts as those that do more for the sake of others than duty requires. Others define supererogatory acts such that S’s performing x is supererogatory only if there exists some available alternative, y, such that (a) S is morally permitted both to perform x and to perform y, and (b) S has more moral reason to perform x than to perform y. If the former definition is correct, then HAU can accommodate supererogatory acts. But if the latter is the correct definition, then HAU cannot accommodate supererogatory acts. Let HU(s) = the hedonic utility that accrues to oneself and HU(o) = the hedonic utility that accrues to others.
act HU(s) HU(o) HU moral status
a1 +10 +5 +15 permissible
a2 +5 +10 +15 permissible or supererogatory (?)
a3 +10 0 +10 impermissible"
"Either HAU leaves no room for supererogatory acts or there is no more moral reason to perform a supererogatory act than there is to perform some permissible but non-supererogatory alternative" (znów można dużo napisać o tym, jakiej terminologii powinniśmy używać zgodnie z zasadą racjonalności; zagadnienie tylko techniczne).

"It is morally permissible to torture an innocent baby in certain circumstances." Właśnie mówiąc o tym, że utylitaryści uzależniają słuszność lub niesłuszność czynu polegającego na [tu-wstaw-coś-powszechnie-uznanego-za-okrutne-i-potępiane-przez-społeczeństwo] od jakiegoś rachunku (zamiast bezapelacyjnie i bezwyjątkowo potępić), można łatwo i populistycznie zaatakować utylitaryzm. Normalsi to łykną od razu. Z drugiej jednak strony: (1) moje pisanie teraz o takiej możliwości krytyki może być czynem niesłusznym (2) może być tak, że zgodnie z utylitaryzmem nie powinniśmy TWIERDZIĆ, że [tu-wstaw-coś-powszechnie-uznanego-za-okrutne-i-potępiane-przez-społeczeństwo] jest słuszne nawet gdyby było to słuszne. Uczciwy utylitarysta musi przyznać, że "istnieje logiczna możliwość, że [tu-wstaw-coś-powszechnie-uznanego-za-okrutne-i-potępiane-przez-społeczeństwo] jest słuszne"; utylitarysta bez określników jednak nie musi tego przyznawać nawet jeśli tak jest. Zagadnienie: prawda/dobro/utylitaryzm.
"Necessarily true. On HAU, the ends justify the means, and thus virtually any type of act can, in principle, be justified and, indeed, will be justified if it maximizes hedonic utility. On HAU, it is permissible to maim, murder, and even massacre innocent people provided that doing so will maximize hedonic utility."

"The effects that our actions will have on people’s welfare millions of years from now are just as important as their immediate effects." (przykład dziki, przykład z Hitlerem, przykład z przodkami Hitlera). Kwestia oceny ex ante i ex post.
Jeśli okaże się to optymalne, to oczywiście zlikwidujemy państwo czy zlikwidujemy wszelkie szkoły i uczelnie. (Opisz reakcję normalsa na tego typu tekst.)

"Mr. Smith has an extra $500 this month after paying all his bills. He uses that $500 to buy his son a set of encyclopedias to help with his son’s schoolwork. But had Smith instead used that $500 to buy some stranger’s kid a set of encyclopedias that would have produced slightly more hedonic utility. What Mr. Smith did was wrong."
"Necessarily true. On HAU, everyone’s pleasures and pains count equally, regardless of one’s relationship to those affected. The hedonic utility of one’s friends and family members are no more (or less) important, on HAU, than that of complete strangers."

"If HAU was a democracy, it would be “one hedon/dolor, one vote”; it would not be “one person, one vote”. HAU is not a form of majoritarianism."
"Some people will loom larger than others in the moral calculus simply because they stand to gain or lose more than others do. There might even be utility monsters: people who get so much pleasure from getting what they want that the rest of us would all be morally required to do whatever we can to fulfill their every desire."

"HAU is a criterion of rightness (i.e. a description of what the fundamental right-making and wrong-making features of actions are), not a decision procedure (i.e., not a procedure for deciding what to do). To understand the difference, consider the difference between the criterion for being HIV infected (or brain dead), and the procedure that we might use to determine whether someone is HIV infected (or brain dead). And note that HAU is no more impractical than the view that the most prudent act is the one that will maximize one’s utility over time. And no one would suggest that we ought to reject the investment principle “Buy low, and sell high” just because it is often times practically impossible to know whether the price of a stock is headed up or down" (świetny przykład :)).

"We should punish someone if and only if doing so will maximize hedonic utility. This means that we should punish the innocent and we should refrain from punishing the guilty whenever doing so will maximize hedonic utility. Also the severity of the punishment should not necessarily be in proportion to the severity of the crime. The punishment for a less severe crime should be greater than the punishment for a more severe crime if this will maximize hedonic utility."

"HAU evaluates actions, not agents (co innego np. hedonistyczny globalny konsekwencjalizm). So it entails nothing about whether such a person is morally bad or deserving of blame."

"Even if HAU commits us to the view that an agent’s motives and intentions are irrelevant when assessing the moral value of her actions, it doesn’t commit us to the view that an agent’s motives and intentions are irrelevant when assessing the moral goodness of her character."

! Słuszny to tyle, co racjonalny ruch w grze z naturą.

~~Gdyby to jeszcze było tak, że mylimy się co do tego, czy daną kwestię należy rozwiązać tak czy inaczej… Ale oni zakładają 5 bzdur, biorą je za oczywiste, a są to działania niesłuszne. Zresztą oni myślą w zupełnie innych kategoriach.

Zgodnie z zasadą użyteczności powinniśmy działać optymalnie. W szczególności oznacza to, że czasem może być racjonalne dokonanie czynu bez poczucia pewności co do poziomu jego słuszności. Pojawia się wtedy niestety problem z uprawomocnieniem oszacowania. [...]

Tzw. problem brudnych rąk. U nas - absolutnie nie ma problemu. Jest kolejną zaletą naszej teorii (i innych utylitaryzmów), że tego typu problemy likwiduje?

! Przykład czegoś, co MOŻE BYĆ ewaluantem, a nie nie jest działaniem: zaniechanie, osoba, fakt istnienia czegoś.

Eutanazja czynna, a eutanazja bierna. Czy którejś ze stron konfliktu przynosi korzyść takie rozróżnienie?

Czy argument moralny za istnieniem boga to przykład myślenia życzeniowego?

~~Nasze teorie: dobra, słuszności, prawdy, piękna? Teoria wszystkiego (dobro najważniejsze, prawda warunkiem wstępnym itd.)

Skoro pozytywne odczucia są celem autotelicznym, co powinno być środkiem do niego (czy też celem instrumentalnym)?

Jakie byłyby nasze najważniejsze cele w myśl naszej teorii (i co miałoby dokładnie znaczyć tego typu pytanie; z pewnością trzeba je uściślić)? Być może nie powinniśmy się zajmować zagadnieniami filozoficznymi (podstawy epistemologii, podstawy etyki/teorii-działania). Zauważmy, że aby rozwiązać problemy etyczne, lepiej było poznać podstawy zagadnień etycznych (choć ściśle rzecz ujmując nie trzeba), ale może być tak, że w myśl samej tej teorii nie powinniśmy tego robić, bo lepiej żyć "zwykłymi przyjemnościami". Może program dla świata. Coś w rodzaju wielkiego ruchu utylitarystów?

Matematyka, ekonomia - czy tu znajdują się nasze ważne cele?

! Hipoteza dotycząca najważniejszego celu w ogóle (daję 50%, cokolwiek znaczy prawdopodobieństwo ;>) poza pozytywnymi odczuciami oczywiście: dążenie do tego, aby być niezniszczalnym jako gatunek/gatunki lub coś podobnego. Tzn. bardzo możliwe, że już tak jest (oczywiście nie jest tak, że musimy najpierw mieć jakąkolwiek teorię, aby to było naszym najważniejszym czy istotnym celem – por. z matematyką). Nie doceniamy szansy na naszą nieśmiertelność/niezniszczalność.

Jak powinniśmy żyć? Czy np. autarkia, ataraksja/aponia, afazja, apatia czy metropatia powinny być naszymi celami?

Argumentem rozstrzygającym się ten odwołujący się do... A ponadto zauważmy, że:
"The major advantage is that global consequentialism is much more expressive than act- or rule-consequentialism. Instead of being restricted to judgments about one or two focal points, it can assess every possible focal point, allowing it to capture a significantly wider range of everyday moral expression.”

„The two global consequentialist theories that I developed are also more expressive in a second way. Act-consequentialism only considers the effects of the agent in question performing the act and rule-consequentialism only considers the effects of everyone (or almost everyone) following the set of rules. In contrast, global consequentialism can make both types of judgment. It can determine whether it is better that Jill lies in the current situation or that Jill tells the truth in the current situation, and also whether it is better that everyone lies when they think it is worth it or that everyone always tells the truth. Since people regularly ask such questions, this is another notable advantage in terms of expressivity. Global consequentialism can make both judgments and keep them separate. If you want to know what it is best for everyone to do, the theory gives you one answer; if you want to know what it is best for Jill to do, it gives you another. If Jill can only control what she does, then she would probably be more interested in this latter answer, but she may still have an academic interest in the former and global consequentialism can provide this.”
+inne

„Consequentialism is morally attractive. In the first place, it may even seem intuitively self-evident that we should always act so as to achieve the best possible outcome.”

„First, it stresses the way people (or sentient beings, in general) are affected by our actions. What matters is the welfare or the preferences of everyone to whom our actions make a difference.”

„Second, it is completely impartial. It rejects all forms of egoism, ethnocentrism, and racism. It is also temporally impartial. Future generations have the same weight in a consequentialist calculus as our own generation (other things being equal).”

„Consequentialism solves moral conflicts. In ordinary life, moral considerations sometimes point in different direction. Those are the very situation in which a moral theory is most needed. When different moral rules give different directions, there is a moral conflict. We need to know how to handle such conflicts. Consequentialism presents a general solution to such conflicts. This solution may be hard to identify in practice, but it is at least a solution. According to consequentialism there is always an answer to hard moral questions.”

„Consequentialism is a bold conjecture. For one thing, it is bold in the sense that it is simple and has very broad scope. Maybe it can also be said to be "bold" in a sense similar to that stressed by Karl Popper for scientific theories, namely that it contradicts earlier theories while at the same time explaining their relative success. Consequentialists often claim that many moral principles, which are strictly speaking incompatible with consequentialism, can actually be given a consequentialist motivation if they are interpreted as useful approximations to be used in practice.”

„It is no small part of the attractiveness of utilitarianism that it permits us to discuss both economic and moral questions without a drastic change of terminology. Utilitarianism is the basis of economic cost-benefit techniques. Utilitarianism seems to incorporate the value of efficiency, which is important to many people."

Nie istnieje konkluzywny argument przeciw naszej teorii?

Argument w stylu: używamy w praktyce np. kantowskiej zasady jako procedury decyzyjnej, zatem utylitaryzm sam się obala. Odnieś się.

"Bernard Williams calls personal integrity. We each take our own personal projects very seriously and they can often become central to our lives. If we were motivated by impartial benevolence and forced to see other people’s projects as just as important as our own, then we would not be able to engage with them in as fulfilling a way. Though Williams may not have known it, this is a development of a more general idea noted by Sidgwick almost a century earlier: ‘...the fullest development of happy life for each individual seems to require that he should have other external objects of interest besides the happiness of other conscious beings.’."

Strach przed nowością, tj. strach przed utylitaryzmem.

"Disutility of Utilitarianism: Some objections to utilitarianism seek to undermine utilitarianism “on its own grounds”. That is, they seek to show that utilitarianism refutes itself."

"Disutility of Calculating: It is sometimes charged that utilitarianism has bad consequences because if we were to take time to calculate before acting, we would frequently not be acting in a timely manner. (The image is that of a person calculating utility while an innocent child [if this is not an oxymoron] drowns.)

Reply: Utilitarianism recommends that course of action that produces the best consequences. If calculating produces worse consequences than some alternative, the utilitarian theory tells us not to calculate."

"Problem of Utilitarian Dispositions: It is sometimes said that the disposition to maximize overall utility will not maximize overall utility. There are two different ways that this could happen. (If one believes that utilitarian dispositions will lead one to calculate utility in situations in which one should not, then the above objection about calculating can be seen as an instance of this problem. In particular, it is a version of the “indirect consequence” version of this objection.)."

"Indirect Consequences: Sometimes it is charged that utilitarian dispositions (dispositions to maximize overall utility) indirectly lead to bad consequences."

"Example—Nuclear Deterrence: If I am the leader of a super power and am disposed always to do what produces the most overall utility, my threat to engage in retaliation for a massive nuclear strike will not be credible. An opponent will know that once they strike me, in a single bold stroke, with all they have, it will no longer produce overall utility for me to retaliate. (It will just kill lots more people, many of them innocent, without deterring any further attack on the opponent’s part.) Therefore, since I am disposed always to maximize utility, I will not retaliate.

Reply: If it does not maximize utility to have a disposition always to maximize utility, you should do what you can to dispose yourself in ways that have better consequences. The utilitarian says that, to the degree that dispositions are under your control, you should bring it about that you have the dispositions it would maximize utility for you to have. The disposition to maximize utility may not do this. If not, the utilitarian tells you to do what you can to have different dispositions." (Tutaj wchodzi teoria gier i da się odeprzeć satysfakcjonująco ten zarzut; nie dałoby się tylko wtedy, gdyby nieprawdziwy był sąd, że zawsze istnieje rozwiązanie (rozwiązania) najlepsze, a to jest truizm)

"Direct Consequences: Sometimes it is said that there are direct consequences of utilitarian dispositions that are objectionable.
Reply: The utilitarian replies to this in the same way that she does to the previous example."

"Even if the empirical claims of the objectors are correct (that utilitarian dispositions are disutilitarian), this will constitute a moral reason for rejecting utilitarianism only if utilitarianism is true."

"Incommensurability: Pluralistic utilitarians have the additional problem of potential incommensurability of utility."

"Interpersonal (intrapersonal także) Comparison of Utility: Many theories, most notably the desire satisfaction theory, have serious problems with interpersonal comparisons of utility. Desire satisfaction theories have this problem because strength of desire is usually measured by noting what an agent does when in a trade-off situation. If she prefers apple pie to cherry pie when she knows that she can have either, she has a stronger desire for apple pie. But this gives us no mechanism for determining strength of desires in different persons."

"Duty to Procreate: If our duty is to maximize total utility, it appears that we might have a duty to procreate that is quite different from any plausible duty of this sort. We might have a duty to produce a child who is less happy than anyone now alive and whose birth will make everyone else less happy, just because the addition of his small happiness will just more than compensate for the reduction in their happiness" (ostatni fragment; przemyśl; jest o tym gdzie indziej).

"Distribution of Wealth (Commodities, Body Parts, etc.): Since the utilitarian is concerned to maximize total (or average) utility, there is no guarantee that money, commodities or any other objects of value will be distributed equitably. wealth is subject to diminishing marginal utility."

"Excessive Demands: Any consequentialist theory, utilitarianism included, seems to demand too much of us. Practically everything we do will be immoral. For it is almost always true that we could be doing something else that would produce more utility. Is it permissible to give only 1/3 of your income to the needy? Not if it would produce more total utility to give 1/2 or 2/3 of it. Many argue that morality does not demand that on each and every occasion we be doing all we can to produce total utility. Morality leaves us some leeway—some “moral slack”." Ten argument jest śmieszny :).

"“Consequentialism is unacceptable because it is impossible to know the future and, so, if consequentialism were correct, we could never know what is right and what is wrong.”. Kagan points out that if this objection is sound, it attacks not just consequentialism but any theory that holds that the value of the consequences of an action are a factor in determining the rightness of actions."

""We should reject any theory that tells us to reject itself." This premise may be true?"

"The problem of the subjectivity of pleasure and pain. If utility is the pleasure or pain a person receives from an action, we have a problem of accurate measurement and comparison. We have direct access to our own pleasures and pains, but not to those of others. It does not seem possible to bring your pleasure and mine alongside one another so we can compare them and decide that they are equal or that mine is twice or half of yours.

Utilitarian response to this criticism. This problem is not as decisive as critics claim. While it may be easier to know one's own pleasures and pains than those of others', it is possible to gain fairly reliable information about the pleasures and pains of others. We can read behavioral signs and infer internal states from them; we have the power of empathy ("putting ourselves in the position of others"); we can reason by analogy, especially when the other persons affected are anatomically similar to ourselves. Utilitarianism implies that we have the duty to make use of such capacities and methods so as not to wrongly ignore the impact of choices on others."

"The problem of irreducible values. Positive values like health and life seem to be qualitatively different from financial values like the cost of additional safety features that reduce risks to health and life. A related problem is the problem of untradable benefits or costs. Some critics reject the utilitarian assumption that all goods can be measured in some common denominator and are therefore tradable for some quantity of other goods.

Utilitarian response to this criticism. We are constantly making trade-offs like this in our personal lives. We risk one type of thing, even our health and life, for the sake of some other type of thing. Utilitarianism is not the only approach to moral choice that requires us to make rational sense of this process. Saying that the values of various types of things cannot be compared would tie the hands of any approach with a chance of human acceptance. This is not only a challenge for utilitarianism but for its rivals as well." To jest niezrozumiałe, że taki zarzut na poważnie jest rozważany; ludzie mają małą wyobraźnię lub nie rozumieją świata abstraktów.

"The problem of prediction. Many benefits and costs cannot be reliably predicted. The benefits of basic research in the sciences are hard to predict. So they tend to be ignored or or undercounted. A recent article in Atlantic Monthly points out that funds for basic research have actually declined in recent years because of the dominance of the utilitarian mentality. Ironically, society may be better off we do some things for the sheer value of doing them, not for their consequences. (This seems to be a utilitarian argument for not being utilitarians, at least not about everything.)"

"The problem of adaptive preferences. Also known as the "Sour Grapes" problem. Sometimes members of a group that has been oppressed for a long time gives up the preference for freedom and equality, because it is just too psychologically distressing to wish for something that one has come to believe one can never achieve. From the perspective of preference utilitarianism, an oppressive society in which the preferences of the oppressed are adaptive preference is a better society in which the oppressed prefer not to be oppressed and are fighting to achieve equality and liberation. But this runs contrary to the hunch of many people that it is better not to be satisfied with oppression than to be satisfied with it."

"The problem of external preferences. This is a problem for preference utilitarianism. A distinction may be made between personal preferences, what we prefer to have for ourselves and external preferences, what we prefer that others have regardless of its impact upon ourselves. Thus, people who do not like gays and lesbians might wish gays and lesbians to suffer reduced opportunities even though this would not produce increased opportunities for people like themselves. If enough people have this sort of external preference towards a minority in society, then preference utilitarians might be required to endorse discriminatory laws against that minority. To many people this seems to be a perverse result, violating basic principles of equal justice under the law." Ten argument brzmi rozsądnie, ale uderza w pewne odmiany utylitaryzmu, które przyjmują nie-naszą teorię dobra (sami możemy ten argument zastosować w aksjologii).

"The problem of violation of fundamental rights. We can conceive of situations in which utilitarianism would seem to require that we violate an individual's basic rights. In his Business Ethics: Concepts and Cases, M. Velasquez gives the example of the wealthy but nasty old uncle, who owns a chemical plant. The uncle is suffering from an incurable and painful disease, and his negligence managing his plant is likely to cause one or more workers in the plant to die. If his nephew and heir cleverly murders him and then improves conditions at the plant, he not only makes himself happy but improves the lot of the workers at the plant. Utilitarianism would seem to endorse a violation of the uncle's right to life."

"The problem of violation of social justice. If we can find a group of "guest workers" who will work at low wages in miserable conditions (because any real alternatives they have in their home countries are even worse) and produce goods that are inexpensive for the rest of us but highly profitable for their employers, utilitarianism might endorse such an arrangement. Social justice (say, along the lines John Rawls might advocate) would demand more adequate wages and working conditions, even at the cost of somewhat higher prices to consumers and somewhat lower profits to employers, because the advantages of the (already relatively privileged) rest of us cannot be fairly joined with the worse-than-necessary conditions of the workers."

"Two of HAU’s Most Counterintuitive Implications (tak naprawdę kontrintuicyjność jest dyskusyjna i zrelatywizowana do człowieka; dla mnie kontrintuicyjny byłby pogląd przeciwny).
1. HAU implies that one could be morally required to murder one’s own innocent daughter so as to save the life of some evil stranger even if doing so will produce only slightly more utility (.00001 hedon) than refraining from doing so would. (Tu można wiele wyjaśnić pisząc o naturze porównań i o rozgraniczeniu pierwszego poziomu działania od drugiego poziomu działania)
2. HAU implies that one could be morally required to sacrifice one’s own utility, bringing one’s own utility level down from -10,000 to -10,100 so as to increase some less deserving stranger’s utility level from +10,000 to +10,100.00001. (Podobna uwaga)"

"How we might respond to HAU given its counterintuitive implications?
1. We could reject HAU, and opt for some nonconsequentialist theory in its place.
2. We could appeal to remote effects, arguing both (a) that it is only in fanciful, hypothetical cases (not real-world cases) that HAU has counterintuitive implications and (b) that we should trust our intuitions in only real-world cases.
3. We could bite the bullet, accepting that HAU has wildly counterintuitive implications even in real-world cases, but argue that this should not deter us from accepting the theory, for our moral intuitions about particular cases are not to be trusted. Utilitarians often cite three sorts of reasons for being wary of our intuitions about particular cases:
a. Contingency Reasons: Whereas our intuitions about what it is morally permissible to do in various particular cases seems to be contingent upon such things as our socialization, evolutionary history, and the order in which we consider various particular cases, what it is morally permissible to do in those particular cases is not contingent on such things.
b. Historical Reasons: As history shows, people’s moral intuitions about particular cases can be wildly mistaken. Consider, for instance, slavery.
c. Consistency Reasons: Our moral intuitions about particular cases are often inconsistent with each other and with our other intuitions.
4. We could reject HAU, and opt for a different sort of consequentialist theory in its place."

"Consequentialism is incomplete. It seems that every plausible version of consequentialism would have to involve interpersonal comparisons of welfare levels and/or of welfare differences. Unless such comparisons can be made in an objective way, at least in principle, consequentialism is incomplete in the sense that it does not give definite answers to all questions concerning the rightness of actions. Unfortunately, the dominant opinion among specialists seems to be that the problem of interpersonal comparisons has not yet been solved. I myself used to think that the problem could be solved, but I must say in retrospect that the solution I had in mind can probably not be worked out in a satisfactory way."
Tak, to problem. Ale po to m.in. ja tym się zajmuję.

Przy okazji: jak fakt, że nasz utylitaryzm zawsze ma rozwiązanie ma się do uważanych za nierozwiązywalne problemów, np. matematycznych czy fizycznych? Inny sens słowa "rozwiązanie"?

! "If each of a pair of actions would continue to generate good or bad consequences over an infinite span of time so that both would result in an infinite net good (or both in an infinite net bad), it is difficult to see how an act utilitarian could decide which of the actions was better."

Czy nadal nie wiemy, czy Jezus postąpił słusznie - w związku z tym, że jego działanie nadal powoduje i będzie powodować konsekwencje? Jak rozwiązać ten (domniemany) problem? Na pewno mamy rozwiązanie (z zasady użyteczności; w naszej teorii nie ma postaci tragicznych - każdy problem ma rozwiązanie). Por. ex ante i ex post.

"Consequentialism is useless in practice. The point just mentioned - namely that we cannot have justified beliefs about the long-term consequences of alternative actions - also means that consequentialism cannot be applied in practice. We can never know that a given action is right or ought to be done cannot be applied in practice. We can never know that a given action is right or ought to be done according to the consequentialist principle. In some fairly extreme cases, we may have reason to believe that a given action is wrong, because it has foreseeable consequences which are so terrible that they are unlikely to be outweighed by unforeseeable good consequences or by the bad consequences of available alternatives. But this is not much help in ordinary life, where such terrible consequences are comparatively rare. Of course, many or most proponents of objective consequentialism would claim that this is no objection at all. They would agree that consequentialism is not applicable in practice, but they would insist that this is irrelevant. They would say that all that can be asked of a theory of rightness is that it is true. A theory of rightness is not meant to be applicable in practice. What should be applicable in practice is something very different, namely a decision procedure or method of deliberation (tylko ciekawe jak ją uzasadnimy :>)."

"Wierzyć w każde twierdzenie, którego nie możemy odeprzeć, byłaby to wielka prostoduszność." Kto w ogóle wie czym miałoby być odparcie? Tego nie wiadomo nigdy.

! Oceny moralne należy traktować analogicznie jak przekonania spostrzeżeniowe? Rozważ.

! Argument przeciw naszej teorii dobra: w jednej osobie kumulują się same minusy, reszta jest szczęśliwa. Co wtedy? Niby nic, bo liczy się ilość dobra. Może gdy taka sytuacja zaistnieje, od razu zmienia się poziom ilości dobra i tyle. Wytłumacz dokładniej, bo ten fragment rozumiesz chyba tylko ty.

Argument typu np. z ogromnego cierpienia jednej osoby, które jednak jest najlepszym stanem do zrealizowania (że nie można wymagać niemożliwego, inna sprawa to czy należy o tym mówić/pisać?). Można przygotować odpowiedni eksperyment myślowy.

Skomentuj (m.in. kwestia terminologii przy pierwszym zarzucie i to, że działamy skuteczniej gdy mamy na uwadze własny interes przy drugim) "Consequentialism does not readily distinguish among the permissible, the obligatory, and the supererogatory, or between the moral and the non-moral. The lack of a distinction between persons: your welfare is no more important than anyone else’s, so you should act as if everyone else’s interest is your own."

Boimy się, że zastosujemy ostateczną teorię i że będziemy w błędzie.

[...] jakoby każda krytyka naszej teorii automatycznie wspierała teorie alternatywne, a tak nie jest, bo one mają się jeszcze gorzej. Najlepszym programem badawczym jest nasza teoria.

"praise and blame is completely disconnected from what anyone in fact did" Hola hola z tym "completely disconnected". Prawda, że są to dwie różne sprawy, ale nie sądze, aby nie było jakiegokolwiek związku między tymi dwiema sprawami.

"Konstruktywista uważa, ze tym, co sprawia, iż twierdzenie matematyczne jest prawdziwe, jest istnienie dowodu; platonik zaś, że jest to pewna konfiguracja bytów matematycznych." Zastosujmy do etyki. Przy okazji: 2+2=4 jeśli istnieje dowód, ale dowód opiera się na aksjomatach i regułach inferencyjnych, zatem 2+2=4 wtw gdy prawdą są dane aksjomaty i niezawodne są reguły inferencyjne, a to jest zazwyczaj dyskusyjne. Można pobawić się pokazując asymetryczność w traktowaniu tez etyki i matematyki. Można też w ogóle napisać o uzasadnieniu tu.

"Dla intuicjonisty prawdziwość zdania matematycznego może polegać jedynie na tym, że istnieje dla niego dowód lub w bardziej radykalnej wersji na tym, że rzeczywiście dysponujemy jego dowodem."

"Niepoprawność argumentacji za jakimś twierdzeniem nie dowodzi jeszcze fałszywości tego twierdzenia."

~~tylko wobec tak a tak rozumianej koncepcji - nie wobec koncepcji podobnych - tak więc odpada to to i to

Co decyduje tu o tym, jaka logika tym rządzi? Bardzo ważne pytanie. ""Nic" udaje wyrażenie oznaczające, podobnie jak "coś", "wszystko", "każdy" itd. Z gramatycznego punktu widzenia słowa te zachowują się jak rzeczowniki, ale ich logika jest inna. Jeśli "x" stoi w miejscu prawdziwego rzeczownika, to "x" jest czerwony" i "x nie jest czerwony" są zdaniami sprzecznymi, a jednak zdania "coś jest czerwone” i „coś nie jest czerwone" są prawdziwe."

Fakt, że x wynika z y jest bardziej pewny niż to, że widzę książkę (a wydaje nam się, że jest odwrotnie).

Dlaczego spójniki alternatywy, koniunkcji, implikacji, równoważności i ich znaczenia przyjęte przez nas w aksjomatach są bardziej podstawowe niż fakt, że "brat ojca" i "wujek" to z "mojej" perspektywy to samo?

Etyka dotyka spraw niejasnych w porównaniu z naukami przyrodniczymi (choć co do tej ludzie są zbyt dogmatycznie i optymistycznie nastawieni, więc sprawdź czy tak jest na pewno) lub zdaniami o zwykłych zdarzeniach z życia ("wczoraj spotkałem się z Antkiem").

"Thomas Kuhn has pointed out that empirical adequacy, consistency, broad scope, simplicity, and fruitfulness."

~~Można argumentować, że osoby z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, wykonując te wszystkie ich czynności, mają wgląd w proces decyzyjny o "od drugiej strony", tj. stosują w większym stopniu naiwną kalkulację niż zasady drugiego rzędu. To może być nawet optymalna strategia jeśli ktoś ma zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i jest badaczem tych zagadnień :-)

"Is act-consequentialism too permissive, allowing us to maim, murder, and massacre provided doing so will have good consequences?"
Nie.

"Is act-consequentialism too demanding, requiring us to sacrifice our personal projects and commitments even when it would be contrary to reason to do so?"
Nie.

"Can the consequentialist avoid the too demanding objection and accommodate agent-centered options by adopting satisficing or scalar consequentialism, both of which deny that agents are morally required to maximize the good?"
Myślę, że nalezy przyjąć skalarny konsekwencjalizm (lub jakiś podobny), ponieważ jest to rozwiązanie lepsze niż przyjęcie maksymalizującego konsekwencjalizmu (przyniesie nam więcej dobra). Btw: podstaw do zasady użyteczności i sprawdź. Jednak nie jestem tego całkowicie pewny, gdyż przyjęcie nie-maksymalizującego konsekwencjalizmu może obniżyć skłonność ludzi do bardzo dobrego działania (skoro np. działanie o przeciętnym poziomie użyteczności nazwiemy słusznym), a co za tym idzie, może spowodować mniej dobra niż przyjęcie prima facie niewłaściwego konsekwencjalizmu maksymalizującego. Możliwe, że tę kwestią akurat rozstrzyga empiria. Możliwe, że maksymalizujący i nie-maksymalizujący konsekwencjalizm będzie trzeba wymieniać co jakiś czas, możliwe, że będziemy stosowali oba w jakiejś formie.

"Can we ever know what the right act is on act-consequentialism, and, if not, is this a problem for act consequentialism?"
Możemy, choć na razie tylko teoretycznie (pracuję nad tym). Nie jest to problem dla teorii (co to miałoby w ogóle znaczyć?), a dla nas, bo póki co mamy prawdziwą (a i tak jeszcze nie w pełni rozsjaśnioną) teorią, która obecnie jest trudno stosowalna w praktyce.

"How, on act-consequentialism, are we to assess what’s right and wrong if most, if not all, of our actions have infinite utilities given that their consequences extend indefinitely into the future?"

"Can act-consequentialism accommodate an asymmetry between the self and others, where we are morally required to promote the good of others but not our own good?"

"Is act consequentialism self-defeating and/or self-effacing?"
Tylko to drugie jest możliwe, ale niemal wszystko zależy tu od znaczenia “self-effacing”.

"Would the world be a worse place if we all acted as act-consequentialism prescribes?"
Trudno powiedzieć. To zależy od obliczeń lub też uprawomocnionych oszacowań.

"Does act-consequentialism tell us to become non-consequentialists?"
Być może (kwestia posiadania wyników obliczeń/prawomocnych-oszacowań/..., których póki co nie mamy).

"Does act-consequentialism require us to sacrifice people’s lives for the sake of preventing a sufficiently large number of headaches?"
Tak (teoretycznie), choć całkiem możliwe, że taka sytuacja w realnym świecie nie zaszła, nie zachodzi i nie zajdzie.

"If so, is this objectionable?"
Nie.

"In requiring us to impose sacrifices on some for the sake of benefiting others, does act-consequentialism ignore the fundamental separateness of persons?"
Ignoruje, gdyż liczy się tylko ilość dobra (tj. pozytywnych odczuć), ale chyba nie do końca o to chodzi w tym pytaniu.

"What are act-consequentialism’s implications regarding populations ethics? If it would result in more total goodness, should we pursue a population policy that results in zillions of people whose lives are only barely worth living as opposed to one that results in, say, five billion people whose lives are all well worth living?"
Tak. Jeśli to przyniesie więcej dobra, to nawet powinniśmy [tu najgorsze okrucieństwo] (nie używaj tego argumentu, bo ludzie pomyślą, że Ty naprawdę chcesz [tu najgorsze okrucieństwo]). Liczy się tylko ilość dobra, tj. pozytywnych odczuć.

"Act-consequentialism may have counterintuitive implications, but is this problematic?"
Nie dla samej teorii, ale kontrintuicyjne implikacje mogą spowodować zamęt w świecie ludzi i ich działań.

"Should we trust our moral intuitions?"
Powinniśmy ufać im o tyle, o ile są zgodne z naszą teorią. Ostateczną instancją kontrolną jednak intuicje nie są (choć istnieje możliwość, że w świecie rzeczywistym intuicje będą decydować, jaka teoria działania zostanie przyjęta).

"How will act-consequentialism deal with certain puzzles of deontic logic?"

"Should act-consequentialists be concerned with what would happen were S to do x or with what could happen were S to do x? That is, should act consequentialists be actualists or possibilists in assessing an act’s consequences?"
Zasada użyteczności decyduje jak wszędzie. Ja póki co obstawiałbym posybilizm.

"Can an act-consequentialist be a true friend?"
Zależy od znaczenia “true friend” (tak w ogóle to nie jest odpowiedź, Patryku :>).

"Can act-consequentialism accommodate special obligations, and, if not, is this a problem for the view?"

"Does act-consequentialism succumb to the nearest and dearest objection?"

"Is multiple-act consequentialism superior to other versions of consequentialism?"

"Which is superior: objective consequentialism or subjective consequentialism?"
Objective o ile nie ma tu żadnego innego schematu pojęciowego i o ile rozpatrujemy sytuację z punktu widzenia zasady słuszności (zasady pierwszego rzędu), a nie z punktu widzenia procedury decyzyjnej (zasady drugiego rzędu).

"Does act consequentialism fall prey to Williams’s integrity objection?"
Act-consequentialism to nie wiem, nasza teoria nie (wszystkie odpowiedzi dotyczą naszej teorii).

Komentarz dotyczący eksperymentów myślowych w etyce - gdyby były np. dwie możliwości działania: zgwałcenie matki lub zgwałcenie córki, to z pewnością jedna z tych możliwości byłaby słuszna (moglibyśmy potrząsnąć schematem pojęciowym, ale tak czy siak któreś działania uznano by za lepsze i to je by wybrano zamiast drugiego; jeśli nie to można sformułować naprawdę poważny zarzut).

"Utylitaryzm sankcjonowałby radykalną redystrybucję własności ludzi (nawet części ich ciał, zgłoszono bowiem makabryczne pomysły przymusowego oddawania rogówki i nerek) tylko w zależności od sumy użyteczności." Mogłoby się tak stać, jest to niesprzeczne logicznie. Jeżeli jednak miałoby tak się zdarzyć, to przecież tylko z pożytkiem dla świata (ten typ argumentu).

"Jakiego rodzaju możliwe świadectwa uznałbyś za obalające tę teorię?" Czy nasza teoria jest obalalna? Czy powinna taka być? Jak ma się do tego np. falsyfikacjonizm?

"Gdyby czynnikiem decydującym o podjęciu jakiegoś działania miał być wzgląd na uzyskanie przyjemności, to sposób jej uzyskania powinien być obojętny. Co zatem, jeśli doznania te byłyby wywoływane przez np. drażnienie elektryczne odpowiedniego ośrodka przyjemności w mózgu? Albo uzyskiwane dzięki jakimś pigułkom? Czy dążenie do maksymalizacji tak uzyskiwanego szczęścia nie byłoby wówczas czymś niemoralnym?" Skomentuj dokładnie ten argument.

"Owo składanie jednostkowych użyteczności w jakąś użyteczność społeczną to zajęcie w oczywisty sposób ryzykowne, które zakłada porównywalność kilku rodzajów. Zakłada ono, po pierwsze, porównywalność dóbr: każdy może sobie jakoś porównać użyteczność, jaką czerpie z jabłek, z użytecznością pomarańczy (da się to zrobić oczywiście, bo mierzymy pozytywne odczucia). Po drugie, porównywalność ludzi (być może nie tylko): każdy może powiedzieć, czy tego, co utraciłem w wyniku jakiegoś działania, jest więcej czy mniej od tego, co zyskał drugi. Obie tezy o porównywalności bywają od czasu do czasu kwestionowane, ale ta ostatnia okazała się szczególnie dyskusyjna."

Wolność, a "maszynka zasady użyteczności".

Uwaga! Ten typ argumentu ("to działanie jest słuszne - dalekie konsekwencje są bowiem dobre" i podobne) może sprawić, że będziemy popełniać wiele zła. Wielkie, przeogromne niebezpieczeństwo. Jednak nie możemy też nie robić nic i zachować status quo. Wybierz optymalne rozwiązanie (jakby to było proste - póki co jest nawet niestosowalne).

Argument przeciw naszej teorii "z totalitaryzmu" czy "z ideologii".

monster utility - po pierwsze pozytywne/negatywne odczucia pewnie są skończone, a po drugie ~~i tak jest optymalnie

Jak zastosujemy zasadę użyteczności do wyboru wartości autotelicznej (wartości autotelicznych), skoro treść zasady użyteczności liczy się wtedy gdy wiemy, co mamy maksymalizować (czy tak jest?)? Jest rozwiązanie. Tu dokładnie zanalizuj, porównaj do innych "nieustawialnych", zrób spójność i... Pamiętaj o komponentach: "konwencjonalnej" i "empirycznej".

"Perhaps we can question the causal claim – higher speed limits don’t cause more deaths, bad driving causes them."

Które pojęcie przyczynowości wybierzemy do sprecyzowania pojęcia konsekwencji i dlaczego akurat to (a także czy w ogóle jest nam jakieś potrzebne?)? Z punktu widzenia posybilizmu mówimy przecież chyba i tak o możliwych światach?

"For example, some act-consequentialists are concerned with the causal consequences of an act, looking only at the good that is caused by the act under consideration. Others interpret the criterion as being concerned with the future that would come about were the act performed, regardless of causal connections. On a third interpretation, the proper objects of evaluation are not mere futures, but entire possible worlds which include a past, present and future. The determination of causal regularities between actions and consequences might seem to help. A counterfactual theory, in which particular actions were connected nomically to particular consequences, would serve to distinguish what is an action’s effect from what is merely after the fact. Such a theory would disentangle, that is, all the concomitants from a given action, showing how the action itself is causally productive, independent of the circumstances that did in fact occur. Then one would presumably have available a notion of consequence that could do work in a moral theory. The burdens of such a theory would be great. At least for actual-consequence versions of consequentialism, it would have to be in principle possible to generate such theories about particular actions, at least to the extent that it were actually the case that each action has an effect that could be isolated from the influence of other causes."

“Not all causally-connected outcomes count as the result of an action”.

"An act’s outcome includes much more than just its causal consequences?" Rozwiązaniem jest to, co zwiększa cel teorii (czyli znowu znowu znowu zasada użyteczności plus ewentualne ograniczenia). Zbadaj związek między tym zagadnieniem, a sporem aktualizm versus posybilizm, bo wydaje się, że to sprawy podobne.

~~Słowo "przyjemność" na określenie dobra autotelicznego (nieinstrumentalnego, samego w sobie, wewnętrznego, ...) jest chyba gorsze niż wyrażenie "pozytywne odczucia", ponieważ dobrem (użytecznością) może być coś, co nie przysparza bytowi doznającemu (w danym momencie) tego, co nazywamy przyjemnością właśnie, a potocznie nie ma sensu mówienie o tym, że coś jest przyjemne, choć to coś nie wywołało uczucia przyjemności (coś jest przyjemne tylko wtedy, gdy to czujemy). Liczy się ogólna ilość tego, co pozytywne (co może pociągać za sobą np. to, że będzie słusznie jeśli dany byt nie będzie przez jakiś czas odczuwał przyjemności). Możliwe jednak, że powinniśmy poradzić sobie z tym problemem inaczej - mianowicie w ogóle nie używać na określenie tego, co dobre autotelicznie, żadnego innego słowa czy wyrażenia (tj. słowa "użyteczność", "przyjemność", "szczęście", "satysfakcja", ...) poza słowem "dobro" właśnie (względnie "dobro autoteliczne"). Po co nam bowiem trzy wyrażenia na określenie tego samego, tj. "dobro", "użyteczność", "pozytywne odczucia"? O tym, jaka powinna być nasza decyzja w tej i we ~~wszystkich innych sprawach, decyduje zasada użyteczności. ~~Należy też pamiętać o odróżnieniu (przynajmniej) dwóch znaczeń słowa "przyjemność" - tego potocznego oraz tego, które nadają mu etycy.

Prawo do świadczenia i swobody - lepsze wyrażenia niż wolność pozytywna i negatywna?

objaw tego śmiesznego historyzmu: teksty w stylu "Arystoteles/Leibniz był ostatnim człowiekiem, który wszystko wiedział"; a gdzie Posejdonios, nie wspominając o wielu anonimowych?

obietnice - czy można sprawdzić, że "dotrzymamy" zakładając, że dotrzymanie powinno się udać wtedy, gdy to będzie optymalne? ale gdy wiadomo, że optymalne to przestaje być optymalne? więcej z tego można wyciagnąć! teoria gier się też kłania

Stany rzeczy, zdarzenia - przypisz wartość - tego chyba będzie więcej niż czegokolwiek ;) - jak się nie da, to bierzemy drugie najlepsze rozwiązanie, trzecie itd. (choć jak stwierdzisz, że się nie da i co to w ogóle miałoby znaczyć?) - pytanie jak je uprawomocnić (analogia do problemu indukcji).

Może nie da się przypisać użyteczności do wszystkich stanów, gdyż jest ich nieskończoność (~~aksjomat zbioru potęgowego) i to jest ostateczne obalenie naiwnej procedury decyzyjnej. może należy postawić pytanie: jeśli wiemy na 100%, że naiwna procedura decyzyjna nie jest optymalna, która w takim razie jest? i jedziemy z tym dalej. co sądzisz o tych rozważaniach?

Co będzie jeśli to rozwiązanie procedurodecyzyjne będzie słuszne, a gdy się rozwinie wiedza, słusznym będzie co innego (związek z ex ante i ex post!)?

Rozwiązanie problemu wyboru konkretnego działania i przypisania uprawomocnionych liczb/... to to samo? (brak-nazwy-ale-zakładając-inne-założenia-co-do-skali-nie-ma-porównań-etc.-?)

Jak to się ma do problemu ~~ "inne znaczenie - to samo odniesienie"?

"They would consider possible futures that their acts could lead to, estimate the relative likelihoods of each possibility, calculate the expected good of each available act, and then choose the one with the greatest expectation. Let us call this the method of naive calculation. Note also that my use of expected good to evaluate uncertain outcomes is implicitly risk-neutral." Do zasady i co z tego wynika.

"Mill recognized that these very rules (zasady drugiego rzędu) were often seen as fundamental principles in deontological theories or in common-sense morality."

Koszt zastanawiania się (przede wszystkim czas, choć nie tylko) nad wyborem działania (poświęcony na zastosowanie procedury decyzyjnej).
"If someone is drowning in the river and we pause to calculate, it will increase the chance that they die. This may be either when the costs of calculation are extreme, as in the case of the drowning person, or when the benefits of calculation are very low, as in the case of toothpaste selection."

Procedury decyzyjne prowadzące do tych samych działań, ale inne.

"‘Do what will make the outcome best’ is not (on its own) the type of thing that could guide our action and thus not a decision procedure at all?"

"‘Which decision procedure should I execute perfectly?’ For example, if someone is drowning in the river, it may be that it is much better to jump in and save him, than to do nothing, but better still to call out for assistance. Suppose that decision procedure D1 recommends jumping in to help and gives this guidance very quickly, while D2 ultimately recommends calling out for assistance, but requires ten seconds of thought to reach that conclusion. In this case it is much better if we perfectly execute D1 than if we perfectly execute D2, even though complying with D2 may be better than complying with D1."

Gdy będziemy działać zgodnie z procedurą decyzyjną, to pewnie nie zawsze będziemy działać najlepiej jak możemy (oczywiście w tym "sensie pierwotnym" - w "sensie wtórnym będziemy", ponieważ po to właśnie stosujemy optymalną procedurę decyzyjną). W związku z tym ktoś może wpaść na rozwiązanie, które nie będzie optymalne w sensie procedury decyzyjnej, ale okaże się, że jest optymalne (lub bliskie optymalnemu) w sensie "pierwotnym" przez przypadek.

"Which decision procedure should I follow for the rest of my life? Which decision procedure should I follow during the current phase of my life? Which decision procedure should I follow in my professional duties?"

‘How should I decide what to do?’.
"We have seen that act-consequentialism cannot directly answer this because it does not assess decision procedures. Act-consequentialists must be consequentialists about acts, but nothing in the letter of the view stops them being nonconsequentialists about decision procedures." Myślę jednak, że sporo konsekwencjalistów czynu implicite sprowadzało np. wybór procedury decyzyjnej czy wybór ustroju sądownictwa do działania. Sam Ord zresztą o tym pisze.

Interesujące dla nas błędy poznawcze, które popełniane są często przez ludzi: efekt pominięcia, efekt wyniku.

Załóżmy, że Kajetan stoi przed alternatywą: spać dalej lub wstać i iść do szkoły. Załóżmy, że optymalnym wyborem jest spanie dalej. Co powiemy o procedurze decyzyjnej, która polega na tym, że "śpij dalej"? Dobra na ten konkretny token, ale w ogóle nie jest to uniwersalna procedura decyzyjna. Bardzo możliwe bowiem zresztą, że nie będzie jednej uniwersalnej procedury decyzyjnej. Zanalizuj tu, bo ładnie widać. Przykład z Orda.

"A decision procedure, on the other hand, is a practically applicable method for deciding what to do. A decision procedure may take the form of a precise sequence of steps or it may take the form of an intuitive process that is difficult to articulate." Trudności byłyby z tym inticyjnym procesem. Ciekawy, czy bezpośrednie zastosowanie zasady użyteczności "powiedziałoby" nam, że procedura decyzyjna może przybrać te dwie (i tylko te dwie?) formy.

"If we are always weighing up faults and virtues, calculating whether or not we should pursue a relationship, then it is unlikely that we shall ever fall deeply in love and experience all the happiness that this brings. A somewhat different case is the so-called ‘tyranny of choice’. When going to the supermarket, we are frequently confronted with a multitude of choices for every trivial option. Which type of toothpaste should I buy? Much better in such a situation would be to satisfice: to accept the first choice which is sufficiently good and then move on." Nawet jeśli wydaje się to intuicyjnie poprawne, to nadal są trudności z uzasadnieniem tej akceptacji pierwszego wyboru. A może żadnych uzasadnień nie potrzebujemy i tak naprawdę sprawy mają się tu tak jak w problemach sceptycznych (można je rozwiązać analogicznie?)?

! Zastanawianie się nad lokatami czy kontami oszczędnościowymi, gdy ma się np. 1000 złotych na koncie. Nie wydaje się prima facie zasadne. A od kiedy opłacałoby się to robić? Oczywiście tego typu problem należałoby skonkretyzować. Na takim poziomie ogólności jego rozpatrywanie albo w ogóle nie ma sensu albo rozpatrujemy inny problem (czy też grupę problemów), który może być sprzeczny z intencjami tych, którzy o jego rozwiązanie nas poprosili. Typowe zdarzenie w analitycznym sposobie filozofowania.

Znajomy nie powie mu, że to drugorzędne! Stąd ten brak treści i małoważność w niektórych dyskursach.

Fart moralny (kwestia moralnego szczęścia). Przykład z dwoma kierowcami, nazistowskimi strażnikami w Auschwitz. "Pech może uczynić cię kimś złym"?. Z punktu widzenia wymiaru słuszności - nieporozumienie. Nieporozumienie jesli tutaj bycie kimś złym, to m.in. obarczenie odpowiedzialnością moralną. Utylitaryzm odseparowuje od siebie wymiar słuszności i wymiar kary/zasługi.

Niezależnie jednak od tego, ciekawe jest pytanie: co możemy za to, że mamy takie dyspozycje do działania, a nie inne (rozwiń)? Czy odpowiedź na to pytanie jest istotna w kontekście naszej teorii?

Sądy o zasłudze (desert), a związki z uogólnioną zasadą użyteczności czy też z zasadą globalnego konsekwencjalizmu.

Czy słuszniej postępują kobiety czy mężczyźni? Można zadać inne tego typu pytania. Dość interesujące.

~~Zasada Dirichleta, a fakt, że w procesie indukcji stwierdzenie, że zachodzi kolejny wypadek na pewno zwiększa prawdopodobieństwo hipotezy (jeśli to nie nieskończoność?).

Czym się różni stwierdzenie faktu od stwierdzenia wartości?

Byt i świadomość wzajemnie się kształtują.

Co mamy do powiedzenia na temat walut elektronicznych typu Bitcoin?

Współcześnie nikogo nie dziwi, że ludzie nie znają prawa. Czy to nie dziwaczne?

Czy jest tak, że ludzie generalnie nie znają prawa, ale wymaganie od nich jego znajomości i tak jest optymalne?

Kwestia luk jeśli chodzi o ciągłość państwa (np. w Polsce – PKWN, dekrety, dalsza przeszłość?). Może nie być ciągłości nawet na gruncie przyjętych zasad (prawa? innych?), co ma daleko sięgające implikacje. Nawet gdyby "logika państwa" była niesprzeczna, byłaby ona i tak nieprawdziwa czy też niewłaściwa, a więc nie mogłoby być kryterium, które by rozstrzygało, czy państwo powinno istnieć. Moim zdaniem takim kryterium jest tylko odpowiednio rozumiana zasada użyteczności. Tylko ona może dać państwu legitymizację.

Nawet posłowie nie wiedzą co jest w ustawach, a co dopiero obywatele! A to tylko kwestia treści, a przecież tego prawa niby należy przestrzegać.

Coś tam było przepchnięte przez parlament, nikt tego nawet nie zna - śmiechu warte. Na podstawie tego skazuje się ludzi na długoletnie wyroki i na śmierć? Straszne i niepoważne; natychmiast trzeba coś z tym zrobić.

To nie jest tak, że my uderzamy w państwo i w zastany porządek dla samego uderzania - chodzi o użyteczność istnienia państwa i jego instytucji w obecnym kształcie. Dopóki nie przeprowadzimy rachunku utylitarystycznego, nie można oczywiście wykluczyć, że państwo (rozumiane tak a tak) nie powinno w ogóle istnieć, ale prawdopodobne są też inne hipotezy.

Asekuranctwo w tej pracy jest póki co konieczne. Jestem ostrożny w formułowaniu jakichkolwiek pozytywnych sądów. Nasza teoria jest na razie za słaba. Potrzeba rozwoju. Nadużywam wyrażeń typu "może", "być może", "możliwe że" itp.

Współcześnie nie docenia się wysiłków władz publicznych i pozytywnych efektów, do których prowadzą ich działania. Być może ma to swoje uzasadnienie - na przykład może jest tak, że współczesne władze publiczne są generalnie czymś złym. Wtedy działa zasada kontrastu. Trudno chwalić Hitlera za jakąś jego zaletę. Jednak nie wydaje się, aby "średnią arytmetyczną" rzekomego zła współczesnych władz publicznych można było porównać do Hitlera.

Bycie politykiem to trudna rzecz - wielu z nich haruje bardzo ciężko (choć są uważani za darmozjadów - taka moda; pytanie czy ta ciężka praca jest cokolwiek warta, bo przecież nie chodzi w życiu o to, aby pracować ciężko, a o to, aby pracować efektywnie), są w ciągłym stresie, często nie cieszą się zaufaniem (choć niektórzy naprawdę na to zasługują).

Ile osób wie o tym, że bycie pełnoletnim i ukończenie 18 lat to dwie bardzo podobne, ale różne sprawy?

~~Dlaczego przestępstwa np. urzędnicze są oceniane mniej surowo, choć więcej się tam kradnie niż w przypadku rabunków? Moja hipoteza: nie ma tam przemocy, a do ludzi bardziej dociera "zło" czysto fizyczne niż naganne, ale często niejasne operacje księgowe i tym podobne.

Odwołam się do rozróżnienia czterech rodzajów sądów etycznych, które przeprowadził Tatarkiewicz. Utylitaryzm, a przynajmniej ten wariant utylitaryzmu, który ja uznaję za prawdziwy, za istotne uważa tylko sądy o słuszności i sądy o dobru. Mówiąc o istotności, mam na myśli istotność w sensie realizacji celu naszej teorii. Sądy o słuszności i o dobru są ważne z punktu widzenia celu, jaki powinien nam przyświecać (dążenie do jak największej ilości pozytywnych odczuć). Nam chodzi o optymalną strategię w grze, a nie o to, aby zachowywać się moralnie ("moralnie" w sensie posiadania dobrych intencji). To ważne. Moglibyśmy co prawda zmienić schemat pojęciowy i zrównać to, co moralne z tym, co słuszne, ale jest kwestią dyskusyjną, czy powinniśmy to zrobić. To kwestia wyboru optymalnego schematu pojęciowego, a o tym, który schemat pojęciowy jest optymalny, decyduje oczywiście zasada użyteczności. To po prostu kolejny problem etyczny czy też decyzyjny. Różny od np. problemu aborcji, ale rozwiązywany powinien być w ten sam sposób.

Jeszcze inna propozycja to propozycja Tadeusza Kotarbińskiego. Uważał on, że można mówić o najbardziej racjonalnych programach postępowania z punktu widzenia satysfakcji (hedonistyka, eudajmonologia, felicytologia), sprawności (prakseologia, ogólna teoria czynu, metodologia ogólna, ogólna technologia działania) i godności (deontologia moralna, teoria obowiązku moralnego). Odnieś się do tej propozycji i napisz co o niej sądzisz.

Przynajmniej dwie koncepcje etyki/moralności w (przynajmniej) dwóch punktach spornych. Punkty sporne to:
1. Czy zbiór czynów ocenianych z punktu widzenia etyki jest jakimś podzbiorem czynów w ogóle (plus pamiętaj o wątku z ewaluantami)?
2. czy można mówić o "czynie moralnym" i o "czynie słusznym" czy też jest to tym samym (lub jest jeszcze inaczej)? [który jest najważniejszym typem; napisz tu o koncepcji Orda, a także o podstawianiu tych pytań do schematów zasady użyteczności]

[...] Tę różnicę można oddać na różne sposoby. Broad twierdził na przykład, że "od motywów czynu zależy jego dobroć, lecz nie jego słuszność" i dodawał do tego, że według niego "dobroć czynu jest funkcją jego motywów i jego słuszności". Mill twierdził z kolei, że "motyw nie ma nic wspólnego z moralnością czynu, choć ma wielki wpływ na ocenianie sprawcy".

Moim zdaniem celem etyki (czy jakkolwiek w końcu nazwiemy tę dziedzinę) jest, aby działać możliwie najbardziej słusznie. Dlatego właśnie podejście utylitarystyczne do etyki (słuszność+dobro, zasługa+moralność się nie liczy albo liczy się o tyle, o ile ma wpływ na słuszność+dobro) jest tym najważniejszym, bo na jego podstawie będą podejmowane decyzje (a nie na podstawie podejścia "moralnościowego" (w sensie sądów Tatarkiewicza). Wyraź to precyzyjniej, gdy będziesz dysponował zasobami.

Można sobie pomyśleć tak. Zdanie "ten a ten twój czyn był zły" w sensie "moralnościowym" znaczy coś w rodzaju "popełniając ten a ten twój czyn, działałeś ze złej woli lub miałeś złe intencje!" (lub coś podobnego). To zdanie ("ten a ten twój czyn był zły") byłoby zatem prawdziwe wtw ten a ten twój czyn był podjęty ze złej woli (czy też: wtw ten a ten twój czyn był popełniony z niegodziwej [złej - jednak wyrażenie "zła intencja" wprowadza chyba dodatkowe zamieszanie] intencji]). I wszystko jest wtedy w porządku, ale należy pamiętać, że wyrażenia "czyn zły", "zły", "słuszny", "dobry" i inne są (przynajmniej) dwuznaczne. Przynajmniej dwa punkty widzenia: sądy o moralności i sądy o słuszności.

Być może powinniśmy uznać, że teoria racjonalnego/efektywnego/optymalnego działania jest nadrzędna wobec etyki. Nie upieram się przy słowie "etyka" – tak naprawdę nie liczy się szyld, a to czym się zajmujemy (co nam powie o tym zasada?). Jeżeli ktoś chce uprawiać tę "prawdziwą" etykę, to niech to robi, choć nie jest to chyba rozwiązanie optymalne. Sprawa samej terminologii jest mało istotna – typowy spór o kwestie drugorzędne. Istnieją co prawda lepsze i gorsze terminologie (o tym które są jakie decyduje zasada użyteczności), ale (rozwiń może)

Załóżmy, że czynem słusznym nazwaliśmy czyn, który powoduje największą możliwą ilość pozytywnych odczuć, jaką można osiągnąć w danych warunkach (abstrahujemy od tego, czy taki wybór byłby optymalny - pewnie nie byłby). Czy warto byłoby wtedy używać wyrażenia "czyn sprawiedliwy" albo "czyn godny" albo "czyn racjonalny" albo ...? Nasza teoria takich pojęć chyba nie potrzebuje. Problem jest szerszy. Tak naprawdę to zwykłe zagadnienie decyzyjne (jak każde inne).

Propozycja ustalenia dziedziny etyki: "jeżeli jakakolwiek nasza decyzja posiada pozytywne (bądź negatywne) konsekwencje dla drugiego człowieka lub całej zbiorowości, to decyzja ta zyskuje wymiar moralny". Dograj "moralny" i dograj tu "człowieka". Czy nawet po tych zmianach jest to słuszne? Jedna z możliwości, gdy będziemy podejmować decyzję.

btw: słowo "człowiek" o wiele bardziej jasne niż "moralny"

Skoro "ethos" oznacza to a to, to może i lepiej, że naszą dziedzinę rozważań nazwiemy inaczej niż "etyka"? Z drugiej zaś strony "prawo międzynarodowe", "Święte Cesarstwo Rzymskie" itd.

"wolno nam oceniać moralnie tylko te wydarzenia, które pozostają pod naszą kontrolą" (kawa, podróż, pociąg)? Na pierwszy rzut oka niezgodne z zasadą użyteczności. Podstawiajmy do niej jednak, aby sprawdzić. To jednak będziemy mogli zrobić dopiero, gdy uwyraźnimy teorię.

Chyba lepiej będzie wybrać taką koncepcję etyki, która dotyczy wszystkich czynów, a nie tylko tych umyślnych (intencjonalnych).

Mógłby ktoś twierdzić, że takie a takie zagadnienie to nie ma nic wspólnego z etyką. Z tego punktu widzenia nikt nie nazwie zagadnieniem etycznym czy moralnym "które pieluszki dla dziecka kupić?". Zgodnie z potocznymi intuicjami, problemami etycznymi są np. problemy dotyczące życia, zdrowia czy finansów. Oczywiście nie ma pełnej jasności co do tego które problemy w myśl tego podejścia są moralne/etyczne, a które już nie.

Niektórzy mówią o właściwych motywach, inni o dobrej intencji, jeszcze inni o czysto etycznej motywacji (w sensie Kanta [...]) . Czy jest to dokładnie to samo - nie będziemy tutaj ustalać. .... plus zamiar

Propozycja terminologiczna Andrzeja Chmieleckiego: Intencja dotyczy tego, co działający chciał zrobić, a motywacja tego, dlaczego to chciał zrobić. Można zapytać: czy to słuszne/racjonalne wybrać takie znaczenia tych słów? W takich przypadkach, gdy zadajemy pytanie, możemy (prawie zawsze pewnie tak robimy) używać nieoptymalnego języka. Co w związku z tym? Ma być dowolny, ale określony schemat pojęciowy?

Poza kwestią wyboru optymalnego schematu pojęciowego, jest też kwestia "psychologiczna". Dla niektórych liczy się intencja, gdyż boją się kary za działanie podjęte w dobrej intencji mającej złe skutki - niepotrzebnie.

Tak naprawdę spór o koncepcję etyki jest sporem technicznym i być może należy go rozwiązać odwołując się do takiej lub innej konwencji. A jakiej? Z tym może być problem, bo zagadnienie dotyczące tego, która konwencja jest lepsza można (być może) rozwiązać tylko wtedy, gdy dysponujemy już jakąś koncepcją etyki? Na pewno jednak mamy rozwiązanie. Oczywiście należy (o ile to tu możliwe) zastosować zasadę racjonalności (plus zastrzeżenia jak wszędzie). (zastosowanie zasady do problemów meta może budzić wątpliwości, przykład)

Kant i jego mówienie o tym co etyczne/moralne/słuszne/... - po prostu inny wymiar etyki i inne podejście do etyki niż utylitarystyczne. Podpada pod inny rodzaj sądów w sensie np. Tatarkiewicza.

Historyjka... Ktoś mógł postąpić słusznie, choć nie miał takiego zamiaru. Nadal więc powiemy, że było to postępowanie słuszne, choć drugi raz byśmy już mu na to nie pozwolili.

etyka, a moralność; nasze rozumienie etyki, a standardowe; dlaczego należy rozumieć jak my

czyn obyczajny, racjonalny, a etyczny - brak takiego podziału; wszystkie czyny z perspektywy decyzyjnej! monizm

Nazywam się etykiem, bo chodzi tu co prawda o wybór optymalnej szczoteczki do zębów, ale przede wszystkim chodzi o wojnę, śmierć, przyszłość, a może i o rzeczy istotniejsze (być może problemy naszych następców ewolucyjnych).

Zbiór czynów ocenianych z etycznego (naszej teorii, racjonalnego, bez określnika) punktu widzenia nie jest ograniczony do jakiegoś podzbioru właściwego wszystkich czynów. Inaczej: każdy czyn to czyn etyczny. To, co podlega ocenie z punktu widzenia naszej teorii (ewaluanty) jest nawet szersze niż same czyny/działania/wybory (chyba, że czyny rozumiemy szeroko)? Właściwie wszystko podlega ocenie (np. istnienie tego a tego) - zawsze bowiem można dawać 0.

czy np. motyw jest przykładem czegoś, co nie jest działaniem, a jest ewaluantem? "zaniechanie"? inne?

może "ewaluant" to takie słowo-pojemnik jak "szczęście" czy "dobro". słowo-pojemnik jako intencja uczynienia czegoś tym, czym chcemy żeby było, ale przy bliższym podejściu okazuje się, że to niejasne

To, czy zasada racjonalności ma być aktualistyczna, czy też posybilistyczna, określa sama zasada racjonalności albo meta zasada racjonalności albo jest to coś, co należy założyć, aby w ogóle zasadą racjonalności się posłużyć. Póki co obstawiamy meta zasadę o "tej samej" treści i skłaniamy się ku posybilizmowi, ale decydują obliczenia/fakty/liczby/..., a nie moje mniemania. Analogicznie sprawy rozstrzyga się w absolutnie wszystkich innych przypadkach (być może tylko nie w tych, które są "na wejściu" zasady uzyteczności; które są warunkiem tego, aby nią się posłużyć)?

~~Podsumowując: powinniśmy działać według zasad posybilizmu, bo wtedy częściej będziemy wygrywać. A że działaniem słusznym nazwaliśmy właśnie takie, które prowadzi nas do optymalnej strategii w grze z naturą (tj. do maksymalizacji pozytywnych odczuć), nasza koncepcja jest posybilistyczna.

btw: Moglibyśmy oczywiście mówić też o jakiejś słuszności(2) czy o moralności czynu. Czy powinniśmy rozróżniać różne znaczenia słuszności lub też czy powinnismy czyn odpowiedni posybilistycznie nazywać np. słusznym, a odpowiedzi aktualistycznie np. racjonalnym - o tym wszystkim również decyduje zasada użyteczności.

btw: Pamiętajmy, że niesłuszność działania nie oznacza automatycznie, że tak działający zasłużył na karę - to inna sprawa.

Można udowodnić w sensie matematycznym twierdzenie, że posybilizm jest lepszy? BTW: ostatecznie wszystko powinno mieć dowód.

"When we wonder how good it is that I have a cup of coffee this morning, we are not typically interested in the goodness of the entire world where that occurs, but in the degree to which the outcome in which I have a cup of coffee is better than the outcome in which I don’t." To nie tak. Tzn. potocznie może i tak to odbieramy, ale nam chodzi o możliwie optymalną realizację celu teorii, a jestem prawie przekonany, że podejście posybilistyczne spowoduje więcej dobra, tj. pozytywnych odczuć niż podejście aktualistyczne. Co ważniejsze: ten typ uzasadniania odwołujący się do potocznych intuicji jest dyskusyjny. Tzn. w ogóle chodzi o zgodność z zasadą pierwszego stopnia racjonalności, metazasadą, a może i metameta i tak dalej. Czyli odrzucamy raczej typ argumentacji stosowanej w rozważaniach etycznych odwołujących się do intuicji (to akurat nic dziwnego), a przyjmujemy ten odwołujący się do zasad racjonalności? Trzeba tylko przekonać ludzi, ale właściwie nawet gdyby oni przeprowadzali rozumowania odwołując się do intuicji, to co to ma do tego, jak robić się powinno? Chyba, że w związku z tym, że słuszność stawiamy ponad prawdą (choć słuszność może w pewien sposób zakładać prawdę, co komplikuje sprawę) ma to jednak wpływ na uzasadnienia, których powinniśmy używać.

"There are a number of ways in which the actualist conception of obligation better fits our intuitions. For example, when we advise our friends and tell them what they ought to do, we do better if we take into account the consequences of their acting in the way that they would in fact act, rather than assuming that they will produce the optimal outcome associated with their action. More tellingly, suppose you are considering a choice of your own where option A could potentially lead to a tiny amount of good, but only if you followed through and were strong enough of will to avoid many pitfalls. If you were weak of will even once, it would lead to a great calamity. In contrast option B is safe and boring, leading to no additional good or harm. Let us also assume that you are quite weak of will and that, while you could avoid all the temptations on the first course of action, you in fact won’t and you strongly suspect this. It seems that it is best in such a case to settle for option B. However, possibilist theories like Feldman’s say that you ought to choose option A because the best accessible outcomes involve it. This obligation sounds acceptable in theoretical terms, but it would cause great problems if it were action guiding. This is not a fatal objection to possibilism, but shows how it clashes with certain consequentialist intuitions and thus why many consequentialists might seek an actualist theory of global consequentialism."

Czym takim charakteryzuje się spór aktualizm/posybilizm, że jest łatwiejszy do rozwiązania niż np. spór w sprawie eutanazji czy aborcji? Tym, że jest tam tylko komponenta konwencjonalna?

"It is quite simple to turn that theory into a possibilist one. We just need to change the definition of the goodness of x being in role R to look at the best world open to the agent in which x is in R." (To można zastosować do schematu zasady użyteczności, aby przekonać się czy słuszniejszy jest posybilizm czy aktualizm.)

W dyskursie naukowym i w dyskursie zdroworozsądkowego racjonalizmu, mieliśmy już elementy naszej teorii. Np. prakseologia czy ekonomia jako nauki o środkach, bez zakładania celów (chociaż np. "sprawność" w prakseologii?). Czy to miało w ogóle sens? Pytanie o cel zasadniczy należy (co uzasadniam w tej pracy) do nauki (można tutaj zastosować metodę racjonalną). Z innej strony: np. Austina koncepcja działania słowami - czy jest w jakiś posób podobna do mojej teorii?

Czas i przestrzeń w naszej koncepcji, a OTW i STW. Nasza teoria, a np. fakt, że nie wiemy, czy może istnieć coś szybszego niż światło; mechanika kwantowa; teoria strun, inne.

~~Coś więcej o dwóch komponentach: empirycznej i konwencjonalnej

~~Tam gdzie nie ma kryterium prawdziwości tam należy stosować naszą zasadę, gdy mamy wybrać rozwiązanie jakiegoś problemu?

Wybór pojęć pierwotnych jest konwencjonalny. I teraz wjeżdżamy w ten zbiór niesprzecznych teorii opisujących to samo naszą zasadą użyteczności i decydujemy. Bardzo możliwe, że nie ma jednego rozwiązania w stylu "zawsze przedstawiaj tę teorię używając tego i tego i tego (trzech) pojęć pierwotnych". Raczej optymalnym jest przedstawianie w różnych sytuacjach różnych teorii z różną liczbą pojęć pierwotnych.

Utylitaryzm łatwo populistycznie zaatakować zadając pytanie w stylu: "czy jest możliwe, że (tu wstaw najgorsze możliwe do wyobrażenia okrucieństwo) jest czymś słusznym?". Utylitaryści są bowiem zmuszeni tutaj do odpowiedzi, że "jest to możliwe" (chodzi o możliwość logiczną, ale także o możliwości "mocniejsze"). Atak ten przestanie być groźny dopiero wtedy, gdy doprecyzuje się naszą teorię. Być może nie powinienem wspominać w tym dokumencie o możliwości takiego ataku, ale przyjąłem, że chodzi mi tutaj o prawdę (nawet jeśli nie byłaby ona słuszna). Związki między prawdą, a dobrem w utylitaryzmie (jak i ustalenie co powinno być w tym dokumencie moim celem - prawda czy dobro) są skomplikowane i piszę o nich w innym miejscu.

Teoria oczekiwanej użyteczności to teoria normatywna, nie deskryptywna. Zawsze wydawało mi się to oczywiste, a przynajmniej ja tak ją zawsze traktowałem. Dlatego też np. tzw. paradoks Ellsberga i paradoks Allais jako potwierdzenie tezy, że codzienne wybory ludzi nie są zgodne z teorią oczekiwanej użyteczności, nie jest dla mnie niczym niezwykłym. W paradoksie Allais problematyczna jest założona funkcja użyteczności podmiotu.

Jest tak, że faktem jest pochodząca z teorii perspektywy zasada rozdzielania zysków. Zatem działajmy tak, aby stosować ją (~~skoro liczy się w etyce/teorii-działania ta subiektywność, a nie obiektywność; tj. doznawanie, a nie konfiguracja bytów). Czy to na pewno dobra rada?

Każdy człowiek przechodzi ze stanu nieświadomości do stanu świadomości i na odwrót. Mam tu na myśli głównie zasypianie i budzenie się. Jest w tym egzystencjalna niepewność. "Czy się jeszcze kiedykolwiek obudzę?" - myślą niektórzy, gdy zasypiają. To doświadczenie jest nieodłączną częścią życia człowieka - nawet jeśli tylko dla niektórych jest to doświadczenie świadome. W dodatku egzystencjalnej niepewności nie można się pozbyć. Niezależnie od tego, czy jesteś biedny czy bogaty - będzie ono istnieć dopóki żyjesz.

Pisałem już, że za pomocą rozumowania abdukcyjnego (napisz czym jest rozumowanie abdukcyjne) lub też za pomocą rozumowania transcendentalnego (napisz czym ono jest) możemy spróbować uzasadnić moją koncepcję etyki. Czy możemy jednak za pomocą jednego lub drugiego WYJAŚNIĆ fakt, że "musimy działać"?

Jan Łukasiewicz w swojej rozprawie "O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa" uzasadnia zasadę sprzeczności (zwaną też zasadą niesprzeczności) w sposób, w który moglibyśmy uzasadnić np. zasadę użyteczności lub np. fakt, że musimy działać. Czy powinniśmy tak zrobić? "I oto mamy dowód zasady sprzeczności, jedyny ścisły dowód formalny, jaki moim zdaniem istnieje. Zakładamy z góry, że przez przedmiot należy rozumieć tylko coś takiego, co nie może zarazem mieć i nie mieć tej samej cechy. Z założenia tego, które można uważać za definicję "przedmiotu" wynika bezpośrednio na mocy zasady tożsamości, że żaden przedmiot nie może tej samej cechy zarazem posiadać i nie posiadać" (przy okazji: Łukasiewicz podał dowód, który sprawia, że to w jakimś sensie jest określone [uzasadnienie dlaczego jest tak a tak], a lepiej byłoby, aby ta konwencje była najlepsza). Por. z uzasadnieniem naszym.

Co uzasadniałoby zasadę globalnego konsekwencjalizmu? Uzasadnienie pragmatyczne byłoby to? Tzn. odwołanie się do czegoś na kształt zasady racjonalności (najlepszym uzasadnieniem jest to, które przynosi najwięcej dobra – uwaga na ewentualne błędne koło i inne problemy). Najpewniej jakaś meta zasada racjonalności o tej samej treści (choć może sama zasada pierwszego stopnia?).

Nasze uzasadnienie (uzasadnienie pragmatyczne – zakładamy, że tylko takie jest uzasadnieniem prawomocnym, choć kwestia jest jeszcze dyskusyjna): przyjmijmy zasadę racjonalności (czy też teorię opartą na zasadzie racjonalności), ponieważ jest ona najbardziej korzystna dla wszystkich podmiotów świadomych/działających (sprawdź jak to się ma do problemu w rodzaju dylemat więźnia) czy też po prostu powoduje najwięcej pozytywnych odczuć (dobra) w świecie. Inaczej, kontrargument w stosunku do teorii konkurencyjnych: w pewnych sytuacjach może być słuszne/powinne/racjonalne zrobienie czegoś (pamiętaj o ewaluantach), co w danych okolicznościach nie realizuje największej możliwej ilości dobra.

Inaczej: żadna inna teoria nie powoduje zwiększenia dobra w takich ilościach.

Prawomocny argument przeciw każdej innej koncepcji poza naszą zasadza się na tym, o czym przed chwilą wspomnieliśmy, ale możemy także argumentować inaczej (dokonać tzw. krytyki wewnętrznej danej teorii i np. wykryć sprzeczność).

System etyki normatywnej pretendujący do prawdziwości, nie może zasadzać się religii (oczywiście możliwe, że np. treść zasad teorii uzasadnionej religijnie i teorii uzasadnionej niereligijnie jest taka sama).
Inny problem: czy MORALNOŚĆ powinna opierać się na religii? Utylitaryzm dopuszcza taką możliwość.

Money pump argument jest dobrym argumentem za nieprzechodniością np. preferencji.

"Moore przyznał, że nie jest w stanie wyanalizować relacji korespondencji i że pojęcie prawdy, tak jak pojęcie dobra, jest pojęciem pierwotnym, nieanalizowalnym przy pomocy pojęć bardziej elementarnych."

"Koherencyjną definicję natury prawdy należy odróżnić od poglądu, że koherencja jest jednym z naszych kryteriów prawdy."

"Słabości klasycznej koncepcji prawdy:
- niejasność pojęcia korespondencji (identyczność - nośnik prawdziwości nie jest podobny do faktów, izomorfia i homomorfia odnoszą się do abstrakcyjnych struktur, a poza nimi są tylko metaforą)
- niejasność pojęcia faktu (świat nie jest podzielony na fakty sam z siebie ale w wyniku poznawczej działalności człowieka, który konstruuje zdaniopodobne fakty) Jakie znaczenie dla naszej teorii ma kwestia faktów?
- problem faktów ogólnych, negatywnych czy przeszłych
- brak kryterium prawdy (jak poznać rzeczywistość, z którą mamy porównywać sądy w celu ustalenia ich prawdziwości – żeby tego dokonać, trzeba już prawdę znać; Brentano i zarzut błędnego koła)
- uwikłanie w realizm metafizyczny i epistemologiczny
- brak związków z praktyką poznawczą
- niepoznawalność prawdy
- problem prawdziwości zdań egzystencjalnych przeczących typu "kwadratowe koło nie istnieje", "nie ma jednorożców"
- problem prawdziwości zdań o przedmiotach fikcyjnych takich jak np. "Atena była córką Zeusa"
- problem prawdziwości twierdzeń matematyki."

"O jedności pojęcia prawdy decyduje lista siedmiu truizmów spełnianych, zdaniem Wrighta, w każdym dyskursie i przy każdej realizacji. Są to:
(1) truizm przezroczystości (każda postawa wobec sądu, np. uznanie czy wątpienie, jest postawą wobec jego prawdziwości)
(2) truizm nieprzejrzystości (niektóre prawdy mogą nigdy nie zostać poznane)
(3) truizm powiązywalności (negacje, koniunkcje, alternatywy sądów są tak samo zdolne do bycia prawdziwymi, jak te sądy)
(4) truizm korespondencyjny (prawdziwość to korespondowanie z rzeczywistością)
(5) truizm kontrastu (sąd może być prawdziwym nie będąc uzasadnionym i odwrotnie)
(6) truizm bezczasowości (jeśli sąd jest kiedykolwiek prawdziwy, to jest zawsze prawdziwy)
(7) truizm absolutności (nie ma mniejszej czy większej prawdziwości lecz zupełna prawdziwość lub jej brak)."

"Znaczenie każdego pojęcia składowego wyznaczone jest przez rolę (funkcję), jaką odgrywa w tej sieci pojęć. Rolę czy funkcję prawdy zaś wyznaczają wspomniane truizmy (Sąd, że p jest prawdziwy wtedy i tylko wtedy gdy p; Każdy sąd ma negację; Sąd może być uzasadniony ale nie być prawdziwy i prawdziwy lecz nie uzasadniony; Sąd prawdziwy koresponduje z faktami, a fałszywy nie; Fakty czynią sądy prawdziwymi). W przypadku zdań o faktach prawda polega na korespondencji z faktami, ale nie jest tak w dyskursie matematycznym czy moralnym (gdzie nie ma faktów)."
Co moglibyśmy nazwać faktami moralnymi?

"Teorie prawdy:
I. Obiektywizm
1. Korespondencyjna, semantyczna.
2. Realizm minimalny Alstona, Davidsona.
3. Deflacjonizm Ramsaya, Quine’a i Horwicha.
4. Teoria koherencyjna Blansharda.
5. Prawda jako mit Kołakowskiego.
II. Subiektywizm
1. Epistemiczne teorie.
2. Postmodernistyczne teorie.
3. Neopragmatyzm Williamsa.
4. Teoria konsensualna Habermasa."

"Absolutyzm w teorii prawdy nie jest tezą, że istnieją prawdy absolutne, lecz tezą, że prawdziwość jest własnością absolutną, a dokładnie:
- niestopniowalną (sąd nie jest mniej czy bardziej prawdziwy, lecz albo jest prawdziwy albo nie jest)
- niezmienną (jeśli sąd był kiedykolwiek prawdziwy, to jest też dzisiaj prawdziwy i pozostanie na zawsze prawdziwy)
- niezależną od podmiotu i okoliczności."

"Negacją absolutyzmu jest relatywizm jako teza, że ten sam sąd może być zarazem prawdziwy i fałszywy relatywnie do podmiotu, czasu czy miejsca (okoliczności jego stwierdzenia)."

"Klasyczne pojęcie prawdy pociąga za sobą absolutyzm."

Windykacja (vindication) Reichenbacha i Feigla to interesujący pogląd dotyczący indukcji.

[O prawdzie] "Nie musi też poddawać się wymogom dojrzałej teorii naukowej. Nie jest bowiem jedną z teorii ale pojęciem pierwotnym, które wszystkie teorie milcząco zakładają."
Czy to samo moglibyśmy powiedzieć o tym, co jest w naszej teorii dobrem nieinstrumentalnym? To byłoby chyba pójście na łatwiznę, ale należy zbadać, czy nie jest to aby jedyny sensowny sposób na uzasadnienie. Na pierszy rzut oka jednak nie wytrzymałaby ta teza krytyki.

"Prawdziwość orzeka się o wiedzy jako całości, a nie o jej poszczególnych elementach."
Jak to się ma do naszej teorii? Słuszne są tylko konkretne zrealizowane stany wszechświata czy można mówić o słusznych czynach? Na tym tle może dowiemy się czegoś więcej o naszej teorii.

Czy jest prawdą (czymś słusznym – też można zapytać) obiektywność prawdy ("prawdziwość zdań przy ustalonych znaczeniach zależy od świata")?

Według Dummetta realizm to pogląd, że zdania pewnej klasy “mają obiektywnie określoną wartość logiczną, zależnie od rzeczywistości, a niezależnie od naszych zdolności rozpoznawania, czy zdania, o których mowa, są lub nie są prawdziwe”.
Antyrealizm Dummetta jest stanowiskiem, że zdanie “może być prawdziwe lub fałszywe tylko wtedy, gdy posiadamy odpowiednie środki rozstrzygnięcia jego wartości logicznej”.
"Prawda nie może być pojęta w oderwaniu od możliwości jej rozpoznania, a zatem prawda sprowadza się do weryfikacji i znaczenia. Pojęcie prawdy transcendującej rozpoznawalność (weryfikację) jest niezrozumiałe."
Dużo analogii do dobra.

Prawda jest pojęciem rodzinowym (brak warunków koniecznych i wystarczających).
Czy np. dobro też? Nawet jeśli tak to i tak zmuszeni jesteśmy do stworzenia definicji regulującej (a być może nawet definicji projektującej). Dlaczego? ~~Bo musimy działać. Ponadto warto zauważyć, że nie musimy posługiwać się wyrazem "dobro" i jego odpowiednikami.

"Relatywizm globalny jest stanowiskiem samoznoszącym się i odcinają się od niego nawet filozofowie uważani za relatywistów (uwaga! niekoniecznie! patrz argument Groblera), tacy jak Putnam czy Rorty. Zdaniem relatywistów choć mówimy „x jest prawdą”, trzeba powiedzieć „x jest prawdą dla Jana Kowalskiego”."
Czy w naszej teorii mówiąc "x jest dobry" (x - zdarzenie, stan rzeczy, ewentualnie coś innego) i "x jest dobry dla Jana" nie jest przypadkiem tak, że mówimy o tym samym? Tzn. że ilość dobra (pozytywnych odczuć) zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku jest taka sama?

"Można zapytać o prawdziwość tych zrelatywizowanych zdań. Jeśli ich prawdziwość stwierdzona jest przy pomocy absolutystycznego pojęcia prawdy, to taki relatywizm jest niekonsekwentny i traci sens. Jeśli zaś ich prawdziwość jest znowu zrelatywizowana, to popadamy w ciąg w nieskończoność w relatywizowaniu i takiego relatywizmu nie da się skutecznie stwierdzić."

"Rorty uważany za relatywistę, sam odcina się od tego określenia. Odróżnienie pomiędzy absolutyzmem i relatywizmem jest bowiem absolutystyczne. Pragmatysta, w opinii Rorty’ego, nie głosi pozytywnej teorii stwierdzającej, że coś jest relatywne względem czegoś innego."

Locke: "ktoś, kto dobrowolnie pozostaje w granicach jurysdykcji państwa, wyraża milczącą zgodę na obowiązujące prawa". Napisz, Patryku, coś więcej o błędności tego poglądu.

"Prawdopodobieństwo jest funkcją, a nie wartością funkcji, stąd powinno się mówić o wartości funkcji prawdopodobieństwa dla argumentu a wynosi r, a nie o prawdopodobieństwie; p(a) = r."

Poincare: konwencje (definicje w przebraniu) stanowią kategorię sądów, których istnienie uszło uwagi Kanta.

"Najkrócej mówiąc logiczna rekonstrukcja danej koncepcji lingwistycznej polega na:
- odszukaniu pojęć pierwotnych (niedefiniowalnych)
- podaniu jednoznacznych definicji pozostałych - poza pierwotnymi - pojęć
- wyraźnym sformułowaniu założeń przyjmowanych bez dowodu (aksjomatów)
[Tak naprawdę aksjomat ma dowód. Jest nim on sam (chyba, że zmienimy terminologię lub podejście [?] na niestandardowe). - P.K.]
- ustaleniu ładu dedukcyjnego w ogóle twierdzeń rozważanej koncepcji."

Logika rozmyta mówi o tym samym, co logika nierozmyta, ale jest to inny schemat pojęciowy?

"Dretske odpiera tezę sceptycyzmu za pomocą teorii relewantnych alternatyw. Wiedzieć, ze p, to umieć wykluczyć relewantne alternatywy dla zachodzenia p. Hipotezy sceptyczne są jednak nierelewantne i wiedza nie wymaga ich wykluczenia. Są one bowiem czystymi możliwościami, a teoria komunikacji byłaby niemożliwa, gdyby traktować je poważnie. Przepływ informacji wymaga założenia trwałych warunków kanałowych, których nie podaje się w wątpliwość. Jeśli wszystkie logiczne możliwości byłyby brane pod uwagę, to wszystko stałoby się zakłóceniem i niczego nie dałoby się zakomunikować."
Tak naprawdę trzeba po prostu uznać, że to jest to problem decyzyjny i rozwiązywać go (jak wszystko) w celu zmaksymalizowania dobra nieinstrumentalnego, a nie rozwiązywać go z perspektywy kogoś, kto stwierdza zgodność lub niezgodność z rzeczywistością. To, o czym pisze Dretske brzmi rozsądnie właśnie dlatego, że idzie on drogą rozwiązywania z perspektywy dobra, nie prawdy ("gdyby ..., to nie dałoby się zakomunikować niczego"), choć chyba jest zbyt mało odważny.

"Jeśli znaczenie naszych słów i treść naszych przekonań zależy od kauzalnego oddziaływania na nas naszego środowiska życia, to przypuszczenie, że nie posiadamy jakiejkolwiek wiedzy o środowisku powoduje, że słowa te nie mają żadnego znaczenia lub są fałszywe. Zdaniem Putnama jeżeli możemy skutecznie opisać sceptyczną hipotezę „mózgu w pojemniku”, używając słów, które mają odniesienie, to hipoteza ta jest niemożliwa. Przy założeniu takiej koncepcji znaczenia, hipoteza ta albo nie ma odniesienia i nic nie znaczy albo fakt tego odniesienia świadczy o jej fałszywości. Putnam twierdzi, ze mózgi w naczyniu nie mogą pomyśleć, ani powiedzieć, że są mózgami w naczyniu. Ich słowa nie odnoszą się do tego samego, co nasze słowa. Jeśli mówią „jesteśmy mózgami w naczyniu”, ich słowa odnoszą się do pozorów wytwarzanych impulsami elektronicznymi, a nie do prawdziwych mózgów i naczyń (nie są z nimi w kauzalnych relacjach). Tymczasem, kiedy my mówimy „jesteśmy mózgami w naczyniu” nasze słowa odnoszą się do mózgów i naczyń spotykanych w naszym środowisku. Wtedy zaś, „jeżeli jesteśmy mózgami w naczyniu, zdanie ‘Jesteśmy mózgami w naczyniu’ jest fałszywe. Jest zatem (z konieczności) fałszywe”."

"Putnam uważa swój argument antysceptyczny za aprioryczny, a hipotezę „mózgu w pojemniku” za logicznie niespójną. Trzeba jednak zauważyć, że argumentacja Putnama opiera się na założeniu eksternalistycznej teorii znaczenia, a ta nie jest aprioryczna. Putnamowi udało się jednak pokazać, że istnieje taka teoria znaczenia, przy której hipoteza sceptyczna staje się niespójna."

"Ktoś, kto kwestionuje wszystkie dane świadomości, podlega samorefutacji, ponieważ posługuje się danymi świadomości, aby je właśnie zakwestionować."

"Skąd Pirron wie, że rzeczy są nie do osądzenia, skoro rzeczy są nie do osądzenia?
Skąd Pirron wie, że należy powstrzymać się od wydawania sądów, skoro rzeczy są nie do osądzenia?
Skąd Pirron wie, jak znaleźć szczęście, skoro rzeczy są nie do osądzenia?"

Anegdota o malarzu Apellesie: "kiedy nadworny malarz Aleksandra Wielkiego nie mógł namalować końskiej piany, zdenerwowany rzucił w obraz gąbką i wtedy ku jego zdziwieniu, muśnięcie gąbki odtworzyło pianę przy pysku konia. Podobnie przypadkowe odkrycie miało doprowadzić Pirrona do poznania skutków epoché; odkrył towarzyszący temu spokój. Ale, jeśli rzeczy są nie do osądzenia, to nie można ich nawet przypadkowo poznać."

"Odróżnianie przekonań prawdopodobnych i nieprawdopodobnych wymaga posiadania informacji, które traktuje się jako prawdziwe. A zatem, bez założenia prawdy nie ma też prawdopodobieństwa."

"Sceptycy dowodzą, że przez rozumowanie niczego poznać nie można, a w swoich dociekaniach skrupulatnie odróżniają pojęcia i przeprowadzają rozumowania."

"Dziesiątki stronic poświęca argumentom przeciwko możliwości kryterium prawdy i wywołuje u czytelnika wrażenie, że jest to sprawa beznadziejna, ale na koniec zawiesza sąd w tej sprawie i oficjalnie niczego nie twierdzi. Gdyby postąpił inaczej i zaakceptował konkluzje swoich argumentów, naraziłby się na zarzut niespójności (skoro nie istnieje kryterium prawdy, to jak sceptyk może to wiedzieć?). We wstępie Zarysów pirrońskich czytamy, że wszystko, co Sekstus napisze w tym dziele jest tylko relacją z jego wrażeń, a autor nie uznaje tych wypowiedzi za prawdziwe. Jest to praktyka zgodna z tym, co później zostanie ogłoszone: sceptyk uznaje tylko zjawiska, odrzuca wszelkie twierdzenia o rzeczach, a w codziennej praktyce idzie za zjawiskami."

"1. Wiedza nie wymaga pewności.
Keith Lehrer zaproponował odparcie sceptycyzmu za pomocą zamiany pojęcia wiedzy pewnej na wiedzę bez pewności i porzucenie pretensji do pewności.
Inspiracja filozofią języka potocznego i Wittgensteinem (wiedza jest tam, gdzie nie ma pewności lecz wątpliwości i racje).
Jest to właściwie zignorowanie sceptycyzmu.

2. Wiedza nie rządzi się regułami dedukcji.
Robert Nozick, jeden z autorów hipotezy mózgu w laboratorium, aprobuje założenia sceptyków (nie wiemy czy nie jesteśmy mózgami w laboratorium), ale kwestionuje zasadę ich rozumowania zwaną zasadą implikacyjnego domknięcia wiedzy (epistemiczna interpretacja modus ponens).
To właśnie ta zasada umożliwia sceptykom negację posiadania przez nas wiedzy codziennej.
Przykład podstawienia do zasady implikacyjnego domknięcia wiedzy: jeśli wiem, że jeżeli siedzę i piszę na Ziemi, to nie jestem mózgiem w pojemniku na Alfa Centauri i nie wiem, że nie jestem mózgiem w pojemniku na Alfa Centauri, to nie wiem, że siedzę i piszę na Ziemi.
Williams uważa, że Nozick pomieszał treść wiedzy z wiedzą jako sytuacją poznawczą.

Załóżmy (1), że wiem, iż właśnie siedzę przy biurku i załóżmy (2), że wiem, iż jeśli siedzę przy biurku, to nie jestem mózgiem w pojemniku. Czy stąd wynika, że wiem, iż nie jestem mózgiem w pojemniku? Nie, ponieważ mogę nawet nie mieć takiego przekonania, taka myśl mogła mi nawet nie przyjść do głowy.

W odniesieniu do wiedzy jako treści nie ma sensu odrzucać zasady domknięcia.

3. Wiedza nie wymaga wiedzy o wiedzy.
Wiedza może istnieć bez dowodu swojego istnienia (sceptyk niesłusznie zakłada, że wiedza nie może istnieć bez wiedzy o wiedzy, np. Dretske i inni eksternaliści).
Nawet jeśli sceptyk ma rację co do wiedzy drugiego rzędu, to nie musi mieć racji co do wiedzy pierwszego rzędu (np. wiedza małych dzieci czy wiedza milcząca).

4. Uzasadnienie nie wymaga przejścia procedury uzasadniania.
Michael Williams uważa, że kluczowe dla problemu sceptycyzmu jest pojęcie uzasadnienia, ponieważ zdaniem sceptyków wiedza jest niemożliwa z powodu jego braku.
Sceptycy twierdzą, że „nie możemy nawet ustalić posiadania uzasadnionych przekonań”. Filozoficzny czyli radykalny sceptycyzm jest tezą, że „nigdy nie mamy najmniejszego uzasadnienia dla przekonania o jednej rzeczy raczej niż drugiej”, „nic nigdy nie może być uzasadnione”."

"Wyobraźmy sobie dwa systemy prawne: pierwszy traktuje oskarżonego jako winnego do czasu ewentualnego oczyszczenia z zarzutu; drugi traktuje oskarżonego jako niewinnego dopóki nie zostanie mu udowodniona wina. Sceptyk zakłada pierwszy system i zasadę wcześniejszego ugruntowania: zawsze mamy prawo postawić pytanie „skąd wiesz?” i domagać się przeprowadzenia procedury uzasadnienia."
~~Potraktować jak problem decyzyjny i rozwiązać w duchu dobra, nie prawdy. Uwaga na ograniczenia!

"Nawet żeby zadać pytanie, trzeba mieć już wiele przekonań."

"Znaczenie nie jest wewnętrzną sprawą podmiotu."

Hipoteza Bliźniaczej Ziemi: "wyobraźmy sobie, że w jakiejś galaktyce istnieje planeta podobna do Ziemi. Płyn nazywany tam „wodą” nie jest H2O, lecz XYZ. Woda XYZ jest nieodróżnialna w normalnych temperaturach i ciśnieniu od naszej wody. Smakuje tak samo, gasi pragnienie i płynie w rzekach. Na Ziemi słowo “woda” oznacza H2O, a na Ziemi Bliźniaczej XYZ. Cofnijmy się do roku 1750, kiedy chemia była jeszcze w powijakach. Wyobraźmy sobie Oskara1 na Ziemi i Oskara2 na Ziemi Bliźniaczej, którzy wskazując na szklankę, mówią „To jest woda”. Czy ich słowa znaczą to samo?"

"Zdaniem Putnama jeżeli możemy skutecznie opisać sceptyczną hipotezę „mózgu w pojemniku”, używając słów, które mają odniesienie, to hipoteza ta jest niemożliwa."

Samowiedza, a samoświadomość.

"Scientists after leaving their desks and laboratories must use common knowledge. They must communicate with colleges and family, eat breakfast, cross the street etc.
Science is theoretical knowledge and even if it contains much information about balance food, it is not enough to make the decision what to have for breakfast today. Common knowledge with its flexibility and ambiguity is better to deal with everyday problems. We can say that common knowledge is practical one."
Oczywiste z punktu widzenia tego, na co powinna być nakierowana nasza wszelka działalność.

"Science seems continuation to common knowledge (making it more exact, clear and reliable, theoretical expanding, eliminating common ambiguities, too quick inferences etc)."

"Great discoveries require rejecting usual way of looking and thinking. That is exactly the thesis of Kuhn about scientific revolutions."

"Matematyczne sformułowanie problemu jest zazwyczaj o wiele bardziej zwięzłe, a ponadto jaśniejsze i mniej narażone na mylną interpretację. Co ważniejsze jednak, przekładając oznajmienia w zwykłym języku na jakiś przypuszczalnie równoznaczny zapis symboliczny, jesteśmy zmuszeni do badania zwykłych oznajmień językowych w sposób staranniejszy, niż czynilibyśmy to w innych warunkach i dzięki temu potrafimy wykryć wypadki niejednoznaczności i nieostrości, które inaczej uszłyby może naszej uwadze."

"Logika (teoria poprawnego wnioskowania) zajmuje się poprawnością formalną, a epistemologia poprawnością materialną sądów."

"Sąd jest formalnie poprawny jeśli jest jednoznaczny, niesprzeczny i wynika logicznie z przesłanek, na których jest oparty."

"Sąd jest materialnie poprawny jeśli jest oparty na prawdziwych przesłankach. Rozumowanie jest materialnie poprawne, jeśli zawiera prawdziwe przesłanki."

"Logika formalna nie zajmuje się wartością wiedzy percepcyjnej, która jest źródłem przesłanek dla rozumowań."

"Kiedy powiada się, że część znaczenia wyrażenia "logicznie poprawny" zastosowanego do wnioskowań dedukcyjnych, stanowi to, iż logicznie poprawne wnioskowanie, którego przesłanki są prawdziwe, prowadzić będzie do prawdziwego wniosku, to narzuca się komentarz, że o kimś, kto o tym fakcie nie wie, nie powiemy, że rozumie on to zastosowanie wyrażenia "logicznie poprawny"."

"Jeśli nie wszędzie od razu możemy dostrzec sprzeczność, to skąd niby wiemy, że konstrukcje, które uchodzą za niesprzeczne, sprzeczności nie zawierają?"

Grzegorczyk: rozwiązanie pragmatyczne paradoksu kłamcy - uznanie, że zdania samozwrotne nie wyrażają sądów.

"Nauka chce mówić o tym, co jest obiektywne, a wszystko, co nie należy do struktury, lecz do materiału (czyli da się wyrazić przy użyciu konkretnej definicji ostensywnej) jest subiektywne (knowledge by acquaintance). To, co nieopisywalne jest znane by acquainteance."

(fragment artykułu Ajdukiewicza)
Decydujemy się, żeby w języku, w którym zamierzamy mówić, pewien dany termin był nazwą takiego przedmiotu, który spełnia warunek sformułowany w zdaniu, w którym termin ten występuje. Np. decydujemy się, żeby w języku geometrii terminy "punkt", "linia prosta" i "przechodzi przez" były nazwami takich tworów, które spełniają następujący warunek: "przez dwa punkty przechodzi zawsze jedna i tylko jedna linia prosta".
Na podstawie tej decyzji nazywanej konwencją terminologiczną, uznajemy powyższe zdanie. Tak więc wydaje się, że metoda uznawania zdań na podstawie konwencji terminologicznych, daje gwarancję prawdziwości uznawanych na tej drodze zdań. Z drugiej strony wydaje się, że jest to metoda bezpośredniego uzasadniania, bo dla uznania zdania nie odwołujemy się do żadnego innego zdania jako przesłanki, tylko do konwencji terminologicznej: ta ostatnia jest DECYZJĄ (!!!), aktem woli, a jej słowne wypowiedzenie nie jest zdaniem oznajmującym, które by coś stwierdzało lub przeczyło czemuś, tylko zdaniem rozkazującym.
Jednak metoda konwencji terminologicznych oraz metoda dedukcji nie wystarczają do uzasadnienia żadnego twierdzenia; tzn. że jeśli pozostaniemy przy tych metodach, to nie będziemy mogli zbudować żadnego systemu asertywno-dedukcyjnego, którego zdania byłyby uzasadnione.
Warunek istnienia. Musimy przyjąć przesłankę egzystencjalną, stwierdzającą, że istnieje przedmiot, spełniający ten warunek. W przeciwnym razie moglibyśmy dowieść np. istnienia człowieka, który ma 100 metrów wzrostu. Wystarczyłoby w tym celu postanowić, żeby np. termin "Polifem" denotował przedmiot, spełniający warunek: "Polifem jest człowiekiem o wzroście 100 metrów" i stwierdzić, że dzięki tej konwencji Polifem jest człowiekiem o wzroście 100 metrów. Wówczas wyżej wymienione prawo logiki upoważni nas do wyprowadzenia wniosku, że istnieje człowiek o wzroście 100 metrów.
Warunek jedyności. "Dla każdego x i y, jeżeli D(x) i D(y) to x=y".

"Istnieją niezliczone liczby rzeczywiste, dla których nie mamy desygnujących ich wyrażeń. Termin "liczba rzeczywista" denotuje wszystkie liczby rzeczywiste, widzieliśmy jednak, że nie mogą one wszystkie być desygnowane."

"Załóżmy, że wszystkie koty, jakie istnieją i kiedykolwiek istniały na Ziemi, to maszyny zbudowane przez Marsjan. Czy zatem myliliśmy się co do tego, czym tak naprawdę są koty czy też kotów w ogóle nie było? Putnam twierdzi, że w ogóle ich nie było."
O rozwiązaniu decyduje moim zdaniem rachunek zysków i strat (przy ewentualnych założeniach dodatkowych).

"Zdania typu "Koty są zwierzętami" są "mniej konieczne" niż takie zdania, jak "kawalerowie są nieżonaci"."

"Jeżeli rozum ujmuje przedstawienie, to ogarnia tylko skutki przedmiotów przedstawionych, a nie zewnętrzne przedmioty przedstawione."
"Jest tu założone pojęcie przyczyny, a także wnioskowanie przyczynowe, o których sceptycy sądzili, że je całkowicie wyeliminowali. Rozróżnienie między fenomenem, a przedmiotem istniejącym może mieć znaczenie tylko i wyłącznie wtedy, gdy się w sposób dogmatyczny przyjmie rozróżnienie między jawieniem się, a istnieniem oraz ściśle określone pojęcie przedmiotu istniejącego poza tym, co się jawi (sceptyk nie może tego zrobić)."

"Sceptycyzm w sprawie racjonalności wywodu lub prawdziwości jakiegoś twierdzenia może być efektywnie wykazany tylko pod warunkiem, że racjonalność jakiegoś innego wywodu zostanie zaakceptowana."

Spostrzeżenia są względne, iluzje i halucynacje, powidoki, daltonizm, sny, stany hipnotyczne, inne patologie percepcji, "skoro percepcja jest warunkowana przyczynowo przez oddziaływanie ze strony przedmiotów zewnętrznych, to znaczy, że spostrzegamy nie przedmioty, ale ich skutki z naszej świadomości", "spostrzegamy nie przedmiot, bo ten już nie istnieje, ale jego obraz".

Wiedza pewna (prawdziwa) to pleonazm? Czy wiedza może być niepewna (nieprawdziwa) jeśli ma być wiedzą? Rozstrzyga zasada użyteczności (pamiętaj o ograniczeniach)?

"Typowy sceptycyzm to teza, że wiedza nie istnieje i nie jest możliwa (w podobny sposób przedmiotem wątpienia sceptycznego bywa uzasadnienie). Raczej wątpliwe, że jest to teza sceptycyzmu."

~~Dyskurs nakierowany na prawdę wygląda tak: ktoś coś głosi, zwykle w sposób niejasny, potem następuje polemika (argumenty przeciw), która zwykle źle interpretuje to, co niejasne i proponuje się coś co zwykle również jest niejasne. Ponadto sama niejasność jest niejasna i w ogóle mamy bałagan.
Dykursy nakierowany na dobro miałby wyglądać inaczej. [napisz jak konkretnie]
Przy okazji: wielu rzeczy nie jesteśmy tutaj pewni, ale raczej oczywiste jest, że ktoś wygłasza tezę, że są jakieś argumenty za i przeciw. Dlaczego? Czy to nasze subiektywne wrażenie spowodowane ilością zetknięć z tym schematem dyskursu?

"Teza sceptycyzmu zwykłego na temat globalnego faktu niewiedzy: wiedza nie istnieje.
Teza sceptycyzmu iteratywnego na temat globalnego faktu niewiedzy: nie wiemy, czy cokolwiek wiemy.
Teza sceptycyzmu zwykłego na temat lokalnego faktu niewiedzy, np. nie istnieje wiedza na temat zewnętrznego świata, w dziedzinie etyki, na temat przeszłości itd.
Teza sceptycyzmu iteratywnego na temat lokalnego faktu niewiedzy, np. nie wiemy, czy mamy jakąkolwiek wiedzę na temat zewnętrznego świata (w dziedzinie etyki..., na temat przeszłości itd.).
Teza sceptycyzmu zwykłego na temat globalnej niemożliwości wiedzy: wiedza nie jest możliwa.
Teza sceptycyzmu iteratywnego na temat globalnej niemożliwości wiedzy: nie wiemy, czy wiedza jest w ogóle możliwa.
Teza sceptycyzmu zwykłego na temat lokalnej niemożliwości wiedzy: nie jest możliwa wiedza na temat zewnętrznego świata...etyki...przeszłości itd.
Teza sceptycyzmu iteratywnego na temat lokalnej niemożliwości wiedzy: nie wiemy, czy jest możliwa wiedza na temat zewnętrznego świata...etyki...przeszłości itd."

"Agnostycyzm - niepoznawalność bytu (ta teza jest pewna).
Sceptycyzm - niedostateczność metod poznania (powątpiewalna na równi z tezami rzeczowymi)."

"Agnostycyzm jest zatem stanowiskiem radykalniejszym od sceptycyzmu zarówno co do treści (nie tylko kwestionuje ludzką wiedzę, ale sam byt uważa za niepoznawalny), jak i co do siły asercji (nie kwestionuje własnego stanowiska)."

"Kwestie metafizyczne przekraczają zdolności poznawcze ludzkiego rozumu."

"Teza sceptycyzmu globalnego sama siebie unieważnia (albo zawiera nieuzasadnioną wątpliwość, albo jest wewnętrznie sprzeczna). Samorefutacja nie dotyczy jednak sceptycyzmów lokalnych, nie daje żadnego przykładu wiedzy i nie usuwa hipotezy złośliwego uczonego. Również postawa wątpienia i zawieszania sądu jest niespójna, ponieważ zakłada poznanie własnych czynności świadomych, sens słów, elementarne fakty na temat świata."
„Gdyby ktoś próbował wątpić we wszystko, to nie doszedłby nawet do wątpienia w cokolwiek. Gra w wątpienie sama zakłada już pewność”.

"Starożytni sceptycy byli w gruncie rzeczy sceptykami lokalnymi, ponieważ nie wątpili o wartości danych samoświadomości, o tym, co im się wydaje, lecz jedynie o tym, czy tak jest w rzeczywistości."
„Nikt chyba wątpić nie będzie, że dany przedmiot jawi się tak albo tak; szuka się tylko tego, czy jest taki, jak się jawi”.
"Taka sytuacja niezwykle ułatwiała im septyczne wątpienie, ponieważ własne wątpliwości traktowali jako niewątpliwe. Uważali, że mają prawo toczyć na ten temat nieograniczony dyskurs, zgłaszać problemy i aporie, pytać, formułować argumenty, wyprowadzać wnioski itd. Późniejsi filozofowie zauważyli jednak, że język nie jest czysto prywatny, a zatem używając publicznego języka do argumentacji sceptycznej, już zapożyczamy potoczną wiedzę."

- „Człowiek, kosztując czegoś, może przysięgać w dobrej wierze, że wie, iż dla jego podniebienia jest to słodkie lub przeciwnie, gorzkie, i żaden wykręt grecki nie zdoła odebrać mu tej wiedzy”
- „Nie widzę bowiem, w jaki sposób akademik obali takie twierdzenia: Wiem, że przedstawia mi się to jako białe… wiem, że to ma dla mnie przyjemny zapach”
- „O tym, że ja jestem, że wiem o tym i lubię to – jestem najpewniejszy (…). Co do tych prawd nie ma żadnej obawy wobec takich zarzutów akademików, gdy pytają: a cóż będzie, jeśli się mylisz? Jeśli się mylę - to dowód, że jestem. (…) choćbym się i mylił, to niewątpliwie nie mylę się w tym, iż wiem, że jestem. (…) jak wiem to, iż jestem, tak samo wiem również i to, że wiem o tym”.

Dystans czasowy i strukturalny, pośrednictwo pojęć, zależność przekonań od języka i kłopoty z werbalizacją przekonań. "Wszystko to nie pozwala, aby jakiekolwiek zdanie w pierwszej osobie, wyrażające dane samoświadomości, miało status niepowątpiewalnego".

"Argumentacje sceptyków zwykle zakładają pojęcie wiedzy pewnej. Potocznie „wiedzieć” nie znaczy „wiedzieć z pewnością”. Argumenty sceptyków upadają po zastąpieniu pojęcia wiedzy pewnej pojęciem wiedzy potocznej. Taka zmiana pojęcia wiedzy nie rozwiązuje problemu sceptycyzmu a jedynie go odsuwa."

"W odpowiedzi na pytanie „Skąd wiesz?” mamy trzy możliwości (trylemat Agryppy): ciąg w nieskończoność, błędne koło lub dogmatyczne założenie. Fundamentyzm próbuje zatrzymać regres (ciąg w nieskończoność) poprzez wyznaczenie przekonań bazowych, które nie potrzebują uzasadnienia. Koherentyści twierdzą, że błędne koło nie jest złe, a uzasadnienie nie polega na posiadaniu podstaw lecz na wzajemnym powiązaniu przekonań. Fundamentyzm i koherentyzm prowadzą jednak do sceptycyzmu o jeden poziom wyżej, tj. na poziomie metauzasadniania. Jak bowiem uzasadnić ich koncepcje uzasadnienia i rozstrzygnąć spór pomiędzy nimi?"

"Siła sceptycznych argumentów związana jest z pewnymi teoretycznymi ideami, które można odrzucić."

"Sceptyk jednostronnie zakłada, że wątpienie nie wymaga racji, zaś uzasadnienie zawsze." Tu widać jak na dłoni, że do problemu należy podejść z perspektywy dobra, nie z perspektywy prawdy. Z perspektywy racjalności decyzji, a nie z perspektywy stwierdzenia jak rzeczy się mają. Uwaga jednak na ograniczenia.

"Eksternalizm epistemiczny: teoria wiedzy i uzasadniania jest eksternalistyczna w typowym sensie, gdy pozwala, aby czynniki uzasadniające dane przekonanie nie były introspekcyjnie dostępne podmiotowi przekonania. Jeśli wiedza to prawdziwe uzasadnione przekonanie, to koncepcja uzasadnienia ma wpływ na koncepcję wiedzy."

"Internalizm zakłada, że czynnikiem uzasadniającym może być tylko to, co jest introspekcyjnie dostępne podmiotowi uzasadnianego przekonania, a zatem jego inne przekonania, doświadczenia, myśli, czyli stany wewnętrzne."

"Eksternaliści wprowadzają jako czynniki uzasadniające kauzalne związki, reliabilność procesów, które doprowadziły do uformowania przekonania, a zatem zewnętrzne fakty. Są to czynniki, które nie są bezpośrednio dostępne podmiotowi w refleksji (introspekcji) i może się zdarzyć, że podmiot nie zna czynników uzasadniających jego przekonanie, a zatem może nie wiedzieć, że jego przekonanie jest uzasadnione (a w konsekwencji nie wiedzieć, że wie)."

"Dla internalisty jest wykluczone, aby podmiot nie wiedział, że jego uzasadnione przekonanie jest uzasadnione, ponieważ to podmiot decyduje o uzasadnieniu (uzasadnienie jest wewnętrzną sprawą podmiotu, w przeciwieństwie do prawdziwości, która jest kwestią zewnętrzną względem podmiotu)."

"[...] Quine aprobuje jednak tezę sceptyka, że nie istnieje wiedza pewna."

Goldman: "zagadnienia epistemologiczne są niezależne od rozstrzygnięcia kwestii sceptycyzmu. Gdyby okazało się, że sceptyk ma rację i ludzie nie są w stanie posiadać wiedzy, i tak trzeba by przekonania podzielić na lepsze i gorsze pod względem ich rzetelności czy siły wyjaśniania. Gdyby zaś okazało się, że sceptyk nie ma racji i ludzie mogą posiadać wiedzę, i tak trzeba by jeszcze ustalić, które procedury i metody prowadzą do wiedzy."
! Analogia z istnieniem wartości w etyce.

"Wiedza i uzasadnienie mogą istnieć bez dowodu ich istnienia (brak dowodu wbrew sceptycyzmowi nie przesądza ich nieistnienia)."

"Gettier podał dwa kontrprzykłady do standardowej definicji wiedzy."
"Jeden z nich jest następujący: człowiek o nazwisku Smith ma mocne podstawy do sądzenia, że jego sąsiad Jones posiada samochód marki ford, ponieważ jak daleko Smith sięga pamięcią, Jones zawsze miał forda, ostatnio podwiózł go fordem i trzyma forda w garażu. Smith ma także innego znajomego, Browna, o którego aktualnym miejscu pobytu nic nie wie. Znając jednak logiczne własności spójnika alternatywy, Smith stwierdza z przekonaniem, że Jones posiada forda lub Brown jest w Barcelonie. Zdarza się jednak tak, że Jones nie posiada aktualnie forda i jeździ fordem wypożyczonym, a Brown jest akurat w Barcelonie.
W tym przypadku Smith ma prawdziwe uzasadnione przekonanie, a jednak trudno powiedzieć, że posiada wiedzę. Standardowa definicja wiedzy nie zawiera więc wystarczających warunków dla wiedzy."

Propozycje „czwartego warunku”:
- „nieobecność fałszu w podstawie przekonania pretendującego do wiedzy” (Chisholm)
- „przekonanie pretendujące do wiedzy nie może być obalone/udaremnione przez inne przekonania prawdziwe” (Lehrer i Paxson).

"S widzi, że człowiek o nazwisku Tom Grabit kradnie książkę z biblioteki. Możemy sądzić, że S ma stosowne uzasadnienie dla przekonania, że Grabit ukradł książkę. Załóżmy jednak, że całkowicie bez wiedzy S, matka Toma Grabita powiedziała, że Toma nie było w bibliotece lecz był tam jego bliźniaczy brat Tim. Gdyby S dowiedział się o tym, to jego uzasadnienie byłoby udaremnione. Przekonanie S-a jest uzasadnione, ale nie jest wiedzą w myśl koncepcji braku udaremnienia. Tak mocny warunek prowadzi jednak do zakwestionowania większości naszych przekonań. Mogą istnieć prawdziwe ale zwodnicze świadectwa, które udaremniają uzasadnienie."

Kondycjonalna definicja wiedzy (Nozick): "S wie, że p =df (1) p jest prawdziwe; (2) S ma przekonanie, że p; (3) Gdyby p nie było prawdziwe, to S nie miałby przekonania, że p; (4) Gdyby p było prawdziwe, to S miałby przekonanie, że p."

"Goldman – wiedza to pojęcie prototypowe i nie da się jej zdefiniować przy pomocy warunków koniecznych i wystarczających".
Widzimy tutaj podobieństwo koncepcji Goldmana do koncepcji pojęć rodzinowych w sensie Wittgensteina oraz do koncepcji Austina ("„wiem” to wyrażenie performatywne, które nie oznacza żadnego stanu umysłu, a jest jedynie środkiem językowym do poręczania swoim autorytetem").

"Pojęcia są zwykle reprezentowane za pomocą cech, które nie są konieczne, a tylko często przysługują desygnatom danego pojęcia. Zbiór takich cech to prototyp."
"Przedmiot jest uważany za desygnat danego pojęcia jeśli jest dość podobny do prototypu. Nie każdy ptak lata i śpiewa (pingwiny nie latają, a sępy nie śpiewają)."
"Desygnaty pojęć dzielą się na typowe i nietypowe. Podobnie, niektóre przypadki wiedzy są modelowe, a inne peryferyjne."

Poznanie dzieli się na bezpośrednie i pośrednie.

"Poznanie pośrednie dzieli się na dedukcję i indukcję. Indukcja jest niepewna, a dedukcja popełnia petitio principii, wpada w regressus ad infinitum lub odwołuje się do poznania bezpośredniego, które już zostało zakwestionowane."

Wersja pierwsza (treść mniej więcej taka sama, inne ujęcie). 10 argumentów za niemożliwością poznania bezpośredniego:
- rozmaite stworzenia różnie spostrzegają te same rzeczy
- różni ludzie odmiennie spostrzegają te same rzeczy
- te same zmysły dają rozmaite spostrzeżenia w zależności od okoliczności
- percepcja zależy od odległości
- percepcja zależy od ośrodka, np. powietrza
- percepcja zależy od ilości przedmiotów i ich składu
- percepcja zależy od relacji miedzy spostrzegającym i spostrzeganym
- percepcja zależy od oczekiwań
- percepcja zależy od wychowania
- percepcja zależy od innych okoliczności społecznych

Wersja druga (treść mniej więcej taka sama, inne ujęcie). Dziesięć tropów Ainezydema przeciw poznaniu bezpośredniemu. Wykaz najwyższych kategorii wątpienia (na podstawie Realego):
1. Różnice w budowie zmysłów, które niewątpliwie pociągają za sobą powstawanie wrażeń zmysłowych nie tylko różnych, ale i sobie przeciwstawnych (w tym wartość pozytywna i negatywna?). A zatem: zawieszenie sądu.
2. Różnice spotykane u ludzi: różne postrzeżenia, myśli, odczucia, odmienne postawy praktyczne. Demofon, kucharz Aleksandra: w cieniu - gorąco, w słońcu - zimno.
3. Odmienna budowa różnych zmysłów u jednego człowieka. Np. jabłko. Dla wzroku - żółte. Dla smaku - słodkie. Dla węchu - przyjemnie pachnące.
4. Różne i zmienne są dyspozycje, sytuacje, stany ducha, od których w konsekwencji zależą przestawienia. Bo i stan szaleńców nie jest przeciwny naturze. Dlaczego bowiem oni maja być szaleni, a nie my?
5. Zróżnicowania i sprzeczności w mniemaniach ludzi na temat wartości moralnych (dobra i zła, piękna i brzydoty, prawdy i fałszu), bogów oraz powstania i końca świata.
6. Nic nie jawi się nam w sobie i przez siebie w swojej czystości, lecz zawsze tylko w różny sposób zmieszane z czymś innym; nasze przedstawienie jest zawsze uzależnione od tego zmieszania.
7. Przedstawienia rzeczy są uzależnione od odległości, odmiennego położenia i miejsca.
8. Na nasze przedstawienia radykalnie wpływa ilość i stosunki ilościowe; pojedyncze ziarenka piasku wydają się chropowate, lecz ich duża ilość robi wrażenie miękkiej.
9. Najczęściej poznajemy rzeczy, zestawiając je z innymi i że bez takiego porównania poszczególne rzeczy same z siebie są niepoznawalne. "Trop względności". Mała rzecz jest porównywana z dużą, sucha z mokrą, ciepła z zimną, lekka z ciężką, czarna z białą itd.
10. Na nasz sąd wpływają ciągłość, częstotliwość lub rzadkość pojawiania się zjawisk.
Wniosek, jaki Sekstus Empiryk wyprowadza z poszczególnych tropów: nie możemy się wypowiadać co do realności przedmiotów zewnętrznych.

(na podstawie Realego - coś tam zmieniałeś, ale nie wiadomo co)
Agryppa, lepsze 5 tropów:
1. Niezgodność poglądów.
2. Jeśli chce się rozwiązać jakiś problem, trzeba przytoczyć dowód. Okazuje się jednak, że żaden dowód sprawy nie kończy: każdy dowód potrzebuje innego dowodu, a ten znowu następnego i w ten sposób popada się w regres w nieskończoność. Skoro nie mamy gdzie utwierdzić właściwego dowodu, następuje zawieszenie sądu.
3. Żadnej rzeczy nie można poznać w niej samej, lecz poznaje się ją zawsze w odniesieniu tak do poznającego, jak i do innych rzeczy wespół z nim postrzeganych.
4. W celu uniknięcia regresu w nieskończoność, dogmatycy przyjmują swoje pierwsze zasady bez dowodu i uważają, że są one bezpośrednio uzasadnione, a więc zakładają coś w sposób całkowicie bezpodstawny. "Chcą po prostu i bez żadnego dowodu zakładać na mocy ustępstwa". Diogenes Laertios: "to zaś jest nieuprawnione, bo równie dobrze można by przyjąć założenia wręcz przeciwne".
5. Błędne koło w dowodzeniu. Gdy chcąc uzasadnić rzecz poszukiwaną, rzecz tę zakłada się w samym dowodzie, przytaczanym dla jej wyjaśnienia. Inaczej: gdy rzecz, którą się przyjmuje jako wyjaśnienie i rzecz, którą chce się wytłumaczyć, wzajemnie się potrzebują.

"Trzy pozostałe tropy idą o wiele dalej i przy dobrym wykorzystaniu prowadzą do zakwestionowania nie tylko prawomocności przedstawień, lecz także wartości każdej formy rozumowania i badania, bez względu na to, czy dotyczy ono rzeczy zmysłowych, czy poznawanych rozumem."

Chiliagon brany za koło.

"Wyobraźmy sobie, że matematyk chce sprawdzić, czy jakieś wyrażenie jest twierdzeniem badanej przez niego teorii. Dowód tego twierdzenia wymaga jednak milionów bądź miliardów operacji, tak że wykonanie ich przez człowieka jest praktycznie niemożliwe. A więc o twierdzeniu tym nie można orzec, czy jest ono prawdziwe czy nie. Zastosowanie w tym przypadku maszyny pozwoli przeprowadzić dowód; powstaje jednak pytanie, czy dowód ten może być przez człowieka rozumiany? W dotychczasowym sensie - chyba nie. Jeżeli nie, to za pomocą maszyn matematycznych można dowodzić twierdzeń, których nie można zrozumieć, ewentualnie pojęcie zrozumienia wymaga innej interpretacji."

Jednoznaczna charakterystyka gatunku, a istotna charakterystyka gatunku.

"Dawniejsza opozycja filozoficzna wobec logiki modalnej była osadzona w przybliżeniu w trzech różnych (i nieporównywalnych) przekonaniach. Po pierwsze, są tacy, którzy są przekonani, że wszystko, co jest prawdziwe jest koniecznie prawdziwe, a stąd nie ma żadnej różnicy między prawdą, a prawdą konieczną. Po drugie, są tacy, którzy wierzą, że nic nie jest koniecznie prawdziwe, a stąd dla dowolnego zdania p, zdanie Np (p jest koniecznie prawdziwe) jest po prostu fałszywe. A po trzecie, są i tacy, którzy twierdzą, że słowa "koniecznie prawdziwe" nie niosą jakiegokolwiek sensu. Tak więc, każde z tych nastawień filozoficznych odrzuca logikę modalną ze swoich własnych powodów."

Determinizm jest warunkiem pewności wiedzy - czy jego zakwestionowanie podważa pewność wnioskowań?

Twierdzi się, że koekstensywność cech nie jest wystarczającym warunkiem ich identyczności. W takim razie co nim jest? Cechy są identyczne wtw są koniecznie koekstensywne jak twierdzi Quine w jednej ze swoich książek?

! Teoria słuszności, którą chciałbym zbudować, to docelowo Logika (~~logika wszystkiego).
Teoria dobra miałaby pełnić rolę epistemologii i zajmować się prawdziwością przesłanek?
Czy jest prawdziwość, skoro słuszność/dobro jest prima facie ważniejsza?
Czy na te pytania odpowiada zasada użyteczności?
Jakie są jej ograniczenia?

"Fizycy pozostając pod wrażeniem sukcesów mechaniki kwantowej czują się przekonani, że jest ona prawdziwa; a jednak ich niekończące się dyskusje na temat interpretacji mechaniki kwantowej pokazują, że przekonani o jej prawdziwości, nie wiedzą, co ona znaczy."

Aprioryzm umiarkowany: zdania empiryczne, zdania analityczne, zdania syntetyczne a priori.
Aprioryzm skrajny: zdania analityczne, zdania syntetyczne a priori.
Empiryzm umiarkowany: zdania empiryczne, zdania analityczne.
Empiryzm skrajny: zdania empiryczne.

"Może być tak, że ludzie umieją identyfikować przypadki zdań analitycznych, ale nie potrafią podać dobrej ogólnej definicji analityczności."

"Przykłady zdań analitycznych należą do jednych z poniższych grup:
(a) prawa logiki
(b) egzemplifikacje praw logiki za pomocą zdań języka naturalnego, np. "Warszawa leży nad Wisłą lub Warszawa nie leży nad Wisłą"
(c) twierdzenia czystej matematyki (stosowana stanowi odrębny problem)
(d) zdania w rodzaju "każdy kawaler jest nieżonaty"
(e) zdania typu "żadna powierzchnia nie może być zarazem czerwona i zielona".
Na ogół nie kwestionuje się analityczności (a) i (b). Pogląd w sprawie (c) zależy od rozstrzygnięcia statusu matematyki. Analityczność grupy (d) wymaga uznania, że stosowne zdania dają się zredukować do (a) drogą zastępowania synonimów przez synonimy. Najbardziej sporna jest grupa (e).
Quine przyjmuje analityczność grup (a), (b) i (c). Podziela on bowiem logicyzm. Nie ma jednak według niego zadowalającego sposobu określania analityczności dla zdań z grupy (d) i (e)."

"Quine rozważył definicje analityczności i zarzucił im następujące braki:
1. pojęcie znaczenia jest niejasne
2. definicje nie mogą być źródłem synonimiczności, bo ją zakładają
3. wymienialność salva veritate w kontekstach ekstensjonalnych jest zbyt słabym warunkiem dla synonimiczności, ponieważ wyrażenia koekstensjonalne wcale nie muszą być równoznaczne
4. gdy przechodzimy do kontekstów intensjonalnych to synonimiczność i wymienialność wyrażeń synonimicznych salva veritate zakłada analityczność, a więc to, co chce się zdefiniować
5. definicja zdania analitycznego jako koniecznie prawdziwego jest niedobra, gdyż pojęcie konieczności jest notorycznie mętne
6. pojęcie reguły semantycznej nie jest jasne bez uprzedniego zdefiniowania synonimiczności
7. nawet, gdyby przyjąć pojęcie reguły semantycznej jako pierwotne i zdatne dla określenia kategorii analityczności, to uzyskalibyśmy tylko definicję dla wyrażenia "zdanie analityczne w J", a nie "zdanie analityczne"."

"Kryterium analityczności i/lub synonimiczności powinno być:
1. ogólne
2. mieć postać "... wtw ..."
3. unikać podejrzanych pojęć
4. być wolne od błędnego koła
5. być behawiorystyczne
6. być nominalistyczne."

"Zdanie a jest analityczne w języku J wtw a jest pewnikiem języka J lub konsekwencją logiczną jego pewników.
Zdanie a jest analityczne w języku J wtw a jest definicją ustalającą znaczenie jakiegoś terminu języka J lub logiczną konsekwencją takiej definicji.
Zdanie a jest analityczne wtw a jest prawdziwe w każdym możliwym świecie.
Zdanie a jest analityczne wtw jest niemożliwe, aby a było fałszywe.
Zdanie a jest analityczne wtw zdanie nieprawda, że a jest wewnętrznie sprzeczne.
Zdanie a jest analityczne wtw a jest prawdziwe wyłącznie na mocy znaczeń i niezależnie od faktów.
Zdanie a jest analityczne wtw a jest logicznie prawdziwe lub może być przekształcone w zdanie logicznie prawdziwe przez wzajemną zamianę synonimów.
Zdanie a jest analityczne wtw a jest prawdziwe w każdym opisie stanu.
Zdanie a jest analityczne wtw a może być zredukowane do prawdy logicznej za pomocą definicji.
Zdanie a jest analityczne wtw a jest prawdziwe wyłącznie na mocy reguł semantycznych języka J."

"Sformalizowana teoria filozoficzna jest potrzebna filozofom często tak samo, jak mechanikowi samochodowemu fizyka kwantowa i kosmologia. Tego rodzaju przekonanie naturalistów jest uzasadniane tezą, iż za wcześnie na kompletną formalizację, gdy mamy dopiero prototeorię (wszak fizyka współczesna też musi sobie radzić bez kompletnej formalizacji)."

"Godną uwagi cechą wieloznacznych terminów "light" i "bore" lub "bore us" jest to, że różne ich wypowiedzenia mogą być jawnie prawdziwe lub jawnie fałszywe o jednej i tej samej rzeczy. Cecha ta nie stanowi wprawdzie warunku koniecznego wieloznaczności terminu, ale w każdym razie jest jego najlepszym przybliżeniem, jakie udało nam się uzyskać."

"Kripke odróżnia sztywne desygnatory (np. "Wenus") mające tę samą denotację we wszystkich możliwych światach oraz deskrypcje (np. "gwiazda poranna"), które mogą mieć rozmaite odniesienia przedmiotowe w różnych możliwych światach. Arystoteles musi być Arystotelesem w każdym możliwym świecie, ale mógłby nie być uczniem Platona."

"Czy mówienie o "istotnej własności" jest sensowne jedynie w odniesieniu do deskrypcji?"

"Jeśli relatywista stwierdza, że nie ma uniwersalnych sądów, dotyczących świata, to jaki status ma jego własna teza?"
"Jeśli zrelatywizuję poznanie świata do schematu pojęciowego (mojej kultury), to czy teza o schemacie sama nie podpada pod schemat, a więc jest zrelatywizowana do mojej kultury, ergo można ją pominąć?"

Klasyczny rachunek predykatów - za stałe i zmienne może raczej zdarzenia, a nie rzeczy?

"Kiedy mówimy, że nic nie jest dowodem, mówimy, że z wyjątkiem argumentu, który wykazuje, że dowód nie istnieje; bowiem tylko on sam jest dowodem. A jeśli on sam siebie usuwa, nie jest przez to potwierdzone, że dowód istnieje. Skoro nie istnieje kryterium prawdy, to skąd sceptyk wie, że nie istnieje takie kryterium? Skoro bowiem rzeczy byłyby nie do osądzenia, to nic na ich temat nie moglibyśmy twierdzić. Albo więc Pirron błądzi, że rzeczy są nie do osądzenia, albo Pirron jest niekonsekwentny. Argument przeciwko dowodowi albo jest dowodem, albo dowodem nie jest. A jeśli dowodem nie jest, jest niewiarogodny, jeśli zaś jest dowodem, dowód istnieje."

"Gdy stwierdzam równocenność wszystkich stanowisk to chyba zgadzam się tym samym ze stwierdzeniem, że wśród nich mogą się znaleźć poglądy, które odrzucą równocenność."
"Jeśli, sięgając do tezy Feyerabenda uznamy, że "wszystko ujdzie", to w konsekwencji przyjmiemy również, że nie wszystko."

Podstawowe prawa logiczne w tym sensie, że są podstawowymi zasadami na których bazują schematy - aksjomatyka to insza inszość.

Czy dowód musi być dowodem prawomocnym, aby być dowodem? A wiedza? Pułapka języka potocznego (podobnie sprawa ma się z aktem i wytworem).

"Wyobraźmy sobie, że Wenusjanie lądują na Ziemi i obserwują pożar lasu. Jeden z nich powiada: "wiem, co jest tego przyczyną - atmosfera tej zakichanej planety nasycona jest tlenem". Ta krótka opowiastka stanowi ilustrację tego, że "warunek tła" jednego człowieka (lub istoty pozaziemskiej) może z łatwością być dla drugiego człowieka "przyczyną". To, czy coś jest "przyczyną" czy "wyjaśnieniem", zależy od wiedzy z tła oraz od naszego powodu postawienia pytania."

Czy fałsze - tak jak prawdy - mają własne korelaty?

Czy strukturę świata da się poznać przez studiowanie struktury języka?

"Obecny król Francji jest łysy", symbolika w logice zdaniowej, nonsens/absurd/asens, którą logikę powinniśmy wybrać?, która aksjomatyka czegoś tam jest najlepsza?, antynomia kłamcy, jakie zdania są a priori, a jakie a posteriori, jakie zdanie są analityczne, a jakie syntetyczne, konieczne/przygodne - na pierwszy rzut oka wydaje się, że problemy te można rozwiązać samą zasadą użyteczności (tj. bez odwoływania się do doświadczenia). Napisz jaka jest rola zasady, gdy mamy dane empiryczne i gdy ich nie mamy. Pamiętaj o ograniczeniach zasady użyteczności.

! (Prawie) wszystkie problemy rozwiązujemy opierając się na zasadzie użyteczności. [więcej napisz o tym]

Wang - atrybut aprioryczności:
"7+5=12
istnienie nie jest atrybutem
świat jest czterowymiarowy
istnieje coś
Vx(x=x) (istnieje takie x, że x równa się x)
nie mogę być Tobą
nie mógłbym się urodzić 15 lat później
Cantor odkrył twierdzenie Cantora
to zdanie jest prawdziwe
każdy ton ma natężenie i wysokość
jedna i ta sama powierzchnia nie może być cała zarazem czerwona i zielona
suma kątów w trójkącie równa się 180 stopni
suma kątów w trójkącie jest mniejsza od 180 stopni
zdanie w systemie formalnym, wyrażające niesprzeczność tego systemu
zasada indukcji matematycznej
dowolne dwie rzeczy różnią się przynajmniej w 30 detalach
każde zdanie jest albo prawdziwe, albo fałszywe
jeśli zdanie a jest analityczne i zdanie b wynika logicznie ze zdania a, to zdanie b również jest analityczne
przestrzeń jest trójwymiarowa
ziemia nie powstała 5 minut temu
istnieje przeszłość
f=ma
jedność nie jest wielością
jeżeli coś powinienem uczynić, to muszę to uczynić
zasada równości społecznej
świat jest systemem koniecznie powiązanych części
każde zdarzenie ma swą przyczynę
świat jest nieskończony
świat jest skończony, ale nieograniczony
co się stało, to się nie odstanie"

"Jeśli absolutne zdania analityczne są punktem odniesienia, to wszystkie inne są syntetyczne w jakimś stopniu. Nawet prawa rachunku predykatów w stosunku do tautologii rachunku zdań mają pewną komponentę syntetyczną, mianowicie założenie o niepustości dziedziny."

"Kawaler" (przedmiot fizyczny, ludzki, dorosły, męski, nigdy nie żonaty). ~~Jeśli w ogóle musi być podział, to najlepszy jest dwójkowy? "Teoria półek", a zasada użyteczności.

"Synkategorematyczne użycie przymiotników: wątpliwy zaszczyt, zwykłe dziecko, udawane uczucie, prawdziwe pieniądze, przyszłe matki."
"Przymiotnika używamy kategorematycznie w prawdziwie atrybutywny sposób."

"Czy wyrażenie "duży europejski motyl" ma być prawdziwe wyłącznie o europejskich motylach dużych jak na motyle, czy też o wszystkich europejskich motylach, dużych jak na europejskie motyle? Czy zasięgiem synkategorematycznego przymiotnika "duży" jest wyrażenie "motyl" czy "europejski motyl"?"

"Mieszkańcy innych światów mogą zgodnie z prawdą nazwać swoje własne światy światami aktualnymi, jeśli przez "aktualny" rozumieją to, co my."

"Jeśli nawet jest konieczne, że każda liczba parzysta jest sumą dwóch liczb pierwszych, nie wynika z tego, że wiemy coś o tym a priori. Istnieją konieczne prawdy a posteriori i istnieją prawdopodobnie przygodne prawdy a priori. Tak więc "może być poznane a priori" nie znaczy "musi być poznane a priori"."

"Teoria w pewnym szerszym sensie, którym posługuje się Quine, w którym o dowolnym zbiorze twierdzeń i ich konsekwencji (przy okazji: dwuznaczność!) powie się, że tworzy teorię, jest zobowiązana ontologicznie do uznawania tego rodzaju bytów, które należą do zakresu zmienności jej zmiennych, a to z kolei jest zdeterminowane przez predykaty zawarte w teorii."

"Na pytanie o strukturę przestrzeni da się odpowiedzieć za pomocą obserwacji tylko wtedy, gdy przestrzeń jest samozamknięta (zwarta, jak powierzchnia kuli) i tak mała, że będziemy w stanie kiedyś objąć ją całą badaniami obserwacyjnymi. W przeciwnym razie pytanie to zawsze pozostanie otwarte dla filozoficznych spekulacji."

"Gdy mówimy "Mojżesz nie istniał", może to znaczyć różne rzeczy. Może znaczyć: "wychodząc z Egiptu, Izraelici nie mieli jednego wodza" albo "ich wódz nie miał na imię Mojżesz" albo "nie było człowieka, który by dokonał tego wszystkiego, co Biblia przypisuje Mojżeszowi"."
Tę myśl możemy zastosować do naszej teorii (gdy mówimy, że „czegoś nie ma” lub „coś nie istnieje”)?

"Gdy odkrywamy, ze opatrzyliśmy nazwą dwukrotnie tę samą planetę, nasze odkrycie jest empiryczne."

"Wyznaczanie, a nazywanie faktu - określenie miejsca i czasu jednoznacznie wyznacza pewien fakt, ale go nie nazywa, nie mówi o żadnym znaczeniu, jakie tam zachodzi."

"Gdyby istniało skończenie wiele cząstek we wszechświecie, to nazwa "nieskończoność" nie miałaby żadnej realnej egzemplifikacji, byłaby pusta."

Realizm w odniesieniu do przedmiotów danego typu polega na uznaniu ich za istniejące.

Realizm versus nominalizm - istnienie powszechników.
Realizm versus fenomenalizm - istnienie przedmiotów percepcji (jaki status mają pozytywne i negatywne odczucia, tj. przyjemność i przykrość?)
Realizm versus instrumentalizm - istnienie teoretycznych przedmiotów nauki.
Realizm w odniesieniu do przyszłości kontra neutralizm (zgodnie z którym zdania przygodne, dotyczące przyszłości są pozbawione wartości logicznych).
Realista modalny wierzy w prawdy konieczne i przygodne, przedmioty o istotnych i akcydentalnych własnościach oraz w istoty indywidualne.
Realizm ontologiczny (metafizyczny) jest określany jako stanowisko uznające, że przynajmniej niektóre przedmioty istnieją niezależnie (tj. właśnie realnie) od podmiotu (jego świadomości).
Realizm epistemologiczny - jako stanowisko uznające, że to, co poznajemy (tj. przedmiot poznania) jest niezależne (tj. realne) od aktów poznania.
Realizm semantyczny - jako stanowisko, uznające całkowitą definiowalność znaczenia zdań oznajmujących przez transcendentne (tj. właśnie realne) warunki ich prawdziwości.
...

"Czy nasze doznania są nieomylne? Jeśli tak, to wpadamy w metafizykę, że dane zmysłowe są absolutnie prawdziwym obrazem świata i nie można wyobrazić sobie eksperymentu, który mógłby to potwierdzić. Jeśli są zawodne, to metoda pada, bo nie jest niezawodna do wszystkiego."
~~Zakłada się tu falsyfikacjonizm lub coś podobnego (co niekoniecznie jest prawdziwe), a poza tym może tu dochodzić do rozszerzenia koncepcji Poppera poza nauki empiryczne (ontologia/metafizyka być może jest czymś na kształt nauki formalnej lub jest jeszcze jakąś inną działalnością).

"Realizm metafizyczny zakłada, że:
- świat to określona suma przedmiotów, niezależnych od umysłu
- istnieje jeden i tylko jeden prawdziwy wyczerpujący obraz świata
- prawdziwość polega na pewnego rodzaju korespondencji."

"Antyrealizm ontologiczny stwierdza zależność istnienia przedmiotów od aktów świadomości."
"Idealizm metafizyczny, który światu przez nas poznawanemu odmawia, jak się to zwykło mówić, "bytu samoistnego" i czyni go tylko "korelatem myśli" (rozumianym w sensie psychologicznym lub logicznym)."
"Antyrealizm epistemologiczny - zależność przedmiotu poznania od poznawczej aktywności podmiotu."
"Antyrealizm semantyczny - redukowalność znaczenia zdania do warunków jego użycia."

"Niemal wszystkie odmiany antyrealizmu, o ile się je dokładnie przemyśli, zdają się pociągać za sobą odrzucenie dwuwartościowości."

Realizm pośredni - percepcja rzeczy jest mediowana przez dane zmysłowe jako elementy pośredniczące.
Realizm bezpośredni - docieramy bezpośrednio do własności rzeczy.

Fenomenalizm - spostrzegamy dane zmysłowe.

"Realizm bezpośredni opiera się na następujących tezach:
1. Istnieją przedmioty w przestrzeni fizycznej.
2. Przedmioty w przestrzeni fizycznej są spostrzegane.
3. Przedmioty są dostępne rozmaitym zmysłom.
4. Spostrzeganie przedmiotów fizycznych jest bezpośrednie.
5. Przedmioty są dostępne różnym obserwatorom.
6. Przedmioty istnieją w sposób ciągły.
7. Ten sam przedmiot, gdy nie jest obserwowany, ma podobne własności do tych, jakie posiada w trakcie jego obserwacji.
8. Percepcja dla swego zaistnienia wymaga przyczynowego oddziaływania ze strony spostrzeganego przedmiotu.
9. Percepcja zasadniczo dostarcza nam wiarygodnej tj. poprawnej informacji o spostrzeganych przedmiotach."

"Realizm bezpośredni w rozumieniu współczesnym nie przyjmuje tezy o takożsamości świata i jego obrazu, danego w spostrzeżeniu."

"Realizm pośredni podziela z realizmem bezpośrednim tezę o istnieniu przedmiotów zewnętrznych, ale zaprzecza, że spostrzeganie ich dotyczy. Percepcja ma za swój przedmiot reprezentację rzeczy istniejących w przestrzeni fizycznej."

"Fenomenalizm w ogóle odrzuca tezę, że spostrzeganie ma cokolwiek wspólnego ze światem zewnętrznym, a w skrajnej wersji powiada, że takowego w ogóle nie ma. Berkeley całkowicie negował istnienie świata zewnętrznego, Hume uważał tę kwestię za nierozstrzygalną, a Kant przyjmował istnienie noumenów jako przyczyn fenomenów."

"Fenomenalizm występuje też w formie lingwistycznej, tj. jako teoria głosząca, że wybór pomiędzy teoriami percepcji jest niczym innym, jak tylko decyzją w sprawie języka sprawnie opisującego spostrzeganie."
~~To jest już bardziej zbliżone do naszej zasady użyteczności.

"Jeżeli po mojej śmierci weźmie się dokładnie taki sam zbiór molekuł i umieści w kolbie chemicznej, będzie to taki sam agregat molekuł, lecz to nie będę ja."

"Frege uważał, że język naturalny jest ułomny logicznie, a to z następujących powodów:
1. Gramatyczna struktura zdania może niewłaściwie wyrażać jego strukturę logiczną.
2. Gramatyczna struktura zdania dopuszcza wieloznaczność.
3. Gramatycznie poprawne wyrażenia mogą nie mieć przedmiotu odniesienia."

"Można więc powiedzieć, że wszechświat istniał "zawsze", choć zaczął istnieć skończoną ilość czasu temu."

(idea chyba od Kartezjusza) Wiemy, że nie śnimy, mimo że nie możemy tego udowodnić - dowodzi to słabości rozumu.

"Morderca Smitha jest obłąkany" - ten konkretny czy "ktokolwiek zamordował Smitha, jest obłąkany"?

Paradoks nieostrości, a zasada użyteczności.

"Prąd elektryczny, fale radiowe - nie stanowiły, ale dziś stanowią część świata potocznego."

"Jak to możliwe, że teorie naukowe, umowne, nie odzwierciedlające struktury rzeczywistości i przyjmowane przez uczonych na zasadzie mody i umowy społecznej, pozwalają na tak dokładne przewidywania i tak zaawansowane wykorzystanie przyrody przez nauki praktyczne i technikę?"

"Spory metafizyczne nie są redukowalne do sporów semantycznych. To jednak wydaje mi się wątpliwe: jak można dobrać się do samego Bytu bez narzędzi językowych? W tej sprawie podzielam Quine’a doktrynę ontological commitment."
Z drugiej strony: czy mówienie, że czegoś nie ma, bo nie można tego stwierdzić, jest dowodem "naiwnej, metafizycznej skłonności ograniczania"?

Czy upadające w pustym lesie drzewo wytwarza jakiś dźwięk?

Dowód jako rodzaj syntaktycznego kryterium prawdy, a ograniczenia nałożone przez twierdzenia Godla.

Konformizm jest tym większy, im trudniej wymierne są oceniane wielkości.

Efekt wstecznej pewności.

Ludzie boją się często tego, czego nie znają - technologia (niewiedza).

(Tyszka)
Ludzie skłonni są bardziej pomagać delfinom, gdy są zagrożone ze względu na zanieczyszczenie spowodowane przez człowieka niż w przypadku wirusa.

Mit: coś już mówiono na uczelni/w szkole (jest w programie nauczania) - zatem uczniowie/studenci to wiedzą.

Zmierzch państw narodowych? Co będzie w miarę trwałe? Języki?

~~Mit: im więcej czytamy, tym lepiej.
Mit: im bardziej jesteśmy wykształceni, tym lepiej.
Mit: im jesteśmy mądrzejsi, tym lepiej.
Prawda: wszystko zależy od pozytywnych odczuć do jakich to prowadzi.

Idealny kandydat na prezydenta - każda ustawa do Trybunału Konstytucyjnego?

Rada Polityki Pieniężnej, "potem będziemy się przejmować", tego typu postawa to kpina z prawa.

"Inaczej niż w przypadku stosunków między ideami, zawsze jest logicznie możliwe, że prawdziwy jest fakt przeciwny."







W poszukiwaniu lepszej formy - rozmowa z samym sobą (fragmenty)...

Jakie są Pana poglądy etyczne?

Jestem utylitarystą.

Co to znaczy?

Nie wchodząc póki co w szczegóły, najwygodniej jest scharakteryzować utylitaryzm jako doktrynę etyczną polegającą na tym, że słuszność danego działania jest uzależniona od konsekwencji do jakich ono prowadzi, a także na tym, że celem naszym powinno być maksymalizowanie użyteczności.

Czym jest owa użyteczność?

W literaturze przedmiotu najczęściej przyjmuje się, że użyteczność jest dobrem dla kogoś. Przykładem dobra dla kogoś jest przyjemność, ale może to być w zasadzie cokolwiek, co dany podmiot uznaje czy mógłby uznać za dobre.

A Pan co uznaje za dobre?

Pozytywne odczucia.

Czyli po prostu przyjemność?

Jeśli uznamy, że każda przyjemność jest pozytywnym odczuciem, a każde pozytywne odczucie jest przyjemnością to tak. Z kilku jednak powodów wolałbym mówić o pozytywnych odczuciach zamiast o przyjemności.

Jakie to powody?

Wymienię tylko kilka. Po pierwsze, kwestią dyskusyjną jest, czy przyjemność i pozytywne odczucia są dokładnie tym samym. Po drugie, wyraz "przyjemność" bywał w historii myśli ludzkiej rozumiany nazbyt rozmaicie, a mi chodzi o jak najdokładniejsze określenie tego, co powinniśmy maksymalizować. Po trzecie zaś, przyjemność kojarzy się często z czymś sensualistycznym i chwilowym, a nie tylko to jest czymś wartościowym.

No dobrze. Pozostańmy zatem przy pozytywnych odczuciach. Mógłby Pan powiedzieć o nich coś więcej?

Co Pana interesuje?

Jak zamierza Pan je wyliczyć?

To oczywiście jedna z głównych trudności każdej teorii utylitarystycznej. Niektórzy nawet twierdzą, że skoro nie możemy policzyć ilości przyjemności, szczęścia czy też, jak w tym przypadku, pozytywnych odczuć, to utylitaryzm jest koncepcją bezużyteczną i czysto teoretyczną.

Zatem da się to zrobić czy nie?

Da się, choć pewnie nie w tej chwili.

Jak zatem zamierza Pan zastosować swoją teorię utylitarystyczną w praktyce, skoro nie ma Pan podstawowych parametrów?

Z grubsza rzecz biorąc są dwie możliwości. Pierwsza to taka, że nie da się policzyć ilości pozytywnych odczuć teraz, ale za to da się to zrobić w przyszłości. Druga możliwość zaś jest taka, że nie będziemy mogli tego zrobić nigdy.

Pan oczywiście wierzy w pierwszą możliwość...

Tak. Myślę nawet, że może to być bardzo nieodległa przyszłość. Jednak, co ważniejsze, nawet gdyby było inaczej, nie ma to aż takiego znaczenia.

Dlaczego?

Fakt, że czegoś nie wiemy, nie oznacza, że tego nie ma lub też że to coś nie działa. Niemożliwość policzenia ilości pozytywnych odczuć nie ma wpływu na to, czy utylitaryzm jest koncepcją prawdziwą. Chyba, że przyjęlibyśmy tzw. konstruktywizm metaetyczny...

Nie wchodźmy może teraz w szczegóły. Mówi Pan, że teoria, którą uważa Pan za prawdziwą, może być niestosowalna w praktyce. Ale wtedy słuszny byłby zarzut o którym Pan wspomniał, tj. że utylitaryzm jest bezużyteczny.

Owszem, jako filozof cenię jednak prawdę jako taką. Lecz jak podkreślam: ignoramus, ale nie ignorabimus, tj. nie znamy, ale poznamy. Jak dowody niektórych twierdzeń matematycznych. Poza tym: wolelibyśmy znać prawdziwą teorię i nie mieć możliwości jej zastosować czy też nie znać jej w ogóle?

Jednym z celów uprawiania etyki jest jednak zastosowanie jej ustaleń w praktyce...

Tak, wraz z ustaleniem prawdziwej etyki są to najprawdopodobniej cele najważniejsze.

Jak więc chce Pan zastosować utylitaryzm w praktyce w obliczu tych trudności?

Jest to możliwe. Nawet jeśli prawdą jest, że nie możemy dokładnie wyliczyć ilości hedonów i dolorów w świecie, to nie znaczy, że nie możemy tego oszacować. Ważniejsze jest jednak jeszcze coś innego. To mianowicie, że sama zasada użyteczności niekoniecznie wymaga od nas, abyśmy cokolwiek liczyli. Zasada użyteczności, co ważne, mówi nam tylko, że powinniśmy robić to, co jest optymalne. W sytuacji gdy, jak sądzimy, liczenie pozytywnych odczuć jest utrudnione albo wręcz niemożliwe, powinniśmy radzić sobie w inny sposób.

W jaki?

Na przykład szacując te "ostateczne" wartości liczbowe.

Jak?

Jeśli na przykład byłby Pan na wakacjach w Egipcie, zostałoby Panu w kieszeni 30 funtów i miałby Pan możliwość zachowania ich dla siebie bądź też wydania na jedną z trzech różnych wycieczek, to wybrałby Pan pewnie najbardziej korzystną dla siebie opcję. Wybierając ją, kierowałby się Pan pewnymi motywami, wśród których najważniejszy byłby zapewne wzgląd na własną przyjemność. Potrafiłby Pan z grubsza ocenić, która możliwość jest dla Pana najlepsza. Ten sposób postępowania jest jakąś tam, mniej lub bardziej prymitywną, formą szacowania "ostatecznych" wartości liczbowych. W tym przypadku bez uwzględniania innych ludzi.

Skąd jednak wiadomo, że te moje szacunki odpowiadałyby tym prawdziwym wartościom?

Moglibyśmy się o tym przekonać gdybyśmy znali te prawdziwe wartości liczbowe i porównali z nimi Pańskie szacunki. Jak Pan teraz poszacuje, czy opłaca się ze mną przeprowadzać ten wywiad, to może za kilkaset lat ktoś Panu powie, na ile dokładnie Pan to zrobił. A tak na poważnie: zasada użyteczności mówi nam o tym, aby działać możliwie najlepiej. Przyjęliśmy na potrzeby tej rozmowy, że nie możemy wyliczyć ilości pozytywnych odczuć do jakich prowadzą takie czy inne działania. W tej sytuacji rozwiązaniem najlepszym może być drugi w hierarchii wybór, gdyż w przeciwieństwie do pierwszego, jest on możliwy do zastosowania. Przypuszczamy, że może nim być szacowanie tych wartości "ostatecznych". Nie ulega wątpliwości, że przynajmniej w niektórych sytuacjach potrafimy to robić. W każdym razie jest to rozwiązanie lepiej nadające się do naszego celu, jakim jest maksymalizowanie pozytywnych odczuć, niż np. generowanie tych wartości losowo czy też pseudolosowo przez jakiś program.

A może to jest tak, że utylitaryzm jest całkiem fajnym projektem, ale w związku z tymi wszystkimi problemami, o których Pan wspomina, prawdziwa jest po prostu zupełnie inna teoria etyczna?

Nie. Tak jak mówiłem przed chwilą, czym innym jest prawdziwość teorii, a czym innym możliwość jej zastosowania.

W takim razie uznajmy za prawdziwą którąś z koncepcji utylitarystycznych, o ile rzeczywiście któraś jest prawdziwa, ale zastosujmy inną teorię.

Nie można wykluczyć, że tak właśnie powinniśmy zrobić. Przynajmniej do czasu aż nasza wiedza będzie na tyle duża, że pozwoli nam bez przeszkód zastosować teorię utylitarystyczną lub choćby teorię ociupinkę lepszą niż ta, którą wybralibyśmy zamiast utylitaryzmu. To brzmi jak żart, ale naprawdę nie ma sprzeczności w uznawaniu teorii utylitarystycznej za prawdziwą i w jednoczesnym twierdzeniu, że jeśli zastosowanie jakiejś innej teorii zwiększa użyteczność bardziej niż sam utylitaryzm, to powinniśmy stosować właśnie ją. Mało tego! Możliwe jest nawet, że utylitaryzm jest doktryną prawdziwą, ale nie powinniśmy twierdzić, że utylitaryzm jest teorią prawdziwą. To wszystko może się wydawać dziwne, ale w rzeczywistości są to sprawy znane od dawna w utylitarystycznej myśli etycznej.

Poruszył Pan tyle wątków. Na pewno wrócimy do nich w dalszej części rozmowy. Chciałbym jednak powrócić do kwestii liczenia pozytywnych odczuć. Powiedzmy, że mnie Pan przekonał, że powinniśmy szacować te wartości. Co jednak z sytuacjami, w których nie potrafimy szacować bądź też w ogóle nie wiemy, że mamy to robić?

Zawsze powinniśmy postępować w sposób tak efektywny, jak to tylko możliwe. Wybieramy najlepszą możliwość - tylko tyle i aż tyle. Oczywiście powstaje problem: skąd tak naprawdę wiemy, co jest najlepszą możliwością w danych warunkach? Niech Pan zauważy, że być może na poziomie intuicji zgodzimy się co do tego, że jeśli nie możemy wyliczyć wartości "ostatecznych", to drugim w kolejności działaniem powinno być szacowanie. Jednak gdyby ktoś zapytał "na jakiej podstawie tak twierdzimy?", to mielibyśmy nie lada problem z odpowiedzią. Ten problem jednak także proponuję odłożyć na później.

Dobrze. Zapytam więc może teraz o rzecz inną: dlaczego poprosił mnie Pan o przeprowadzenie z Panem tej rozmowy?

Chciałem i chcę w toku tej rozmowy spróbować przedstawić prawdziwą teorię etyczną, a przynajmniej naprowadzić dociekania w tej sprawie na właściwe tory.

Dlaczego nie napisze Pan po prostu rozprawy na ten temat?

Próbowałem. Jednak uznałem, że lepszym sposobem na wyrażenie moich idei będzie rozmowa, dialog czy też wywiad.

?

Uznałem, że tak będzie efektywniej i tyle. Zależy mi tylko na adekwatnym przedstawieniu moich poglądów, a także na tym, aby mnie Pan niejako przymusił do dokładniejszego przemyślenia niektórych wątków, aby Pan wskazał i zaatakował słabe punkty i aby był Pan krytyczny.

Bliska jest Panu myśl Platona, który cenił bardziej rozmowy z żywym człowiekiem niż tzw. kulturę słowa pisanego?

Myślę, że nie jest to szczególnie istotne. Po prostu jako filozof mam pewien cel, mianowicie sformułowanie prawdziwej teorii etycznej. Uważam, że zrealizuję go najpełniej w ten, a nie w inny sposób. Zależy mi na tym, aby moja koncepcja była prawdziwa lub możliwie bliska prawdy i aby wszelkie polemiki z nią były merytoryczne.

Jaki według Pana jest najważniejszy problem w etyce?

Istotę zasadniczego problemu etyki ujmują według mnie takie pytania jak np. "które działania są słuszne?", "jak powinienem postępować?", "jak powinniśmy działać?" czy też "co jest dobre?".

I jak idzie etykom jego rozwiązywanie?

Przede wszystkim za mało robi się dla etyki. Nie dostrzega się, że nierozstrzygnięcie podstawowych zagadnień etycznych jest główną przyczyną wielu problemów społecznych oraz indywidualnych. Za mało ludzi zdolnych zajmuje się etyką.

Może to dlatego, że ludzie ci wolą zajmować się czymś bardziej namacalnym, więcej zarabiać...

Pewnie tak. Myślę też, że zbyt mocno rozpowszechniona jest postawa polegająca na tym, że wszelkie próby stworzenia jakiegoś ostatecznego systemu etycznego z góry skazuje się na niepowodzenie, a ludzi zajmujących się takimi rzeczami, uważa się za dziwaków. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ponieważ dogmatyzm często w toku dziejów kończył się tragicznie, z drugiej zaś strony sytuacja, w której stworzenie teorii ostatecznej jest w ten sposób utrudnione, nie jest chyba dobra.

Po co nam właściwie jakaś ostateczna teoria etyczna? Czy wiara w możliwość stworzenia takiego systemu nie trąci młodzieńczym idealizmem?

Musimy dysponować wiążącą teorią etyczną – inaczej status wszystkich naszych problemów będzie taki sam jak obecnych, tzn. brak będzie zgody co do tego, które rozwiązania są słuszne. A co do wiary w taki system i idealizm: chodzić nam powinno o rozstrzygnięcie raz na zawsze jak sprawy się mają. Osobiście nie twierdzę z cała stanowczością, że uda się stworzyć ostateczny system etyczny. Może tak, może nie. Chodzi o to, aby zrobić tyle, ile tylko można w danym czasie i w danych warunkach.

Klasyczny utylitaryzm to "największa ilość szczęścia dla największej ilości ludzi". Zgadza się?

Tak. Jest to tak zwana zasada użyteczności. Ma one różne, mniej lub bardziej ścisłe, wersje.

A jaka jest Pana wersja?

Sformułowanie naczelnego twierdzenia czy też schematu utylitarystycznego to problem stosunkowo istotny, ale raczej techniczny. Myślę, że cyzelowaniem zasady użyteczności należy się zająć, gdy będziemy mieli lepiej określoną teorię. Jeśli jednak chciałby Pan, abym podał jakąś namiastkę przyszłej, ostatecznej reguły etycznej, to wymyśliłem np. coś takiego: celem naszym, to jest podmiotów, które są zdolne do układania strategii, jest optymalna strategia w grze z naturą, która ma na celu maksymalizację pozytywnych odczuć.

Brzmi nieźle. A jakie wersje zasady użyteczności dominują w uniwersyteckim dyskursie etycznym?

Jest ich całe mnóstwo, ale tak jak powiedziałem, jest to zagadnienie drugorzędne. Popularne jest np. określenie Dereka Parfita: "istnieje jeden cel wszelkiego działania: aby konsekwencje były tak dobre, jak to tylko możliwe". Z tym, że postulat ten jest raczej globalną zasadą konsekwencjalistyczną, a konsekwencjalizm jest czymś szerszym niż utylitaryzm.

To znaczy?

Teorie konsekwencjalistyczne to teorie, wedle których słuszne czy też powinne działanie to takie, które ma możliwie najlepsze skutki.

Czyli tak jak w utylitaryzmie...

Tak, gdyż każda teoria utylitarystyczna jest też teorią konsekwencjalistyczną, choć nie na odwrót.

Gdzie tkwi między nimi różnica?

Tak jak wspomniałem na samym początku naszej rozmowy: utylitaryzm zakłada pewną określoną teorię dobra, tj. zakłada, że jeśli coś jest dobrem, to jest dobrem dla kogoś. Dla konsekwencjalizmu zaś, dobrem może być cokolwiek - choćby jak największa ilość czterolistnych koniczyn, nawet gdy na świecie nie ma ani jednego człowieka czy też bytu świadomego.

Czy istnieje jakaś wpływowa teoria konsekwencjalistyczna, która nie byłaby utylitaryzmem?

Raczej nie. Z drugiej jednak strony wiele wskazuje na to, że każdą teorię etyczną można skonsekwencjalizować. Weźmy np. teorię etyczną Kanta, czyli koncepcję, która uważana jest za wzór teorii niekonsekwencjalistycznej. Jeżeli prawdą jest taka interpretacja kantowskiej etyki, że czymś jedynie dobrym na świecie jest dobra wola, to moglibyśmy pokusić się o przedstawienie tej doktryny w terminach konsekwencjalistycznych. Nie twierdzę, że z pewnością by nam się to udało, gdyż kantowska etyka jest bardziej skomplikowana i wiele zależy od tego jak dokładnie ją rozumiemy, ale sądzę, że coś jest na rzeczy. A jeśli tak, to istnieć może kilka wpływowych teorii konsekwencjalistycznych i nieutylitarystycznych zarazem. Tego typu rozważania to jednak typowe dzielenie włosa na czworo i marnowanie zasobów na kwestie, które nie są pierwszorzędne.

Przygotowując się do rozmowy z Panem, przeczytałem wiele książek o tematyce etycznej, jak i ogólnofilozoficznej. Jednym z autorów, którego pisma wydały mi się szczególnie interesujące, był Władysław Tatarkiewicz. Znane jest jego rozróżnienie na cztery rodzaje sądów etycznych. Co Pan sądzi o tym rozróżnieniu?

Tatarkiewicz istotnie rozróżnił cztery rodzaje sądów etycznych czy też sądów oceniających, ale oczywiście sam zdawał sobie sprawę z tego, że są to tylko rodzaje najważniejsze. Przypomnę, że chodzi po pierwsze o sądy o dobrach czy też wartościach, po drugie o sądy o słuszności, po trzecie o sądy o moralności czy też o intencji, a po czwarte o sądy o wysiłku czy też o zasłudze.

Mógłby Pan bliżej scharakteryzować te typy sądów?

Jak najbardziej. Sądy o dobrach to sądy, w których stwierdza się co jest wartościowe, na co powinno być nakierowane nasze działanie. Można uważać za dobro różne jakości, rzeczy czy też własności, np. przyjemność, wiedzę, dobrą wolę, smaczne posiłki, miłość... Tak naprawdę cokolwiek. Można mówić o jakiejś jednej jakości, a można też o wielu. Inaczej rzecz ujmując: można być monistą lub pluralistą. Byłbym jednak ostrożny jeśli chodzi o przywiązywanie wagi do tego rozróżnienia. Wiele z pozoru różnych jakości można sprowadzić do jednej i wiele zależy tu od siatki czy też schematu pojęć, jakimi operujemy. W etyce i w aksjologii panuje zgoda co do podziału dóbr na dobra autoteliczne, czyli dobra same w sobie, nieinstrumentalne, będące celem działania oraz na dobra instrumentalne, będące środkiem do czegoś. Mówi się często, że pieniądze są typowym dobrem instrumentalnym, a więc środkiem do osiągnięcia jakiegoś celu, takiego jak np. poczucie bezpieczeństwa czy możliwość zapewnienia sobie odpowiedniego komfortu życia.

Teraz sądy o słuszności...

Sądy o słuszności to, luźno rzecz ujmując, sądy, które mówią nam jak powinniśmy postępować. Wśród etyków często można spotkać się z opinią, że etyka normatywna dzieli się na teorię dobra i teorię słuszności właśnie. W jednym z popularnych podręczników do etyki przeczytałem, że teoria słuszności odpowiada na pytanie "jak podmioty indywidualne i instytucjonalne powinny reagować na właściwości wartościowe?". Myślę, że to trafnie oddaje czym jest teoria słuszności, a więc pośrednio także to, czym są sądy o słuszności. Widać wyraźnie, że trudno byłoby uprawiać teorię słuszności bez jakichś założeń na temat tego, co jest dobre.

Sądy o moralności...

Sądy o moralności to sądy o tym, czy danemu czynowi przyświecała dobra czy też zła intencja. Można czynić słusznie i niemoralnie jednocześnie albo niesłusznie i moralnie. Wydaje mi się, że gdy w jakiejś zwykłej życiowej sytuacji ktoś nam mówi, że postąpiliśmy nieetycznie, to najczęściej ma na myśli właśnie to, że mieliśmy złe intencje. To jednak skomplikowana sprawa i łatwo tu o błąd.

Zostały jeszcze sądy o zasłudze.

Sądy o zasłudze to chyba najmniej istotne z wszystkich tych sądów. Co nie znaczy, że nieistotne. Tatarkiewicz uznał, że są na tyle ważne, aby je wyróżnić. Chodzi tutaj o to, że jednej osobie łatwo jest działać moralnie czy też słusznie, a od drugiej wymaga to nie lada wysiłku. Im więcej wysiłku, tym osoba bardziej zasługuje na pochwałę, a zatem tym większa jej zasługa.

No dobrze. Pozwoli Pan, że...

Stop. Chciałbym Pana prosić o inną formę wywiadu. Nie chciałbym referować cudzych poglądów, bo jest to zadanie niewdzięczne i łatwo tu o zarzut nieadekwatności. Nie chciałbym też odpowiadać na tak różne pytania, bo wolałbym, aby rozmowa była mniej chaotyczna. Myślę, że lepiej jeśli będzie Pan próbował zadawać mi pytania w celu dowiedzenia się czegoś o tym, jaka teoria etyczna jest prawdziwa. To i tylko to. Jeśli uznam, że należy coś dodać do wywodu właściwego - zrobię to sam.

...

Jaka teoria etyczna jest prawdziwa?

Pewien wariant utylitaryzmu.

Czy w ogóle jakaś teoria etyczna musi być prawdziwa?

Uchylam pytanie jako niepierwszorzędne na tym etapie.

Na czym polega wariant utylitaryzmu, który uważa Pan za prawdziwy?

Ten wariant utylitaryzmu, w chwili, gdy wygłaszam te słowa, nie istnieje. Przynajmniej w tym sensie, że ja go nie znam. Mam pewne mgliste przypuszczenia na jego temat, ale właśnie po to z Panem rozmawiam, aby te przypuszczenia rozjaśnić najbardziej jak to tylko możliwe.

Czy ma Pan zatem do powiedzenia cokolwiek na temat tej rzekomo prawdziwej teorii?

Myślę, że tak.

Co takiego?

Powiedzmy, że przyjmuję jako główną tezę mojej teorii zasadę, o której już wspomniałem, czyli: celem naszym, to jest podmiotów, które są zdolne do układania strategii, jest optymalna strategia w grze z naturą, która ma na celu maksymalizację pozytywnych odczuć. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta zasada w ostatecznym rozrachunku może się okazać ułomna, ale od czegoś trzeba zacząć.

"Celem naszym, to jest podmiotów, które są zdolne do układania strategii, jest optymalna strategia w grze z naturą, która ma na celu maksymalizację pozytywnych odczuć". Dlaczego mowa akurat o pozytywnych odczuciach? Co miałoby uzasadniać Pańskie przekonanie, że powinienem działać tak, aby powiększać czy maksymalizować ilość pozytywnych odczuć w świecie?

...

W takim razie co powinniśmy nazywać czynem moralnym?

Decyduje o tym, jak o każdym innym działaniu, zasada użyteczności, bo wybór schematu pojęciowego to też pewne działanie, a słusznością (racjonalnością, efektywnością) działania rządzi właśnie zasada użyteczności. Problem z tym pytaniem jest taki sam jak z jakimkolwiek pytaniem o to, co powinniśmy robić. Po prostu nie mamy, póki co, liczb. Mam nadzieję, że ta niedługo przybliżymy się do tego, aby je mieć.

...

Czyli nie ma tutaj różnicy zdań?

Nie. Pozorna sprzeczność między tezami, jakie uznają obie te osoby, tj. "Antek postąpił niemoralnie okłamując w tej sytuacji babcię" (teza uznawana przez osobę pierwszą) i "Antek postąpił moralnie okłamując w tej sytuacji babcię" (teza osoby drugiej), jest rezultatem tego, że obie te osoby mówią o czymś innym używając słowa "moralnie" (i, co za tym idzie, "niemoralnie"). Pierwsza osoba ma na myśli to, że Antek miał złą intencję, a druga osoba ma na myśli to, że Antka działanie przyniosło pozytywne skutki. Te dwie sprawy są ze sobą niezwiązane. Podobną wieloznacznością obarczona jest spora część naszych codziennych dyskusji, podczas których używamy słów takich jak "powinien", "dobry", "słuszny" itd.

...







Czego nie wiemy (a przynajmniej nie wiemy w pełni) - tylko najważniejsze zagadnienia wymieniam:
- czym dokładnie są pozytywne i negatywne odczucia?
- jakie jest uzasadnienie dla reguły użyteczności?
- jaki dokładnie jest stosunek prawdy do dobra?
- jak dokładnie należy rozwiązać jeden konkretny problem decyzyjny (tu dużo zagadnień wyjdzie)?
- jakiej zasady/zasad drugiego rzędu powinniśmy używać (może żadnej?) i jakie jest tego uzasadnienie?
- co jest warunkiem wstępnym zastosowania zasady użyteczności, tj. jakie są ograniczenia w jej stosowaniu?